Читать книгу Nauczycielka pianina - opowiadanie erotyczne - Vanessa Salt - Страница 4
Nauczycielka pianina Opowiadanie erotyczne
Оглавление– Natasha Romanova…
– Musisz się przedstawiać? – wybucha Gustaf po drugiej stronie telefonu. – To przecież ja!
Natasha wpatruje się w ekran telefonu. Twarz Gustafa o ostrych rysach świeci w jej stronę. Usta, które ledwo się uśmiechają, i cienkie wargi. Dlaczego wybrała akurat to zdjęcie?
– Ja… Jest przecież środek nocy…
– Tak, to nie ma znaczenia, koch… Nat. Poszło dobrze. To znaczy występ. Gdybyś się zastanawiała.
– Dlaczego miałabym mieć jakieś wątpli…?
– W komunikacie prasowym napisali o mnie jako o „wirtuozie z Północy”. Pierwszy z zimnej Szwecji w Carnegie Hall.
– Wspaniale.
– Ale słuchaj, muszę lecieć, to znaczy muszę iść spać. Jutro Boston calling, cha, cha.
– Symphony Hall?
– Taaak, właśnie, tak to się nazywa. No, to tymczasem, tęsknię za tobą, buziaki i śpij dobrze.
Jest piąta rano, a Natasha Romanova rzuca swojego iPhone’a Xs tak daleko na dużym łóżku, jak tylko ma odwagę. Nie wie, czy śni czy głos Gustafa nadal brzmi w telefonie.
Nie obchodzi jej to ani trochę. Zawsze tak było? Prawdopodobnie. Ale z początku było chyba inaczej? Przestań się oszukiwać.
Kręci się w łóżku. Zastanawia się, czy nie wstać, ale zmienia zdanie. Jest zimno. Lutowe słońce, jeśli w ogóle się pokazuje, nie daje rady ogrzać ogromnego mieszkania. Chłód przedostaje się przez ładne, ale słabo izolowane okna. Zawsze znajdzie się wymówka, by nadal mieszkać w apartamencie. Ładnie, ale niepraktycznie.
– A przecież wolimy to, co ładne, prawda, Nat? – jak zawsze mówi Gustaf, gdy ktoś komentuje zdecydowanie za dużą powierzchnię albo zimne podłogi.
– Secesja! – dodaje najczęściej dramatycznie. Zamaszystym ruchem dłoni pokazuje łukowate okna ze szczebliną w górnej części, półokrągły, biały piec kaflowy z motywem winorośli i sztukaterię nad drzwiami kasetonowymi, żeby na koniec wskazać fortepian marki Steinway stojący pośrodku jednego z salonów. Gustaf ma w zwyczaju mlaskać językiem i teatralnie wykrzykiwać:
– Tutaj człowiek wpada we właściwy nastrój, tutaj człowiek może tworzyć i się rozwijać. Dusza potrzebuje piękna. – Na koniec obejmuje Natashę i basowym głosem oznajmia: – W tym mieszkaniu będziemy żyć i tu umrzemy.
Nie jest przecież tak, że nie jestem już martwa. Czy w każdym razie półmartwa.
Inaczej było w Wilnie. Tam, gdzie dorastała. Oczywiście, że jako dziecko Rosjan była uprzywilejowana. Otrzymała najlepsze wykształcenie, chodziła do konserwatorium i rozkoszowała się życiem jako wielbiona celebrytka.
W zasadzie nie było tak trudno w małym Wilnie. Ale jednak. Lata były gorące, a zimny chłodne. Nie jak tutaj, w jeszcze mniejszej Uppsali, pobawionej charakteru i szarej.
Byłam co najmniej równie dobrą wirtuozką, co Gustaf. Nikt nie opanował utworów fortepianowych Franza Liszta tak jak ona. Na wszystkich pięciu koncertach, które dała w starej sali koncertowej w Wilnie, widownia była pełna.
Nie jest szczególnie duża… może siedemset miejsc. Potem rozpadł się Związek Radziecki. Jej rodzice wypadli z głównego nurtu i ciułali, udzielając prywatnych lekcji rosyjskiego, a ona musiała sprzedać swoje ukochane pianino. Trochę zbyt butnie oświadczyła wszystkim, którzy nadal dawali radę się z nimi zadawać, że doprawdy sam Liszt musiał tak zrobić. Taka to była pieprzona nędza.
Natasha obraca się w łóżku po za kolejny. Zimny pot pokrywa całe jej ciało jak ciasno przylegająca powłoka. Jej faliste włosy koloru lodowego blondu leżą splątane i rozrzucone na wszystkie strony po tym, jak warkocz został rozdzielony na części składowe. Ileż to razy nie wałkowała tego wszystkiego? Wie, jak to się zwykle kończy.
Gustaf miał występ w Wilnie w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym piątym, cztery lata po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. Miała napisać recenzję do słabnącego rosyjskojęzycznego szmatławca, który miał trudności z wypłacaniem wynagrodzeń, a ona mogła nawet przeprowadzić wywiad z nową szwedzką gwiazdą nazajutrz po koncercie.
Najwyraźniej zrobiła na nim niezatarte wrażenie, ponieważ nalegał z zaproszeniem jej na kolację już tego samego wieczoru. Potem odwołał rezerwację podróży do domu i złożył wizytę rodzinie. Zobaczył ich ciasne mieszkanie i pił z ich poobtłukiwanych filiżanek do kawy.
To było takie uczucie, jakby mama i tata mnie sprzedawali. Ze smutnymi uśmiechami na wargach. Chociaż usłużnie wdzięczni. Ich córka będzie miała lepsze życie.
Natasha mocno zaciska powieki. Może wtedy zniknie obraz tego, jak rodzice patrzą na siebie i prawie niezauważalnie wzruszają ramionami. Nie, nie znika…
Natasha maca pod jedwabnymi poduszkami. Ostatnimi laty dużo było macania pod jedwabnymi poduszkami. Gdzie ma zwyczaj chować wibrator, gdy Gustafa nie ma w domu. Nie żeby któryś z jej uczniów gry na fortepianie mógł kiedykolwiek wejść czy w ogóle zajrzeć do sypialni, która znajduje się zaraz obok salonu z fortepianem. Zawsze dokładnie dba o to, by zamykać drzwi.
Chociaż jakbym zostawiła je uchylone? Dziś wieczorem, kiedy Dionysos przyjdzie. A może Christian? Nie zaśnie jednak ponownie. Po prostu to wie.
Kurde, o czym ja myślę? Wibrator jest długi i gruby. Wyraźne żyły i duża żołądź. Ładnie wyprofilowana moszna. Czarny. Cały w kolorze najczarniejszej czerni. Silikon lśni matowo w półmroku. Kocha go.
Ciągle pamięta, jak wywalczyła sobie wolne i z wielkimi okularami przeciwsłonecznymi na twarzy zaszła do Lustgården, miejskiego sex-shopu na Sankt Olofsgatan, gdy chodnik był pusty co najmniej dwadzieścia metrów przed nią i za nią.