Читать книгу Głowa do góry! - Ewa Stokłosa - Страница 5

Оглавление

– Dlaczego tu jest tak ciemno? – zapytał Stefek, ściskając dłoń Basi.

– Bo nie ma miejskich świateł – odpowiedziała ciocia Gabrysia.

Stali we trójkę w ogródku. Nie była to pierwsza wizyta Basi i Stefcia na wsi, ale tym razem mieli u cioci spędzić noc. To Basia zaproponowała, żeby przed spaniem wyjść jeszcze na dwór. Stefek czuł się tu odrobinę nieswojo, ale wcale nie z powodu chłodu. W okolicy nie było żadnych latarń i panowała niemal całkowita ciemność. Zupełnie inaczej niż na ulicy miasta, w którym byli jeszcze dziś rano. Tam oprócz jasno świecących latarni były podświetlone reklamy, paliły się światła w oknach, a samochody oświetlały przechodniów reflektorami.

Stefek nie przepadał za ciemnością. Gdy zasypiał, lubił mieć włączoną małą lampkę przy łóżku. Jednak tutaj, przed domem cioci Gabrysi, było inaczej. Owszem, było ciemno, ale na niebie migotały tysiące gwiazd. Stefkowi przypomniało się ostatnie Boże Narodzenie i stojąca w pokoju choinka. Gdy Basia zgasiła światło, kolorowe lampki zawieszone na drzewku wynurzyły się z mroku. Pamiętał, że siedział wtedy na kanapie koło mamy i niemal czuł bijące od tych jasnych punkcików ciepło. Mógłby się w nie wpatrywać godzinami.


Teraz, spoglądając w górę, czuł się podobnie. Nad jego głową świeciło mrowie gwiazd niczym rozwieszone na niebie lampki ogrzewające świat. Gdy Stefek dłużej przyglądał się niektórym, zdawały się migotać.

– Spójrzcie, widać Wielki Wóz – powiedziała ciocia, wskazując na niebo. Stefek spojrzał tam, gdzie – jak mu się wydawało – wycelowany był palec cioci. Bardzo chciał dostrzec auto, o którym najwyraźniej mówiła, ale niebo było tak ogromne, a gwiazd na nim tyle, że nawet gdyby były tam jakieś koła, Stefkowi i tak niezmiernie trudno byłoby je znaleźć.

– Chyba nie jest zbyt wielki, bo go nie widzę – powiedział.

– Spójrz tam – powiedziała ciocia, pochylając się nad Stefkiem. – Widzisz te jasne gwiazdy tworzące czworokąt? To wóz. A obok niego widać jeszcze trzy gwiazdy. To dyszel.

Kształt opisany przez ciocię rzeczywiście był na niebie. Stefek nie do końca wiedział, czym jest dyszel, ale miał wrażenie, że bardziej pasowałby do lokomotywy niż samochodu. Wyraźnie jednak widział trzy jasne punkty obok czworokąta.

– Widzę! – oznajmiła podekscytowana Basia. – Stefek, wyobraź sobie koła i zaprzęgniętego do wozu konia. Widzisz go? Widzisz konia?

Im dłużej Stefcio wpatrywał się w tych siedem gwiazd, tym wyraźniej dostrzegał wóz z wielkimi kołami. A w wozie siedział on sam i patrzył na konia, który ciągnął go po niebie.

– Widzę – powiedział po chwili zadowolony. – A dlaczego na niebie jest ten wóz?


– No, Stefek, przecież to jest gwiazdozbiór – z niecierpliwością wyjaśniła siostra. – To jest taki kształt z gwiazd.

– Ten gwiazdozbiór to Wielka Niedźwiedzica – poprawiła ją ciocia.

– Dlaczego niedźwiedzica? Przecież tam jest koń – oburzył się zdezorientowany Stefek.

– Wielki Wóz jest częścią Wielkiej Niedźwiedzicy – wyjaśniła ciocia. – Przypatrz się dobrze, a może uda ci się dostrzec jej łeb i łapy. Niedźwiedzica jest jeszcze większa od Wozu.

– Rzeczywiście! – westchnął po chwili zachwycony Stefek. Wóz był brzuchem Niedźwiedzicy, a dyszel jej ogonem.

Zwierzak wyglądał na tyle sympatycznie, że Stefek poczuł się teraz pewniej i nie musiał już tak mocno ściskać ręki siostry. Był bardzo ciekaw, czy na niebie są jeszcze inne zwierzęta, ale nagle usłyszał w oddali wycie psa, a może wilka, i poczuł się odrobinę nieswojo.

– Zimno mi – powiedziała cichutko Basia, bo jej chyba ten odgłos też się nie spodobał. – Wracajmy już.


Ruszyli do drzwi, ale przed wejściem do domu Stefek jeszcze raz spojrzał w niebo na Wielką Niedźwiedzicę i stwierdził, że zwierzak ma strasznie długi ogon.

– Ale kosmiczna ta niedźwiedzica – powiedział, zamykając za sobą drzwi.

Głowa do góry!

Подняться наверх