Читать книгу Plotkarski SMS - Marta Fox - Страница 6
Plotkarski SMS 2. Na czym stoję?
ОглавлениеWniosek z moich planów jest taki:
JAK SIĘ CZEGOŚ CHCE ZA BARDZO I ZA WSZELKĄ CENĘ, TO SIĘ NIC NIE OTRZYMUJE. BO LOS JEST PRZEWROTNY.
Widocznie starożytni myśliciele mieli rację, mówiąc o „złotym środku”, czyli harmonii. Babcia nazwałaby tę harmonię skromnością, umiarkowaniem i brakiem pychy. Niestety, wychodzi na to, że trzeba mieć mądrość filozofów lub przynajmniej dziadków, aby nie popełniać „najgłupszych głupstw” i nie poddawać się stadnemu instynktowi.
Mamie zdarza się czasem filozofować w stylu babci i dziadka. Wówczas mawia, że wszystko w życiu jest po coś. I każde „coś” może nas wiele nauczyć. Gdybym przyjęła jej uwagi za pewnik, musiałabym zgodzić się z faktem, że opluwanie mnie w Internecie, rozpuszczanie plotek fałszywymi SMS-ami było po coś i to „coś” powinno mnie „czegoś” nauczyć.
Nie potrafię z powyższego rozumowania wykrzesać pozytywów.
Czuję się skrzywdzona pomówieniami i plotkami. Nie rozumiem, jaką przyjemność znajdują plotkarze w rozsiewaniu fałszywych informacji. Zadaję sobie codziennie wiele pytań i nie znajduję na nie ani jednej sensownej odpowiedzi. Jednym słowem: cierpię.
Zupełnie nie potrafię się uwolnić od rozpamiętywania, co mnie podkusiło, by zainteresować się właśnie Danielem, kiedy on zerwał z Anką. Nie musiałam być dla niego aż tak miła i empatyczna, jak byłam. Miał nadzieję, że skoro po wspólnej zabawie w klubie zaprosiłam go do domu, zrobiłam to w jedynie oczywistym celu. Daniel nie potrzebował rozmowy, tylko dziewczyny, z którą mógłby pójść do łóżka.
I tu się pomylił!
To prawda, kleiłam się do niego pod wpływem uczuć, które mnie nagle dopadły. Wydawało mi się, że jestem zakochana. Miałam ogromną ochotę rozbujać się jeszcze bardziej, ale stchórzyłam. Zwyczajnie. Kiedy już byłam do połowy rozebrana, moje głośne „nie!” mogli usłyszeć sąsiedzi z prawej i z lewej. Wtedy Daniel się rozzłościł i nazwał mnie „panną podpuszczalską”.
Zabolało.
Zabrzmiało tak, jakbym specjalnie zaplanowała tę schadzkę w domu, by Daniela odtrącić i ośmieszyć. Nie planowałam tego, nie miałam złych intencji. Nie było też okazji, by rzecz wytłumaczyć. Wydarzenia toczyły się za szybko, zraniona duma moja i zapewne duma Daniela kazały nam czekać, kto wykona pierwszy ruch. A tu nastał nowy dzień i przyniósł kolejne niusy. I w ten sposób się zapętliliśmy.
Zapisuję wydarzenia i przemyślenia, by lepiej się rozeznać w tym, co się u mnie dzieje.
PISANIE TO MÓJ TELEFON ZAUFANIA.
Może spisując meandry swojego zawirowania, zacznę lepiej rozumieć siebie i innych? Zauważyłam, że zdarza mi się powtarzać te same myśli, to nie szkodzi. Przeglądam notatki i dzięki temu łapię sznurki albo linki, jak kto woli. Aktor też wiele razy powtarza rolę nie tylko po to, by się jej nauczyć, ale też odpowiednio zagrać swoją postać, wykreować ją i uwiarygodnić. Aby w przyszłości, kiedy już zostanę aktorką dramatyczną, zagrać kogoś innego, muszę lepiej poznać samą siebie. Próbuję to właśnie zrobić.
Na razie ustaliłam, co następuje.
Daniel rozstał się z Anką i zaczął spotykać się ze mną, więc Anka była wściekła. Zauważyła, że wyszliśmy razem z imprezy. Zaczęła do mnie wysyłać SMS-y z pytaniami „Jak było?”. Nie odpowiedziałam, więc zapytała o to Daniela, na przerwie, w szkole. Daniel na to, że świetnie, bo cóż miał powiedzieć. No i Anka wysnuła z tego jednoznaczne wnioski.
Być może to w tamtej chwili zrodziła się plotka i zaczęła się błyskawicznie roznosić. Dziesiątki osób w tej samej chwili czytały w Internecie opluwające mnie informacje, zamieszczone w artykułach i filmikach emitowanych na YouTubie. Łatwo kogoś opluć. A odkręcić wszystko trudniej. Po jakimś czasie nikt nie pamięta, o co chodziło ani kto miał rację, ale niesmak pozostaje.
Są jednak i pozytywy zaistniałej sytuacji, czyli dziadkowe „coś za coś”.
Gdyby nie stało się to, co się stało, nie poznałabym Aleksandra, tancerza, który „zagrał” mojego chłopaka na osiemnastce. Od pierwszego spotkania dobrze nam się rozmawiało i czułam, że nasz jednorazowy „biznes” mógłby się przemienić w przyjacielską zażyłość… Podobnie poczuł Aleksander (nie pozwolił zdrabniać swojego imienia), dlatego zapewne od razu postawił sprawę jasno i powiedział, że jest gejem. Przyjęłam to prawie radośnie, poczułam się lżej, bo bezkarnie mogłam szukać ciepła na jego ramieniu, mając pewność, że lubi mnie dla samego lubienia, a nie po to, by sobie przygruchać dziewicę, którą ciągle byłam.
Zbliżyłam się do Anki, dzięki temu, że postanowiłam z nią otwarcie porozmawiać. Dobrze się stało, bo jeśli nawet zazdrość Anki mogła dać początek plotkom na mój temat, to na pewno Anka nie była autorką ani wrednych SMS-ów, ani filmików. O tym się przekonałam.
Dzięki temu, że umówiłam się na rozmowę z Anką, a potem z Aleksandrem w Café Plotce, zauważyłam w karcie menu anons o poszukiwaniu pracownika do kawiarni. I dostałam tę pracę, co oznaczało rewolucję w moim życiu.