Читать книгу Pył - Bjørnstjerne Bjørnson - Страница 7

IV.

Оглавление

Drzwi otwarły się szeroko i wszedł wysoki, szczupły mężczyzna w obszernem ubraniu, noszącem na sobie ślady pracy w fabrykach.

Przymrużył zlekka oczy, ujrzawszy mnie i po chwili uśmiech zagościł na długiej twarzy. Prześliczne białe zęby zalśniły i zawołał szczerze ucieszony:

— Więc to pan, doprawdy?

Uścisnął mi obie ręce, a potem objął żonę i dodał:

— Jak to miło, Amelio, nieprawdaż? Przypomina nam nasze piękne drezdeńskie czasy.

I potem serdecznie mnie pytał o zdrowie, o podróż, w końcu zaczął opowiadać, chodząc po pokoju, o swoich zajęciach, przyczem dotykał coraz to jakiegoś przedmiotu, i brał go do ręki, i trzymał, nie tak, jak my, w palcach.................

Pył

Подняться наверх