Читать книгу Gangsterskie egzekucje - Janusz Szostak - Страница 8

Rozdział 3

Оглавление

ROZDZIAŁ 3

Bombowe porachunki

W tym czasie na stałe do arsenału stołecznych gangsterów wchodziły bomby. Był to nader skuteczny oręż w ogarniającej Warszawę wojnie gangów. Nie zawsze jednak udało się w pełni osiągnąć planowany cel.

Jednym z głośniejszych zamachów była próba likwidacji Zygmunta R. „Bola”, jednego z pruszkowskich bossów. Tak informował o tym „Express Wieczorny”: „W bloku przy ulicy Ostrobramskiej 78 w Warszawie eksplodowała bomba podłożona pod mieszkanie Zygmunta R., znanego jako Bolo, lidera grupy pruszkowskiej. Ranny mężczyzna trafił do szpitala. W wyniku eksplozji zniszczeniu uległy trzy piętra bloku, frontowa ściana klatki schodowej, winda i dziewięć mieszkań, w tym mieszkanie Zygmunta R. Był to pierwszy w stolicy zamach bombowy, który mógł spowodować śmierć niewinnych osób”.

Do eksplozji doszło w lutym 1995 roku.

„Bolo” został potraktowany ładunkiem wybuchowym przymocowanym do klamki. Gdy chciał otworzyć drzwi, detonacja wdmuchnęła go do mieszkania, a drzwi ustrzegły od śmierci. Doleciał chyba do łazienki. Pozostała energia wybuchu wywaliła ścianę elewacyjną na poszczególnych piętrach – wspominał jeden z mieszkańców osiedla. – Widziałem na własne oczy, jak ściana się najpierw wydęła, potem buchnął szary kurz w gęstych kłębach, a dopiero potem dotarło do mnie, że słyszę wybuch, który o mało nie wywalił mi szyb. Bo mieszkam prawie naprzeciwko.

– Tam bombę podłożył Czarek D. „Młody Dreszcz” z Pawłem D. „Długopisem”. To był człowiek, który założył też bombę u „Cebera” w Markach oraz w Multi Pubie na Saskiej Kępie – mówi mój informator. – Było to jedno z ulubionych miejsc spotkań pruszkowiaków. Początkowo o zamach podejrzewano Wojciecha K. „Kiełbasę”, ale za tym stali „Młody Dreszcz” z „Dziadem” i „Wariatem”, który obsesyjnie polował na „Pershinga”.

„Wariat” wysłał do Multi Pubu „Długopisa”, aby podłożył tam bombę. Ładunek, który zainstalowano w przewodzie wentylacyjnym, miał zostać zdetonowany po przyjeździe pruszkowskiego bossa. Jednak tego dnia „Pershing” nie pojawił się na śniadaniu. Zaś zamachowcy zostali zmyleni, gdyż jeden z gangsterów przyjechał na Saską Kępę samochodem „Pershinga”. Gdy nastąpiła eksplozja, na głowy gangsterów grających w bilard zwalił się sufit. Nikt jednak nie zginął ani nie odniósł poważniejszych obrażeń.

– Bomba na Saskiej Kępie też była założona, żeby pozbyć się rywali. Pewnie tak by się stało, gdyby „Długopis” potrafił przewidzieć, że pocisk wpuszczony w komin wentylacyjny nie opuści się do samej podłogi, tylko zawiśnie na wysokości sufitu. Dlatego eksplozja wywołana w momencie przybycia potencjalnych ofiar nie spowodowała u nich żadnych obrażeń. Pocisk wybuchł nad ich głowami. Przeżyli jak Hitler, któremu życie uratowały fart i gruby stół. – Zygmunt ucieka się do historycznych porównań, przywołując zamach na Adolfa Hitlera z 20 lipca 1944 roku w Kwaterze Głównej Wehrmachtu w Wilczym Szańcu. Tam jednak zginęły cztery osoby, w Multi Pubie nikt.

– „Długopis” dopiero po wybuchu ocenił, gdzie popełnił błąd. Ale to nie był zawodowiec, który znał się na wybuchach. Nie potrafił przewidzieć, jakie będą zniszczenia. On się uczył na swoich nieudanych eksplozjach – wyjaśnia mój rozmówca. – W tamtym czasie za większością wybuchów stał „Długopis”, który robił też bomby dla Karola S.

„Długopis” nie doczekał sędziwego wieku. Zastrzelono go 26 marca 2001 roku w Sulejówku obok baru Kubuś. Sprawcy zwabili go w to miejsce, a następnie zastrzelili z bliskiej odległości. W tej sprawie policjanci z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw zatrzymali w 2018 roku czterdziestoczteroletniego Rafała S. i trzydziestosiedmioletnią Annę C.

Wróćmy jednak do zamachu na „Bola”, zwanego niekiedy „Kabanem”.

– Co było motywem tego zamachu? – pytam byłego współpracownika Henryka N. „Dziada”.

– Bomba była podłożona za złoto, które „Bolo” dostał na przechowanie od Jacka D. „Dreszcza”, ojca Czarka. To było trzy i pół kilograma. Potem rozpowiadali razem z „Parasolem”, że to Czarek zabił ojca i jego wspólnika. Mówili też, że to „Masa”, „Kiełbasa” i Wojciech P. mieli mieć to złoto, co było nieprawdą. To „Bolo” z „Parasolem” zawinęli złoto i mieli motyw, by zabić „Dreszcza”. Wykorzystali to, że młody był z ojcem w konflikcie. Gdy zginął Jacek, to pruszkowscy zaczęli rozpowiadać, że Czarek zabił własnego ojca i żeby „Kiełbasa” z „Masą” rozliczyli się z Czarkiem. I że nawet Jackowi pomnika nie postawili. Dlatego Czarek tak się mścił na „Bolu” i z „Pruszkowa” przyszedł do „Dziada”, żeby u niego latać i aby Heniek pomógł mu odebrać to złoto.

Do tych kwestii odniósł się także Jarosław Sokołowski „Masa” w protokole z przesłuchania 14 lipca 2000 roku: „W grupie dochodziło do konfliktów pomiędzy Dreszczami, ponieważ Jacek krótko trzymał Czarka, nas traktował jak kolegów, a jego cały czas jak niechcianego syna, który musi być mu w pełni podporządkowany. Ośmieszał go przy grupie, nie pozwalał mu na robienie różnych rzeczy bez pozwolenia, złamał mu charakter. W konsekwencji Czarek odłączył się od grupy i poszedł do grupy Henryka N. Początkowo ukrywał, że jest w grupie Dziada, dopiero po śmierci ojca przestał się z tym ukrywać. Jacek D. został zastrzelony na klatce schodowej w bloku, w którym mieszkał. Nie pamiętam, kiedy to było. Początkowo nie było wiadomo, kto zastrzelił Jacka D. Potem różne osoby zebrały informacje, żeby wykryć zabójcę. Żona Jacka pieniądze i złoto przekazała przy mnie Kiełbasie, był przy tym Czarek. Kiełbasa powiedział mu, że nic nie dostanie, ponieważ nie należy mu się, bo zgodnie z wolą ojca pieniądze są na operację dla dziewięcioletniego Tomka, syna Jacka. Pieniądze i złoto zapakowane były w torbę foliową, nie wiem, ile tego było, ponieważ Kiełbasa nie powiedział mi. Pieniądze Jacka były też u Wojtka P. (…)”.

– Wtedy bomba była najlepszą walką, bo można było ją założyć w nocy i nikt nic o tym nie wiedział, a kilerzy czuli się bezpiecznie. – Zygmunt nie ma wątpliwości. – Lepiej niż wziąć klamkę i strzelać.

– Jak zdobywaliście ładunki wybuchowe?

– W prosty sposób. Wystarczył wykrywacz metalu i trochę znajomości historii, gdzie były walki podczas II wojny światowej. „Długopis” jeździł z wykrywaczem w okolice Pułtuska i tam bez problemu znajdował pociski moździerzowe, w których potem nawiercał otwór i wkładał zapalnik, i bomba była gotowa.

– Miał jakiś specjalny warsztat?

– Większość pocisków, które były założone przez „Długopisa”, była wiercona w garażu „Dziada”, który znajdował się obok jego domu. To może się wydawać nieprawdopodobne, ale tak było. Ja widziałem, jak oni wiercą w pociskach. Dla „Cebera” zrobili ładunek z dwóch pocisków. Jeden wiercił wiertarką, a drugi stał obok i polewał wodą z butelki, aby studzić metal, bo w tych pociskach był bardzo twardy. „Długopis” wiercił, a „Ślepy” polewał wodą.

Tak było też przed założeniem dwóch pocisków moździerzowych u Czesława K. „Cebera” 13 marca 1995 roku w jego domu w Markach.

– Czemu „Ceber” miał się pożegnać z życiem? – pytam Zygmunta.

– Heniek postanowił, że pozbędzie się Cześka, gdyż zaczął być jego wrogiem, i to niebezpiecznym, a jeszcze chciał robić konkurencję „Dziadowi”. Pół kilometra od lombardu Heńka, w Ząbkach, na ulicy Skorupki, postanowił otworzyć kantor i lombard wspólnie z żoną Staśka K., który akurat siedział.

Według mojego rozmówcy przed założeniem bomby w domu „Cebera” „Dziad” kazał swojemu synowi Pawłowi N. „Mrówie” wybić szybę w domu „Cebera”, aby potem otworzyć okno. Chodziło o to, żeby „Długopis” ze „Ślepym” mogli założyć przy drzwiach przygotowane wcześniej pociski.

– Ja widziałem, jak wiercą w pociskach. Zrobili ładunek z dwóch pocisków. „Długopis” je zawiózł do domu, który należał do „Cebera”. Tam uwiązał drut od ładunku do drzwi i powstała pułapka. Gdy Czesiek otworzył drzwi, to nastąpił wybuch. To była prosta konstrukcja bomby i detonatora – twierdzi Zygmunt.

– Po włożeniu urządzenia w szparę w drzwiach działało na wzór pułapki na myszy. Baterię z zapalnikiem łączyły dwa przewody. Po otworzeniu drzwi wpadała ta pułapka i zwierało przewody. To było proste jak konstrukcja cepa.

„Dziad” wiedział, jak działa „Ceber” i co zrobi, gdy dowie się, że ktoś przy tym domu się kręcił. Dlatego przestrzegł „Mrówę”, by sam poszedł wybić szybę, aby nie było żadnych świadków.

Historia domu, w którym miała znaleźć się bomba, jest znamienna dla interesów, jakie prowadzili „Dziad” z „Ceberem”. Ów dom obaj przejęli za długi, które sami sprowokowali. Pożyczyli właścicielowi posesji pieniądze pod jego zastaw. Wiedzieli od początku, na co jest mu potrzebna gotówka. Był to handlarz ze Stadionu Dziesięciolecia.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Gangsterskie egzekucje

Подняться наверх