Читать книгу W cieniu Bangor - Praca zbiorowa - Страница 5

Wstęp

Оглавление

Drogi Czytelniku,

Książka, którą oddaję w Twoje ręce, to w dużej mierze zasługa Stephena Kinga, choć on sam w jej powstaniu nie uczestniczył. Taki już jego los – symbolu literackiej grozy rozpoznawalnego na całym świecie, znaku towarowego na wzór „coca coli” – nawet jeśli ktoś nigdy nie pił, ba, nawet jak nie trzymał napoju w ręce i tak wie, o co chodzi.

Ale Stephen King to przede wszystkim bezkompromisowy marzyciel, (nie)zwykły człowiek, któremu sen na jawie wszedł w nawyk, który potrafi ten sen ubrać w słowa i przeszczepiać na grunt wyobraźni (dziesiątek, setek?) milionów czytelników.

Dlaczego więc produkować kolejną pozycję na rynku wydawniczym z nazwiskiem króla horroru w tle?

Bo spośród rzeszy czytelników Kinga wyrastają kolejne pokolenia pisarzy, ludzi, którzy tak jak on, nie boją się marzyć na jawie, pragną opowiadać swoje historie i zarażać nimi umysły bliźnich. Każdy po swojemu, każdy inaczej, każdy czerpiąc mniej lub więcej ze spuścizny Mistrza z Bangor. I co najważniejsze, bez względu na płeć.

Gdyby ta książka miała zostać wydana po angielsku, dałbym jej tytuł What if...? (A co jeśli...? Co by było, gdyby...?). To główna „zasada”, złota recepta, według której Stephen King tworzy swoje opowieści, zarazem pierwsza i najważniejsza rada, jakiej udziela początkującym pisarzom cierpiącym na brak weny twórczej. Parafrazując wybiórczo wypowiedzi Kinga, mogłoby wyglądać to tak:

Usiądź wygodnie, przypomnij sobie czas, kiedy miałeś sześć, osiem, może dziesięć lat, zapomnij, że jesteś dorosły, rozejrzyj się wokół i zadaj sobie pytanie: „co by było, gdyby?”. Nieważne czy akurat jesz śniadanie, prowadzisz auto, siedzisz przy biurku w pracy czy ogarniasz poranną toaletę w zaciszu pozornie bezpiecznej łazienki, zastanów się nad magią, która może się zdarzyć w całkiem zwyczajnej rzeczywistości. A kiedy już dojdziesz do momentu, gdy twój zszywacz chce cię zabić, twój posiłek postanawia cię skonsumować, twoje auto planuje odebrać ci stery i prowadzić się samo, a w głębiny klozetu wciągają cię łasice z kosmosu, zapytaj: dlaczego, do cholery, tak się dzieje?

Tylko tyle i aż tyle. Recepta wydaje się banalna, ale sprawdza się znakomicie. Przynajmniej w moim przypadku i, jak podejrzewam, w przypadku autorów, których do udziału w projekcie W cieniu Bangor zaprosiłem.

Jakie kwestie i w jakich sytuacjach rozpatrywali, niech pozostanie ich słodką tajemnicą, natomiast ja mam do Ciebie, Czytelniku, również kilka pytań:

Co by było, gdyby postaci z obrazów potrafiły żyć własnym życiem, gdyby samochody były zazdrosne i mściwe, bezludne wyspy zamieszkiwały prastare bóstwa, aniołem stróżem okazał się demon stróż?

A co jeśli w papierosach można byłoby zakląć emocje, dziecięce dusze uwięzić na granicy życia i śmierci, wredne spluwy wysługiwałyby się ich właścicielami jak pasożyt żywicielem, szaleni artyści utkwili w piekle swoich umysłów, opętane żądzą mordu stado psów otoczyło samotną leśniczówkę?

Zainteresowany?

I wreszcie czy, tak po prostu, kochasz stare dobre kryminały, w których trup ściele się gęsto, a tajemnica wykracza poza racjonalne jej pojmowanie albo opowieści, gdzie mitologia staje w szranki z pop-kulturą i miejskimi legendami?

A może lubujesz się w klasycznych gotyckich romansach wtłoczonych w paszczę horroru lub tęsknisz za klimatem PRL-owskich kolonii i obozów dla młodzieży, podczas których ciekawskie dzieciaki popadają w koszmarne tarapaty?

Poczułeś dreszcz ekscytacji?

Zabieram Cię więc w podróż po magicznych światach wykreowanych w przesiąkniętych lśnieniem umysłach kilkunastu pisarzy, na wycieczkę po wielkich miastach i tajemniczych wioskach, przejażdżkę po szutrowych drogach i niekończących się autostradach, na surwiwalową przygodę w leśnych ostępach i pustynnym bezkresie, zabieram Cię w podróż po książce W cieniu Bangor – antologii inspirowanej duchem prozy Stephena Kinga.

W tym opasłym (po)tworze, choć dedykowanym miłośnikom twórczości Stephena Kinga, nie uświadczysz przekalkowanych opowieści Władcy Castle Rock, stylizowanych prób kopiowania króla grozy czy utworów o charakterze „fan-fiction”. Możesz natomiast spodziewać się mnóstwa mrugnięć okiem do twórczości Kinga i do niego samego, całej masy drobnych, zaklętych w szczegółach niuansów, których wyłapywanie przysporzy Ci sporo frajdy, bo zakładam, że w jakiś sposób Stephen King jest Ci bliski, tak jak nam, autorom niniejszego zbioru nowel i opowiadań. Jeżeli jakimś cudem jednak sięgasz po W cieniu Bangor, nie znając twórczości pisarza z Maine, to mam nadzieję, że lektura tej książki zachęci Cię do zapoznania się z jego przebogatym dorobkiem literackim. Naszym również, choć nieco mniej bogatym.

Tymczasem życzę Ci owocnej w niezapomniane wrażenia lektury i do zobaczenia... w Derry, Castle Rock albo po prostu: na półce w księgarni, spotkaniu autorskim.

Kolegom zaś i koleżankom po piórze serdecznie dziękuję za wspaniałe teksty, za zaufanie i współpracę. To wielka rzecz mieć okazję i przyjemność współtworzyć z Wami takie projekty.

Wydawcy również dziękuję za możliwość publikacji W cieniu Bangor, za sporą swobodę w działaniu i wsparcie. Dom Horroru to – jakby nie patrzeć – dom nas wszystkich, gatunkowych fanatyków, w każdej jego możliwej odsłonie.

– Juliusz Wojciechowicz

W cieniu Bangor

Подняться наверх