Читать книгу Perfekcyjna Pani domu - Anthea Turner - Страница 6

WSTĘP

Оглавление

Przez całe swoje życie urządzałam domy. Ten pierwszy był domkiem pod drzewem. Odwrócone do góry dnem doniczki pełniły rolę krzeseł, kartonowe pudło udawało stół, za łóżko służyła poszewka na poduszkę wypchana sianem, a obudowa starego wentylatora odgrywała rolę kuchenki. Godzinami przyjmowałam w tym domku gości, a byli wśród nich mama, tato, młodsze siostry, koleżanki, i cała kolekcja moich pluszowych misiów. Najcenniejszy z nich siedzi teraz na półce i spogląda na mnie, gdy piszę te słowa.

Nasz dom jest naszą opoką, gniazdem i schronieniem. Odzwierciedla to, kim jesteśmy, co możemy dać innym, i w jakim stanie ducha się obecnie znajdujemy. Dlaczego są domy, które chętnie odwiedzamy, i takie, w których nie czujemy się komfortowo? Byłam już w tak wielu domach, zarówno na gruncie prywatnym, jak i zawodo-wym, że są dla mnie niczym otwarta książka i rzadko zdarza mi się na podstawie tego co widzę formułować błędne wnioski.

W tym momencie chcę coś wyjaśnić. Często spotykam się z pewną wymówką, która sprawia, że gotuje się we mnie krew (nawet gdy o tym piszę, czuję, że skacze mi ciśnienie), zwłaszcza gdy jest używana w dyskusji ze mną jako argument. Piękny, przytulny dom ma niewiele wspólnego z pieniędzmi czy jego rozmiarem. Sztuka polega na tym, by maksymalnie wykorzystać dostępne nam zasoby. Często opowiadam pewną historię, żeby zilustrować to, co mam na myśli. Ostatnio podzieliłam się nią z grupą studentów, którzy mieszkali jak w chlewie w przepięknym starym domu w Bristolu. Oto ona: pracując dla organizacji The Brooke Hospital[1], wybrałam się do Indii, gdzie wraz z weterynarzem odwiedzaliśmy ubogie wioski w pobliżu Delhi, potrzebujące naszej pomocy. Tego konkretnego dnia poznaliśmy trzynasto-osobową rodzinę zamieszkującą wspólnie jeden dom.

Jej życie było w pełni zależne od pracy jedynego muła.

To na jego grzbiecie dzieci jeździły do szkoły i to on zawoził ojca i starszych braci na pola, gdzie ścinali trzcinę cukrową (ich zarobek zależał od ilości trzciny ściętej i przewiezionej na miejsce skupu). Można by powiedzieć, że to zwierzę pełniło rolę terenowego samochodu z napędem na cztery koła. Niestety, uległo wypadkowi – jego tylne nogi były poważnie poranione i istniało ryzyko infekcji. Infekcja oznaczała utratę władzy w nogach, muł nie mógłby pracować, a rodzina straciłaby jedyne źródło utrzymania.

Już w drzwiach czekało nas niezwykle ciepłe powita-nie. Zaparzono herbatę i wyniesiono dla mnie jedyne krzesło, jakie posiadała ta rodzina. Obejrzałam ich kuchnię, w której puszki po jedzeniu wykorzystano na wszelkie możliwe sposoby, tworząc różne przedmioty – od lampek do pojemników na przechowywanie produktów. W salonie bielone wapnem ściany, zrobione z cegieł i gliny, zostały przyozdobione jaskrawymi tkaninami. Pościel znajdująca się w sypialniach była zgrzebna, ale zadbana i idealnie czysta. To było miejsce, w którym chciało się zostać. Mieli tak mało, ale udało im się stworzyć prawdziwy dom – źródło dumy i radości.

Rozejrzyj się wokół siebie: czy w maksymalny sposób wykorzystujesz to, co masz? Czy ci zależy? Czy twój dom jest dla ciebie powodem do dumy? A może słowa „ciężka praca” i „organizacja” są ci obce?

Jednym z (wielu) problemów nękających współczesne społeczeństwo jest fakt, że dbanie o dom sprowadziliśmy do roli zajęcia dla kompletnych nieudaczników życiowych, lub wciskamy je na siłę w nasz napięty grafik. Dbanie o dom nie znajduje się już na liście priorytetów, a dokonania ludzi (zwłaszcza kobiet) mierzymy na podstawie ich osiągnięć poza domem. Cóż, ja nie mam ochoty obudzić się, w wieku pięćdziesięciu lat, trzymając w objęciach stertę kaset wideo dokumentujących moje największe dokonania w telewizji. Rodzina i przyjaciele dadzą mi dużo więcej satysfakcji. Zapytałam jedną z uczestniczek programu „Perfekcyjna Pani Domu”, jak zdefiniowałaby swoją rolę. Nie zwlekając, odparła, że przed urodzeniem pierwszego dziecka (pięć lat wcześniej) pracowała na sta-nowisku głównej księgowej w branży marketingowej i że zamierza wrócić do pracy za dwa lata, kiedy jej najmłodsze dziecko pójdzie do szkoły. Czyżby przez siedem lat nie żyła w zgodzie ze sobą i nie była w stanie powie-dzieć z podniesioną głową: „Jestem teraz panią domu i mamą, uwielbiam to i jestem w tym dobra?”. Niestety, nie.

Ja sama mam problemy z określeniem siebie, ponieważ, jak większość kobiet, odgrywam wiele ról. Jestem żoną, macochą, przyjaciółką, córką, siostrą, panią domu, prezenterką telewizyjną, szefową firmy meblarskiej, zajmuję się poza tym mnóstwem innych rzeczy, o których na pewno nie chce ci się czytać. Fakt, że jestem w stanie połączyć te wszystkie funkcje, zawdzięczam sprawnej organizacji, a to oznacza, że w moim domu – mojej bazie i odskoczni – wszystko musi chodzić jak w zegarku. Potrzebuję tego nie tylko ja sama, ale również wszystkie osoby ode mnie zależne. Bo owszem, mam pomoc – w końcu najważniejszą zasadą zarządzania jest wyznaczanie obowiązków. Realizując pierwszą serię programu, poznałam błyskotliwą, inteligentną kobietę o imieniu Tracy. Miała ładny dom w Cheshire, dwójkę małych dzieci, zarządzała z domu agencją PR i usiłowała być „superwoman”.

Sprawy wymknęły się jej spod kontroli, a ona sama zaharowywała się, usiłując zapanować nad chaosem. Zapytałam, dlaczego nie zatrudni jakiejś pomocy, skoro ewidentnie ją na to stać. Odparła, że wywołałoby to u niej poczucie winy. Przecież powinna być w stanie sama nad wszystkim zapanować. Podejrzewam, że przeczytała zbyt wiele idiotycznych poradników. Bardzo cię proszę, jeśli możesz sobie na to pozwolić, zatrudnij pomoc do mycia okien, sprzątania, prasowania, opieki nad dziećmi i pielęgnacji ogrodu.

Każdy przypadek jest indywidualny, trudno więc silić się na uogólnienia, ale chyba mogę bezpiecznie stwierdzić, że prowadzenie domu jest podobne do prowadzenia małego hotelu. Nie ma tu miejsca na sentymenty.

Trzeba mieć biznesowe podejście i jak najlepiej wykorzystać dostępne finanse i czas. Wspominam często pewien dzień, gdy akurat ubiegałam się o tytuł „Superwoman Roku”. Biegłam w środku nocy na dół z workiem pełnym śmieci, kiedy znienacka worek się rozdarł, a jego obrzydliwa zawartość wysypała się na schody. Tego dnia nie przystąpiłam od razu do sprzątania, przeklinając jak szewc, ale wybuchnęłam płaczem. Wiem, że to babskie zachowanie, ale byłam u kresu wytrzymałości. Ten rozdarty worek na śmieci był ostatnią kroplą. Następnego dnia, po kilku ostrych słowach od mojego męża, na nowo ustaliłam swoje priorytety i do prowadzenia domu podeszłam z zupełnie innej strony.

To ty prowadzisz swój dom, a nie na odwrót. Nie jesteś niewolnicą i musisz cenić swój czas. Czytałam kiedyś książkę o prowadzeniu domu, w której calusieńka strona była poświęcona obszywaniu materiałem wiesza-ków na ubrania. Całkowicie się zgadzam, że ubrania powinny wisieć na przyzwoitych wieszakach. Słono płacimy za stroje z najnowszych kolekcji, należy więc o nie dbać. Ale samodzielne obszywanie wieszaków? Obliczyłam, że obszycie czterech wieszaków zabrałoby mi dokładnie cztery godziny. To oznacza, że – nie wliczając materiałów – sam czas poświęcony na ich wykonanie jest wart przynajmniej 60 zł, a w tej cenie można kupić sześć zapachowych, obszytych materiałem wieszaków. Nie twierdzę, że takie podejście należy mieć zawsze i do wszystkiego. Są takie rzeczy, jak na przykład domowa szarlotka, których nie kupimy za żadne pieniądze świata, ale mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi.

Pracując poza domem, musisz się dostosować do planu narzuconego ci przez pracodawcę: cele, daty i terminy zmuszają cię do organizacji pracy. W domu sama jesteś szefem, więc nie możesz sobie pobłażać i pozwalać na tracenie czasu na nieistotne sprawy, takie jak przeciągane w nieskończoność pogaduszki pod szkolną bramą, godziny spędzone na licytowaniu niepotrzebnych przedmiotów na Allegro (nie zapominaj o wartości twojego czasu!), rozmaite gry online, powtórki seriali i telezakupy, mejlowanie, SMS-owanie, itd., itp.

Jednym z najważniejszych dla ciebie słów musi stać się wyraz „priorytet”. Przygotowując któryś z odcinków programu, trafiliśmy do straszliwie zabałaganionego domu. Jego właścicielka wyszła nam na spotkanie z talerzem świeżo upieczonych, domowych rogalików.

Wyglądały ślicznie, musiały być niezwykle pracochłonne i smakowały zupełnie jak rogaliki, które można kupić w cukierni. Mniam! Ale czy ona naprawdę miała czas, by je przygotować? Jedno spojrzenie na dom i od razu nasunęła się odpowiedź: Nie.

Nieważne, czy mieszkasz sama, z przyjaciółmi, w związku partnerskim, czy masz rodzinę. Niezależnie od sytuacji, zazwyczaj jedna osoba przejmuje odpowie-dzialność za prowadzenie domu. Jeśli mogę się pokusić o uogólnienie (co jest zawsze niebezpieczne), tą osobą jesteś ty. W końcu czytasz tę książkę i jesteś kobietą (przykro mi, panowie, ale w tych sprawach naprawdę jesteśmy lepsze). Oczywiście umiem uzupełnić olej w samochodzie, naprawić płot czy zamocować półkę, ale jeśli mogę, wolę tych rzeczy nie robić. Większość znanych mi facetów świetnie sobie radzi z prasowaniem koszul, nakryciem stołu czy ułożeniem poduszek (sztuka sama w sobie), ale to, co dobre dla jednych, niekoniecznie musi być dobre dla drugich. Odłóżmy więc na bok polityczną poprawność.

Wrócę na chwilę do zasady prowadzenia domu jak małego hotelu: ty jesteś menedżerem, i to ty ustalasz zasady. Jeśli ktoś ma ochotę przejąć twoje obowiązki – droga wolna, choć, szczerze mówiąc, wątpię, by tak się zdarzyło. Wszyscy wielcy menedżerowie – i menedżerki – zachęcają podwładnych do pracy nie pokrzykiwaniami, ale stawiając siebie samych za przykład. Ich energia i zaangażowanie są źródłem inspiracji dla całego zespołu.

Czy można oczekiwać od dzieci sprzątania pokojów, kiedy za przykład mają dorosłą wersję małego bałaganiarza?

Kiedy wszyscy domownicy dostrzegą zalety płynące z posiadania czystego, dobrze zorganizowanego domu, nikt nie będzie chciał powrócić do tego, co było wcześniej, mogę ci to obiecać.

Szczegółowe informacje znajdziesz dalej, ale w zarysie tak będzie wyglądać twoja strategia: prosta, skuteczna, w czterech krokach.

1 Wielkie Odgracanie,

2 wyjątkowo gruntowne porządki,

3 wprowadzenie systemu organizacji domu,

4 uczynienie domu przytulnym.

Przyznaję, że pod koniec poczujesz się wyczerpana, ale wrażenie wszechogarniającego samozadowolenia będzie silniejsze od zmęczenia.

Praca nad programem „Perfekcyjna Pani Domu” od początku dawała i nadal daje mi wiele radości. Nie jestem w nim jedynie „prezenterką” – ten program pokazuje, jaka jestem naprawdę, i głęboko wierzę we wszystko, co w nim mówię lub robię. Program znalazł się na antenie dzięki wspaniałemu zespołowi produkcyjnemu i stacji BBC3, która w nas uwierzyła. Dziękuję – dowiedliście, że wszyscy mieliśmy rację.


1 The Brooke jest organizacją charytatywną zajmującą się niesieniem bezpłatnej opieki weterynaryjnej zwierzętom roboczym: koniom, mułom i osłom. Zwierzęta te pracują na utrzymanie całych rodzin zamieszkujących ubogie kraje.

Perfekcyjna Pani domu

Подняться наверх