Feta w Coqueville

Feta w Coqueville
Автор книги:     Оценка: 0.0     Голосов: 0     Отзывов: 0 0 руб.     (0$) Читать книгу Скачать бесплатно Купить бумажную версию Электронная книга Жанр: Зарубежная классика Правообладатель и/или издательство: Public Domain Дата добавления в каталог КнигаЛит: Скачать фрагмент в формате   fb2   fb2.zip Возрастное ограничение: 0+ Оглавление Отрывок из книги

Описание книги

W Coqueville, małej rybackiej wiosce, żyją dwa zwaśnione rody.Mahéowie i Floche'owie nie cierpią się od wieków, a ostatnimi „neutralnymi” w wiosce – nieopowiadającymi się ani za jednymi, ani za drugimi – wydają się proboszcz i strażnik polowy. Młodzieniec z rodu Mahéów, łobuz i zawadiaka, zakochuje się w Margot, dziewczynie Floche'ów. Wydaje się, że nie ma szans ani na rozwinięcie tej miłości, ani na jakąkolwiek zgodę między skłóconymi. Do czasu, gdy Mahéowie wyruszają na łowy, ale zamiast ryb przywożą beczki z tajemniczymi trunkami.Feta w Coqueville to nowela autorstwa Emila Zoli, jednego z najwybitniejszych francuskich autorów francuskich drugiej połowy XIX wieku. Uznawany za najważniejszego prekursora naturalizmu w literaturze. Znany przede wszystkim z powieści takich jak Nana czy Germinal, tym razem w Fecie w Coqueville w humorystyczny sposób ukazuje codzienność wieśniaków oraz różne skutki nadużywania alkoholu.

Оглавление

Эмиль Золя. Feta w Coqueville

I

II

III

IV

V

Отрывок из книги

Tej niedzieli pogoda była straszliwa, jeden z tych nagłych huraganów wrześniowych, co wzniecają okropne burze nad skalistemi stokami Grandportu. Na schyłku dnia Coqueville ujrzało wśród fal okręt w rozpaczliwem położeniu, pędzony wichrem. Lecz mrok coraz grubszy nie pozwalał nawet myśleć o niesieniu pomocy. Od wczoraj „Wieloryb” i „Zefir” stały na kotwicy w małym naturalnym porcie po lewej stronie wybrzeża, między dwoma ławicami granitu. Ani La Queue ani Rouget nie mieli odwagi wypłynąć. Co najgorsza pan Mouchel, reprezentant wdowy Dufeu, raczył się jeszcze w sobotę osobiście pofatygować do wsi, z przyrzeczeniem osobnego wynagrodzenia, jeżeli sobie rybacy zadadzą trud seryo, w halach bowiem zabrakło świeżych ryb, skarżono się. Toteż w niedzielę wieczorem, kładąc się spać przy szumie nawałnicy, siekącej wioskę, Coqueville zrzędziło gniewnie i mieszkańcy mieli humor popsuty. Wiecznie jedna i ta sama historya: obstalunki się sypią, kiedy morze nie chce dać ryb. Cała wieś przytem rozprawiała o owym statku, który widziano gnanym przez huragan, a który w tej chwili spoczywa pewno na dnie fal.

Nazajutrz, w poniedziałek, niebo jeszcze było zachmurzone, morze, burzliwe ciągle, wrzało, nie mogąc się uspokoić, chociaż wiatr znacznie osłabł. Nareszcie ucichł zupełnie, lecz fale trwały dalej w rozkołysaniu wściekłem. Nie zważając na to, oba statki wypłynęły zaraz z południa na morze. Około czwartej „Zefir” powrócił, nic nie złowiwszy. Podczas gdy obaj majtkowie, Tupain i Brisemotte, przywiązywali go w małym porcie, La Queue, wściekły, groził oceanowi z wybrzeża pięścią. Pan Mouchel tymczasem czekał. Margot z połową mieszkańców wioski stała na brzegu, przypatrując się ostatnim spazmom burzy, pełna gniewu, równie jak ojciec, na niebo i morze.

.....

– A gdzież „Wieloryb”? – spytał ktoś.

– Tam za cyplem – odparł La Queue. – Jeżeli ten szkielet zdoła i tym razem dobić się do przystani, będzie to istny cud.

.....

Подняться наверх