Читать книгу Sekret Amishy - Sejal Badani - Страница 6

PROLOG

Оглавление

LATO 2000

Dwadzieścia procent kobiet doświadcza poronienia. Z tych dwudziestu procent, aż osiemdziesiąt procent traci dziecko w pierwszych dwunastu tygodniach ciąży. Jeśli ciężarna przekroczyła trzydziestkę, jest obciążona, co najmniej, dwunastoprocentowym ryzykiem poronienia. Ryzyko zwiększa się z każdym rokiem.

Te i inne dane statystyczne potrafię wyrecytować z pamięci. Odkąd zaczęliśmy próbować, nieustannie sprawdzam je w sieci. Od pięciu lat. Niezliczone godziny w bibliotece i w internecie w poszukiwaniu nowych badań albo informacji o leku, który zwiększa szanse na donoszenie ciąży i urodzenie zdrowego dziecka. Ale efekt jest zawsze ten sam. Na każde urodzone dziecko przypada kilka innych, które nie dotrwają do porodu. Na każdą kobietę, która kołysze płaczące dziecko, przypada inna, która płacze, bo nie może go kołysać. Na każdą parę, której uda się powiększyć rodzinę, przypada inna, która nigdy nie pozna smaku rodzicielstwa.

Wpatruję się w zdjęcie USG, ściskam je kurczowo, obracam do góry nogami. Nauczyłam się na pamięć czarno-białych smug, które otaczają jedyną fotografię mojego dziecka, jaką będę miała. Dodaję jego portretowi niewidocznych kolorów i wyobrażam sobie, że płyn, w którym się unosiło, był czysty i przejrzysty jak woda w wannie. Jestem przekonana, że zgrzyt kół pociągu, którym codziennie dojeżdżam do pracy, brzmiał dla mojego dziecka jak muzyka, kołysząca je do snu. A strach, który przeszywał każdą komórkę mojego ciała, nie docierał do macicy. Moje dziecko żyje w świecie radości i szczęścia, pewne swojej przyszłości.

– Jaya. – Drzwi gabinetu uchylają się odrobinę i praktykantka Elizabeth zagląda do środka. – Dzwoni Patrick. – Spogląda z zaskoczeniem na mój telefon, na którym migają dwie lampki. – Usiłowałam go przełączyć, ale nie podnosisz słuchawki.

– Przepraszam, pracowałam nad artykułem. – Elizabeth spogląda na pusty ekran, ale nic nie mówi. W rzeczywistości nie słyszałam dzwonienia telefonu ani jej pukania. – Już odbieram. – Odczekuję, aż Elizabeth zamknie drzwi i podnoszę słuchawkę. – Patrick?

– Cześć, skarbie.

Znam jego głos jak własny. Jesteśmy parą od studiów, małżeństwem od ośmiu lat, więc wychwytuję każdą zmianę jego tonu i wiem, co oznacza. Te szybkie słowa na powitanie świadczą, że Patrick wpatruje się w ekran, przytrzymując słuchawkę ramieniem. Jest późne popołudnie, więc pewnie pije piątą kawę. Na studiach prawniczych postanowił ją odstawić i udało mu się, ale kiedy został wspólnikiem w największej nowojorskiej kancelarii, zwiększył dzienną dawkę do sześciu, ośmiu filiżanek.

– Masz ochotę na chińszczyznę? – W tle słyszę klikanie klawiszy i szelest papierów. – Albo możemy iść w hamburgery z frytkami. Jak zwykle – dodaje przekornie.

Byłby to czwarty raz w tym tygodniu, bo przez te czternaście tygodni ciąży mam ochotę tylko na hamburgery. Poprzednim razem jadłam wyłącznie włoskie dania, a jeszcze wcześniej nieustanne mdłości zupełnie odebrały mi apetyt.

– Patrick… – Zaciskam palce na zdjęciu. Drugą ręką wgniatam sobie boleśnie słuchawkę w ucho. – Ja… – Milknę, nie wiem, jak to powiedzieć.

Klikanie cichnie, oddycha głęboko.

– Jaya? – W jego głosie słyszę rozpacz, od której zaciska mi się gardło. On już wie, rozumie bez słów. – Dzwoniłaś do doktora?

– Jeszcze nie – szepczę.

– Kiedy zaczęłaś krwawić? – Patrick zmienia ton na taki, jakim mówi na sali sądowej, a mój głos słabnie z każdą chwilą i staje się niedosłyszalny. To nasz taniec, którego nauczyliśmy się z konieczności, nie z wyboru. Przy każdym kroku ja upadam, a on jest silniejszy.

Nie sądziłam, że taka się stanę, ale już wiem, że życie rzadko upływa zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Patrick jest wyjątkiem. W jego życiu wszystko funkcjonuje zgodnie z planem. Urodzony prawnik, rozkwita w starciu z groźnymi sędziami i nieprzekonanymi ławnikami. Za sprawą klasycznej urody, głębokiego głosu i przenikliwej inteligencji wygrał tyle spraw, że został najmłodszym wspólnikiem w dziejach kancelarii. I dokładnie tak to sobie zaplanował, odbierając dyplom prawnika.

Ja natomiast wybrałam dziennikarstwo. Dzięki miłości do słowa pisanego, wspartej obsesją na punkcie faktów i liczb, doskonale nadaję się do tego zawodu. Choć matka spytała mnie z rozczarowaniem, dlaczego dziennikarstwo, a nie medycyna.

– Dwie godziny temu – przyznaję.

Czekam na jego reakcję, żeby zobaczyć, jaką rolę przyjmie tym razem: prawnika, mężczyzny czy ojca w żałobie.

– Spotkamy się u lekarza – mówi sucho.

Nadal jest prawnikiem. W tym trybie będzie mógł zatracić się w medycznych szczegółach poronienia i znaleźć w sobie akceptację tej sytuacji, której ja nie odnajdę. Zazdroszczę mu tej siły, chciałabym ją mieć, ale to niemożliwe.

– Do zobaczenia. – Przerywam połączenie, zanim któreś z nas coś jeszcze powie. Zdjęcie wkładam do kieszeni spodni, nie potrafię się z nim rozstać.

Przesuwam dłonią po brzuchu i czekam na znak, że nie dzieje się nic złego. Że nie ma potrzeby pędzić do lekarki i martwić się o to, co powie. Wmawiam sobie, że dziecko jest bezpieczne w moim łonie. Stoję i czekam. Nic, żadnej wskazówki, więc wsuwam krzesło pod biurko i wyłączam komputer. Wciskam wyłącznik światła i wychodzę.

*

Usiłuję oprzytomnieć po znieczuleniu. Gwałtownie mrugam. Powoli skupiam wzrok na Patricku, rozmawiającym w kącie z lekarką.

– Niech leży w łóżku przynajmniej tydzień – mówi ona. – Nie wolno jej podnosić nic ciężkiego ani się wysilać.

– Kiedy możemy znowu spróbować? – pytam, przezwyciężając osłabienie. Oboje odwracają się, zaskoczeni, że nie śpię. – Za ile miesięcy?

Zerkają na siebie, co znaczy, że już o tym rozmawiali.

– Kochanie, skupmy się na razie na twoim zdrowiu. – Patrick podchodzi i głaszcze mnie po głowie.

– Proszę… ile? – wydobywam z siebie połamane słowa jak kawałki zbitego szkła.

Przed tą i poprzednią ciążą czekaliśmy pół roku. Patrick chciał dłużej, ale ja się niecierpliwiłam, rozpaczliwie pragnąc dziecka do kochania. Każda ciąża wymaga miesięcy przygotowań do in vitro: zastrzyków, leków, szczegółowego śledzenia cyklu. Każde poronienie było porażką, z którą musiałam się pogodzić i której nie potrafiłam zrozumieć.

– W trakcie łyżeczkowania doszło do przebicia ściany macicy. – Lekarka zerka w kartę, po czym spogląda na mnie. – To się rzadko zdarza, ale jednak.

Ogłusza mnie szok. Odruchowo spoglądam na Patricka, który wpatruje się w jakąś plamę na ścianie. Ściska mi dłoń – jedyna oznaka cierpienia. Moja ręka leży bezwładnie w jego uścisku.

– Udało się zaszyć? – Rozpacz chwyta mnie za gardło, wydusza z płuc powietrze.

– Tak. – I jakby chodziło o projekt naukowy, lekarka krótkimi, pozbawionymi emocji słowami opisuje moją przyszłość. – To było małe draśnięcie. Powinna pani dojść do zdrowia bez komplikacji.

– Co to dla mnie oznacza?

– Że musi pani zaczekać co najmniej rok – oznajmia lekarka z bezwzględnością, której nie mogę zaakceptować. – Będziemy sprawdzać, czy wszystko się zagoiło, ale taki właśnie okres zaleca się w większości przypadków.

– Muszą być jakieś inne możliwości. – Desperacja zaciska się wokół mnie jak pętla, aż drętwieje mi całe ciało. Po trzech poronieniach i ogromnej fali emocji bezskutecznie szukam jakiegoś koła ratunkowego. – Czy są jakieś leki, które przyspieszą powrót do zdrowia?

– Jaya… – Patrick przeczesuje dłonią włosy. Wzdycha głęboko i dodaje: – Porozmawiamy później, dobrze?

Nie czekając na moją odpowiedź, szepcze coś do lekarki. Ta kiwa głową i wychodzi. Odprowadzam ją wzrokiem, mnąc w palcach szpitalne prześcieradło. Tylko to zdradza moją rozpacz.

– Jak się czujesz? – Patrick przysiada na brzegu łóżka.

Ostry ból przeszywa mi brzuch i miednicę. Po każdym poronieniu lekarze podają dziesiątki powodów, dlaczego moje ciało nie chce donosić ciąży, ale nikt nie znajduje żadnego rozwiązania problemu.

– To miał być prosty zabieg… – Obliczam, ile zajmie kolejna runda przygotowań do in vitro, zanim nastąpi transfer. Z desperacji decyduję się na zmianę postępowania. – Trzeba zasięgnąć opinii innego lekarza. Może nie musimy czekać całego roku.

– Kochanie… – Patrick czeka, aż spojrzę mu w oczy i dopiero wtedy dodaje: – Powinniśmy najpierw skupić się na twoim zdrowiu. O resztę będziemy się martwić później.

– Popytam o innych lekarzy i znajdę najlepszego. – Prawie go nie słyszę, pochłonięta planami. To mi pomaga oderwać się od myśli o rzeczywistości. – Tata powinien kogoś znać.

– Nie chcę, żebyśmy zwracali się do kolejnego doktora – mówi powoli Patrick.

– Dlaczego? – Zaniepokojona brakiem odpowiedzi, siadam na łóżku.

– Bo nie wiem, czy nadal tego chcę.

Sekret Amishy

Подняться наверх