Читать книгу Selfie smartfonem Boga. Odkryj swoją wartość - Damian Krawczykowski - Страница 6

Оглавление

Pendolino – pędzący świat

Na początek opowiem ci historię. Nie będzie to historia z pierwszych stron gazet ani ze świata czerwonych dywanów. Tym razem ominiemy galę wręczania Oscarów, a przeniesiemy się do małego polskiego miasteczka. Osiedlowa sceneria, brudne kamienice, pomazane mury, zgiełk, nierówne płyty chodnikowe i smog nad miastem.

Na zewnątrz Kuba był dzieckiem jak każde inne. Chodził do szkoły, śmiał się z rówieśnikami, psocił, biegał po boisku i ściągał na lekcji matmy. Na pierwszy rzut oka – takie zwykłe dziecięce życie. Przed wyjściem do szkoły chłopak zakładał maskę, którą starannie przygotowywał każdego ranka. Bez niej nie ruszał się z domu, ona i on zawsze razem, niczym para najlepszych przyjaciół.

Każdy powrót do domu był jak silny podmuch wiatru w deszczowy, jesienny wieczór. Fala nieprzyjemnego powietrza uderzająca w twarz. Maskę Kuby zrywał wrzask pijanego ojca, który właśnie przed sekundą wrócił z mocno zakrapianej tułaczki. Słowa taty układały się niczym nuty na pięciolinii w melodię nienawiści. Brzmiały jakoś tak: „Ooo, jesteś, niedojdo! Ile mam na ciebie czekać, obsmarkańcu, lej ojcu obiad do talerza, ale już!”.

Każde z tych słów było jak nóż wbijany w serce malucha. Mimo że ojciec nie używał ostrego narzędzia, tak naprawdę zabijał syna. W chwilach, w których Kuba powinien otrzymać wsparcie i miłość, kiedy tata powinien powiedzieć mu, że jest silnym, kochanym i świetnym chłopakiem, ojciec zadawał mu rany, które w przyszłości wydadzą plon jeszcze większego cierpienia i będą rujnować mu życie.

Historia Kuby to tylko przykład na to, jak brak miłości wlanej w serca dzieci owocuje w przyszłości cierpieniem, wylewanymi z oczu litrami łez. Cierpienie, które ujawnia się w kompleksach, poczuciu bezsensu życia, wycofaniu, agresji, problemach w relacjach międzyludzkich, lękach. Ostatecznym skutkiem tych cierpień są choroby psychiczne, które dopadają w dzisiejszych czasach z siłą i zawziętością geparda.

Serce Kuby poszarpał alkoholizm taty. Serce kolegi ze szkolnej ławki – wyśmiewanie przez rówieśników, a serce Ani z 3c – bieda. Niby każdy z nas ma takie samo serce, a można je zranić na różne sposoby, które ostatecznie wynikają z braku miłości, który dziś zalewa świat. Miłość ginie w świecie, topi się w nim. Świat pędzi tak, że miłość nie nadąża, gubi się, ukrywa.

Nie na marne Jezus wypowiadał słowa: „wy nie jesteście z tego świata…”. Jeśli ktoś decyduje się na porzucenie dawnego życia i pójście za Nim, jednocześnie rezygnuje z bycia „z tego świata”.

Pędzący świat, niczym wagony pendolino przemierzające tory kolejowe polskich wsi, miasteczek i przedmieść, zabiera ze sobą coraz większe rzesze ludzi. Wsiadamy na pokład i zapominamy o wszystkim, o tym, co najważniejsze. Zapominamy o spokoju, o dobru, o miłości… zapominamy o Bogu.

Kasia zawsze była puszysta. Odkąd pamięta, mama kupowała jej większe niż na jej wiek ubranka. I odkąd pamięta, to jej nie przeszkadzało. Aż do momentu, gdy pierwszy raz usłyszała z ust koleżanek przed lekcją WF: „Patrzcie, ale tłuścioch!”. Niby to tylko trzy, mogłoby się wydawać nic nieznaczące słowa. Jakiś zlepek dźwięków. Jedno krótkie zdanie, które wydostało się z serca na świat poprzez fale dźwiękowe i zrujnowało życie człowieka. Po ich usłyszeniu Kasia nigdy nie była już tą samą dziewczynką co wcześniej… radosną, uśmiechniętą, spełnioną.

Teraz jako piętnastolatka, kiedy wraca do domu ze szkoły, pada twarzą na łóżko. Tuli swoją głowę, okrywając ją trzęsącymi się dłońmi… Z podkrążonych oczu zaczynają płynąć łzy, gorzkie jak herbata bez cukru o poranku. Zęby zaciskają się mocno, a ona jęczy z bólu, smutku i rozpaczy. W czasie gdy przeciętny człowiek z radością ogląda kolejny odcinek serialu, daje lajka na fejsie, spotyka się ze znajomymi, Kasia umiera z cierpienia zalana łzami w swoim pokoju.

Kto jest winny jej bólu? Kto jest winny jej umierania? Nie, to nie dziewczynki, które powiedziały jej te okropne słowa, ale świat, któremu one uległy. To świat, który zakłamuje nasze umysły, dusze i serca. To świat, który odciąga nas od Boga. To zło, które się w tym świecie tak bardzo zadomowiło.

Zły chce podłączyć ludzi do siebie i wlać w serca hektolitry zrezygnowania, bezsensu, słabości, kompleksów i bólu.

Pendolino jest szybkie, i to bardzo, a wielu ta szybkość właśnie bardzo imponuje. Szybkie życie – jakie to pociągające. Drogie auta, sukcesy, kilkanaście zer na koncie, szacunek w oczach znajomych ze szkoły, z osiedla, ciągłe imprezowanie. Dziś zło ma wielkie pole do działania, jest na piedestale.

„Wy nie jesteście z tego świata” – ciągle rozbrzmiewa w moich uszach, gdy słyszę o kolejnej aferze w polityce, o kolejnych milionach uzależnionych, gdy słyszę o morderstwach, rozwodach, przekupstwach, zdradach, przemycie, przemocy, biedzie, zakrapianych imprezkach i przelotnym seksie. Jezus doskonale wiedział wszystko. On widział, jak jest za Jego czasów, wiedział, jak będzie za naszych, i ostrzegał. Zachęcał do wytrwałości, do niepoddawania się, do ciągłego przypominania sobie, że mimo iż żyjemy w świecie, nasze serca powinny być gdzie indziej.

Bo można jechać pendolino, ale nie być z nim bezpośrednio związanym, można potraktować je tylko jako środek, który prowadzi nas do celu.

Świat nas porwał i wiezie z szaloną prędkością, jednak musimy pamiętać, że naszym celem nie jest pociąg do zła, lecz naszym celem jest stacja Niebo.

Zguba wartości

Zło obecne w świecie ma na nas większy wpływ, niż może się nam wydawać. Nawet gdy mamy jasno, gruntownie i bardzo dobrze poukładane sumienie, świat i skutki braku miłości w nim odciskają swoje ślady w naszych sercach. Szarpią je jak wilk swą zdobycz, zniekształcają, ranią.

Brak miłości w sercu to nie jest chwilowy stan, który nagle znika. Niedobór miłości jest jak niedobór tlenu, jego złowieszcze skutki ciągną się latami, wręcz całymi pokoleniami.

Jacek był wyjątkowym człowiekiem. Pomimo iż w domu było ciężko, on zawsze jakoś dawał radę. Nie zniechęcały go kolejne awantury, widok pijanego w sztok ojca, brak ciepłych słów czy prezentów pod choinką. Na pewnym etapie swojego życia Jacek poznał Jezusa. Tamta pielgrzymka całkowicie go odmieniła, pokazała, co tak naprawdę jest ważne, podniosła z upadku. To w Bogu odnalazł to, czego cały czas szukał, jednak ciągle nie mógł poradzić sobie z pewnymi ograniczeniami. Za nic w świecie nie mógł pozbyć się ze swojego serca nieśmiałości w kontaktach z innymi. Zamknięty w sobie, zakompleksiony dobry młody chłopak. Oto Jacek.

Od kilku miesięcy próbował znaleźć dziewczynę, z którą mógłby spędzić resztę swojego życia, jednak każda próba kończyła się tym samym… „yyy, aaa, eeee…”. Nie potrafił wydusić z siebie słowa. On, tak bardzo wygadany w obecności mamy, wśród obcych był jak występujący na deskach teatru mim. Problemy z otwartością zaczęły się nawarstwiać, chował się w sobie, stawał się coraz bardziej zalękniony. Mimo iż w sercu miał całe morze dobra, z jego oczu każdego kolejnego wieczoru wylewały się potoki łez. Gdy patrzył w lustro, widział obcego kolesia i choć akceptowanie nowych znajomych na Facebooku przychodziło mu z łatwością, za nic w świecie nie potrafił zaakceptować sam siebie. W świecie internetu czuł się silny, w realu czuł ból tak wielki jak Mount Everest… Ciężki jak zawodnik sumo.

Co spowodowało tak wielkie problemy tego mogłoby wydawać się zwykłego chłopaka? Wspomniany wcześniej niedobór miłości. Bo normalnym stanem, w którym powinien wzrastać każdy człowiek, jest życie wypełnione ciepłem, dobrem. Miłość jest jak woda, która padając na ziemię kropla po kropli, subtelnie, niepostrzeżenie, niczym stuknięcia palców pianisty o klawisze, nawadnia powierzchnię ziemi. Tak jak ziemia nie może istnieć bez wody, tak samo nasze serce bez miłości. Nie ma miłości – nie ma życia. Nie ma życia – jest śmierć. Śmierć, która przychodzi do nas w postaci grzechu, a grzech jest śmiercią naszych dusz, a co za tym idzie całych nas. Grzech jest złem uwidocznionym i to właśnie on próbuje w dzisiejszych czasach zrujnować całe miliony, miliardy biednych ludzi. Jest jak Armia Czerwona nacierająca ze wschodu, jak czołg przejeżdżający po aucie. Zastanawiałeś się kiedyś, co może go zatrzymać?

Kasa, kasa, kasa

Pośród tego całego zgiełku zła, pośród grzechu, brudu, łez i pędu, stoisz ty. Świat chce cię przytłoczyć, zmiażdżyć i przejąć nad tobą kontrolę, bo dla świata jesteś tylko jednym z wielu. Nic nieznaczące ziarenko piasku na plaży, jedno drzewo w dżungli. Dla niego liczy się to, co osiągniesz, nieważne, jakim jesteś człowiekiem, ile masz miłości w sobie, dobra, świat rozlicza cię z liczby zer na twoim koncie, z tytułu przed nazwiskiem i czasem jest bardzo bezlitosny.

Dla świata liczy się twój wygląd, modne ciuchy, fryzury, drogie auta i gadżety. Nie patrzy w serca, patrzy na koszulki – ubranie jest dla świata jak pokrowiec, przez który nie da się zauważyć twojego wnętrza. To nic, że masz serducho wielkie jak głaz Syzyfa, dobre jak cieplutkie pączki i wrażliwe jak główka niemowlaka. Dla świata liczą się zaliczone panienki i marka zegarka na twojej ręce. Jednak czy mamy się skupiać na tym, co sądzi o nas świat? Czy prawda o nas samych jest prawdą kreowaną przez mass media, show-biznes i dwanaście żółtych gwiazdek na niebieskiej fladze?

Selfie smartfonem świata

Świat daje ci do ręki smartfon, który na pierwszy rzut oka budzi zachwyt nawet większy niż nadgryzione jabłko. „Ale on musi cykać fotki!” – rozbrzmiewa pierwsza myśl w twojej głowie. Jednak selfie, które cykasz sobie smartfonem świata, nie mówi prawdy o tobie. To tak, jakbyś w swoim telefonie poustawiał wszystkie możliwe filtry i upiększacze, flesze i wygładzacze, i zrobił zdjęcie.

Świat nie powie ci prawdy o tobie. Jeśli będziesz się kierował systemem wartości w nim panującym, tym, jak postrzegają cię inni, i brał za pewnik, że prawdziwe piękno ukazują gwiazdy telewizji, obraz samego siebie w twojej głowie za nic nie będzie nawet przypominał prawdziwego. Selfie smartfonem świata to wizja zakrzywiona, wyidealizowana, to kilogramy nałożonego na ciebie make-upu kłamstwa i fałszu. Niby skąd później kompleksy rodzące się w tobie, gdy zobaczysz w lustrze „nieidealnego” siebie, skąd to wycofanie, lęki i stałe skupianie się na swojej osobie i na tym, co myślą o tobie inni?

Kiedy stale robimy sobie selfie smartfonem świata, nasze poczucie własnej wartości ciągle uzależnione jest od tego, w jaki sposób postrzegają nas inni. Wciąż musimy szukać akceptacji w oczach świata, przystosowywać się do jego kanonów, nie mając pojęcia, że życie w pełni wolne, ze zdrowym poczuciem wartości siebie jest na wyciągnięcie ręki. Może po prostu wystarczy zmienić smartfon, aby zmienić obraz, jaki ukaże się nam na wyświetlaczu?

Selfie smartfonem Boga. Odkryj swoją wartość

Подняться наверх