Читать книгу Kościół kobiet - Zuzanna Radzik - Страница 1

WSTĘP

Оглавление

Jestem katolicką teolożką. Nie z zawodu, raczej z wykształcenia. Ale i z powołania. Ostatecznie w teologii nie chodzi przecież o budowanie zawiłych teorii czy pisanie traktatów, tylko o żywą wiarę oraz ułatwianie sobie i innym dostępu do zbawienia. Powtarzano nam, że mamy studiować przy biurku i na klęczniku. Nie jest też tajemnicą, że każdy teolog wychodzi od własnego doświadczenia wiary i Kościoła. Patrzę więc na Kościół, jego tradycję, teksty, wiarę i strukturę jako kobieta. I czuję się z tym wszystkim różnie. Wiem, że nie tylko ja.

Wielu współczesnym kobietom obraz Kościoła zaciemnia się tak, że trudno im dostrzec w nim jakikolwiek sens; drażni je tak bardzo, że nie mogą wytrzymać. Mnie też drażni. Nie trzeba szukać daleko ani przyczyn (tu wystarczy przypomnieć rozpaczliwą antygenderową kampanię, którą niedawno żył cały polski Kościół), ani skutków takiej sytuacji (jedno spojrzenie w statystyki pokazuje, że coraz szybciej topnieje grupa kobiet chodzących do kościoła). Osobiście nie znalazłam bardziej karmiącej rzeczywistości, i w rozdarciu między tym, co karmi, a tym, co drażni, przyjdzie mi na razie trwać. Nie znam opowieści bardziej przepełnionej nadzieją niż ta, którą przekazała mi chrześcijańska tradycja, ale w tej samej tradycji wielokrotnie napotykam myśli, zwyczaje i zasady, które trzeba by traktować co najmniej z podejrzliwością.

Kościół powinien i może należeć również do kobiet. Jeśli jako katolicy wierzymy, że Kościół to nie hierarchiczna organizacja, lecz mistyczne Ciało Chrystusa, możemy czuć się jego współuczestnikami i zadawać choćby najtrudniejsze pytania go dotyczące. Bo jesteśmy u siebie. To my jesteśmy Kościołem. Tak rozumiany Kościół ma być budowaniem Królestwa Bożego na ziemi. Kto powiedział, że tej budowie mają przewodzić i nadawać kształt wyłącznie mężczyźni? Jeśli zaś Kościół jest ludem pielgrzymującym, to czy tylko mężczyźni mogą wyznaczać kierunek jego wędrówki? Gdzie w Kościele znaleźć przestrzenie, w których kobiety mogłyby i chciałyby udzielać się w sposób pełny i równy mężczyznom? Co kobiety mogą wnieść do tak rozumianego Kościoła, a czego jako wspólnota jesteśmy pozbawieni, jeśli w Kościele ich nie ma?

Feminizm to budowanie lepszego świata dla kobiet, mężczyzn i ich dzieci, a nie rewanż za doznawane przez wieki krzywdy. Czy idea budowania lepszego świata nie jest bliska chrześcijaństwu? Jest, tylko nazywamy ją Królestwem Bożym, z pewną pokorą podchodząc do szans wprowadzenia go tu i teraz w pełni. A jednak wierzymy, że Królestwo zostało już zapoczątkowane, a naszym zadaniem jest tworzyć je między sobą.

Tytuł Kościół kobiet dosłownie nawiązuje do sformułowania „Kościół kobiet” (women-church), alternatywnej propozycji, z którą wyszły radykalne teolożki katolickie, zmęczone zmaganiami z instytucjonalnym Kościołem. Termin ten ukuła Elisabeth Schüssler Fiorenza, a rozwinęła Rosemary Radford Ruether. Zgodnie z ich ideą Kościół kobiet miał polegać na tworzeniu wolnych, ekumenicznych wspólnot liturgicznych. Egalitarnych, z feministyczną liturgią, inkluzywnym słownictwem… Stworzyły dla siebie przestrzeń. Jedna z członkiń, Mary Hunt, powiedziała mi, że często powtarzają: Kościół kobiet albo żaden.

Sięgam po ich sformułowanie, jednak do idei nawiązuję dość luźno. Nie zamierzam przeszczepiać na polski grunt tego, co na Zachodzie powstało trzydzieści lat temu. Ale pożyczam pomysł. Książka Kościół kobiet wynika z chęci podzielenia się przestrzenią, którą stwarzam sobie w Kościele, miejscem, które zaludniam feministycznymi teolożkami, zakonnicami, problemami przez nie poruszanymi i ich postulatami. Oddycham tym, że można tak jak one formułować pytania, wczytuję się w ich odpowiedzi. Ich opowieści stają się dla mnie zachętą, by sobie samej taką przestrzeń tworzyć, by nie poddawać się zbyt łatwo. Kościół jest powszechny i różnorodny. Można szukać, nie opuszczając go, pozostając w środku.

Czemu w środku? Jestem przekonana, że to karmiąca rzeczywistość. Wprawdzie nierzadko trzeba włożyć sporo wysiłku, żeby odkryć ją na nowo, ale może warto o nią zawalczyć? Jeśli zostaniecie w Kościele, bądźcie głośne. Jeśli zdecydujecie się odejść, odchodźcie z hukiem – można usłyszeć od katolickich feministek. Ta książka jest właśnie o tym, jak kobiety – czasem z powodzeniem, a czasem bez – próbują odzyskiwać dla siebie Kościół. Wiele z nich zgodziło się podzielić ze mną swoimi opowieściami. Bez ich życzliwości, szczerych rozmów i sugestii ta książka nigdy by nie powstała.

Kościół kobiet

Подняться наверх