Читать книгу Jedwabna pajęczyna - Marta Bocian - Страница 7

2005

Оглавление

9 CZERWCA 2005

W poniedziałek Fil wrócił od Tadka pijany. W maju z konferencji w Krakowie – pijany. W kwietniu ze spotkania z Anglikami pijany. Dotąd, przez dwanaście lat naszego związku, to się nie zdarzało. Jest rozdrażniony. Zrobił się nerwowy, drażliwy. Jak z nim rozmawiać?

Dwa miesiące później

8 SIERPNIA 2005

Wczoraj Fil poszedł do Andrzeja o 11.00. Gdy Ela, moja kochana teściowa, zadzwoniła do mnie o 19.30, jeszcze nie wrócił. Być może pojechał od Andrzeja do Zdzicha. Ela tam zatelefonowała. Był. Potem Fil sam zadzwonił, że wróci 21.00–22.00. Wrócił o 6.00 rano śmierdzący alkoholem. To piąte picie wódki w tym roku z nocą poza domem. Polubił smakowanie w pracy win i szampanów. Jest wiele okazji i nikt od nich nie stroni. Porozmawiam z Ignacem, czy to nie są objawy choroby alkoholowej. Co brat, to brat. Poza tym na pewno zna się na tym lepiej niż ja. Czy to tylko okazjonalne picie? Niegroźne? Wszyscy piją, to i on pije. Pracuje, nie leży pod płotem. Na pewno nie jest alkoholikiem

Trzy miesiące później

27 LISTOPADA 2005

30-lecie Miejskiego Ośrodka Kultury. Poszłam z Filem na bankiet. Z miejsca chwycił za kieliszek z winem, niczego nie jedząc, choć stoły się uginały. Od śniadania pościł. Raz je, raz nie je, nie wiadomo, czemu to przypisać. W niecierpliwym ruchu jego ręki była jakby tęsknota za alkoholem. Żeby jak najszybciej. A potem pił lampka za lampką. Ja też wypiłam trochę wina, ze strachu właściwie. Ze strachu przed jeszcze większym lękiem, który mogłam czuć na trzeźwo. Czuję go od marca tego roku, kiedy to Fil zaczął pić systematycznie przynajmniej raz w miesiącu, chorując zwykle następnego dnia.

Cztery tygodnie temu, gdy wyjechałam do Wisły, pił z Wieśkiem w „Patryku” i nie wrócił na noc. Zostawił małego Bartka samego w domu. Zasnął w pociągu i ocknął się parę stacji za naszą. Zgubił kartę miejską. Tydzień temu pił piwo z Tadkiem, przedwczoraj też. A wczoraj o 23.00 poszedł do niego niby na dwie godziny, obudziłam się o 4.30 – nie wrócił. Wsiadłam do samochodu, jadę do centrum. Widzę go, idzie kompletnie zalany, zatacza się. Poszedł więc jeszcze raz do Domu Kultury, by się doprawić.

Poczułam, że nie mam wpływu na jego picie, od którego przecież on sam tak zdecydowanie i z przekonaniem odżegnywał się przez dwanaście lat naszego wspólnego życia. Nasze ideały runęły. Już nie ma budowania więzi, jest żal, lęk, niechęć, zamknięcie. Narastać będzie – wyraźnie to czuję – obojętność, pragnienie ucieczki.

Co zrobić, żeby mieć własny kąt, jakiś pokój, mieszkanie? Ale nie mogę przecież uciec, odejść, nie mogę tego zrobić dzieciom. Więc zostać i żyć w pogardzie dla samej siebie, że nie umiem sobie z tym poradzić? Jak mam pracować? Jak się zdystansować, jak się chronić, jak udawać przed dziećmi, przed ludźmi, jak odnaleźć spokój i radość?

Dlaczego Fil chce pić, skoro tyle lat potępiał alkoholików? Wierzyłam, że można stworzyć związek rozumiejących się ludzi, którzy mogą o wszystkim ze sobą rozmawiać. Jednak nie możemy rozmawiać o jego piciu. Dlaczego rozmowa nie jest możliwa? Jestem w szachu. Byle tylko nie użalać się nad sobą, nie być ofiarą. Odciąć się od tego. Przetrwać. Nie stracić rozpędu.

A może to moja wina? Może przez tych dwanaście lat ograniczałam go, może się ze mną męczył? Nigdy nie powiedział, że przeze mnie pije, ale kto wie?

Jedwabna pajęczyna

Подняться наверх