Читать книгу Gdzie diabeł mówi dobranoc Tom 2 Nie wywołuj wilka z lasu - Karina Bonowicz - Страница 7

Rozdział drugi

Оглавление

Alicja spała jak zabita.

Miała wrażenie, że ledwie zamknęła oczy, a już zawarczał budzik w komórce. I to dosłownie, bo zapomniała wyłączyć wibracje.

Na szczęście ciotka okazała się litościwa i nie zadawała wczorajszego wieczoru żadnych pytań. No, może oprócz tego, którą mrożonkę Alicja życzy sobie zjeść na kolację. I nic więcej. No tak… Chyba wszystko zostało już powiedziane w salonie. A przynajmniej oficjalna wersja wszystkiego. Bo gdyby uczestnicy tego spotkania dowiedzieli się na przykład, że razem z Nikodemem złożyła Przysięgę na Trzy Księżyce… Dziewczyna przymknęła oczy. Gdyby mogła wrócić do spania… Kiedy spała, nie musiała myśleć. Ani rozwiązywać problemów. Nic nie musiała. Przeciągnęła się i jeszcze raz spojrzała na komórkę. Myślała, że leży bezczynnie przez pięć minut, a minęło dwadzieścia.

Nie ma rady, trzeba wstawać. Dzisiaj zaczynały się przesłuchania i żadne usprawiedliwienie nie przejdzie. Alicja popatrzyła na swoje odbicie w lustrze. Chyba źle zmyła makijaż pogrzebowy, bo pod oczami wciąż miała lekko rozmazane ciemne smugi. Przemyła twarz zimną wodą, a potem zaczęła trzeć powieki podkradzionymi ciotce płatkami kosmetycznymi. W rezultacie nie wyglądała już jak panda, ale jak osoba reklamująca środek na zapalenie spojówek. Przed zastosowaniem tego środka, rzecz jasna.

Kiedy zeszła na śniadanie, pierwszą rzeczą, którą zobaczyła, była sporych rozmiarów paczka na stole. Ciotka stała oparta o zlew i wolno sączyła kawę.

– Co to? – spytała Alicja, nalewając sobie kawy.

– Paczka od twojej ciotki – wyjaśniła Tatiana, nie patrząc nawet w jej stronę. – Przyszła wczoraj. Zapomniałam ci powiedzieć, ale zakładam, że i tak nie miałabyś do tego głowy.

Czy Alicji słusznie się wydawało, że Tatiana nie lubiła ciotki Meli? Mimo że jej tak naprawdę nie znała? Mruknęła niewyraźnie coś, co od biedy można było uznać za „dzięki”, i zaczęła rozrywać papier. Miała nadzieję, że ciotka Mela nie przysłała jej ketchupu, słoika oliwek i bawełnianych gaci na zimę, jakby Alicja mieszkała w dzikiej głuszy i do najbliższego sklepu miała trzy dni drogi. Zajrzała do środka. No dobra, nie było tak źle. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kilka książek, ptasie mleczko, szampon do włosów o zapachu lawendowym, słuchawki, których Alicja nie zabrała z Warszawy, i ciepłe szare rękawiczki. Serio? Rękawiczki? Po co jej wełniane rękawiczki w październiku? Wyjęła je i przyjrzała im się uważnie, jakby przy bliższym poznaniu miały okazać się czymś innym. Niestety, były to zwyczajne dziergane rękawiczki, które przydadzą jej się za dwa miesiące. Pod warunkiem że spadnie śnieg. I że Alicja nie zgubi ich do tego czasu. To znaczy wsadzi gdzieś i już nigdy nie znajdzie.

Wrzuciła wszystko z powrotem do kartonu i upiła duży łyk kawy.

– Chodźmy! – Odstawiła kubek, chociaż to zwykle Tatiana ją poganiała. – Miejmy to już z głowy.

Kiedy ciotka się ubierała, Alicja zerknęła jeszcze raz na paczkę. Jedna z rękawiczek nie trafiła do kartonu i upadła na podłogę. Z tej perspektywy wyglądała jak odcięta dłoń. Dziewczyną wstrząsnął dreszcz obrzydzenia.

Szkoła znów miała czym żyć. Głośno komentowano zachowanie Adaszewa, który zrobił z siebie totalnego kretyna podczas pogrzebu. Oczywiście nie zabrakło fantazyjnych teorii, według których nowy komendant miał być pod wpływem dopalaczy, słyszeć głosy płynące z kaloryfera i kontaktować się z istotami pozaziemskimi. Równocześnie wszyscy zachodzili w głowę, dlaczego zostało wznowione śledztwo w sprawie śmierci Elizy i co nowego przyniesie dochodzenie świeżo upieczonego komendanta w sprawie poprzednika, który przecież – podobnie jak Eliza – miał zginąć wskutek nieszczęśliwego wypadku.

– Zaczynam go podziwiać – powiedziała ni z tego ni z owego Tatiana, kiedy usiadły przed salą matematyczną, gdzie odbywały się przesłuchania.

– Kogo? – spytała, krzywiąc się, Alicja.

– No tego Adaszewa. Po takiej szopce, jaką wczoraj urządził, i po tym, jak zrobił z siebie skończonego idiotę, zakopałabym się na jego miejscu głęboko w kartoflach i nie wychodziła do wiosny. A on jak gdyby nigdy nic otwiera śledztwo… – Pokręciła głową z niedowierzaniem.

Alicja gryzła palce.

– O co może mnie pytać?

Tatiana wzruszyła ramionami.

– O to samo, co Malec. Zresztą, co nowego możesz wnieść do sprawy? Że znałaś ją dokładnie tyle samo, ile podczas ostatniego przesłuchania? Chyba nic się w tej kwestii nie zmieniło?

Koleżanka popatrzyła na nią wymownie.

– Wiesz, o czym mówię. – Tatiana przewróciła oczami.

– Nie podoba mi się ten koleś. – Alicja pokręciła głową, zerkając jednocześnie na zegarek. Przesłuchanie miało się zacząć o dziewiątej; teraz był maglowany Borys. Nawet nie chciała sobie wyobrażać, co właśnie przechodził, zważywszy na to, co działo się poprzedniego dnia. Ciekawe, czy Konstanty uraczył go jeszcze dłuższym kazaniem po powrocie do domu? Czy Borys musiał klęczeć na grochu? Jeść nieosolony gotowany szpinak? Chodzić boso po klockach Lego? A może…

– Cześć, Wiktor. – Alicja podniosła głowę na widok granatowej koszulki polo. – To znaczy dzień dobry panu. – Puściła do niego oko.

Nauczyciel pokręcił głową z rozbawieniem.

– Tatiana. – Skinął głową w jej kierunku.

– Cześć, Wiktor – mruknęła Tatiana, uciekając przed nim wzrokiem. – Co słychać?

– W porządku. – Wiktor stał sztywno wyprostowany, jakby połknął kij od mopa i nie mógł się schylić.

– Też jesteś przesłuchiwany?

– Tak, za dwie godziny.

Alicja miała tego dość.

– Serio? Zamierzacie się tak zachowywać przez cały czas? Nie wiem, o co wam poszło, ale nie zachowujcie się jak dzieci, bo to już nawet nie jest zabawne.

Tatiana siedziała ze zmarszczonym czołem i założonymi rękoma. Wiktor drapał się po głowie.

– Prawdę mówiąc, nie wiem, o co nam poszło – powiedział w końcu.

Dyplomata, pomyślała Alicja z rozbawieniem. Było jasne jak słońce, że to ciotka musiała z nim zerwać, a nie on z nią. I to nawet bez sensownego powodu.

Tatiana siedziała i patrzyła w ścianę.

– A ty? Pamiętasz może? – zwrócił się ostrożnie do Tatiany.

– Jeśli będziesz się tak nabzdyczać, to w końcu pękniesz i będzie smród – stwierdziła Alicja, kręcąc z niedowierzaniem głową. Ciotka była naprawdę głupia.

Tatiana wciąż gapiła się w ścianę.

– Chyba zacznę odliczać… – mruknęła Alicja. – Raz… dwa…

Tatiana zmarszczyła brwi.

– …trzy… i…

Ciotka parsknęła śmiechem.

– Głupia jesteś, wiesz? – rzuciła w stronę siostrzenicy.

– Superniania byłaby z ciebie dumna, Taja. – Wiktor stłumił uśmiech.

Tatiana przewróciła oczami i uśmiechnęła się. Bardziej do siebie niż do Wiktora, ale Alicja uznała, że nie jest źle. Jak dobrze pójdzie, to za jakieś dwadzieścia pięć lat zaczną ze sobą rozmawiać normalnie. Podrapała się po szyi. Zmarszczyła brwi. Znowu swędzi ją kark. Co się dzieje… Albo zadzieje. Spojrzała na zegarek. Za dziesięć dziewiąta. Ile jeszcze będą maglować Borysa? Powinna była do niego zadzwonić wczoraj… Tylko co miałaby mu niby powiedzieć? Mogła chociaż napisać SMS-a. Tylko jakiego? „Jesteś w głębokiej dupie. To fakt. Przykro mi, że cię powieszą, ukamienują czy co tam robi z takimi jak ty ta wasza Rada. Pozdrawiam, Alicja”. No może niekoniecznie takiego…

Usłyszała jakieś miarowe kroki.

Podniosła głowę.

Zza rogu wyszli Nikodem i Dymitri.

Alicja wstrzymała oddech. No tak. Dzisiaj pewnie przesłuchają wszystkich jak leci. W tym Nikodema, który będzie musiał teraz opowiadać, że widział Elizę po raz ostatni wcale nie wczoraj, kiedy próbowała dobrać mu się do gardła, ale na tej nieszczęsnej imprezie, która była tak dawno, że Alicja miała wrażenie, że odbyła się w ubiegłym stuleciu.

Nikodem patrzył w podłogę. Dymitri skinął głową Wiktorowi, nie zaszczycając Alicji i Tatiany ani jednym spojrzeniem.

– Rozumiem, że dalej się gniewacie? – spytał Wiktor, kiedy Tatiana obrzuciła Dymitriego zabójczym wzrokiem.

– Jaja sobie robisz? – warknęła.

Wiktor zamarł i jeszcze bardziej się wyprostował. O ile można było się bardziej wyprostować…

– Nie… Chodziło mi o to, że… No wiesz przecież, że…

– Pieprz się! – syknęła Tatiana. Wstała i nawet nie patrząc w jego stronę, pomaszerowała prosto do damskiej toalety.

– No i widzisz… – Nauczyciel niecierpliwym ruchem przeczesał włosy. Wyglądał na zakłopotanego. I zrezygnowanego.

– No widzę – mruknęła Alicja i obiecała sobie, że będzie mieć w nosie to, w jakich relacjach są ciotka i Wiktor.

– Pójdę już – wymamrotał historyk. – To będzie długi dzień…

– Taaa… – Dziewczyna pokiwała głową. – Będzie.

Ledwo Wiktor zniknął za rogiem, drzwi do sali matematycznej zamienionej na salę przesłuchań otworzyły się i szybkim krokiem wyszedł z niej Konstanty. Za nim wlókł się Borys. Wyglądał, jakby w ogóle nie spał. Zupełnie jak żywy trup. Nie, to chyba nie jest odpowiednie słowo… Alicja poderwała się i podeszła do niego, olewając zupełnie starego strzygonia.

– Borys… – zaczęła.

Chłopak podniósł głowę i uśmiechnął się blado.

– Nie możecie ze sobą rozmawiać. – Policjant, w którym Alicja rozpoznała jednego z tych, którzy towarzyszyli Adaszewowi podczas pogrzebu, stanął między nimi. – Przykro mi, takie są procedury. – Rozłożył ręce.

Borys wzruszył przepraszająco ramionami i powlókł się za dziadkiem. Alicja obejrzała się za nim. Jak mogła być taką świnią, żeby nie zadzwonić do niego poprzedniego dnia?

– Porozmawiamy później! – zawołała za odchodzącym kolegą, którego Konstanty ponaglająco chwycił za łokieć. Chłopak chciał się jeszcze odwrócić, ale dziadek nie dał mu już szansy.

– Alicja Kujadynowicz – odczytał z długiej listy policjant. – Sama jesteś? A gdzie…

– Tatiana Korsakow. – Ciotka pojawiła się w tym samym momencie. – Możemy zaczynać?

Funkcjonariusz zmierzył ją wzrokiem i otworzył szerzej drzwi, w których stanął sam komendant.

Tatiana przyjrzała się mu uważnie.

– Paweł Adaszew. – Wyciągnął do niej rękę.

– Tatiana…

– Wiem, kim pani jest – przerwał jej.

Tatiana chwyciła jego dłoń i uśmiechnęła się szeroko.

– Doprawdy? – Uniosła brew. – A skąd?

Adaszew nie odwzajemnił uśmiechu.

– Powiedzmy, że słyszałem to i owo o pani profesji.

Twarz Tatiany się ściągnęła. Zerknęła na wciąż ściskającą jej dłoń rękę Adaszewa. Na jego przegubie dyndała cienka czerwona bransoletka.

– A co to? – spytała niewinnie. – Jest pan wyznawcą kabały?

– Coś w tym rodzaju – mruknął. – Zapraszam! – Puścił ją przodem. Alicja weszła za ciotką. Poczuła się bardzo nieswojo, kiedy policjant zamknął drzwi.

– Proszę. – Adaszew wskazał Alicji miejsce naprzeciwko stołu, za którym sam usiadł. Leżały na nim sterty białych teczek. Pewnie akta sprawy Elizy. A może i Malca… Dziewczyna poczuła rosnący niepokój. Zerknęła na Tatianę, która zajęła miejsce w jednej z pierwszych ławek. Ciotka też wyglądała na zaniepokojoną, co wcale nie dodawało Alicji otuchy.

– No dobrze. – Adaszew osunął się lekko na krześle. – Zaczniemy od tego, kiedy po raz ostatni widziałaś Elizę Karikę.

– Chyba po raz pierwszy i ostatni – poprawiła go Alicja. – Nie wiem, czy pan wie, ale jestem w tej szkole od tygodnia, więc raczej nie miałam zbyt wielu okazji, żeby poznać Elizę. Po raz pierwszy i ostatni widziałam ją pierwszego dnia szkoły, kiedy chciała mnie po niej oprowadzić, i tyle.

– I oprowadziła cię?

– Odmówiłam.

– Czemu?

– Bo umiem radzić sobie sama. Poza tym nie szukam przyjaciółek.

Adaszew zmrużył oczy i przyjrzał się jej uważnie.

– Rozmawiałyście?

– Tak. Jakieś… – Alicja zawahała się, usiłując sobie przypomnieć, o czym rozmawiała z Elizą, zanim kazała jej spadać – …półtorej minuty?

– O czym?

– O tym, że ona chce mi wszystko pokazać, a ja nie jestem zainteresowana – powiedziała lekko zniecierpliwiona Alicja.

– I to wszystko?

– Tak.

Adaszew zapisał coś w notesie i znów osunął się na krześle.

– Brałaś udział w imprezie w bunkrze?

Alicja przełknęła ślinę.

– Tak.

– Jak na kogoś, kto nie chce zawierać bliższych znajomości, to dosyć szybko się zaaklimatyzowałaś. Zwłaszcza że imprezy w bunkrze, z tego, co udało mi się ustalić, były dość elitarne… – Przekrzywił lekko głowę, nie spuszczając z niej wzroku.

– Nie wiem, czy można nazwać elitarną imprezę, na której bawi się cała szkoła – odparła z lekką irytacją Alicja.

– Skąd wiesz, że była tam cała szkoła? Udało ci się poznać całą szkołę w jeden dzień?

– Tak powiedziała pani dyrektor na apelu, kiedy ogłoszono śmierć Elizy – wyjaśniła chłodno Alicja. – Kłamała?

Komisarz znów zmrużył oczy.

– Z kim poszłaś na imprezę?

– Z Nataszą Soficz.

– A skąd ją znasz?

– Poznałam ją pierwszego dnia.

– Oprowadzała cię po szkole?

– Nie, siedzimy w jednej ławce.

– I już pierwszego dnia zaprzyjaźniłyście się na tyle, żeby pójść razem na imprezę w środku lasu?

– Nie trzeba się przyjaźnić, żeby pójść z kimś na imprezę. – Alicja czuła, jak rośnie w niej irytacja.

– Czy Eliza Karika była na tej imprezie?

– Podobno.

– A ty ją widziałaś?

– Nie.

Adaszew znów zapisał coś w notatniku. Dziewczyna rzuciła szybkie spojrzenie w stronę ciotki, która siedziała sztywno i wyglądała na przerażoną. Alicji jej widok nie dodał animuszu. Wręcz przeciwnie, czuła, że coś jest nie tak. Przełknęła ślinę. Zaschło jej w gardle, ale nikt nie zaproponował jej wody, więc nie mogła o nią poprosić. Kątem oka zobaczyła, jak policjant siedzący w jednej ze środkowych ławek wystukiwał coś zapamiętale na laptopie. Pewnie jej zeznania.

– Więc nie widziałaś Elizy Kariki podczas imprezy w bunkrze? – spytał jeszcze raz Adaszew.

– Nie.

– A po niej?

– Też nie – odparła spokojnie Alicja. – Po raz drugi i ostatni zobaczyłam ją wczoraj. W trumnie.

Przed oczami przesuwały jej się obrazy Elizy rzucającej się w zakrystii na Nikodema, a potem na nią samą. Zamrugała oczami, jakby chciała w ten sposób pozbyć się tych widoków z pamięci. Na zawsze. Ale natrętna myśl o krwiożerczych zapędach Elizy wciąż krążyła jej po głowie. Syndrom białego niedźwiedzia.

– Co było potem? Jak wróciłaś do domu? – ciągnął komisarz.

– Potem zjawił się nasz historyk Wiktor Szkutnik i moja ciotka Tatiana i… było po imprezie. Zostałam odwieziona do domu razem z Nataszą i zostałyśmy w nim do następnego dnia.

– Natasza Soficz nocowała u ciebie?

– Tak.

– Kiedy dowiedziałaś się, że Eliza nie żyje?

– Następnego dnia. Powiedziała mi o tym ciotka.

– Że?

– Że Eliza została znaleziona w lesie. Martwa. I że najprawdopodobniej padła ofiarą okolicznych wilków, bo takie przypadki się tutaj zdarzały.

– Uwierzyłaś?

Alicja struchlała. Policzyła w głowie do pięciu, żeby zyskać na czasie i się uspokoić.

– Dlaczego miałam nie uwierzyć? Nie znam się na tym. W Warszawie nie ma wilków. Nie licząc zoo.

Adaszew zignorował jej ironiczny ton. Bazgrał cały czas w notesie. Kiedy skończył, zaczął się bawić długopisem. Milczał przez dłuższą chwilę.

– Przyjaźnisz się z Nikodemem Dobryginem?

Dziewczynę przeszedł zimny dreszcz.

– Znam go mniej więcej od tygodnia. To chyba za mało, żeby powiedzieć, że się z kimś przyjaźnię.

– Ale pisaliście razem mowę pożegnalną na pogrzeb Elizy. Dlaczego pracowaliście nad nią razem?

Alicja poczuła, jak suchość w gardle zaczyna być nie do zniesienia. Do czego on zmierza?

– Proszę spytać o to panią dyrektor i pana Szkutnika. To oni nam kazali napisać tę mowę.

Komisarz pokiwał głową i znów coś zanotował.

– Spędzacie chyba sporo czasu razem…

– Chodzimy razem do klasy, więc siłą rzeczy widujemy się codziennie.

– No i jest jeszcze koza…

Teraz Alicja poczuła, że robi jej się naprawdę niedobrze. Skąd on to wszystko wie? Musiał pytać w szkole… Dlaczego tak się jej uczepił?

– Tak, jest jeszcze koza – powiedziała chłodno Alicja. – Ale jesteśmy tam oboje za to, że kłóciliśmy się na lekcji.

Adaszew uśmiechnął się lekko. Po raz pierwszy od początku przesłuchania.

– Jak to mówią: kto się lubi, ten się czubi.

– Czy to ma jakiś związek ze sprawą? – spytała nagle Tatiana.

– Jeszcze nie wiem… – Policjant uśmiechnął się do siebie i znów zrobił notatkę w notesie. – To wszystko, dziękuję – powiedział, podnosząc głowę. – Aspirant Sarnowski przyniesie zaraz wydruk zeznania. Do podpisania. Jeśli, oczywiście, wszystko będzie się zgadzać.

Alicja wstała i dopiero teraz poczuła, że ma nogi jak z waty. Rzuciła okiem na wydruk, który podsunął jej aspirant jakiś tam, i podpisała, stawiając koślawe litery, bo tak bardzo drżały jej ręce. Z ulgą zamknęła za sobą drzwi.

Przed salą matematyczną stała już Natasza z Jurkiem.

– Zapraszam! – ryknął Adaszew.

Natasza rzuciła szybkie spojrzenie Alicji, jakby próbowała wyczytać coś z jej twarzy, ale chwilę później drzwi do klasy zatrzasnęły się z hukiem. Alicja i Tatiana zostały same na pustym korytarzu.

– On wie – szepnęła Tatiana.

– Co? – mruknęła niewyraźnie Alicja.

– Chciałam zastosować chwyt czarownicy, ale…

– Co chciałaś?

– Chwyt czarownicy. Coś, co powinnaś już dawno umieć. – Ciotka westchnęła. – Chwytasz kogoś za nadgarstek w taki sposób, że robi, co zechcesz.

– I co chciałaś, żeby zrobił?

– Chciałam zmusić go, żeby był nam przychylny.

– No to raczej nie zadziałało.

– Nie. – Tatiana pokręciła głową. – Był przygotowany. Miał antyuroczną opaskę.

– Mówisz o tym czerwonym badziewiu?

– Z siedmioma supłami – powiedziała Tatiana z podziwem. – To jest zaawansowana ochrona przeciw urokom. On nie jest jakimś tam gliną. Doskonale wie, co tu się dzieje… Dobrze się czujesz? – spytała nagle. – Jesteś blada.

– Muszę do łazienki. – Alicja poczuła, że robi jej się słabo.

– Iść z tobą?

Alicja pokręciła głową i szybko skręciła za róg. W toalecie odkręciła wodę i podstawiła palec pod strumień. Kiedy poczuła lodowate igiełki, nabrała wody w dłonie i chlusnęła sobie prosto w twarz. Potem przyłożyła mokrą rękę do karku i przytrzymała, czując, jak zimne krople spływają jej po plecach. Może powinna poprosić ciotkę, żeby zabrała ją do domu. Chyba nie da rady przesiedzieć całego dnia w szkole i udawać, że interesuje ją wzór na pole trójkąta. Paweł Adaszew… Co to za facet? O co mu chodzi? Dlaczego ją tak wypytywał o Nikodema? To nie był mało lotny Malec. Ten tutaj wyglądał jej na prawdziwego sukinsyna. I na dodatek ta opaska… Faktycznie dobrze się przygotował. Wiedział, że przyjeżdża do siedliska dziwadeł. No, chyba że należał do tych, co na wszelki wypadek wiążą czerwone kokardki na doniczkach z paprotką i spluwają przez lewe ramię. Nie. Tatiana ma rację. Coś jest nie tak… Ten facet jest naprawdę dziwny. I niebezpieczny. Alicja przytknęła czoło do chłodnej tafli lustra. Zaraz rozboli ją głowa. Zawsze wiedziała to z wyprzedzeniem. Potarła skroń. Powinna chyba od razu wziąć ibuprom.

Nagle usłyszała, jak ktoś wchodzi do łazienki. Nie, tylko nie to… Wskoczyła do pierwszej z brzegu kabiny i zasunęła zamek. Nie miała ochoty na żadne pogaduszki. No, chyba że to ciotka. Ale ona raczej by się darła od samych drzwi. Alicja usiadła na zamkniętej klapie sedesu i niemal przestała oddychać. Kto to może być? I dlaczego jest tak cicho?

Nagle usłyszała pukanie do drzwi swojej kabiny. Aż podskoczyła.

– Stawiam na to, że jesteś w tej.

Alicja przewróciła oczami i otworzyła.

– Widzę, że bardzo lubisz damskie toalety.

– Nie powiem, że nie. – Nikodem uniósł brew.

– Czego chcesz? – mruknęła Alicja, podchodząc do umywalki i odkręcając wodę, mimo że chwilę wcześniej myła ręce. – Jeśli chcesz mnie spytać o przesłuchanie, to tak, Adaszew to kawał gnoja. Nie, nic mu nie powiedziałam. I tak, pytał, czy się przyjaźnimy.

– Co?

– To. Przygotuj się na podobny zestaw pytań.

Nikodem potrząsnął głową z niedowierzaniem.

– Serio? Pytał o takie rzeczy?

Dziewczyna sięgnęła po papierowy ręcznik.

– Uważaj na niego. Jest naprawdę dziwny.

Nikodem zmarszczył czoło i pokiwał głową w zamyśleniu.

– A tak serio to co ty tu robisz? – Alicja założyła ręce na piersi.

Chłopak ocknął się z odrętwienia.

– Dostałem SMS-a.

– Znów?!

– No.

Wyjął telefon, odszukał wiadomość.

– „Wiem, co zrobiliście. Też byłem na pogrzebie. Może czas najwyższy się spotkać”.

Alicja patrzyła bez słowa na wiadomość, dopóki litery nie zaczęły się zlewać ze sobą.

– O rany… – powiedziała w końcu.

– To nie wszystko.

Alicja otworzyła usta.

– Dostałem też maila od tych tam… Rycerzy. – Nikodem znów wystukał coś na wyświetlaczu. – Chcą się spotkać. To znaczy chcą spotkać się ze mną jako z potencjalnym kandydatem na Rycerza – prychnął.

– Pokaż! – Wyrwała mu telefon z ręki i zaczęła czytać..

– „Andrzeju…”

Alicja uniosła brew.

– O co ci chodzi? Chyba nie mogłem podać swojego imienia, nie? – mruknął Dobrygin.

– „Z przyjemnością przyjęliśmy twoje zgłoszenie. To wspaniale, że chcesz dołączyć do naszego zacnego grona. Chętnie spotkamy się z tobą w celu omówienia szczegółów i rozpatrzenia twojej kandydatury…” No to pięknie. Jak dobrze pójdzie, to spotkasz się z jednymi i drugimi. I co teraz?

– Jak to co? Trzeba się z nimi spotkać i tyle. – Nikodem wzruszył ramionami.

– A co z tym SMS-em? Coś więcej? Chcą się spotkać i co? I właściwie kto chce się spotkać? – Dziewczyna potarła dłonią skroń.

– Nie wiem. – Nikodem schował telefon. – Czekamy na kolejnego SMS-a.

– A ci… Rycerze… Umówiłeś się już z nimi?

– Jeszcze nie. Mają wyznaczyć termin.

– No dobra. No to czekamy.

Nikodem milczał.

– O której masz przesłuchanie? – Spytała tylko po to, żeby przerwać tę krępującą ciszę.

– Za pół godziny. – Spojrzał na zegarek w komórce. – Jestem po Nataszy.

Alicja wyrzuciła papierowy ręcznik do kosza.

– Dobra, pogadamy później. – Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. – Aha, i odczekaj chwilę, zanim wyjdziesz. Niby wszyscy są na lekcjach, ale wiesz…

Chłopak przewrócił oczami.

Alicja ostrożnie otworzyła drzwi, spojrzała w lewo, w prawo i… stanęła oko w oko z Dymitrim. Poczuła, jak dostaje gęsiej skórki. Ten facet zawsze tak na nią działał. Bała się go. I bała się do tego przyznać. Przełknęła głośno ślinę.

– Alicja!

Zza rogu wyłoniła się Tatiana. Alicja odetchnęła w duchu z ulgą.

– Wszystko w porządku? – spytała siostrzenicę, rzucając jednocześnie szybkie spojrzenie Dobryginowi.

– Tak – powiedziała prędko Alicja, wymijając mężczyznę. – Chodźmy! – Chwyciła ciotkę za łokieć. – Natasza już wyszła?

Odwróciła się jeszcze, zanim skręciły. Dymitri wciąż stał przed toaletą i odprowadzał ją wzrokiem. Takim, jakiego bała się najbardziej.

– Na pewno w porządku? – upewniła się ciotka, kiedy stanęły znów przed salą matematyczną. – Cały czas jesteś blada.

– Nie, w porządku – mruknęła Alicja.

– Co tu robi Dymitri? – warknęła nagle Tatiana.

– Jak to co? Przyszedł z Nikodemem. Będą go przesłuchiwać po Nataszy.

– Skąd wiesz? – Ciotka spojrzała na nią podejrzliwie.

– Ostatnio też tak było – powiedziała szybko Alicja.

Tatiana nie wyglądała na przekonaną. Wciąż uważnie przyglądała się siostrzenicy. Na szczęście chwilę później drzwi klasy się otworzyły i wypadła z nich Natasza, a za nią wytoczył się Jurko. Dziewczyna była purpurowa na twarzy.

– Nikodem Dobrygin. – Sarnowski wyszedł za nimi pochylony nad kartką z nazwiskami. Rozejrzał się po korytarzu. – Nikodem Dobrygin!

Zza rogu wyłonił się Dymitri, a zaraz za nim Nikodem. Był blady jak ściana. Alicja uchwyciła przez chwilę jego spojrzenie, zanim nie wbił go w podłogę. Kiedy tylko zatrzasnęły się drzwi za Dobryginami, Natasza podbiegła do Tatiany i Alicji.

– Widziałaś? Widziałaś to? – Zaczęła natarczywie wpatrywać się w Tatianę.

Tatiana pokiwała głową.

– Ma opaskę.

– I to jaką! Siedem supłów! – emocjonowała się Natasza.

– Ciszej! – syknął Jurko, który stanął za jej plecami.

– Zastosowałam chwyt czarownicy i nic! – Natasza była bliska płaczu.

– Ja też – powiedziała spokojnie Tatiana. – Chyba go nie doceniliśmy.

Jurko popatrzył uważnie na Tatianę.

– Czy to oznacza, że… – zaczął.

– …będziemy mieć poważne kłopoty – dopowiedziała Tatiana. – To nie jest jakiś tam Malec, który chciał nam dosrać przy byle okazji, ale gówno mógł nam zrobić. Ten wie, co robi.

– Co teraz? – spytała w końcu Alicja. Czuła potworne zmęczenie, a była dopiero dziesiąta.

– Teraz idziecie na lekcje – stwierdziła ciotka. – A potem będziemy rozmawiać. I głosować w sprawie Borysa. Na razie nic tu po nas – rzuciła do Jurka.

Alicja zaniemówiła. I to tyle?

– To znaczy co? Mamy wrócić na geografię i udawać, że wszystko jest w porządku?

– Teraz jest polski – zwróciła jej uwagę Natasza, ale Alicja ją zignorowała.

Tatiana podeszła do siostrzenicy i położyła jej ręce na ramionach.

– Tutaj jesteś bezpieczna. Jeśli wiesz, o czym mówię…

Alicja miała to gdzieś. Nigdzie nie była bezpieczna i żadne uspokajające kłamstwa ciotki nie robiły już na niej wrażenia.

– Czy ty słyszysz samą siebie? – powiedziała, kręcąc głową z niedowierzaniem. Odwróciła się i bez pożegnania powlokła się razem z Nataszą do klasy.

Polski już się zaczął. Polonistka omawiała Rękawiczkę Schillera, ale chyba tylko ją to obchodziło. Alicja popatrzyła na puste miejsce Nikodema. Ciekawe, o co go wypytuje ten palant. Czy też go spyta o to, czy się przyjaźnią? O co tutaj chodzi? W co on pogrywa? Zerknęła na ławkę bliźniaków. Borys patrzył w okno. Olga zdawała się słuchać, ale chyba myślami była daleko. Alicja wciąż miała wyrzuty sumienia, że nie porozmawiała z Borysem. Z drugiej strony… Co mogłaby mu powiedzieć? Był w głębokiej dupie. Tak się z reguły kończą dobre chęci. Już wiadomo, czemu piekło jest nimi wybrukowane. Próbowała postawić się na jego miejscu. Chciał uratować dziewczynę, której nawet nie znał, co uruchomiło lawinę nieszczęść i doprowadziło do tego, że teraz każdemu z nich grozi niebezpieczeństwo, nie mówiąc już o tej całej Radzie, która zaczęła jawić się Alicji niczym jeden wielki potterowski Lord Voldemort. Ona sama czułaby się z tym podle, a co tu mówić o nieskazitelnym i cnotliwym rycerzu w białych adidasach, którym niewątpliwie był Borys. Musi z nim porozmawiać. Nie miała pojęcia, co mu powie, ale powinna to zrobić. Tym bardziej że jakoś nie wierzyła, że otrzymał jakiekolwiek wyrazy wsparcia. Na razie wszyscy byli na niego mniej lub bardziej wściekli. Alicja zerknęła na Nataszę, która siedziała zaskakująco cicho, podparta na łokciach i miała przymknięte oczy. Wyglądała na wyczerpaną. Alicja miała ochotę zrobić to samo, ale bała się, że naprawdę zaśnie. Może powinna jednak skupić się na lekcji…

Nikodem wrócił w połowie polskiego. Usiadł i nawet nie pofatygował się, żeby wyjąć podręcznik. Widocznie uznał, że mu się nie opłaca, a polonistka, która wyglądała na taką, co prowadzi lekcję dla samej siebie, nie zwróciła na to uwagi. Bezbarwnym głosem opowiadała o Rękawiczce. Alicja zanotowała sobie w głowie, że zaraz po rozmowie z Borysem powinna też pogadać z Nikodemem. Ale na razie… Na razie odpocznie. Zapomniała już, jak to jest siedzieć i nudzić się na lekcji. Ostatnio dużo myślała i nie miało to nic wspólnego z lekcjami. Czasem odnosiła wrażenie, że szkoła to tylko dodatek do tego, co działo się poza nią. Może powinna w końcu się pouczyć. Dla odmiany nie z zeszytu Tatiany, ale z zeszytu do polskiego. Albo historii. Otworzyła więc podręcznik i skupiła się na tym, co mówiła nauczycielka. Ale nie miała pojęcia, o czym mowa, bo przecież nie przeczytała wiersza. Przebiegła szybko wzrokiem po kolejnych wersach i uśmiechnęła się do siebie. No tak… Kolejne romantyczne brednie. Królewna rzuca rękawiczkę między dzikie zwierzęta, a kandydaci na jej męża jak barany rzucają się za nią (rękawiczką, rzecz jasna, nie panną) i po kolei idą jak cielęta na rzeź. Ale oczywiście trafia kosa na kamień i w końcu jakiś śmiałek wyławia rękawiczkę, a potem rzuca nią w twarz królewnie. Koniec historii. Rany. Cóż za przewrotne zakończenie. A gdzie „żyli długo i szczęśliwie”? Alicja miała ochotę parsknąć śmiechem. Podniosła głowę i zobaczyła, jak polonistka zaczyna wyświetlać na projektorze jakieś ilustracje do wiersza. Dziewczyna wytężyła wzrok. Dość niewydarzone te malowidła, pomyślała. I nie ona jedna.

– To rękawiczka czy obiecana ręka królewny? – zapytał, siląc się na powagę, chłopak w bluzie dresowej. Klasa wybuchnęła śmiechem. I to takim przywodzącym na myśl nagły atak epileptyczny. Ten też był trudny do opanowania. Alicja zmrużyła oczy i przyjrzała się rysunkowi. Rękawiczka rzeczywiście wyglądała jak obcięta ręka. Zupełnie jak rękawiczka od ciotki Meli.

Nagle uchwyciła wzrok Nikodema, który przyglądał się ilustracji natarczywie, a jego oczy robiły się coraz większe. Alicja patrzyła na niego jak zahipnotyzowana. Potem jeszcze raz spojrzała na wyświetlany właśnie rysunek, po czym znów rzuciła okiem w stronę Dobrygina.

Mimo że nie żyję, wciąż mam pięć palców. Kim jestem?

„Rękawiczką”, wymówiła bezgłośnie.

Na twarzy Nikodema błąkał się ledwo dostrzegalny uśmiech.

Alicja nie mogła się doczekać końca lekcji. Cały czas zastanawiała się, jak niepostrzeżenie wymienić się z Nikodemem uwagami o ich wspólnym odkryciu. Jednak kiedy zabrzęczał dzwonek, nie musiała się już nad tym zastanawiać, bo zanim znalazła się na korytarzu, Natasza chwyciła ją za łokieć i zaciągnęła w stronę damskiej toalety.

– Co ty robisz? – syknęła, ale koleżanka mocno trzymała jej rękę. Pociągnęła drzwi łazienki i otworzyła pierwszą z brzegu kabinę.

– Właź!

– Oszalałaś?! – warknęła Alicja, ale Natasza popchnęła ją do środka i weszła za nią, przesuwając szybko zasuwkę.

– Musimy pogadać – powiedziała poważnie Natasza.

Alicja zrobiła krok do tyłu i oparła się o ścianę, żeby zapewnić sobie minimum intymności.

– Też sobie miejsce znalazłaś… – Pokręciła głową.

– Masz lepszy pomysł? – warknęła Natasza.

– Co jest? – mruknęła Alicja, marszcząc brwi.

Natasza patrzyła na nią uważnie i milczała przez dłuższą chwilę.

– Ten cały komendant z Koziej Wólki wypytywał mnie o ciebie i Nikodema.

Alicja struchlała.

– To znaczy? – spytała ostrożnie.

– No czy się przyjaźnicie i takie tam. I w ogóle czy coś was łączy…

Alicja przygryzła wargę, ale nic nie powiedziała.

– Dlatego pytam ciebie. – Natasza brzmiała bardzo poważnie. Zbyt poważnie, żeby wziąć ją na serio. – Czy coś was łączy?

– Co za idiotyczne pytanie!

– Nie pytam, czy się z nim bzykasz, ale czy coś was łączy w sensie… służbowym – wycedziła Natasza. – Jeśli wiesz, o czym mówię…

Alicja patrzyła jej prosto w oczy. W takich chwilach zastanawiała się, czy Natasza jest faktycznie w stanie wejść do jej głowy. Jest spalona.

– Oprócz tego, że siedzę z nim w kozie? – spytała, starając się, żeby jej głos zabrzmiał naturalnie.

– Powiedziałaś, że Nikodem będzie milczał jak grób, jeśli chodzi o Elizę.

– Tak powiedziałam.

– Jak to zrobiłaś?

– Mówiłam już. Mam na niego haka.

– Jakiego?

Alicja myślała gorączkowo. Może powinna zaryzykować?

– Chyba wiesz, o jakim haku mówię… – Uśmiechnęła się porozumiewawczo.

Natasza przez chwilę patrzyła jej prosto w oczy, nie zmieniając wyrazu twarzy.

Wreszcie uśmiechnęła się szeroko.

– Serio? Też widziałaś, jak się przemienia w wilkodlaka?

Alicja zacisnęła zęby i wbiła paznokcie w uda, żeby z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk. Natasza widziała, jak Nikodem przemienia się w wilka? Czy ona dobrze zrozumiała?! O rany…

Pokiwała wolno głową.

Natasza klepnęła ją w ramię.

– Czad, nie? – Oczy dziewczyny błyszczały z podekscytowania. – Oczywiście poza tym, że to zakazane. W sensie przemieniać się na oczach cywilów. Wiesz, grozi mu za to Rada i w ogóle. – Spoważniała, ale tylko na chwilę. I chyba raczej fałszywie.

– Kiedy go widziałaś? – spytała Alicja, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszała.

Jej koleżanka przybrała skupiony wyraz twarzy.

– W wakacje. To było na jakiejś imprezie w bunkrze. Wszyscy byli totalnie nawaleni. I upaleni. Nikodem miał jakiś towar do opchnięcia i zachwalał, że ma się po nim taki odlot, że hej! No i dał trochę jakimś kolesiom. A żeby było wiarygodniej, przemienił się na ich oczach w wilka. W sensie… no, wiesz… Że ma się niby taki trip, nie? Kolesie się posrali, ale kiedy Nikodem wrócił do swojej postaci i spytał, jak było, od razu wyciągnęli kasę i kupili wszystko. Ciekawe, co było potem, kiedy okazało się, że im się już nie wyświetla człowiek zamieniający się w wilka… – zarechotała Natasza.

Alicja słuchała tego jak streszczenia kolejnej powieści Stephena Kinga. Ale to nie była książka. Ona żyła w takim świecie, gdzie chłopak przemieniał się w wilka, żeby sprzedać trochę dragów.

– Widziałaś to?

– No.

– Na własne oczy?

– No.

Alicja nie wiedziała, co powiedzieć. To był jakiś obłęd.

– A ty? – spytała nagle Natasza. – Kiedy ty go widziałaś?

Alicja zamarła. Eee… Wcale?

Na szczęście coś jej się przypomniało.

– Poczekaj, jaki układ zawarłaś z Nikodemem?

Natasza zrobiła cwaną minę.

– No wiesz…

– Nie wiem właśnie.

– Obiecałam, że nie doniosę do Rady w zamian… – zniżyła głos.

– W zamian? – ponagliła ją Alicja.

– W zamian za święty spokój i ampułkę z krwią pierwszego strzygonia.

Czy ona właśnie mówi o tej samej ampułce, którą jakiś czas temu chciała przekupić ją Olga?

– Mówisz o ampułce…

– O ampułce z krwią pierwszego strzygonia – powtórzyła wolniej i wyraźniej Natasza.

– Tej, która…

– Tej samej. Jeśli dojdzie do tego rytuału i stracimy moc, dzięki ampułce będę mogła w każdej chwili zostać surogatem i wrócą moje magiczne właściwości. Wiem, że to trochę jak in vitro, ale skutek będzie taki sam.

Alicja patrzyła na nią w osłupieniu. A więc Olga miała rację. Ta ampułka faktycznie tak działała…

– Myślałam, że chcesz się pozbyć swoich magicznych właściwości – zdziwiła się.

– Chcę mieć furtkę OK? – Natasza wzruszyła ramionami.

Alicja myślała przez chwilę. Coś jej się nie zgadzało…

– Skąd Nikodem ma ampułkę pierwszego strzygonia?

– Od Konstantego.

– Co?!

Natasza uciszyła ją gestem i zaczęła nadsłuchiwać. Na szczęście w łazience panował gwar; słychać było jedynie piski i paplanie dziewcząt, które tak jak one postanowiły wykorzystać długą przerwę na plotkowanie albo poprawianie urody. Alicji i Nataszy ten jazgot był akurat na rękę, chociaż co chwilę ktoś szarpał za klamkę drzwi ich kabiny i wydawał pomruk niezadowolenia po zderzeniu z zasuniętym zamkiem.

– To nie tak… – zaczęła Natasza. – Konstanty, który, jak wiemy, święty nie był, przehandlował ją w czasach swojej szalonej młodości. Chciał ją potem odzyskać i znów narobił niezłego bigosu. I stanął przed Radą. A w Radzie siedział akurat Cyryl Dobrygin. Tak, tak – mruknęła, widząc minę Alicji. – Z tych Dobryginów. To był dziadek Nikodema. Zarekwirował ampułkę, która miała od tej pory być trzymana w siedzibie Rady razem z innymi niebezpiecznymi rzeczami. Jak się zapewne domyślasz, dziwnym zbiegiem okoliczności zaginęła i wieść niesie, że miała trafić do rąk Dymitriego. On, oczywiście, wszystkiego się wyparł, ale chyba nikt nie wierzy Dymitriemu…

Alicja skrupulatnie przyswajała informacje o ampułce, zastanawiając się, kto tu kłamie, Nikodem czy Olga.

– I co? – spytała w końcu. – Nikodem ma ci ją dać?

– No. Tylko… – zawahała się Natasza. – Najpierw musi ją znaleźć, bo nie wiadomo, gdzie ją trzyma Dymitri. Raczej nie nad kominkiem w salonie.

– Jaką masz pewność, że Nikodem cię nie wpuszcza w maliny? – spytała przytomnie Alicja.

– Jeśli wpuszcza, jeszcze tego samego dnia idę do Rady – powiedziała twardo Natasza. Alicja widziała błysk w jej oku i wiedziała, że przyjaciółka nie żartuje.

– A co z tobą? – spytała nagle Natasza. – Co ty mu powiedziałaś, żeby siedział cicho?

Alicja zmarszczyła brwi.

– Raczej czego nie powiedziałam…

Natasza zrobiła wielkie oczy.

– Nie powiedziałam mu, że nie jest koryfeuszem. – Głos Alicji brzmiał wyjątkowo spokojnie. – On wciąż wierzy, że jesteśmy nimi oboje. Więc powiedziałam mu, że jeśli będzie milczał w sprawie Borysa, wejdę z nim w ten układ. W tę… przysięgę czy coś tam. Jemu naprawdę zależy na tym naczyniu, wiesz?

– Nam też. – Natasza zmroziła ją wzrokiem. – Czy ty coś robisz w tym kierunku? Czy jeszcze siedzisz i rzucasz monetą?

Alicja zacisnęła zęby. Jak długo będzie ciągnąć jeszcze tę farsę?

– Chyba musimy już wyjść. Siedzimy tu trochę długo – zauważyła chłodno i chwyciła za zasuwkę.

Natasza przytrzymała jej rękę.

– Pytam poważnie.

– A ja ci poważnie odpowiadam, że musimy wyjść, bo zaraz skończy się przerwa – powiedziała przez zęby, nie spuszczając wzroku z Nataszy. – A teraz się odsuń.

Natasza puściła ją i się przesunęła.

Alicja wypadła z kabiny. Zaraz za nią wytoczyła się Natasza. Gwar w łazience ucichł jak nożem uciął. Wszystkie oczy zwróciły się na dziewczyny. Alicja dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, jak głupio musiało to wyglądać. Uśmiechnęła się lekko.

– No to chyba nie było tak bardzo intymne miejsce, jak myślałyśmy…

Natasza poprawiła czarny – jak zawsze – T-shirt.

– A mnie to tam nie przeszkadza. – Odsłoniła zęby w uśmiechu.

Ruszyła w stronę lustra, a dziewczęta rozstępowały się przed nią jak Morze Czerwone.

Natasza przejrzała się, starła rozmazany tusz do rzęs i poprawiła włosy. Wyszła, zostawiając osłupiałe koleżanki za sobą. Alicja miała ochotę parsknąć śmiechem na widok ich min, ale się powstrzymała. Przeszła między nimi i pchnęła niedomknięte drzwi. No, to chyba szkoła znów będzie miała czym żyć.


Alicja stała przed maszyną do napojów z lekko przechyloną głową i próbowała przeczytać, która woda jest gazowana, a która nie. Cola skończyła się chyba dawno temu, bo w jej miejscu ziała czarna dziura. W głowie miała kompletny mętlik. Nie wiedziała, od czego ma zacząć. Od tego, że Nikodem obiecał Nataszy ampułkę, którą jej z kolei chciała obiecać Olga? Czy może od tego, że mają indykację? A może od tego, że powinna, tak czy siak, porozmawiać z Nikodemem? A może z Olgą? O Borysie nie wspominając… Wreszcie udało jej się wyjąć wybraną butelkę. Spojrzała na etykietę. Cholera, niegazowana! Nienawidziła niegazowanej, mimo że rodzice jej tłumaczyli, że nie powinna pić gazowanych napojów, bo… No właśnie, dlaczego?

– Powinnaś pić niegazowaną. Nie czytałaś w internecie? To bardzo niezdrowo…

Dziewczyna zesztywniała. Pochylał się nad nią Dymitri. Cała krew odpłynęła jej z głowy i poczuła, że robi jej się słabo. Jednak strach był silniejszy i krew wróciła na swoje miejsce. Adrenalina też.

– Czego chcesz? – warknęła.

– Widzę, że nic się nie zmieniło. Nadal jesteś dla mnie niemiła. – Jego głos był, jak zawsze, niski i chrapliwy. Uśmiechał się przy tym lekko, co tylko potęgowało jej strach.

– Czego chcesz? – powtórzyła przez zaciśnięte zęby.

Dymitri pochylił się nad nią jeszcze bardziej i jego głos przeszedł w szept.

– Zostaw go w spokoju.

Alicja wyglądała na totalnie ogłupiałą.

– Nie wiem, o czym mówisz.

– Dobrze wiesz. Odczep się od Nikodema. Wiem, że jest niezły… – Znów się uśmiechnął, mrużąc przy tym oczy.

– Jeśli uważasz, że twój bratanek jest niezły, to chyba powinien zająć się tobą prokurator – powiedziała Alicja lodowatym tonem, chociaż serce podchodziło jej do gardła.

– Wyszczekana się zrobiłaś. – Czy w jego głosie słychać było uznanie? – Wiem, co kombinujesz… – Tym razem już nie było żadnych wątpliwości. W jego głosie dźwięczało ostrzeżenie. I groźba. – I nie uda ci się to.

– Niby co?

– Nie udawaj! – syknął. – Jesteś taka sama jak twoja ciotka.

Alicja starała się oddychać miarowo, mimo że przychodziło jej to z trudem. Nie chciała, żeby zobaczył, jak bardzo się boi. Chociaż na bank czuł jej strach. Jak pies. Albo raczej jak wilk…

– Do tego rytuału nie dojdzie – powiedział Dymitri. – Masz na to moje słowo. Możecie sobie pomarzyć!

– Ale naczynie wciąż cię kusi, co? – spytała nagle, czując rosnącą przewagę. W końcu on nie wie tego, co wie ona… – Chciałbyś je w końcu dostać w swoje ręce, prawda? Zniszczysz je i masz spokój raz na zawsze. A tak… musisz zabijać wszystkich, którzy mogliby je znaleźć i doprowadzić do rytuału.

Dymitri roześmiał się głośno.

– Nie macie go, prawda? Oczywiście, że go nie macie…

– Nie mamy. Ale wy też go nie macie. I nawet nie masz pojęcia, jak je znaleźć…

Dymitri spoważniał.

– Ale ty, zdaje się, wiesz, prawda? Bo jesteś koryfeuszem.

– Skąd ten pomysł?

– Stąd że nie jest nim żadne z nich.

– A twój bratanek?

– Nikodem? Nie. Na pewno nim nie jest. To ty nim jesteś, dlatego tak na ciebie czekali.

– Powiedzmy, że nim jestem. I co? Zabijesz mnie teraz? Jeśli to zrobisz, to nigdy nie znajdziesz naczynia. A w następnym pokoleniu na pewno ktoś je znajdzie, rytuał zostanie odprawiony, a ty będziesz w dupie. No więc na co czekasz? Może mnie zepchniesz ze schodów? Albo nie! Wiem! Po prostu przegryziesz mi szyję. Może będzie to kolejny wypadek, co? Po Elizie, Malcu…

Dymitri zaciskał pięści.

– Nie wolno mi…

Alicja zamarła. Co on właśnie powiedział? Że co mu nie wolno?

– Co ty powiedziałeś? Zmieniłeś zdanie? Nie będziesz mnie jednak zabijał?

Dymitri wyglądał tak, jakby przestraszył się własnych słów.

– Nie zmieniłem zdania co do ciebie – wycedził przez zęby. – I nie będę powtarzać. Lepiej uważaj, dziewczynko. I trzymaj się z dala od Nikodema.

Odszedł szybkim krokiem. Kiedy zniknął za rogiem, Alicja odetchnęła. Miała wrażenie, jakby całą rozmowę z Dymitrim prowadziła pod wodą i dopiero teraz mogła zaczerpnąć powietrza.

Na karku wystąpił jej zimny pot. Przyłożyła chłodną butelkę do czoła. Nagle poczuła, jak ktoś uderza ją barkiem. Wszystkie drobne, które cały czas ściskała w ręku, rozsypały się po podłodze.

– Hej! – wrzasnęła, zanim się zorientowała, kto to taki.

Do maszyny podszedł Nikodem, który zaczął wyłuskiwać jakieś drobniaki z kieszeni.

Alicja zamilkła. Co on wyprawia?

– Nie drażnij go – wyszeptał Nikodem.

Alicja nie ruszyła się z miejsca.

– Nie wiesz, do czego jest zdolny.

– Chyba jednak wiem – syknęła.

– Nie masz pojęcia – powiedział Nikodem, wrzucając drobniaki do maszyny. Alicja udawała, że zbiera swoje z podłogi.

Nikodem zastanawiał się nad napojem.

– Chyba mamy indykację – rzucił, przekrzywiając głowę i przyglądając się rzędowi puszek.

– Tak, to… – zaczęła Alicja.

– Nie mów tego głośno – syknął Nikodem, wybierając puszkę sprite’a. – Myślisz o tym samym, co ja?

Alicja osłupiała. Wytężyła wszystkie zmysły. Niemal czuła myśli Nikodema… Złoty pięćdziesiąt reszty, rękawiczka, przyklejona do bocznej ściany maszyny guma do żucia, puszka sprite’a…

– Tak – powiedziała ze ściśniętym gardłem. Czy ona czyta w jego myślach???

– To dobrze – szepnął Nikodem. – No to do roboty!

Dziewczyna się skrzywiła.

– Mamy sprawdzić wszystkie rękawiczki w mieście?!

– Zacznijmy od własnych – mruknął Nikodem i pochylił się po napój. – Zakładam, że ty sama masz ich z pięć tysięcy. I to różowych.

Alicja wstała i otrzepała kolana.

Przechodząc obok Nikodema, uderzyła go z całej siły barkiem.

– Idiota! – warknęła.

Dymitri przyglądał im się z drugiego końca korytarza.


Alicja czekała na Borysa. Grzebał się niemiłosiernie, na dodatek był – jak zawsze – w pakiecie z Olgą, która już nawet nie starała się ukrywać swojej niechęci do Alicji. Na szczęście tym razem Alicja nie musiała się użerać z Nataszą, która wyjątkowo nie miała dzisiaj ochoty wychodzić ze szkoły razem z koleżanką. Nie wyglądała na obrażoną, bo Natasza należała do tych dziewczyn, które nie fochują, ale walą prawdę między oczy (ewentualnie po prostu walą między oczy), na pewno była jednak wściekła. I podejrzliwa. A to, że miała ku temu powody, to już zupełnie inna historia…

Alicja podeszła do bliźniaków, którzy stali właśnie przy swoich szafkach i w milczeniu pakowali książki do plecaków.

– Możemy porozmawiać? – spytała Borysa, starając się ignorować spojrzenie jego siostry, która świdrowała ją nienawistnym wzrokiem.

– Tak, jasne – powiedział cicho chłopak. Był biały jak ściana i miał podkrążone oczy, co sprawiało, że wyglądał jak najprawdziwszy Edward ze Zmierzchu, i to bez charakteryzacji. Oczywiście, nie w wydaniu Roberta Pattinsona…

– Dziadek na nas czeka – rzuciła lodowatym tonem Olga.

– Przejdę się. – Borys zatrzasnął szafkę.

– Co? – Olga aż otworzyła usta ze zdziwienia.

– Powiedziałem, że się przejdę – powtórzył jej brat, tym razem ostrzej.

Olga walnęła drzwiczkami szafki.

– Jak chcesz! Będziesz się sam tłumaczył – warknęła i odwróciła się na pięcie.

Borys uśmiechnął się słabo do Alicji.

– Chyba mnie nie lubi – mruknęła, patrząc w ślad za Olgą.

– Nieee… Zdaje ci się. – Borys puścił do niej oko.

Dziewczyna roześmiała się, ale jej śmiech zabrzmiał nerwowo.

Borys zasunął plecak i popatrzył na nią wyczekująco.

– O czym chciałaś porozmawiać?

– Może wyjdziemy stąd? – zaproponowała. – Mam dość szkoły na dziś.

Fakt. To był jeden z gorszych dni. A pojawienie się Dymitriego było chyba gwoździem programu. Albo gwoździem do trumny, jak kto woli. Dawno go nie widziała, a już na pewno nie z tak bliska. I wciąż wzbudzał w niej lęk. Zupełnie jak wtedy na cmentarzu. Wierzyła Nikodemowi, że Dymitri jest zdolny do wszystkiego. W końcu zabił swoich przyjaciół… Nie powinna testować jego możliwości. Ciotka ma rację. I Nikodem też. Tylko o co mu chodziło, kiedy powiedział, że nie wolno mu zrobić jej krzywdy?

– Alicja? – Głos Borysa wyrwał ją z zamyślenia.

– Tak? – Podniosła głowę.

– Idziemy?

– Tak. – Uśmiechnęła się lekko. – Chodźmy.

Wyszli na zewnątrz. Alicja wciągnęła głęboko powietrze.

– Jak się czujesz? – spytał Borys.

– Serio? Pytasz, jak ja się czuję? To chyba ja powinnam ciebie o to spytać.

Szlachetny do końca. Zaraz, do jakiego końca???

– Nie wiem… Chyba jeszcze to wszystko do mnie nie dociera… – Pokręcił z niedowierzaniem głową.

Alicja musiała przyznać, że wyglądał dokładnie tak, jak się sam opisał.

– No tak… – mruknęła. Czuła się niezręcznie. Co właściwie powinna mu powiedzieć?

– To o czym chciałaś rozmawiać? – spytał w końcu chłopak.

Alicja zmieszała się. No właśnie. O czym?

– Pomyślałam… że może ty chciałbyś porozmawiać… O tym, co się stało. Zakładam, że nie masz za bardzo z kim o tym pogadać…

Borys milczał przez chwilę.

– No raczej… – przyznał w końcu. – Wszyscy mnie nienawidzą.

– Nie bądź głupi.

– Wszyscy mnie nienawidzą i mają rację – powtórzył.

– Borys… nie dramatyzuj – westchnęła Alicja. – Chociaż… Jak by na to nie patrzeć, przemieniłeś Elizę i pozwoliłeś nam wierzyć, że zrobił to Dymitri. Albo Nikodem… – powiedziała ostrożnie. – To nie było… rozsądne. Ani bezpieczne…

Alicja czuła się jak własna ciotka. Ciotka Mela, rzecz jasna. Tylko ona mogłaby tak powiedzieć. Tatiana użyłaby inwektyw i darłaby się tak, jakby ktoś ją wsadził do jednego pokoju z Justinem Bieberem.

– Wiem – odparł cicho Borys. Spuścił głowę, więc Alicja nie mogła zobaczyć, jaki miał wyraz twarzy. Na pewno jednak wyglądał żałośnie. Może nie powinna mu była tego mówić. Może? Na pewno! Chyba właśnie dołożyła swoją osobistą cegiełkę do totalnego zgnojenia Borysa po tym, jak wszyscy zrobili to już wczoraj w salonie Tatiany. Konstanty na pewno zrobił to jeszcze raz po powrocie do domu.

– Dobra, wiem, że gadam jak Konstanty…

– Wierz mi, daleko ci do niego – mruknął Borys.

– Miałeś kazanie po powrocie? – spytała, chociaż dobrze wiedziała, że jest więcej niż pewne, że Konstanty nie przepuścił okazji do wygłoszenia trzygodzinnej mowy oskarżycielskiej. Pewnie gdyby zamiast Piłata sądził Jezusa, ludzie by natychmiast zażądali jego uniewinnienia, żeby tylko skończył gadać.

– No. I to jakie…

– Posadził cię na karnego jeżyka? – parsknęła Alicja.

– Gorzej.

– Co???

– Mówił, jak bardzo jest rozczarowany. Długo mówił. – Borys podkreślił słowo „długo”.

No tak. Alicja znała to doskonale. Jej rodzice robili dokładnie to samo. Czasami wolała, żeby ją sprali albo zamknęli w szafie i nie wypuszczali aż do osiemnastki, niż robili miny spaniela i powtarzali jak mantrę, że są głęboko zawiedzeni i czy zdaje sobie sprawę, jaki sprawiła im zawód. No to pięknie. Konstanty jest gorszy, niż myślała.

– Przyznasz się? – spytała, zanim pomyślała. Cholera… Chyba nie powinna go o to pytać. Dlaczego nie potrafi być taktowna?

– Chyba nie mam wyjścia. Złamałem prawo. Wiem, że rytuał jest ważny, ale dziadek ma rację, jeśli się przyznam i dobrowolnie poddam karze, może dostanę łagodniejszy wyrok. Może…

Alicja przygryzła wargę.

– Chciałeś dobrze…

Co ona wygaduje? Mogłaby się zdecydować. Albo go beszta, albo pociesza. Nie może robić tych dwóch rzeczy jednocześnie. Nie może? A może właśnie…

– Naprawdę chciałem ją uratować…

– Wiem. To znaczy… domyślam się, że zrobiłeś to, żeby ją uratować. Ale…

– Ale złamałem prawo i naraziłem wszystkich na niebezpieczeństwo. Ciebie zresztą też. Powinnaś być wściekła. Przeze mnie Eliza próbowała cię zabić.

– Tylko dwa razy. – Alicja próbowała zażartować, ale chyba kiepsko to zabrzmiało.

– O dwa razy za dużo – powiedział twardo Borys.

Dziewczyna milczała. Nie znajdowała słów, żeby go pocieszyć. Już nie była zła. Czy ona w ogóle była na niego zła z tego powodu? Właśnie uświadomiła sobie, że chyba nie.

– Nie myślałem, że tak to się wszystko potoczy… – Naprawdę brzmiał, jakby był zaskoczony.

– Wiem…

Alicja zmarszczyła brwi. Dlaczego ta rozmowa zaczyna przypominać dialog z tureckiej telenoweli? Czy tylko ona odniosła takie wrażenie?

– Co robimy? Dokąd idziesz? – Zatrzymała się nagle i rozejrzała. Borys powinien chyba już dawno skręcić.

– Chyba właśnie cię odprowadzam. – Chłopak również przystanął. Też się nie zorientował, że minął swoją ulicę. – Jeśli chcesz, oczywiście.

Alicja popatrzyła na niego osłupiała. Czy chciała, żeby ją odprowadzał?

– Tak, jasne – powiedziała szybko. Oszalała? Po co ma ją odprowadzać? Nie trafi do domu czy jak? Od kiedy nie ma nic przeciwko odprowadzaniu do domu? I to jeszcze przez Borysa? Chyba jedynym wytłumaczeniem było to, że było jej go żal. Był w dupie. Gdyby ona w niej była, też chciałaby, żeby ktoś się nad nią poużalał. Chyba tylko o to chodziło. Chyba…

Zaczęli wolno iść.

– Co z Elizą? – spytała Alicja, bo nie znalazła lepszego tematu.

– Nic. – Borys wzruszył ramionami. – Siedzi wciąż w pokoju. Nie wie, co robić. I co gorsza, ja też za bardzo nie wiem. To znaczy coś wiem, ale… To mój pierwszy raz, więc chyba trudno wymagać, żebym wiedział, co i jak. W życiu nie miałem do czynienia ze świeżakiem. To trochę jak…

– Nazwijmy rzecz po imieniu. Zostałeś ojcem – mruknęła Alicja.

– No coś w tym rodzaju. – Chłopak uśmiechnął się blado. – I raczej tu nie pomoże przełożenie przez kolano. To znaczy… wiesz, co mam na myśli. – Spojrzał na nią w popłochu, jakby powiedział coś zdrożnego, a Alicja był siostrą zakonną, odmawiającą przez całą drogę różaniec.

– Wiem, wyluzuj.

Milczeli przez chwilę.

– Myślisz, że zatają to przed Radą? – spytała Alicja. – W sensie: do czasu rytuału.

Borys wzruszył ramionami.

– Nie wiem. Słyszałaś. Będą głosować. – Uśmiechnął się gorzko. – Może rzucą monetą. Będzie prościej.

– Zależy im na tym rytuale, więc…

– Niby tak, ale nie wiem, czy będą chcieli aż tak ryzykować. Gdyby wyszło na jaw, że ukrywali… przestępcę, to raczej nie będzie już czego zbierać. Ani ze mnie, ani z nich. To znaczy z was…

– No, nie wiem… – Pokręciła głową. – Jeśli weźmiemy pod uwagę to, do czego są w stanie się posunąć, żeby mnie zmusić do tego rytuału…

Borys zatrzymał się nagle i popatrzył na nią poważnie.

– Chcę, żebyś wiedziała, że nikt nie ma prawa zmuszać cię do tego rytuału.

Przystanęła zaskoczona.

– Wiem, mówiłeś mi to sto razy.

– Więc mówię ci to po raz sto pierwszy. Nie pozwól na to, żeby w jakikolwiek sposób zmuszono cię do zrobienia czegoś wbrew twojej woli.

Borys brzmiał bardzo serio. Zbyt serio.

– Chyba nie wiesz, co mówisz… – Alicja się skrzywiła.

– Wiem. To powinna być twoja decyzja i tyle.

Chyba w końcu zaczynała rozumieć, o co mu chodzi. Zwłaszcza teraz. Nie chciał, żeby ktoś zadecydował za nią, tak jak za chwilę ktoś zadecyduje za niego. Czy oni naprawdę każą mu się przyznać? I to przed rytuałem? Przed rytuałem, na punkcie którego mają obsesję?

– No tak – powiedziała wymijająco. – Masz rację.

– Obiecaj mi, że to będzie twoja decyzja. – Borys chwycił ją za ramiona i zmusił, żeby spojrzała na niego.

Alicja zesztywniała. O co mu chodzi?

– Dobra, obiecuję. Już? OK?

– Po prostu… Nie chcę, żebyś to robiła z poczucia winy.

Z jakiego poczucia winy? Oszalał? Chyba nie myślał, że jej zgoda na udział w rytuale będzie miała jakikolwiek związek z decyzją o tym, żeby zataić postępek Borysa przed Radą? Zerknęła na niego. Wciąż wyglądał tak, jakby miał odebrać od schodzącego z góry Mojżesza kamienne tablice.

– Posłuchaj – odezwała się w końcu. – Moja decyzja nie będzie miała związku z niczym. Tego możesz być pewien.

Borys pokiwał głową. Wyglądał na uspokojonego.

– Idziemy? – spytała Alicja.

Chłopak zaczął iść. Alicja pokręciła głową i ruszyła za nim. Co ją napadło, żeby dać się odprowadzić? A, no tak. Było jej go żal. Jak tak dalej pójdzie, to może skończy z nim w łóżku z tej empatii. W jakim łóżku? Skąd jej to przyszło do głowy? Alicją wstrząsnął dreszcz. O dziwo, nie był to dreszcz obrzydzenia. O czym ona w ogóle myśli? Spojrzała na niego ukradkiem. Szedł ze wzrokiem wbitym w ziemię. Raczej chyba nie myślał o pójściu z nią do łóżka. O rany… Chyba naprawdę jej odbiło. Powinna zacząć coś mówić, bo myślenie raczej jej nie wychodzi. Tylko o czym… I wtedy… Coś jej się przypomniało.

– Borys, czy ampułka, którą chciała mi dać Olga, jest prawdziwa? – spytała nagle.

Popatrzył na nią, jakby poprosiła go, żeby podał wzór chemiczny kwasu solnego.

– Tak. Dlaczego pytasz?

Bo jakoś to się nie zgadza z historią Nataszy o ampułce, którą przepił Konstanty i znalazła się u Dymitriego? - pomyślała.

– Tak… po prostu – mruknęła. – Ale jesteś pewien?

– Jestem. – Borys nadal miał taką minę, jakby wciąż zastanawiał się nad wzorem kwasu.

– OK.

– Nie wierzysz Oldze, tak? O to chodzi?

Alicja przygryzła wargę.

– Po prostu… Nie wydaje ci się dziwne, że ona chce coś takiego… przehandlować?

Borys uśmiechnął się i pokręcił głową.

– Nie. Oldze bardzo zależy na tym rytuale i zrobi wszystko… a przynajmniej bardzo dużo, żeby się odbył. Jeśli ci to proponowała, to znaczy, że wytoczyła najcięższe działo, jakie mogła. No, nie licząc uprowadzenia cię, przywiązania do kaloryfera i katowania piosenkami Zenka Martyniuka.

– Ale… czy jest możliwe, że ta ampułka nie jest prawdziwa, a wy o tym nie wiecie?

– Raczej nie… Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

Alicja wzruszyła ramionami.

– Ja bym się jej nie pozbyła na miejscu Olgi. Jest wiele warta.

– Dla Olgi rytuał jest wart więcej. Poza tym ona nie chce być już strzygą, więc tym bardziej do niczego nie jest jej potrzebna krew strzygonia. No, chyba że do przekupienia kogoś.

Alicja już go nie słuchała. Teraz zaczęła się zastanawiać, po co właściwie Olga ją przekupuje. A jeśli wie doskonale, że ampułka nie jest prawdziwa? No, ale przecież można to jakoś sprawdzić, prawda? Tylko jak? Czy w zeszycie Tatiany będzie coś na ten temat?

– Jesteśmy na miejscu.

– Co? – Alicja podniosła głowę. No tak. Szli chyba z piętnaście minut. W Warszawie jechała tyle metrem ze szkoły do domu. Tutaj w kwadrans można przejść całą wieś.

– Faktycznie. – Uśmiechnęła się. – Trafiliśmy.

Borys poprawił plecak na ramieniu.

– Więc… – zaczął.

– Więc… – powtórzyła Alicja.

Zrobiła krok w jego stronę. Sama nie wiedziała dlaczego. Stała tak blisko, że czuła jego zapach. Nie była w stanie stwierdzić jednoznacznie, czym pachnie Borys, ale przyjemnie drażniło to jej nozdrza. Patrzyła na jego ramiona w białej koszulce. Szerokie i sprawiające wrażenie silnych. I na pieprzyk, który miał na szyi. Prawie we wgłębieniu obojczyka. Widziała dokładnie jego twarz. Twarz, której nigdy się tak naprawdę nie przyglądała. I musiała przyznać, że bardzo jej się podobało to, co widziała. Kilka jasnych kosmyków spadło chłopakowi na czoło, ale ich nie odgarnął. Zauważyła też, że ma kilka piegów na nosie i pod oczami. I że jego usta są bardzo ładnie wykrojone. Były lekko spierzchnięte. Borys jakby właśnie o tym samym pomyślał, bo zwilżył je językiem, po czym rozchylił je bezwiednie.

Myślała tylko o tym, żeby go pocałować.

Borys wciągnął powietrze ze świstem.

Alicja czuła, jak zasycha jej w gardle.

Przełknęła ślinę.

On prawie nie oddychał.

Alicja rozchyliła wargi.

Borys już nie tylko nie oddychał, ale wpatrywał się w nią, nie mrugając.

Alicja znów przełknęła ślinę.

Oparła się o furtkę, bo poczuła, że musi się oprzeć. O coś. I Borysowi. Tylko czy naprawdę chciała się opierać?

– Cholera jasna!

Furtka była otwarta, więc Alicja nie znalazła oparcia. Prawie upadła, kiedy bramka otworzyła się do końca i uderzyła o słupek.

Borys chwycił ją za ramię.

– Wszystko w porządku?

– Tak – wymamrotała, rozcierając obolały łokieć. – Serio. – Wysunęła ramię z uścisku Borysa.

Chłopak patrzył na nią osłupiały. Miał oczy jak spodki. Latające.

– Nieźle się urządziłam. Muszę przyłożyć coś zimnego – mruknęła, nawet nie patrząc w jego stronę. – Dzięki, że mnie odprowadziłeś. Widzimy się później, pa! – powiedziała na jednym wydechu i wbiegła na ganek.

Borys podniósł rękę na pożegnanie. Wciąż miał otwarte usta.

Alicja mocowała się z zamkiem. Jak na złość klucz nie chciał wejść. Zmełła w ustach przekleństwo. I to niejedno. Co to było? Co to było przed chwilą? Czy ona oszalała? Tak, na pewno oszalała, nie ma innego wytłumaczenia. Borys? Serio? Borys??? Chciała pocałować Borysa?

– Au!

Skaleczyła się ostrą końcówką klucza, których cały pęk wypadł jej z ręki i z głośnym brzękiem uderzył o próg.

– Ostrożnie. Zrobisz sobie krzywdę.

Podskoczyła jak oparzona.

– Co ty tu robisz? – warknęła.

Nikodem schylił się po klucze.

– Pozwolisz?

Bez problemu włożył klucz w zamek i przekręcił. Drzwi się otworzyły.

– Oszalałeś? – syknęła. – Jak ciotka cię zobaczy…

– Twojej ciotki nie ma. Wyszła jakieś dziesięć minut temu.

Alicja odgarnęła włosy, które w trakcie szamotaniny z zamkiem wysunęły się z niedbałego węzła na karku.

– Powtórzę pytanie: co tu robisz? Śledzisz mnie?

Nikodem uśmiechnął się szeroko.

– Trzeba było powiedzieć… Odprowadziłbym cię do domu.

Dziewczyna zaniemówiła. Przecież on musiał widzieć to, co stało się przed domem. A raczej co się nie stało…

Zacisnęła zęby, szukając równocześnie jakiejś ciętej riposty. Jak na złość nic nie przychodziło jej do głowy.

– Nie wiedziałem, że tak się sprawy mają. – Nikodem miał świetny ubaw. – Czy ty i Zemrow… no wiesz… – Popatrzył na nią wymownie. – Zamierzasz mieszać gatunki? To chyba niezdrowo? A na pewno niestrawnie…

Alicja zacisnęła usta i odwróciła się na pięcie. Pchnęła drzwi i już miała przekroczyć próg, kiedy uderzyła głową o niewidzialną ścianę. Zaklęła głośno. To miło, że ciotka zamknęła dom, ale czy musi to robić zawsze wtedy, kiedy Alicja musi szybko wejść albo wyjść? Wymamrotała formułę odblokowującą dostęp i wmaszerowała do środka. Już miała odnowić blokadę, kiedy w drzwiach stanął Nikodem.

– Nie zamykaj – powiedział spokojnie. – Przychodzę w pokojowych zamiarach.

– Jasne – żachnęła się Alicja. – A Władimir Putin tak naprawdę pracuje w ONZ-ecie.

Nikodem pokręcił głową, nie przestając się uśmiechać w sposób, który zawsze doprowadzał Alicję do szewskiej pasji.

– Słuchaj, jeśli chodzi o to, że wam z Zemrowem nie wyszło, to powiem ci tak: zabieracie się do siebie jak pies do jeża. – Nikodem wydął wargi. – Mógłbym cię trochę podszkolić, jeśli…

Alicja trzasnęła drzwiami, ale Nikodem zatrzymał je w ostatniej chwili, wkładając nogę między nie a framugę.

– Dobra, żarty żartami, a teraz na poważnie. – Przybrał zafrasowany wyraz twarzy. – Przeszukałem dom i niczego nie znalazłem. Nie mówiąc już o tym, że nie znalazłem żadnej rękawiczki do pary.

– No i? – Alicja założyła ręce na piersi. Wciąż była wściekła.

– No… to, że jeśli jej nie ma u mnie, to musi być u ciebie.

– A skąd ten pomysł?

– Błagam… – Chłopak przewrócił oczami. – Naprawdę chcesz to ciągnąć? Miejmy to już za sobą.

Alicja wypuściła powietrze przez zaciśnięte zęby i otworzyła drzwi.

– No i od razu lepiej. – Nikodem uśmiechnął się szeroko, przechodząc przez próg.

Kiedy znaleźli się w środku, Alicja pociągnęła mocno nosem.

– Coś się chyba zjarało – mruknął chłopak, wyprzedzając jej myśl.

Też to poczuła. Chociaż równie dobrze mógł to być zapach kolejnej mrożonki potraktowanej mikrofalówką. Albo włożonej do piekarnika na wieczność. Nie myślała, że kiedyś to powie, ale chyba zaczyna tęsknić za kuchnią Nikolaja.

– Dobra – powiedziała Alicja, rozkładając ręce. – Jakiś pomysł?

Nikodem wzruszył ramionami i rozejrzał się po korytarzu.

– Nie wiem, gdzie trzymacie rękawiczki.

Alicja zmarszczyła czoło. Skąd mogła wiedzieć, gdzie trzymają rękawiczki. Przyjechała tu dopiero jakiś tydzień temu.

– Nie wiem. – Pokręciła głową. – Nie mam pojęcia. Nie mam żadnej pary. W końcu jest dopiero październik. – Spojrzała na niego wymownie.

Chłopak westchnął.

– Dobra, może zaczniemy od znalezienia jakiejś szafy. No, chyba że pójdziemy do twojego pokoju… – Uniósł znacząco brew.

Alicja przewróciła oczami.

– Nudny jesteś, wiesz?

Rozejrzała się wokoło.

– Może zaczniemy od salonu. Tam chyba jest jakaś szafa… Może ciotka trzyma w niej jakieś rękawiczki.

Ale w salonie nie było żadnych rękawiczek. Ani w szafkach w korytarzu. Ani w innych pokojach. A już na pewno nie w bibliotece.

– Rany. – Nikodem wsadził głowę przez drzwi. – Dymitri też ma taki pokój. Od góry do dołu same książki.

– Dymitri umie czytać? – zdziwiła się Alicja.

– Tak, potrafi – powiedział wyjątkowo łagodnie Nikodem. – I to w rosyjskim, ukraińskim, bułgarskim i staro-cerkiewno-słowiańskim. A ty w ilu językach czytasz?

Zignorowała go. Była coraz bardziej zirytowana tymi bezowocnymi poszukiwaniami. I coraz bardziej głodna.

– No dobra – stwierdziła w końcu. – Został już tylko pokój Tatiany. – Stanęła pod drzwiami pokoju, do którego – jak sobie właśnie uświadomiła – nigdy nie wchodziła. Nie licząc tego jednego jedynego razu, kiedy zajrzała do niego z ciekawości zaraz po przyjeździe.

– Wspaniale. – Dobrygin uśmiechnął się szelmowsko i pchnął drzwi.

Alicja nie zdążyła go powstrzymać. Jakoś nie miała ochoty, żeby grzebał w rzeczach ciotki. Chociaż biorąc pod uwagę to, ile porozrzucanych ciuchów mieścił pokój, faktycznie przyda jej się pomoc.

– OK – mruknęła, rozglądając się dokoła. – Zacznę od szafy, a ty sprawdź szuflady.

– No jak dobrze pójdzie, to zajmie nam to czas do Bożego Narodzenia. W najlepszym wypadku. W najgorszym – do Wielkanocy. – Chłopak rozglądał się z przerażeniem w oczach. – Po co laskom tyle rzeczy?

Alicja podniosła głowę znad sterty ubrań.

– Jesteś pewien, że to pytanie do mnie?

Nikodem westchnął i zaczął się przedzierać przez stos czegoś, co Alicja uznała za szale i apaszki, a równie dobrze mogło być górą kolorowych skarpetek. Albo papierków po cukierkach.

Nagle zawibrowała jej kieszeń.

Alicja spojrzała na wyświetlacz. Ciotka. Obejrzała się szybko na Nikodema i wymierzyła w niego palec.

– A teraz się zamknij. To Tatiana.

Odetchnęła głęboko i odebrała.

– Cześć.

– Jesteś już? – ryknęła ciotka. – Zostawiłam ci kolację w piekarniku.

– Zauważyłam – mruknęła Alicja. – A raczej… poczułam.

– Cholera, znów się przypaliła… Wszystko w porządku?

Dziewczyna podniosła głowę i zobaczyła, jak Nikodem wyjmuje z szuflady biustonosz Tatiany i przygląda się mu ze zdziwieniem. No tak. Pewnie nigdy nie widział stanika, który zapina się z przodu…

Zgromiła go wzrokiem.

– Alicja? Jesteś tam?

– Taaa…

– Nie wrócę dzisiaj na noc. Poradzisz sobie?

Alicja zmarszczyła brwi. Coś jej zaczęło świtać…

– Pogodziliście się z Wiktorem?

– …

– Pogodziliście się! No to ładnie…

– To chyba nie twoja sprawa – zasyczało w słuchawce.

Alicja uśmiechnęła się szelmowsko, ale Tatiana, oczywiście, nie mogła tego widzieć.

– Poradzisz sobie? – spytała ciotka po chwili.

– Tak – mruknęła Alicja, patrząc jak, Nikodem z podziwem ogląda samonośne pończochy.

– Zamknij dokładnie drzwi.

– Wiem.

– I okna.

– Jezu, wiem…

– OK.

Alicja przygryzła wargę.

– Tatiana…

– No?

– Co z Borysem?

Ciotka westchnęła ciężko, co dziewczyna doskonale mogła usłyszeć, nawet przez telefon.

– Konstanty poprosił jeszcze o dzień, dwa zwłoki.

– Dlaczego?

– Nie wiem. Nie będę z nim dyskutować. To w końcu Konstanty…

No tak. Alicja też by z nim nie dyskutowała.

– Słuchaj… Myślisz, że… – Jakoś nie była w stanie dokończyć.

– Myślę, że pozwolą mu poczekać do rytuału.

Poczuła ulgę. Na krótko.

– Może już czas, żeby powiedzieć, że bierzesz w nim udział, co? – spytała ostrożnie ciotka.

Alicja bała się tego pytania.

– Tak, powiem. Ale nie teraz. Jeszcze nie teraz.

– Alicja…

– Zaufaj mi, dobra?

Nie wiedziała dlaczego, ale chciała poczekać. Czuła, że powinna.

Tatiana znów westchnęła.

– Dobra, ale nie zwlekaj za długo, OK?

– OK – przytaknęła Alicja. Nie wiedziała, jak długo to potrwa, ale była pewna, że to na razie nie jest właściwy moment. Skąd? Tego już nie wiedziała.

Kiedy odłożyła telefon, Nikodem przekopywał się przez stertę czegoś, co piętrzyło się na krześle. To akurat było zrozumiałe. Każdy miał takie krzesło, na które rzucał wszystko. Alicja również. I Nikodem pewnie też.

– Znalazłeś coś? – spytała, nie wierząc ani przez moment, że mu się to udało.

– Oszalałaś? Ona trzyma tu tyle rzeczy, że można by zapchać nimi dziurę ozonową.

Alicja westchnęła i zaczęła grzebać w kolejnej szufladzie.

– Co z Zemrowem? – spytał nagle chłopak.

Popatrzyła na niego ze zdziwieniem.

– Dlaczego pytasz?

Wzruszył ramionami.

– Nie zazdroszczę mu. Jest w głębokiej dupie. Nie dość, że złamał prawo, to jeszcze Eliza jest naprawdę irytująca.

– Nikodem… – zaczęła ostrożnie. – Wiesz, że nie możesz o tym nikomu powiedzieć, prawda?

Jej gość zmrużył oczy.

– Nie przyznał się?

Alicja milczała.

Młody Dobrygin pokiwał głową.

– Nie przyznał się. No, ja też bym się pewnie nie przyznał – mruknął do siebie. – Ale to igranie z ogniem. Jak ktoś go wyda, to nie wyjdzie z tego cało. Rada mu tego nie daruje.

– Co mu zrobią? – spytała cicho Alicja.

Nikodem wzruszył ramionami.

– Nie wiem. W najgorszym wypadku – kara śmierci.

Dziewczyna zamyśliła się.

– Znasz kogoś, kto…

– Kto co?

– Kogoś, kto… przemienił kogoś innego i…

– Tak, ale to było dawno temu.

– I co się z nim stało?

– Skazali go na śmierć bez żadnych ceregieli.

Alicję przeszedł dreszcz.

– A gdzie ona teraz jest? – spytał nagle Nikodem.

– Kto?

– Eliza.

– A, Eliza. – Alicja potarła dłonią skroń. – U Zemrowów. Nie wyjdzie.

– Taaa… Jasne.

– Nikodem?

– No?

– Nie możesz powiedzieć o tym, co się stało w zakrystii, rozumiesz? O Elizie i… Że Borys jest… tym, kim jest.

Dobrygin zmrużył oczy.

Milczał.

Alicja poczuła zimny pot na karku.

– Nikodem…

– Dlaczego miałbym…

– Po prostu to zrób! – wrzasnęła.

Pokręcił głową.

– Wiesz przecież, że muszę to zrobić. Czy tego chcę, czy nie. Jesteśmy związani przysięgą, pamiętasz? Nie mogę zrobić niczego, co mogłoby ci zaszkodzić. Ale ty… Kryjesz przestępcę – wycedził przez zęby.

– Wiem.

– Wiesz, co za to grozi?

– Wiem.

Nie miała, oczywiście, pojęcia, ale mogła się domyślać.

– Czy on się zgłosi? Albo wy go zgłosicie?

Alicja wzruszyła ramionami.

– Nie wiem jeszcze. Rytuał już niedługo…

– A wy nie będziecie mieć czwartego.

– Właśnie.

– Ale jeśli się powiedzie, stracicie… stracimy moc. I jego już Rada nie dosięgnie.

Popatrzyła na niego uważnie. Miał rację. Oczywiście, że miał rację! Jeśli rytuał się uda, żadna Rada nie będzie im już nigdy zagrażać.

– Oczywiście, jeśli dojdzie do rytuału – dodał lodowatym tonem Nikodem.

– Oczywiście – mruknęła Alicja.

Odwróciła się i wróciła do szukania.

Czy naprawdę ciotka nie miała żadnych rękawiczek? Czy to w ogóle możliwe, zważywszy, ile ubrań ma Tatiana? Czy ona nie ma żadnych zimowych ciuchów? Alicja zamarła. A jeśli ona kupuje je tylko na jeden sezon, a potem wyrzuca? To by oznaczało, że jeszcze nie kupiła zimowej garderoby i rękawiczki są, ale dopiero w planach.

Po dziesięciu minutach skapitulowali.

Nikodem stał na środku pokoju, który wyglądał jak pobojowisko, przy czym Alicja była absolutnie pewna, że za bardzo nie różniło się to od poprzedniego stanu.

– To jest jakaś paranoja. – Chłopak nie mógł wyjść z podziwu. – W życiu tu nie znajdziemy żadnej rękawiczki. Tu jest miliard rzeczy, a co do jakiegoś pół miliarda nie mam pewności, co to w ogóle jest. – Podniósł pas do pończoch.

Alicja musiała przyznać mu rację. To nie miało sensu.

– Chcesz się czegoś napić? – spytała nagle.

– Piwa.

No, prawdę mówiąc, też by się napiła.

Alicja otworzyła lodówkę. O dziwo, znalazła kilka butelek, które widocznie ciotka zachomikowała na weekend. Podała jedną Nikodemowi, drugą przyłożyła sobie do czoła. Przymknęła oczy. Tego było jej trzeba. Od szukania tej przeklętej rękawiczki rozbolała ją głowa. I wtedy przypomniała sobie, że od śniadania nic nie jadła. W tej sytuacji perspektywa przypalonej zapiekanki nie wydała jej się już taka przerażająca.

– Jesteś głodny?

Nikodem się skrzywił.

– Jeśli masz na myśli to coś, co śmierdzi jak skarpeta, to nie, dzięki.

Alicja wzruszyła ramionami. Była naprawdę głodna.

Chłopak usiadł przy blacie kuchennym. Pociągnął duży łyk piwa.

– Hej, co to jest? – Spojrzał na pudełko.

Alicja podniosła głowę. No tak. Na stole wciąż stała ta nieszczęsna paczka od ciotki Meli. Nikodem otworzył karton i zajrzał do środka.

– Ej, czy ty nie jesteś w stanie trzymać łap przy sobie?! – wrzasnęła Alicja.

– I co my tu mamy? – Dobrygin z rozbrajającym uśmiechem wsadził rękę do środka, nie spuszczając wzroku z dziewczyny.

Alicja poddała się i pociągnęła łyk piwa. Nie miała siły się z nim kłócić. Nie dzisiaj.

Nikodem zamarł.

O co mu chodzi? Włożył rękę w ptasie mleczko czy co?

Chłopak wyciągnął z paczki rękawiczkę.

Alicja głośno przełknęła łyk piwa.

Rękawiczki od ciotki Meli. Oczywiście! Jak mogła o nich zapomnieć?

– Pokaż! – Podbiegła do stołu i wyrwała Nikodemowi rękawiczkę.

– Na szczęście jest jeszcze jedna – mruknął, wyjmując z pudełka drugą.

Alicja wsadziła całą rękę do środka. Wywróciła rękawiczkę na lewą stronę. Jeszcze raz zajrzała do środka. Nic.

– Jak tam twoja? – rzuciła, nawet nie patrząc w kierunku Dobrygina.

– Nic – mruknął i pociągnął wielki łyk piwa.

– Jedyna rękawiczka w domu i nic. – Nie mogła w to uwierzyć.

Usiadła na krześle i popatrzyła tępo na leżącą na stole sztukę garderoby.

– Może…

– Daj spokój – mruknął Nikodem. – Sprawdzaliśmy. Oboje.

Alicja odstawiła butelkę i wstała.

– W takim razie zamierzam coś zjeść.

Chłopak patrzył bez słowa, jak Alicja podchodzi do piekarnika i wyciąga zapiekankę.

– Au! – zawyła, odskakując jak oparzona. I to dosłownie.

Nikodem przewrócił oczami.

– Słyszałaś kiedyś o łapkach na garnki? To takie coś, dzięki czemu się nie poparzysz.

Alicja rzuciła mu piorunujące spojrzenie.

– Podaj mi je – warknęła. – Są w szufladzie.

Chłopak rozejrzał się i pochylił nad stołem. Odsunął jedną z szuflad i zaczął w niej grzebać. W końcu wyjął rękawicę kuchenną. Spojrzał na nią z odrazą.

– Co to za paskudztwo?

Alicja podeszła i wyrwała mu ją z ręki. Zerknęła, zanim założyła rękawicę. Na materiale widniał wyblakły i powypalany rysunek wiewiórki. Faktycznie, wyglądało to obrzydliwie. I ta wiewiórka… Dziewczyna popatrzyła na nią uważnie. Coś jej się… Nieee… Chyba jej się przywidziało.

Westchnęła.

Włożyła rękę do środka.

Zmarszczyła brwi.

Nikodem też swoje zmarszczył.

Alicja znów podskoczyła jak oparzona. Ale tym razem nie dlatego, że rękawica była gorąca. Zdjęła ją i szybko wywróciła na lewą stronę.

Z wnętrza wypadła kartka. Pożółkła i złożona na pół.

– Czy to jest… – zaczęła Alicja.

– Chyba tak… – Chłopak nie odrywał wzroku od kartki.

Alicja sięgnęła po nią i zaczęła ostrożnie rozwijać. A może to wcale nie to… Może to jakiś paragon? Rachunek? Jedna z tych okropnych karteczek, które ciotka przykleja na lodówkę?

Rozłożyła kartkę. Robaczki. Znów te przeklęte robaczki! Zaklęła w myślach. Jeszcze nie opanowała dobrze tych literek, a teraz musiała pokazać, że umie je przeczytać.

Nikodem był jednak szybszy. Wyrwał jej kartkę z rąk i przebiegł szybko wzrokiem po robaczkach.

Nakarm mnie, a ożyję. Ugaś moje pragnienie, a zabijesz mnie.

Dziewczyna zrobiła wielkie oczy. To była indykacja. Bez dwóch zdań.

Dobrygin szybko wyjął telefon i zrobił zdjęcie kartki.

– To na nic – mruknęła Alicja. – Zniknie, wierz mi. Robiłam to już. Trzeba spisać.

Podeszła do lodówki i wydarła jedną z żółtych samoprzylepnych karteczek ciotki, których tak nie znosiła.

– Dyktuj.

Nikodem powtórzył.

– Mówi ci to coś? – Alicja wpatrywała się w kartkę, jakby odpowiedź sama miała się za chwilę ujawnić pod indykacją.

– Za cholerę nie wiem, co to. – Dobrygin miał podobny wyraz twarzy.

Westchnęła.

– No to jesteśmy tam, gdzie zawsze. I jak zawsze. W dupie.

Nikodem nie odrywał wzroku od kartki z indykacją.

– Jeszcze jedna i znajdziemy naczynie.

– Najpierw musimy znaleźć tę jeszcze jedną – przypomniała mu Alicja.

Jej gość dopił piwo. Wyglądał na zmęczonego. Ona też była wykończona, ale miała wrażenie, że ten dzień jeszcze się nie skończył. Za dużo tych przeczuć… No i jeszcze do tego była głodna. Sięgnęła po rękawicę i ostrożnie wyjęła żaroodporne naczynie. Ciotka była wzruszająca. Jakby przekładanie mrożonek z kartoników do domowych naczyń sprawiało, że automatycznie stawały się smaczniejsze…

Wyjęła zapiekankę na stół i ostrożnie zeskrobała czarną skorupę z wierzchu. O dziwo, pod spodem ukazała się całkiem jadalna warstwa szynki i makaronu. Alicja zaczęła żuć pierwszy kęs.

– Nie najgorsza – mruknęła.

Nikodem, który do tej pory przyglądał się nieufnie i swojej koleżance, i zapiekance, sięgnął po widelec i zaczął dłubać w skorupie z drugiej strony naczynia. Przełknął kęs. Wzruszył ramionami i nabrał kolejny. Alicja uśmiechnęła się pod nosem. Chyba też był głodny.

Byli mniej więcej w połowie zapiekanki, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Zapiekanka stanęła dziewczynie w gardle. Ciotka. I jak ona teraz jej wytłumaczy, że siedzi jak gdyby nigdy nic w kuchni i je obrzydliwą zapiekankę, którą Tatiana upiekła, to znaczy przełożyła z opakowania do żaroodpornego naczynia specjalnie dla niej, razem z Nikodemem Dobryginem. Tym Nikodemem Dobryginem. Alicja przełknęła kęs nieszczęsnej zapiekanki i rzuciła szybkie spojrzenie swojemu gościowi.

– Módl się, żeby to nie była ciotka – mruknęła, wstając od stołu.

– Módl się, żeby to nie była Eliza. – Nikodem odłożył widelec.

Alicja rozejrzała się w popłochu po kuchni. Chłopak westchnął i też wstał od stołu.

– Spoko, nie dam się przyłapać na jedzeniu z tobą z jednego garnka. Dbam o swoją reputację. – Uśmiechnął się złośliwie.

Alicja przewróciła oczami i poszła otworzyć. Na szczęście tym razem zastosowała formułę blokującą dostęp. Oczywiście nie ma to żadnego znaczenia, jeśli za drzwiami stoi ciotka. Z drugiej strony… Czy ciotka dzwoniłaby do własnego domu? No, chyba że zapomniała kluczy. Alicja się zawahała. Dlaczego w tych drzwiach nie ma wizjera? Albo choćby szybki? Skąd wiadomo, komu otwierać, a komu nie? A jeśli to faktycznie Eliza? Nie, to chyba niemożliwe. Eliza jest zamknięta w domu Zemrowów. A przynajmniej powinna…

Alicja szarpnęła za klamkę.

W drzwiach stał Adaszew.

Dziewczyna zesztywniała.

– Dzień dobry. – Uśmiechnął się szeroko.

– Ciotki nie ma – powiedziała szybko Alicja i natychmiast tego pożałowała.

– Nie przyszedłem do twojej ciotki. – Komisarz pokręcił głową, nie przestając się uśmiechać. – Mogę wejść?

– Nie.

Policjant patrzył gdzieś ponad jej głową.

Alicja przełknęła głośno ślinę. Spokojnie, pomyślała. Nie wejdzie do środka. Nie ma takiej opcji. Musiałby znać formułą odblokowującą dostęp. A jeśli…

Adaszew wciąż patrzył w głąb korytarza. Dziewczyna poruszyła się niespokojnie. Chyba nie zobaczył tam Nikodema…

– Jesteś sama?

– Tak – przytaknęła i w tej samej sekundzie tego pożałowała.

– Wydawało mi się, że słyszałem kogoś jeszcze…

– Przez zamknięte drzwi?

– Tak, przez zamknięte drzwi – powtórzył jej słowa Adaszew, nie tracąc rezonu.

– Rozmawiałam przez telefon. – Dziewczyna popatrzyła mu prosto w oczy. – Czym mogę panu służyć? – spytała już bardziej pewnie. – Jeśli chce mnie pan jeszcze o coś spytać w sprawie śmierci Elizy albo czegoś podobnego, to chyba pan wie, że przesłuchanie nie może się odbyć bez obecności osoby dorosłej.

Komisarz pokiwał głową.

– To nie jest żadne przesłuchanie… – Zaczął nagle grzebać w kieszeniach płaszcza. Czarnego i szeleszczącego. – Poznajesz tego mężczyznę?

Alicja popatrzyła na zdjęcie, które Adaszew podniósł na wysokość jej oczu.

Na zdjęciu był Tobiasz.

Trochę młodszy i bez kaszkietu, ale był to bez wątpienia starszy pan, który jeszcze dwa dni temu opowiadał im o Gildii Strachaczy, Zakonie Świętego Piotra z Werony i Rycerzach Rogatego Pana.

– Nie, nie znam tego mężczyzny – odparła Alicja, nie spuszczając wzroku z fotografii.

– Jesteś pewna? – Policjant nie opuszczał ręki ze zdjęciem. – Zdaje się, że kręci się po okolicy.

– Przyjechałam tu jakiś tydzień temu. Znam pięć osób na krzyż. Chyba nie myśli pan, że chodzę od chałupy do chałupy i witam się chlebem i solą?

Adaszew uśmiechnął się lekko.

– Nie, nie podejrzewam cię o to. Więc… jesteś pewna?

– Tak. – Alicja spojrzała mu prosto w oczy.

– Może jednak zostawię to zdjęcie… Gdybyś jednak…

– Nie ma takiej potrzeby – zaprotestowała szybko. Przecież nie mogła wziąć niczego od niego przez próg, zdradziłaby obecność formuły blokującej dostęp.

Komisarz popatrzył na nią podejrzliwie.

– Dlaczego pan mi w ogóle pokazuje to zdjęcie? – spytała. – Kim jest ten mężczyzna?

– Jest poszukiwany.

– Serio? – Parsknęła śmiechem. – Za co?

Tobiasz wyglądał jak facet przeprowadzający przedszkolaki przez ulicę.

– Za co jest poszukiwany? Przeszedł na czerwonym czy co?

– Za zabójstwo.

Alicja znieruchomiała.

– On? Serio? Ten facet ze zdjęcia?

Adaszew nie przestawał przyglądać się jej uważnie.

– Tak, właśnie on. Może wygląda niegroźnie, ale jest bardzo niebezpieczny.

Dziewczyna się zawahała.

– I jest poszukiwany za zabójstwo?

– Tak. Zabójstwo Marii Korsakow.

Alicji zrobiło się słabo.

– Mojej…

– Tak, twojej babki.

– Moja babka nie została wcale zamordowana – powiedziała, czując, jak uginają się pod nią nogi.

– Mamy powody, żeby podejrzewać tego mężczyznę o zamordowanie Marii Korsakow. – Adaszew patrzył jej prosto w oczy. – Otwieramy sprawę.

– Moja babka popełniła samobójstwo – stwierdziła spokojnie Alicja.

– Też tak myśleliśmy, ale pojawiły się nowe tropy.

– My?

Komisarz popatrzył na nią ze zdziwieniem.

– My, policja. Jako komendant mam obowiązek zadbać o bezpieczeństwo w tym miasteczku. A to oznacza, że muszę przyjrzeć się bliżej jego mieszkańcom. Jeśli są jakieś niedokończone sprawy, zwłaszcza jeśli są w jakikolwiek sposób powiązane z obecnymi, muszę się nimi zająć.

– Jaki związek może mieć śmierć mojej babki z bieżącymi sprawami? – zainteresowała się dziewczyna.

Adaszew uśmiechnął się.

– Nawet nie wiesz jak duży.

Alicję przeszedł nieprzyjemny dreszcz.

– Gdyby coś ci przyszło do głowy, daj mi znać. Mówię o tym mężczyźnie. – Znów uniósł do góry fotografię Tobiasza.

Pokiwała głową.

– Do widzenia – powiedział Adaszew i zobaczyła już tylko jego plecy.

Nagle odwrócił się jeszcze.

– Pozdrów Nikodema – rzucił przez ramię.

Alicję oblał zimny pot.

– Sądząc po tym, że jesteś w jednym kawałku, nie była to Eliza – powiedział kpiąco Nikodem, kiedy Alicja weszła do kuchni.

Usiadła bez słowa na krześle i popatrzyła na niego tępym wzrokiem.

– Co jest? – Skrzywił się chłopak.

– To był Adaszew.

– Ten Adaszew?

– A znasz jakiegoś innego?

Nikodem usiadł naprzeciwko i popatrzył na nią uważnie.

– Czego chciał?

– No, to jest akurat najciekawsza część tej historii. Pokazał mi zdjęcie i spytał, czy znam faceta, który ponoć jest poszukiwany za zabójstwo mojej babki.

– Co? – Nikodem skrzywił się jeszcze bardziej. – Twoja babka…

– Tak, wiem, popełniła samobójstwo. Taka jest przynajmniej wersja oficjalna…

Dobrygin wyglądał tak, jakby zaszkodziła mu zapiekanka Tatiany.

– I co? – spytał w końcu. – Co za zdjęcie przyniósł? Faceta w kominiarce? Albo z opaską na jednym oku? – zakpił.

– To był Tobiasz.

Nikodem zmarszczył brwi.

– Tobiasz? Ten Tobiasz?

– Nie znam żadnego innego.

– Jesteś pewna?

– Jestem.

Pokręcił głową z niedowierzaniem.

– To bez sensu.

– Tak? – Alicja uniosła brwi. – Taki jesteś go pewien? Co my właściwie wiemy o tym Tobiaszu?

– A co my właściwie wiemy o tym Adaszewie?

– Mnie więcej tyle samo.

Alicja zaczęła gryźć palce.

– A jeśli kłamie?

– Który?

No właśnie. Który? Alicja czuła się zdezorientowana.

– Słuchaj, jak to właściwie było ze śmiercią mojej babki?

Nikodem się zamyślił.

– Wiem tyle, ile sam słyszałem. Że popełniła samobójstwo po tym, jak Konstanty zeżarł – i to dosłownie – twojego dziadka. I tyle.

Dziewczyna milczała. Nie wiedziała już, komu wierzyć.

– Dlaczego on mówił o zabójstwie?

Dobrygin wzruszył ramionami.

– Kazał cię pozdrowić – dodała Alicja, patrząc gdzieś ponad jego głową.

– Kto?

– Adaszew…

Nikodem zmarszczył brwi.

– Po co miałby…

– On coś wie – przerwała mu Alicja. – Nie wiem jeszcze co, ale na pewno nie jest tak ciemny, jak się nam wydaje. Będzie grzebał. I się w końcu do czegoś dogrzebie.

Chłopak wyglądał na nieprzekonanego.

– Widziałeś jego opaskę?

– Co?

– Opaskę na nadgarstku. Ciotka widziała. I Natasza też. Czerwona opaska chroniąca przed urokami.

– To jeszcze o niczym nie świadczy – mruknął Nikodem i przewrócił oczami. – Wiesz, co ja noszę?

Alicja zignorowała go. Dalej gryzła palce.

– Coś jest z nim nie tak… I z tym Tobiaszem też. Tylko czy my możemy to sprawdzić?

– Co? – Nikodem patrzył na nią, jakby właśnie recytowała tabliczkę mnożenia.

– To, co mówiło się o śmierci mojej babki.

– W sensie… jak? W internecie? – Dobrygin wyglądał tak, jakby miał zaraz popukać się w czoło. Albo w czoło Alicji.

– Nie wiem, ale chyba musiało być o tym głośno. W takich miejscach jak to zawsze się robi z igły widły, a potem gada o tym latami, bo nic innego się nie dzieje. A samobójstwo do powód do takich gadek, nie?

Nikodem nie wyglądał na przekonanego. Zmarszczył brwi.

– Myślisz, że rozpisywali się o tym w gazetach?

– Czemu nie? – Alicja się poderwała. – Możemy to jakoś sprawdzić?

– Co? Gazetę sprzed iks lat? Chyba musiałaby być zahibernowana. O ile nikt nie zawijał w nią śledzi. – Zaczął się gardłowo śmiać. – Chyba że…

Popatrzyła na niego z wyczekiwaniem.

– Chyba biblioteka robi jakieś skany gazet… – Nikodem wyglądał tak, jakby usiłował sobie przypomnieć, co jadł na śniadanie w czwartek trzy lata wcześniej. – Możemy spróbować. Gdzie masz komputer?

Alicja przeskakiwała po dwa stopnie, biegnąc do swojego pokoju. Sytuacja robiła się coraz poważniejsza. Może powinna porozmawiać z ciotką? Tylko… Czy ona naprawdę ufa swojej ciotce? Czy ona ufa w ogóle komukolwiek? No tak. Nikodemowi. I to tylko dlatego, że on nie może w żaden sposób zrobić jej krzywdy, bo są związani przysięgą. A potem? Co będzie potem?

– Jak masz zamiar to sprawdzić? – Podała Nikodemowi laptopa.

Chłopak zmrużył oczy i szybko wpisał adres strony biblioteki szkolnej. Wbił login i hasło.

– Serio? Nie wiedziałam, że masz tam konto. Nie wyglądasz, jakbyś należał do dyskusyjnych klubów książki. – Parsknęła śmiechem.

– Każdy, kto chodzi do szkoły, ma takie konto – mruknął. – Ty też. Nawet jeśli o tym nie wiesz.

Pochylił się nad komputerem.

– Nie to… Nie to… Nie… Jest! Gazety. Zaraz, zaraz… Kiedy to było… Dobra, no to szukamy.

Alicja zajrzała mu przez ramię. Nikodem szybko przewijał skany starych, jeszcze czarno-białych gazet. Migały im przed oczami rozpikselowane zdjęcia i urywki tytułów. Wreszcie Nikodem się zatrzymał.

– Jest – burknął i zaczął coś mamrotać pod nosem.

Dziewczyna pochyliła się nad laptopem i zaczęła czytać. Była to krótka notka, przypuszczalnie przeklejona żywcem informacja podana przez policję. Że Maria Korsakow-Batałow została znaleziona na skraju lasu, najprawdopodobniej rzuciła się z urwiska i poniosła śmierć na miejscu, a policja wykluczyła obecność osób trzecich. I jeszcze jedno zdanie.

– No to wszystko jasne. Tobiasz znalazł ciało.

– To nie znaczy, że ją zabił. – Nikodem wpatrywał się w skan gazety. – Ale oczywiście, jeśli chcesz, możemy go o to spytać. – Zamknął z hukiem laptopa.

– Co?

– To, co słyszałaś. Możemy pójść i go o to zapytać.

– Oszalałeś?

Dobrygin wstał i popatrzył na nią poważnie.

– Nie. Chyba powinien wyjaśnić nam parę spraw, nie uważasz?

Alicja też tak uważała.


– Dlaczego idziemy przez las? – spytała Alicja, kiedy Nikodem skręcił nagle w inną niż zwykle stronę.

– Bo idziemy na skróty – mruknął. – Chyba nie myślisz, że będę z tobą paradował po mieście.

Miał rację. To by było faktycznie dziwne.

– I co my mu powiemy? – spytała.

– My? My mu nic nie mamy do powiedzenia. Za to on jest nam chyba winny jakieś wyjaśnienia, nie?

Dziewczyna przytaknęła, bardziej sobie i własnym myślom niż Nikodemowi. Szli polną drogą tuż przy lesie, dokładnie tam, gdzie Alicja zgubiła się po ciemku pierwszego dnia. I gdzie spotkała watahę wilków. Czy był wśród nich Nikodem? Zerknęła na niego z ukosa i przypomniało jej się, że Natasza widziała, jak się przemienia. Jak to wygląda? Zrzuca skórę? Porasta włosem? Czy po prostu wyskakuje z niego wilk? No bo chyba nie przemienia się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, prawda? Chciałaby to zobaczyć… Chociaż może niekoniecznie w takich okolicznościach, w jakich zobaczyła to jej ciotka. Dymitri… Ten, który w mgnieniu oka przemienił się w wilka i zagryzł swoich przyjaciół. To, że ciotka uszła z życiem, to chyba najprawdziwszy przypadek. Alicja nie używała słowa cud, bo nie wierzyła w cuda. Rodzice mówili, że cuda zdarzają się tylko w ZUS-ie. Z drugiej strony nie miała pojęcia, jak nazwać to, że potrafi zapalać ogień na pstryknięcie palców. A właściwie dzięki pstryknięciu palcami.

Nikodem zatrzymał się nagle.

Zamyślona Alicja też przystanęła. Rozejrzała się wokół. Faktycznie, niezły ten skrót. W okamgnieniu znaleźli się z drugiej strony cmentarza, kilka metrów od domu Tobiasza.

– Co jest? – spytała Alicja.

Nikodem nie poruszył się. Stał i… co on właściwie robił? Poruszał szybko nozdrzami, mając jednocześnie przymknięte oczy. Czy on… węszył? Jego nozdrza marszczyły się i prostowały jak u psa, który wyczuł kość. Albo innego psa. Alicję przeszedł dreszcz. To chyba nie najlepsze porównanie. Nie powinna porównywać go do psa. Był w końcu wilkiem.

– On tu jest – syknął Nikodem.

– Kto? – Dziewczyna poczuła nieprzyjemne swędzenie na karku. Czy to oznacza, że…

Nagle drzwi domu Tobiasza otworzyły się z głośnym skrzypnięciem.

W drzwiach ukazał się Adaszew.

Alicja wstrzymała oddech.

W jednej sekundzie przez jej głowę przetoczył się miliard myśli.

Co on tutaj robi? Znalazł Tobiasza? I co z nim zrobił? Aresztował? Nie, nie mógł go aresztować, bo wychodził sam. Więc co? Zabił go?! Tak, to chyba jedyne rozsądne wyjaśnienie, czemu wychodzi bez Tobiasza. No, chyba że… Było jeszcze jedno wytłumaczenie, ale bała się nawet o nim pomyśleć. Adaszew i Tobiasz współpracowali ze sobą. Co oznaczałoby, że ona i Nikodem są teraz w poważnych tarapatach. Innymi słowy, w czarnej dupie. Na dodatek stali jak ciule na środku pustej drogi. Dobrygin zesztywniał. Chyba jego tok myślenia był podobny. Odwrócił się w jej stronę i dopiero wtedy Alicja mogła zobaczyć, jak bardzo jest przerażony. Nie mieli gdzie się schować. A dziewczyna nie znała żadnej formuły przypominającej działanie czapki niewidki. Nie potrafiła nawet tego, co Natasza. Gdyby była zmiennokształtna, Nikodem stałby teraz tutaj sam. No, może z jakąś myszą, żabą, jaszczurką albo czymś równie obrzydliwym. Ale nie potrafiła tego. A przynajmniej jeszcze nie potrafiła. Wydawało jej się, że monologuje wewnętrznie już piętnaście minut, chociaż z pewnością minęło zaledwie kilka sekund, bo Adaszew nie doszedł jeszcze do furtki. Alicja czuła, jak serce podchodzi jej do gardła.

I co teraz?

Zobaczy ich i co?

Zadzwoni po posiłki?

Aresztuje?

Zabije???

Nikodem stał ze skupionym wyrazem twarzy.

Alicja widziała, jak gorączkowo myśli. Co on ma zamiar zrobić?

Czy to, o czym właśnie myślała?

Przemieni się w wilka i rozszarpie komisarzowi gardło?

Chłopak był skupiony do granic możliwości.

Jego oczy zwęziły się w dwie szparki.

Jego nozdrza zaczęły się coraz szybciej poruszać.

Jego dłonie zacisnęły się w pięści.

Jego język przejechał szybko po lekko spierzchniętych wargach.

Przyciągnął ją jednym szybkim ruchem i… pocałował.

Alicja nie zdążyła zareagować.

Wargi Nikodema objęły jej rozchylone ze zdziwienia usta.

Najpierw górną wargę.

Później dolną.

Całował ją coraz bardziej łapczywie, a dziewczyna mimowolnie zacisnęła palce na jego ramionach, rozchylając coraz bardziej usta.

Dopóki nie zabrakło jej powietrza.

A może dopóki do jej uszu nie doszło nienaturalnie głośne chrząknięcie. Oderwała się od Nikodema i otarła wierzchem dłoni usta. Kątem oka zobaczyła, że Dobrygin zrobił to samo. Oboje oddychali szybko, jakby przez długi czas trzymali głowy pod wodą.

Policjant wyglądał na zszokowanego, co było naprawdę bardzo przyjemnym widokiem.

– No proszę… – powiedział w końcu, odzyskując mowę. – Gołąbeczki…

Alicja wreszcie zaczęła równomiernie oddychać. Spojrzała z wyrzutem na Nikodema.

– Miałeś rację – mruknęła. – Jednego dnia całujesz się za chałupą, a drugiego wie już o tym cała wieś.

Chłopak wydął wargi i rozłożył ręce w geście bezradności.

– Czy mi się wydaje, czy oboje zaprzeczaliście w trakcie przesłuchania, że się… ehm… przyjaźnicie.

– Bo się nie przyjaźnimy. – Nikodem wzruszył ramionami. – Po prostu się całujemy. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

– Właśnie – przytaknęła Alicja.

Adaszew przyglądał im się podejrzliwie.

– I tak sobie spacerujecie i…

– Tak, spacerujemy sobie i całujemy się – przerwała mu Alicja. – Za to chyba nie grozi mandat, prawda?

Komisarz uśmiechnął się lekko, co Alicji wcale nie uspokoiło. I co teraz? Weźmie ich na posterunek? Zadzwoni po Tatianę? Po Dymitriego? Alicji na samą myśl zrobiło się słabo. Właśnie wyobraziła sobie, jak siedzą we czwórkę na komendzie, a ona z Nikodemem tłumaczą, jak to się stało, że całowali się za cmentarzem. No, chyba że…

– Uważajcie na siebie – powiedział nagle Adaszew. – Tyle wypadków przytrafia się w tym lesie…

Alicja przełknęła ślinę. Czy on im właśnie grozi?

– I nie wywołujcie wilka z lasu. – Uśmiechnął się. – Do zobaczenia.

Patrzyli, jak odchodzi w stronę cmentarza, po czym skręcił do jednej z bocznych furtek i zniknął za jakimś pomnikiem.

Dopiero wtedy Alicja odetchnęła z ulgą. Zerknęła na Nikodema. Też mu ulżyło.

– To co? – powiedział w końcu. – Idziemy?

Alicja zawahała się. Czy na pewno powinni to robić? Chyba teraz nie mają wyjścia. Skoro powiedziało się „A”…

– Chodźmy – rzuciła i pierwsza ruszyła w stronę furtki.

Nagle coś jej się przypomniało. Odwróciła się do Nikodema.

– Nie rób tego więcej – wycedziła.

– Mam nie ratować nam więcej dupy? – spytał, krzywiąc się. – No, chyba że ci się nie spodobało…

Alicja przewróciła oczami i pchnęła furtkę.

Tobiasz wyglądał na nieźle przestraszonego, kiedy otwierał im drzwi, co było dość dziwne, bo jako strachacz pewnie widział już różne rzeczy. Znacznie bardziej przerażające niż dwójka nastolatków.

– Co wy tu robicie?

– Możemy? – Alicja bez czekania na zaproszenie minęła go w drzwiach. Nikodem wszedł za nią, nie zaszczycając Tobiasza ani jednym spojrzeniem.

– Co wy tu robicie? – powtórzył Tobiasz. Wyglądał na zdezorientowanego.

– To ty nam powiedz, co tu robił Adaszew! – rzuciła ostro Alicja. Skoro Tobiasz był cały i zdrowy, pozostawała tylko jedna opcja: musiał współpracować z nowym komendantem. A to nie była dla nich dobra wiadomość…

Strachacz milczał.

– Nie wyjdziemy, dopóki nam nie wyjaśnisz paru rzeczy – powiedział twardo Nikodem. Stał w lekkim rozkroku i z rękoma skrzyżowanymi na piersi.

Tobiasz westchnął i zamknął drzwi.

– Zakładam, że nie usiądziecie i nie napijecie się herbaty…

Alicja zgromiła go wzrokiem.

– Co chcecie wiedzieć? – Rozłożył ręce.

– Co tu robił Adaszew? – spytała dziewczyna, świdrując go wzrokiem.

– Przyszedł… – Gospodarz zawahał się. – Pytał mnie o różne rzeczy.

– Jakie rzeczy? – Nikodem nie odpuszczał.

– O rzeczy z przeszłości… Wznawia kilka śledztw i chce je połączyć z pewnymi dawnymi sprawami. Uważa, że Eliza i Malec wcale nie zginęli wskutek nieszczęśliwego wypadku. Węszy jak pies. Uważajcie na niego. To bardzo niebezpieczny człowiek…

Alicja nie wytrzymała i parsknęła śmiechem.

– A to ciekawe… Bo on to samo mówił o tobie.

Tobiasz zmarszczył brwi i pokręcił głową.

– Nie rozumiem.

– Nie rozumiesz? – prychnęła Alicja. – Uważa, że miałeś coś wspólnego ze śmiercią mojej babki. I co ty na to?

Strachacz nie odpowiedział.

– Adaszew twierdzi, że moja babka została zamordowana – powiedziała Alicja.

Tobiasz nadal milczał.

– Czy to ty ją zabiłeś? – warknęła Alicja. Nikodem poruszył się niespokojnie, a potem zrobił krok w stronę staruszka.

Tobiasz zerknął szybko na niego.

– Nie. – Pokręcił głową.

– To kto w takim razie? – Alicja nie dawała za wygraną.

– Nikt. Twoja babka żyje.

Alicja zaniemówiła. Stojący tuż za nią Nikodem wstrzymał oddech.

– Jak… to? – zaczęła. Odwróciła się w stronę Dobrygina, ale wyglądał na równie zaskoczonego jak ona. Zaraz, czy strachacz właśnie powiedział, że jej babka żyje? Ta babka, której grób widziała na cmentarzu tego dnia, kiedy Dymitri…

– Przecież… – zaczęła Alicja. – Przecież popełniła samobójstwo.

– Nie popełniła. – Tobiasz popatrzył jej prosto w oczy.

Nikodem zmarszczył brwi.

– Słuchaj, dziadku – syknął. – Nie opowiadaj nam pierdół. Całe miasto wie, że Maria Korsakow popełniła samobójstwo. Był nawet cały ten cyrk z pogrzebem, bo nie chcieli jej pochować…

Tobiasz ku ich zdziwieniu uśmiechnął się szeroko.

– Cieszę się…

Nikodem i Alicja wymienili spojrzenia. Oboje mieli ogłupiałe wyrazy twarzy.

– Cieszę się, bo to oznacza, że wszystko poszło, jak należy.

– Co poszło, jak należy? – Alicja przestępowała z nogi na nogę. Gospodarz działał jej już na nerwy.

– Pomogłem jej upozorować własną śmierć.

Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom.

– Dlaczego? – spytał Nikodem.

– Żeby mogła uciec przed twoim dziadkiem.

– Moim… dziadkiem? – Teraz Dobrygin nie wierzył własnym uszom.

– Cyryl był przewodniczącym Rady Etyki Istot Magicznych.

– Mój dziadek?! – Nikodem wyglądał tak, jakby Tobiasz wyjawił mu właśnie, że jego dziadek był Świętym Mikołajem.

– Wiedziałeś o tym? – spytała Alicja.

Nikodem pokręcił głową.

– Nie znałem dziadka, a Dymitri nigdy mi o tym nie mówił.

Tobiasz uśmiechnął się lekko.

– Bo wolał to przemilczeć. Z wielu powodów.

– Jakich na przykład? – spytał ostro chłopak.

Alicja wiedziała, że kiedy przychodziło do Dymitriego, Nikodem dostawał piany. Dałby się za niego zagryźć. Może nawet dosłownie…

Tobiasz zawahał się, ale mina młodego Dobrygina mówiła sama za siebie, więc chyba nie chciał ryzykować.

– No… na przykład takich, że Dymitri miał zatarg z Cyrylem. To znaczy… – Tobiasz zaczął dobierać słowa. – Cyryl wolał zawsze twojego ojca, Michała. Dymitri był czarną owcą.

– W to akurat jestem w stanie uwierzyć… – mruknęła Alicja.

Nikodem rzucił jej piorunujące spojrzenie.

– Mylisz się – powiedział Tobiasz. – Dymitri nie zawsze był… taki.

– Dobra, co to ma wspólnego z moją babką? – pospieszyła go dziewczyna, zerkając na osłupiałego Nikodema. Chyba słowa Tobiasza zrobiły na nim duże wrażenie. A najbardziej opinia o Dymitrim.

– Dlaczego musiała upozorować własną śmierć?

Tobiasz westchnął.

– Z powodu tego, co stało się z Konstantym. Rzucanie miłosnych uroków jest surowo zabronione, a ona się nie dostosowała. Złamała prawo.

– No i? – Alicja wzruszyła ramionami. – Każda dziewczyna, która leje wosk i pakuje lubczyk do zupy, jest poszukiwana przez Radę jako przestępczyni? A potem co? Obcina się jej ręce i nogi?

– Musisz zrozumieć, młoda damo, że my tu nie mówimy o nic nieznaczących przesądach, które nie robią nikomu krzywdy – odparł spokojnie strachacz. – Mówimy o poważnym uroku miłosnym rzuconym przez guślnicę na strzygonia. Nie wolno tego robić. Pod żadnym pozorem. Po pierwsze, to nieetyczne. Po drugie, może nieść ze sobą poważne konsekwencje. I takie też konsekwencje miało w przypadku twojej babki i Konstantego. Zginął twój dziadek.

Kiedy Konstanty…

– Wiem, znam tę historię. – Alicja uniosła rękę, żeby go powstrzymać.

– Twoja babka wiedziała, że nie ominie ją kara – ciągnął Tobiasz. – To była zbyt głośna sprawa. Nie dało się jej wyciszyć.

– Podobno wszystko zatuszowano… – zaczęła niepewnie.

– Owszem – przytaknął starszy pan. – Jeśli chodzi o cywilów. Ale Rada od razu dowiedziała się, w czym rzecz.

– Ktoś doniósł? – spytał Nikodem, który z uwagą przysłuchiwał się ich rozmowie.

Tobiasz wzruszył ramionami.

– Tego nie wiem. Wiem, że od razu dostała wezwanie do Rady. Żeby stawiła się dobrowolnie. I dobrowolnie poddała się karze.

– I? – spytała Alicja.

– Nie chciała tego zrobić.

– Dlaczego?

– Nie wiem. – Strachacz znów wzruszył ramionami. – Nie potrafię powiedzieć. Nie pytałem.

– I co? Tak po prostu jej pomogłeś? – Alicja spojrzała na niego podejrzliwie.

Tobiasz uśmiechnął się.

– Mówiłem już – powiedział spokojnie. – Byłem w niej zakochany. Kiedy dostałem rozkaz zlikwidowania Marii, musiałem się najpierw do niej zbliżyć… Obserwować, poznać jej środowisko, zwyczaje, zaprzyjaźnić się nawet… To dość długi proces. No i zaprzyjaźniliśmy się naprawdę. To znaczy ona się ze mną zaprzyjaźniła. Dla mnie to było coś więcej… Zakon zorientował się, że wszystko trwa za długo. Że coś kręcę… Więc kiedy przyszedł ostateczny rozkaz zlikwidowania, nie zrobiłem tego. Wiedziałem, że poniosę konsekwencję. W pewnym sensie byliśmy w podobnej sytuacji…

– No chyba nie bardzo – mruknął Nikodem. – Bo ty jej pomogłeś i guzik z tego miałeś. Ona miała gdzieś, co się stanie z tobą.

Tobiasz nie odpowiedział. Na jego twarzy błąkał się uśmiech.

– Czy ona na ciebie też rzuciła jakiś urok? – spytał chłopak, marszcząc brwi.

Tobiasz pokręcił głową.

– Nie. Na pewno nie.

Alicja przysłuchiwała się przez moment ich rozmowie.

– Jak to zrobiliście? – spytała w końcu.

– Jak co? – Tobiasz wyglądał na zaskoczonego.

– Jak upozorowaliście jej śmierć?

– Użyliśmy krwi strzygonia.

Dziewczyna zmarszczyła czoło.

– Pierwszego strzygonia – dodał Tobiasz.

Alicja zamarła. Czy on mówi o ampułce, którą chciała przehandlować Olga?

– Jej ciało zareagowało tak, jak powinien zareagować strzygoń w czasie niebezpieczeństwa – wyjaśnił Tobiasz.

– Czyli udawać trupa, tak?

– Właśnie tak – przytaknął strachacz. – Upozorowaliśmy samobójstwo. Powiedziałem, że to ja znalazłem ciało. Stwierdzono samobójstwo i było po sprawie.

– A sekcja? – zdziwiła się Alicja. – Nie było sekcji?

– Oficjalnie była. – Tobiasz się uśmiechnął. – Nieoficjalnie sam się wszystkim zająłem. Posmarowałem, komu trzeba. A potem był pogrzeb. Też się wszystkim zająłem. Pochowano ją, a ja ją odgrzebałem i pomogłem zniknąć.

Alicja chodziła w tę i z powrotem po korytarzu. Dobrygin opierał się o ścianę ze skupionym wyrazem twarzy.

– Skąd mieliście ampułkę z krwią pierwszego strzygonia? – zapytała w końcu.

– Twoja babka dostała od Konstantego – odpowiedział Tobiasz.

– Od Konstantego?

– Rzuciła na niego urok. – Tobiasz popatrzył na nią z pobłażaniem. – Zrobiłby dla niej wszystko, a ona…

– …to wykorzystała – dopowiedział Nikodem z ironią.

– Zużyliśmy tylko kilka kropel – powiedział Tobiasz, jakby się usprawiedliwiał. – Resztę Maria oddała Konstantemu. Żeby nie wzbudzać podejrzeń.

– To znaczy, że Konstanty nadal ją ma? – spytała Alicja. Zaczynała się już gubić w historii ampułki. To kto ją w końcu ma? Konstanty? Czy może Dymitri?

– Nie. – Tobiasz pokręcił głową. – Konstanty oddał ją twojemu dziadkowi – zwrócił się do Nikodema.

Alicja rzuciła szybkie spojrzenie na chłopaka. Wyglądał na szczerze zaskoczonego.

– Jak to? – spytała w końcu.

Strachacz westchnął.

– No, po cudownym nawróceniu oddał wszystko Cyrylowi. Poza tym Rada go uniewinniła, anulując wszystkie jego wybryki, więc był im to niejako winien.

– Gdzie jest teraz ampułka? – spytała ostrożnie Alicja, mając bardzo złe przeczucie.

Tobiasz wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia. Cyryl przyniósł ją do domu i… – Zerknął na Nikodema. – Powinna tam wciąż być.

– Ale jej nie ma – wycedził Nikodem przez zęby.

– Dymitri… – szepnęła Alicja.

– Nie ma jej tam – syknął chłopak. – Wiedziałbym o tym.

Tobiasz uśmiechnął się z politowaniem.

– Jesteś pewien, że Dymitri nie ma przed tobą tajemnic? Tak jak ty przed nim?

Nikodem zmroził go wzrokiem. Mruknął po zwierzęcemu. Alicja dobrze znała ten pomruk. Zastanawiała się zawsze, na ile Dobrygin to kontroluje. Czy może czasem jest w stanie i potem są ofiary w ludziach. Przeszedł ją zimny dreszcz. Sama nie wiedziała czemu. Czy z powodu tego, o czym myślała, czy z powodu spojrzenia Nikodema, które szybko przeniosło się z Tobiasza na nią.

– A co z moją babką? – spytała nagle, odwracając się w stronę strachacza. – Gdzie ona teraz jest?

Starszy pan wzruszył ramionami.

– Nie mam pojęcia. I lepiej, żeby tak zostało. Nie powiedziała mi tego dla bezpieczeństwa. Głównie mojego…

Alicja myślała przez chwilę. Coś nie dawało jej spokoju…

– Ta krew… – zaczęła w końcu. – Skąd mamy pewność, że Konstanty jej nie przehandlował. Że oddał wszystko Radzie…

– Nie mamy żadnej pewności – powiedział Tobiasz. – Nikt nie powiedział, że Konstanty nie handlował nią wcześniej. I że nie ma jeszcze jednej ampułki.

Alicja gryzła wargi. To by się zgadzało…

– Gówno prawda! – warknął Nikodem, ruszając w stronę drzwi i potrącając Tobiasza. Staruszek zachwiał się i chwycił mocno futryny. Alicja patrzyła osłupiała. Co on wyrabia?

– Nie jestem waszym wrogiem… – stwierdził spokojnie Tobiasz.

– Jasne… – syknął Nikodem, odwrócił się w jego kierunku i patrzył na niego z wściekłością.

– Możecie mi wierzyć lub nie, ale ja naprawdę z tym skończyłem. – Głos strachacza lekko drżał. – Z Zakonem, z Rycerzami, ze wszystkim. Są tacy, którzy wciąż szukają naczynia i nie cofną się przed niczym, żeby je odnaleźć. Dla pieniędzy, na cudze zlecenie… To ich powinniście się obawiać.

Spojrzał na Alicję, jakby u niej właśnie szukał zrozumienia.

Dziewczyna spuściła oczy. Nikodem patrzył na niego lodowatym wzrokiem.

– Nie ufacie mi. – Tobiasz pokiwał głową. – I dobrze. Nikomu nie powinniście ufać. Oprócz siebie, naturalnie…

– Idziemy! – ryknął Nikodem, nawet nie patrząc na Alicję. Otworzył drzwi z taką siłą, że uderzyły o ścianę i odłupały kawałek tynku. Alicja ruszyła za nim. Kiedy przechodziła przez próg, rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie w stronę Tobiasza, ale nie miała pojęcia, co powiedzieć, więc odwróciła się i zamknęła drzwi.

Dobrygin szedł szybkim krokiem, nie oglądając się za siebie. Alicja podbiegła do niego i chwyciła za ramię, zmuszając do odwrócenia się.

– Brawo – warknęła, kiedy chłopak zatrzymał się i wbił w nią wściekły wzrok. – Uwielbiam takie rozmowy.

– Nie mamy w domu żadnej pieprzonej ampułki – powiedział przez zaciśnięte zęby Nikodem.

Alicja popatrzyła na niego uważnie. Uśmiechnęła się lekko.

– To jakim cudem chciałeś nią przekupić Nataszę?

Chłopak zamarł. Przełknął ślinę, ale chyba tylko po to, żeby zyskać na czasie.

– I nawet nie możesz skłamać. – Alicja nie przestawała się uśmiechać.

– Skąd… – zaczął ochrypniętym głosem. – Skąd wiesz?

– Od niej. Chyba nie będzie zadowolona, kiedy się okaże, że tak naprawdę jej nie masz… Bo jej nie masz, prawda?

– Nie – przyznał Nikodem, nie spuszczając z niej wzroku.

Ale Alicja już się go nie bała. Zresztą, od czasu, kiedy uświadomiła sobie, jakie korzyści płyną ze złożenia przysięgi, poczuła się znacznie pewniej. Dobrygin nie mógł jej zrobić żadnej krzywdy. Nie mógł jej też oszukać. Nic nie mógł. Oczywiście, to działało także w drugą stronę. Ona również nie mogła mu nic zrobić. Ani go okłamać. No, ale co ona miała mieć do ukrycia… No właśnie… Chyba jednak parę rzeczy by się znalazło.

– Więc? Masz ją czy nie?

– Nie – odparł spokojnie Nikodem. Już nie zgrywał twardziela. – Ściemniałem.

– Trochę długo trwa to ściemnianie…

– Powiedziałem, że jest kłopot z zabraniem jej, bo Dymitri ma ją zawsze przy sobie.

– No to świetnie. – Alicja westchnęła.

– Poza tym… Też mam haka na Nataszę.

Dziewczyna zmarszczyła brwi.

– Ty?

– Tak. Tylko ona jeszcze o tym nie wie. – Uśmiechnął się szelmowsko na samą myśl.

Alicja potarła skroń. Miała dość. Chciała wrócić do domu, zjeść całą paczkę chipsów, podłubać w zębach i obejrzeć Familiadę. Albo coś równie niewymagającego myślenia. Może… obrady Sejmu?

– Co teraz? – spytała zmęczonym głosem.

– Nic. – Nikodem wzruszył ramionami. – Wykorzystam to w odpowiednim czasie.

– Nie o to pytam – mruknęła Alicja. – Co robimy?

– Naprawdę chcesz wiedzieć?

– Tak.

– Nie mam bladego pojęcia. – Rozłożył ręce.

– Powiedział, że moja babka żyje i… – Alicja skrzywiła się. Sam pomysł pozorowanego samobójstwa wydawał jej się co najmniej dziwny. Nawet jeśli nigdy w życiu nie spotkała własnej babki.

– Chyba mu nie wierzysz?

– Czemu miałby kłamać?

– A czemu miałby mówić prawdę?

– Nie wierzysz mu?

– Ani trochę. Łże jak pies.

Nikodem spojrzał z wściekłością na chałupę Tobiasza. Pewnie gdyby miał przy sobie zapałki, natychmiast by ją podpalił. Zaraz, przecież on na pewno ma przy sobie zapałki… Alicji zachciało się nagle palić. I już miała zapytać Nikodema o papierosa, lecz kiedy pomyślała o kazaniu, które wygłosi ciotka, jak tylko pachnąca tytoniem Alicja przekroczy próg, odechciało jej się nie tylko palić, ale i wracać do domu. Monolog ciotki powinien być zamieszczany na opakowaniach papierosów. Ludzie zrezygnowaliby z palenia na zawsze.

– Chodźmy już – powiedział w końcu Nikodem. – Nie będziemy stać na środku drogi jak jakieś czopy.

Alicja pokiwała głową i ruszyła za nim. W głowie miała już nie tylko spaghetti, ale i risotto. I to rozgotowane. No i była głodna. Zapiekanka ciotki zagłuszyła głód, ale równie dobrze mogła zjeść kawałek styropianu. Nikodem wciąż milczał. Ciekawe, o czym myślał. Cokolwiek to było, czuła wyraźnie jego zaniepokojenie. Zdawało się, że też miał mętlik w głowie. I też był głodny. Ale żeby to usłyszeć, nie musiała mieć żadnych magicznych umiejętności. Alicja poczuła chłód, kiedy skręcili nagle w leśną drogę. Wcześniej jedynie wyobrażała sobie, co może kryć się w ciemnym gąszczu, teraz wiedziała aż za dobrze. I wcale nie było jej z tym lepiej. Wręcz przeciwnie. Dopiero teraz jej i tak wybujała wyobraźnia zaczęła podsuwać coraz bardziej makabryczne scenariusze. Dobrze, że szła z Nikodemem. Sama chyba narobiłaby w gacie. Ale tak naprawdę poszłaby z samym diabłem, gdyby tylko zaproponował jej towarzystwo podczas spaceru w tym ciemnym jak smoła lesie. No dobra. Z tym diabłem to chyba przesadziła. Tym bardziej że tutaj był jak najbardziej realny. Kiedy minęli cmentarz i wyszli na ulicę, Alicja zatrzymała się nagle.

– Hej! – zawołała za Nikodemem, który szedł dalej, nie oglądając się za siebie. – Dokąd idziesz?

Chłopak przystanął.

– Odprowadzam cię.

– Po co?!

– A co? Myślisz, że tylko Zemrow jest takim dżentelmenem? – Uśmiechnął się kpiąco. – Muszę dopilnować, żeby nic cię nie pożarło po drodze.

Alicja poczuła, że zaczynają palić ją policzki.

Nikodem pochylił się nad nią i przyjrzał uważnie.

– Ty naprawdę na niego lecisz! – wypalił.

Alicję piekły już nie tylko policzki, ale i uszy.

– Spadaj! – odcięła się, co jeszcze bardziej rozzuchwaliło Dobrygina.

– Nie wierzę… – Pokręcił głową. – Jak widać, każda potwora znajdzie swojego amatora…

Dziewczyna wyminęła go, uderzając barkiem jego ramię.

– Hej, zaczekaj! Mówiłem o nim! – Nikodem śmiał się w głos.

Alicja szła szybko, nie oglądała się za siebie. Miała w nosie Nikodema. Chodziło o coś zupełnie innego. O coś bardziej niepokojącego. O coś, co przerażało ją na równi ze strzygami, Rycerzami Rogatego Pana i Kardashiankami. Za każdym razem, kiedy myślała o Borysie, czuła się jak… No właśnie, jak co? Nie miała pojęcia, o co chodziło, ale kiedy już raz zaczęła, nie mogła przestać. Najgorsze było to, że coraz częściej myślała o nim jak o kimś atrakcyjnym, a to już wykraczało poza myślenie o Borysie w kategoriach „czwartego do rytuału”.

– No, zaczekaj! – Dobrygin dogonił ją i szarpnął za ramię.

– Odczep się! – syknęła, wyrywając się.

– Przestań się zachowywać jak gimbaza. – Chłopak próbował zachować powagę, ale nie umiał stłumić kolejnego parsknięcia. – No, ale serio, to trochę tak, jakbyś się zaczęła umawiać z ministrantem. Poważnie, dziewczyno, znajdź sobie kogoś bardziej odpowiedniego dla siebie.

Alicja przystanęła nagle i założyła ręce na piersi. Oddychała szybko. Chyba ze złości. Albo może z innego powodu. Już sama nie wiedziała…

– A może już znalazłam.

Nikodem popatrzył na nią zaskoczony. Chyba nie tego się spodziewał.

– Tak? – spytał, mrużąc oczy.

– Tak.

Dobrygin wpatrywał się w nią przez chwilę bez słowa, jakby sprawdzał, czy żartuje.

Alicja nie spuszczała z niego oczu. Zaczęła wodzić wzrokiem po jego znieruchomiałej nagle twarzy. Poruszył się niespokojnie, jakby chciał strząsnąć z siebie jej wzrok.

– Ty tak poważnie? – upewnił się w końcu.

– Poważnie.

Nikodem przełknął ślinę. Było mu bardzo nieswojo. Alicja potrafiła to wyczuć. Pocił się. Czarnym bruno bananim.

– O kim ty mówisz? – wychrypiał wreszcie.

– A jak myślisz? – Nikodem patrzył jej prosto w oczy. Nawet już nie mrugał.

Podeszła krok bliżej.

Wspięła się na palcach i zbliżyła twarz do jego twarzy.

Poczuła, jak przyspiesza mu puls na szyi.

Jak przełyka nerwowo ślinę.

Jak przestaje oddychać.

Alicja przysunęła usta do jego ucha.

Owionął ją zapach wody Bruno Banani.

Rozchyliła usta.

Jej nozdrza drażnił jego zapach.

Drażnił? Nie, to chyba nie było właściwe słowo.

Coś, co pachnie tak przyjemnie, nie może drażnić, ale…

Płatek ucha Nikodema drgnął pod jej oddechem.

Alicja wspięła się wyżej na palcach.

– Chyba nie miałeś na myśli siebie, prawda? – szepnęła mu prosto w ucho.

Nikodem wypuścił powietrze.

Alicja odsunęła się od niego i stanęła naprzeciwko. Zadarła głowę i patrzyła na niego bez słowa.

A potem wybuchnęła śmiechem.

– Serio? Naprawdę myślałeś, że na ciebie polecę? – Nie przestawała się zanosić od śmiechu. Odwróciła się i ruszyła, zostawiając osłupiałego Nikodema na środku chodnika.

Nawet nie musiała się oglądać, żeby sprawdzić, jaką miał minę. Doskonale czuła jego zakłopotanie i… rozczarowanie? Serio, Nikodem? Serio?

– Jesteś psychiczna! – usłyszała za sobą. – Faktycznie, pasujecie do siebie z Zemrowem!

Alicja uśmiechnęła się pod nosem. Nie spodziewała się, że Nikodem zachowa się z klasą. Ciekawe, jak normalnie reaguje na kosza od dziewczyny? Przegryza jej gardło?

– Nie zapomnij poszukać ampułki! – rzuciła przez ramię. – Założę się, że twój wuj trzyma ją w miejscu, do którego nikt nigdy nie zajrzy. Na przykład w szufladzie z gaciami.

– Idź do diabła! – warknął Nikodem.

– Nawzajem! – odkrzyknęła Alicja, ale nie była pewna, czy usłyszał.


– Gdzie byłaś? – usłyszała, zanim jeszcze zamknęła drzwi. OK, czyli teraz czeka ją kazanie.

– Mogłabym zapytać cię o to samo – odcięła się Alicja i rzuciła kurtkę na krzesło w kuchni.

– Powieś ją na wieszak – mruknęła ciotka, nie przerywając szatkowania kapusty pekińskiej. Alicja zerknęła z przerażeniem na miskę, w której kłębiło się jakieś zielsko. Jeśli Tatiana postanowiła, że od dziś zaczynają się zdrowo odżywiać, to chyba jest już trochę za późno. Przez ostatni tydzień obie zjadły tyle zamrożonej i odmrożonej chemii, że lada chwila zaczną świecić.

Dziewczyna podeszła do stołu i zajrzała do miski.

– Co to?

– Kolacja.

– Aha. Znów wybywasz czy jak?

Tatiana odłożyła nóż.

– O co ci chodzi?

– Dzięki za odłożenie noża – mruknęła jej siostrzenica i usiadła na blacie obok zlewu.

– Złaź! – ryknęła Tatiana.

– OK, rozumiem. – Alicja zeskoczyła, przewracając oczami. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła wodę. – Więc jak było?

– Gdzie? – Tatiana wróciła do szatkowania kapusty.

– No z Wiktorem. Chyba mi nie powiesz, że graliście w scrabble całą noc. – Alicja uniosła znacząco brew.

Ciotka nawet na nią nie spojrzała.

– Jak w szkole?

– Beznadziejnie. Możemy wrócić do Wiktora?

Tatiana westchnęła i znowu odłożyła nóż. Wytarła ręce w ścierkę z wiewiórką, która musiała być kupiona w komplecie z równie paskudną rękawicą kuchenną.

– Nie wydaje mi się, żeby to była twoja sprawa.

– A, to sorry – mruknęła dziewczyna, ocierając wierzchem dłoni usta. – Czyli faktycznie było do bani.

Tatiana znów westchnęła.

– Dobra, mam w nosie, czy Wiktor jest kiepski w łóżku, czy nie – bąknęła Alicja.

Ciotka się skrzywiła.

– To dobrze – wymamrotała i wróciła do kapusty.

– A jest? – spytała Alicja. – Dobra, i tak wolę sobie was nie wyobrażać.

– Kolacja za pół godziny – powiedziała ciotka, nie patrząc nawet w jej stronę.

Alicja nie ruszyła się z miejsca.

Przeciągnęła palcem po blacie.

Pobawiła się plastikową łyżką do sałaty.

– O co chcesz mnie spytać? – Tatiana już nawet nie ukrywała poirytowania.

– Co z Borysem?

Ciotce jakby ulżyło. Widocznie temat Wiktora był z jakichś powodów niewygodny…

– Nic. Czekamy, aż Konstanty się namyśli. – Westchnęła. – Spodziewam się, że nastąpi to w weekend.

– Myślisz, że…

– Myślę, że pozwolą mu doczekać rytuału, ale nie wiem, co jeszcze może się wydarzyć do tego czasu. – Ciotka wrzuciła ostatnią partię kapusty do miski.

No tak. Do tego czasu może się wydarzyć wszystko. Alicja pokiwała głową, ale bez przekonania.

– Kolacja za…

– Wiem, wiem – mruknęła już ze schodów.

A więc to Dymitri ma ampułkę, pomyślała, rzucając się na łóżko. Nie zdjęła nawet butów, bo nie miała na to siły. Patrzyła w sufit, jakby tam miały pojawić się odpowiedzi na wszystkie pytania. Natasza dobiła targu z Nikodemem, który wpuszcza ją w maliny, gdy twierdzi, że ampułka jest u niego w domu. Jednocześnie zarzeka się przed Alicją, że jej tam nie ma, co musi być prawdą, bo nie może kłamać, kiedy są związani przysięgą. Olga chce przekupić ją ampułką, która być może nie jest tą właściwą, skoro prawdziwą Konstanty oddał całą Cyrylowi. Pytanie, czy faktycznie całą i czy rzeczywiście Cyryl doniósł ją do domu. A jeśli tak, to czy Dymitri położył na niej łapę i czy trzyma ją na niej do tej pory? I czy Olga wie, że być może to fałszywa ampułka? Bo musi być fałszywa, skoro Konstanty nie zachował nic dla siebie. Chyba że są dwie ampułki… Tylko jak sprawdzić, czy ta od Olgi jest prawdziwa? Jeśli bliźniaczka nadal ma ochotę nią handlować, rzecz jasna…

Alicja nie wiedziała nawet, kiedy zasnęła.

No i nie posmakowała zielska ciotki.

A przynajmniej tego nie pamiętała.

Gdzie diabeł mówi dobranoc Tom 2 Nie wywołuj wilka z lasu

Подняться наверх