Читать книгу Papież i prezydent - Paul Kengor - Страница 11
Echo
ОглавлениеOdgłos strzałów przeszywający powietrze na placu Świętego Piotra po południu 13 maja 1981 roku był echem przesłania, które zaczęło rozbrzmiewać sześćdziesiąt cztery lata wcześniej, 13 maja 1917 roku. Przesłanie miało pochodzić od Marii, matki Chrystusa.
Zanim pójdziemy dalej, kilka słów wyjaśnienia. Niniejsza książka jest opracowaniem historycznym, a nie apologią religijną. Zważywszy na to, analizowanie roli Matki Bożej w najważniejszych wydarzeniach dwudziestego stulecia może wydawać się dziwne. Dla części czytelników będzie odstręczające. Proszę jednak, aby się nie zrażali, nawet jeśli nie wierzą w zjawiska nadprzyrodzone lub odnoszą się sceptycznie do katolickiej interpretacji objawień maryjnych. Faktem jest, że wiele występujących w książce postaci głęboko wierzyło w to, co zamierzam opisać. Wierzyły, że za ważnymi wydarzeniami politycznymi i historycznymi kryły się te właśnie siły. Zwłaszcza Jan Paweł II wiązał ukazanie się Matki Bożej w Fatimie z próbą zamachu na swoje życie i ze zbrodniami komunizmu. Niekatolicy, tacy jak Ronald Reagan, słuchali tego z uwagą.
A zatem Matka Boża pojawia się w tej książce często z tego prostego powodu, że najważniejsi gracze uważali, iż wywierała znaczący wpływ na to, jak rozgrywała się długa historia komunizmu. Nie staram się przekonać czytelnika do zaakceptowania odniesień maryjnych. Aby jednak zrozumieć, w jaki sposób szczególna więź pomiędzy papieżem a prezydentem zmieniła historię świata, należy zrozumieć rolę, jaką odgrywały tajemnice fatimskie w świadomości Jana Pawła II i Ronalda Reagana.
Nie dokonam żadnego odkrycia, kiedy powiem, że Jan Paweł II darzył Matkę Bożą Fatimską szczególną estymą. Poświęcił siebie i swoje papiestwo Maryi Dziewicy, ponieważ czyniąc to, zbliżał się do jej boskiego Syna i jego Woli. „Jej pośrednictwo — napisał Jan Paweł II w swojej klasycznej encyklice Redemptoris Mater — ma charakter wstawienniczy”. Papież utrzymywał, że Kościół pokłada „wielką ufność” w Maryi, tak jak sam Bóg, Ojciec Przedwieczny, zaufał Dziewicy z Nazaretu, dając jej swego jedynego Syna. Dlatego właśnie Karol Wojtyła powierzył siebie Dziewicy Maryi, „Bożej Rodzicielce”, ze względu na jej „pośrednictwo szczególne i wyjątkowe”[1]. Papież przyjął za swoje motto słowa „Totus Tuus”, co oznacza „Cały Twój”, oddając się całkowicie Maryi, a za jej pośrednictwem Jezusowi. W 2003 roku, w Przesłaniu Anioła, papież potwierdził swoją gotowość do „zawierzenia” wszystkiego Maryi. Stwierdził jednoznacznie, że Błogosławiona Dziewica „prowadzi nas — niczym jaśniejąca gwiazda — po codziennych drogach ziemskiej egzystencji” i pozwala zrozumieć „pewne wydarzenia w życiu ludzkim”. To ona pomogła mu zrozumieć wydarzenia od 1917 do 1981 roku, a także koleje jego własnego życia, od pierwszego do ostatnich dni na ziemi[2].
Ale jeśli w przypadku Jana Pawła II to oddanie Jezusowi za pośrednictwem Maryi było od dawna dobrze znane, nieznane pozostawało zainteresowanie Ronalda Reagana Dziewicą Maryją. W 2004 roku wydałem książkę o religijności Ronalda Reagana, nie wiedząc o tym interesującym pierwiastku maryjnym w jego sposobie myślenia. Dowiedziałem się o nim dopiero później.
Ta historia zaczyna się sto lat temu, w 1917 roku.
Trzy tajemnice fatimy
Od 13 maja do 13 października 1917 roku troje dzieci z małej portugalskiej wioski o nazwie Fatima podobno doświadczyło sześciu spotkań z Dziewicą Maryją — z prawdziwą duchowo-fizyczną postacią Matki Chrystusa. W ciągu stuleci niezliczeni wierni rzekomo doznawali objawień maryjnych, ale Kościół rzymskokatolicki rzadko bada takie przypadki, a jeszcze rzadziej je weryfikuje. Kościół podchodzi do rzekomych objawień z ostrożnym sceptycyzmem, który zaskoczyłby Richarda Dawkinsa czy nieżyjącego już Christophera Hitchensa. Spośród prawie czterystu poważnych doniesień o maryjnych objawieniach w dwudziestym stuleciu w mniej niż dwunastu przypadkach Kościół przyznał powściągliwie, że miały charakter nadprzyrodzony[3]. Niekatolicy nie potrafią zrozumieć frustracji, jaką odczuwa wielu katolików, kiedy Kościół zwleka z uznaniem lub nie uznaje takiego czy innego objawienia, które wielu z nich uważa za prawdziwe[4].
Objawienia fatimskie, przeszedłszy niezwykle rygorystyczną weryfikację, są jednymi z nielicznych uznanych objawień. Troje dzieci, które twierdziły, że ukazała im się Matka Boża, poddano uciążliwym przesłuchaniom, często okrutnym, a czasem prowadzonym przez wrogo nastawionych duchownych. Taki autorytet jak kardynał Tarcisio Bertone, który jako watykański sekretarz stanu był drugim najwyższym rangą dostojnikiem kościelnym zaraz po papieżu, powiedział: „Fatima była wydarzeniem badanym, branym pod lupę i analizowanym w każdej swojej cząstce”[5].
Dlatego właśnie Jan Paweł II i wielu innych nadało wydarzeniom w Fatimie najwększe znaczenie.
Troje dzieci, Łucja dos Santos oraz jej młodsi kuzyni Hiacynta Marto i Franciszek Marto, opowiedziało, że Maryja ukazała im się po raz pierwszy w niedzielę 13 maja 1917 roku. W tym czasie 13 maja był w katolickim kalendarzu liturgicznym świętem Matki Bożej od Najświętszego Sakramentu — to znaczy Matki Prawdziwej Obecności Jezusa na świecie. Zaledwie osiem dni wcześniej, 5 maja, Benedykt XV zwrócił się bezpośrednio do Maryi o wstawiennictwo w zakończeniu Wielkiej Wojny, która miała pochłonąć około siedemnastu milionów istnień ludzkich.
Dzieci wzięły udział w mszy, a później zabrały swoje stado owiec do miejsca w pobliżu wioski Cova da Iria, co oznacza „Zatoka Ireny” lub „Zatoka Pokoju”. Zjadły tam posiłek i bawiły się. Było piękne popołudnie, gdy nagle zobaczyły błyskawicę. Szykując się do drogi powrotnej, aby uciec przed nadciągającą burzą, zobaczyły drugą błyskawicę. Tym razem towarzyszyło jej ukazanie się postaci kobiety w bieli, którą Łucja opisała później jako „jaśniejszą niż promienie słoneczne”, w szatach „wykonanych jakby ze światła”. Najjaśniej promieniał krucyfiks różańca, który trzymała postać, a jego paciorki migotały jak gwiazdy. Łucja oceniła później wiek kobiety na mniej więcej siedemnaście lat[6].
Wyczuwając strach dzieci, Pani powtórzyła słowa, które wypowiedział do zalęknionej Marii archanioł Gabriel: „Nie bójcie się”.
Najstarsza z trójki dzieci, dziesięcioletnia Łucja była jedyną, która rozmawiała z Panią. „Skąd Pani jest?” — spytała. Postać odparła: „Jestem z Nieba!”. Następnie dziewczynka spytała Panią, czego od nich chce, a Pani odpowiedziała, że chce, aby dzieci przychodziły w to samo miejsce trzynastego dnia każdego miesiąca przez sześć kolejnych miesięcy. „Potem — obiecała — powiem, kim jestem i czego chcę”[7].
Tamtego 13 maja Maria spytała dzieci, czy są gotowe przejść próby, które je czekają, które wyznaczył im Bóg w swoim planie zbawienia. Czy są gotowe „znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośbę o nawrócenie grzeszników?” Dzieci wyraziły zgodę.
W ciągu następnych pięciu miesięcy zawsze trzynastego dnia Pani powracała. Trzynastego czerwca powiedziała dzieciom coś, co trudno im było zrozumieć: oznajmiła, że Jezus Chrystus chce, aby na świecie ustanowiono specjalne nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi, które pompowało krew do Jego ziemskiego ciała, kiedy formowało się ono w jej łonie. Trzynastego lipca Matka Boża ukazała dzieciom wizję piekła. Wcześniej zostały podobno napełnione łaską, dzięki czemu mogły oglądać tę wizję i nie umrzeć ze strachu.
Potem nastąpiły proroctwa. Według Łucji Matka Boża wygłosiła trzy dramatyczne przepowiednie.
Po pierwsze, obwieściła, że ziemskie piekło Wielkiej Wojny wkrótce się skończy, ale później nastąpi jeszcze straszliwsza wojna.
Po drugie, ostrzegła przed nadchodzącym złem ateistycznego komunizmu. Rosja „rozszerzy swe błędne nauki po świecie — powiedziała — wywołując wojny i prześladowania Kościoła” w najbliższym stuleciu. Rosja stanie się „narzędziem kary”. Podobno wygłosiła tę przepowiednię 13 lipca, zaledwie trzy miesiące przed tym, jak bolszewicy wstrząsnęli światem, zdobywając władzę w Rosji. W ciągu następnych dziesięcioleci Lenin i jego uczniowie wypełniali ostrzeżenie o „wojnach i prześladowaniach” oraz „karze”.
Dlatego w tej publikacji omówione zostaną nie tylko nadzwyczajne wydarzenia, z którymi zetknęli się Ronald Reagan i Jan Paweł II, lecz także zbrodnie i błędy, które popełnili w dwudziestym stuleciu komuniści. Ofiarami komunizmu byli księża, kardynałowie, biskupi, zakonnice, rabini, buddyjscy mnisi i muzułmańscy imamowie, a także przywódcy tacy jak John F. Kennedy, papież Pius XII, Aleksander Sołżenicyn, Lech Wałęsa i papież Jan Paweł II. Trzeba zrozumieć tę historię komunistycznych „prześladowań” i „błędów”, aby pojąć, dlaczego zarówno papież Jan Paweł II, jak i Ronald Reagan postrzegali komunizm jako największe zło dwudziestego stulecia i połączyli siły, żeby mu się przeciwstawić.
Czego dotyczyła trzecia tajemnica fatimska? Jak się przekonamy, Watykan zamknął informację o tej tajemnicy w archiwum, gdzie pozostawała przez resztę stulecia. Niektórzy obawiali się, że dotyczy trzeciej wojny światowej, czyli Apokalipsy. Okazuje się, że zapowiadała kolejną komunistyczną zbrodnię: zabójstwo, lub przynajmniej próbę zabójstwa, człowieka odzianego w biel — czyli papieża[8].
Pani powiedziała Łucji również, że dwoje jej kuzynów opuści ten świat „niedługo”, natomiast Łucja musi tu pozostać jeszcze „przez jakiś czas”. Zarówno Hiacynta, jak i Franciszek zmarli w ciągu trzech lat podczas epidemii grypy, która wybuchła po wojnie. Łucja żyła znacznie dłużej — do wieku dziewięćdziesięciu siedmiu lat, czyli wystarczająco długo, aby doczekać spełnienia się trzech przepowiedni. Jako osoba dorosła — była już wtedy zakonnicą, siostrą Łucją, karmelitanką — przelała trzy tajemnice na papier.
Cud stulecia
Ostatnie z sześciu domniemanych objawień Dziewicy Maryi nastąpiło zaledwie półtora tygodnia przed wybuchem rewolucji bolszewickiej[9].
To, co nastąpiło 13 października 1917 roku, stało się najbardziej znaczącym, uznanym przez Kościół cudem stulecia. Niektórzy entuzjaści wśród katolików zgadzali się, że było to największe nadprzyrodzone zdarzenie od czasu Zmartwychwstania.
W cud, z samej jego natury, trudno uwierzyć, w końcu jest to cud. Należy jednak pamiętać o rygorystycznym, sceptycznym traktowaniu przez Kościół rzymskokatolicki doniesień o objawieniach maryjnych. Po „zbadaniu, wzięciu pod lupę i przeanalizowaniu” przypadku Fatimy (mówiąc słowami kardynała Bertonego), Kościół doszedł do wniosku, że w małej portugalskiej wiosce wydarzyło się coś cudownego.
Trzynastego października 1917 roku do Fatimy ściągnął tłum liczący około siedemdziesięciu tysięcy osób, pielgrzymów i sceptyków. Łucja, Hiacynta i Franciszek mówili ludziom, aby spodziewali się cudu, i wieść się rozniosła. Podczas objawienia 13 lipca obecnych było około czterech tysięcy ludzi, a objawienie 13 września przyszło oglądać dwadzieścia pięć tysięcy, chociaż tylko dzieci mogły widzieć i komunikować się z Panią. Tym razem zebrało się znacznie więcej, ponieważ Pani obiecała, że w październiku nastąpi cud, który zobaczą wszyscy.
Przez cały ranek padał deszcz. W miarę jak upływał ten posępny dzień, tłum robił się coraz bardziej zniecierpliwiony, gniewny. Gdzie ten zapowiadany cud? To z pewnością oszustwo. Jakim sposobem dzieciom udało się zwieść tylu ludzi?
Nagle coś się zmieniło. Dzieci zamarły w bezruchu, skupione, zapatrzone w górę. Coś tam było, coś do nich przemawiało. Wypełniając obietnicę złożoną Łucji 13 lipca, że w końcu Pani ujawni swoją prawdziwą tożsamość, tajemnicza kobieta powiedziała dzieciom: „Jestem Matką Bożą Różańcową”. Powtarzając swoją wcześniejszą przepowiednię, powiedziała, że wojna wkrótce się skończy i żołnierze powrócą do domów. Wezwała do skruchy i pokuty.
Potem nastąpiło to, na co wszyscy czekali. Jak opisała później Łucja, Matka Boża Różańcowa rozłożyła ręce „promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, jej własny blask odbijał się od słońca”. Łucja krzyknęła do zgromadzonych, aby spojrzeli na słońce.
Zdarzyły się dwie niewiarygodne rzeczy. Troje dzieci przyglądało się, jak Pani znika „w nieskończonej odległości firmamentu” (jak wspominała to później Łucja), a na niebie ukazuje się „święty Józef z Dzieciątkiem Jezus i naszą Dobrą Panią ubraną w biel, w płaszczu niebieskim”. Była to Święta Rodzina. Dzieciątko i Jego ziemski ojciec kreślili wzniesionymi rękami znak krzyża, jakby błogosławili świat[10].
Było to wystarczająco nierealne, ale podczas gdy trójka dzieci patrzyła jak urzeczona, oszołomione tysiące zadziwił kolejny spektakl: zobaczyli, jak słońce robi niewiarygodne rzeczy, wymykające się naukowemu wyjaśnieniu.
Świadkowie
Gdyby dzieci były jedynymi świadkami, dzisiaj nikt nie pamiętałby już tej sceny. Ale to, co się wydarzyło, potwierdziły relacje tych, którzy tam byli.
Oto kilka zaledwie relacji naocznych świadków spośród wielu zebranych i opublikowanych. Jednym z nich był doktor José Maria de Almeida Garrett, profesor na wydziale nauk ścisłych prestiżowego Universidade de Coimbra, najstarszej wyższej uczelni w Portugalii. Doktor Garrett przyjechał do Fatimy nastawiony sceptycznie, ale to, co zobaczył, zmieniło jego światopogląd. Wspominał:
Musiała być pierwsza trzydzieści po południu [...]. Niebo, które przez cały dzień było zachmurzone, nagle przejaśniało; deszcz przestał padać i wyglądało na to, że słońce zaraz wypełni światłem krajobraz, który w chłodny poranek wydawał się taki ponury [...]. Słońce kilka chwil wcześniej przebiło się przez grubą warstwę chmur, która je skrywała, i świeciło teraz jasno i mocno.
Nagle usłyszałem ryk tysięcy głosów i zobaczyłem, jak cały tłum rozciągnięty na ogromnej przestrzeni u moich stóp [...] odwraca się plecami do miejsca, gdzie do tej pory skupiał wszystkie swoje oczekiwania, i patrzy na słońce po drugiej stronie.
Kiedy wszyscy widzowie podnieśli wzrok, doktor Garrett zrobił to samo. Był zdumiony tym, co zobaczył.
Zobaczyłem słońce, bardzo wyraźny dysk, z ostrą krawędzią, które świeciło, nie powodując bólu oczu. Nie można go było pomylić ze słońcem widzianym przez mgłę (w tym momencie nie było mgły), ponieważ nie było ani przyćmione, ani matowe [...]. Najbardziej zdumiewające było to, że można było patrzeć w tarczę słoneczną przez długi czas, bez bólu oczu i bez uszkodzenia siatkówki. Dysk słoneczny nie pozostawał nieruchomy, wykonywał gwałtowne ruchy, nie jak gwiazda iskrząca się w całej swojej jasności, ponieważ wirowało jak szalone.
Podczas tego słonecznego fenomenu, który właśnie opisałem, nastąpiły też zmiany w kolorze atmosfery. Patrząc na słońce, zauważyłem, że wszystko ciemnieje. Spojrzałem najpierw na najbliższe przedmioty, a potem sięgnąłem wzrokiem dalej, aż po horyzont. Zobaczyłem, że wszystko przybrało ametystową barwę. Przedmioty wokół mnie, niebo i powietrze, miały ten sam kolor...
Potem nagle dała się słyszeć wrzawa, krzyk boleści dobywający się z ust wszystkich ludzi. Słońce, dziko wirując, zdawało się zniżać na firmamencie i krwawoczerwone opadać groźnie na ziemię, jakby chciało nas zmiażdżyć swoim ogromnym i gorejącym ciężarem. Wrażenie w tych chwilach było naprawdę straszne.
Profesor, jak zanotował w swojej relacji, wiedział, że znajdzie się wśród tych, których niedowiarkowie zawsze będą zbywać i wyśmiewać. Urzędowym językiem starał się zapewnić przyszłych czytelników, że nie popadł w szaleństwo ani histerię.
Wszystkie zjawiska, które opisałem, obserwowałem w spokojnym i statecznym stanie ducha, bez żadnych zaburzeń emocjonalnych. Niech inni je zinterpretują i wyjaśnią. Na koniec muszę oświadczyć, że nigdy, ani przed, ani po 13 października [1917 roku], nie obserwowałem podobnych zjawisk atmosferycznych ani słonecznych[11].
Jak wynika z tej relacji, Garrett nie był egzaltowanym zelotą. Był dystyngowanym i szanowanym naukowcem, synem znanej portugalskiej rodziny. Nawet kiedy obserwował coś cudownego, wolał to opisywać klinicznym językiem uczonego. Nieskłonny do przesady, zobaczył jednak i zrelacjonował dokładnie to, co potwierdzili niezliczeni inni świadkowie.
Kolejnym zatwardziałym sceptykiem, który złożył naoczną relację, był Avelino de Almeida, redaktor naczelny „O Seculo”, ateistycznej, antyklerykalnej gazety wydawanej w Lizbonie. Almeida pojechał do Fatimy z intencją wyszydzenia naiwnych oczekiwań przesądnych ludzi. Był wstrząśnięty tym, co zobaczył i co tak opisał później w swojej gazecie:
Widać było wielki tłum zwracający się w kierunku Słońca. Ciało niebieskie było wolne od chmur i stało w zenicie, przypominając taflę z matowego srebra, na którą można było patrzeć bez przeszkód. Mogło to być zaćmienie, lecz w tejże chwili podniosła się wielka wrzawa i słychać było, jak najbliżej stojący wołali: „Cud! Cud!”. Na oczach osłupiałych ludzi, którzy z odkrytymi głowami lękliwie wpatrywali się w niebo, Słońce zadrżało i zaczęło wykonywać nieprawdopodobne, nagłe ruchy, wykraczające poza wszelkie prawa kosmosu: Słońce „tańczyło”, jak trafnie nazwali to zjawisko obserwatorzy.
Świecki dziennikarz opisał, jak ludzie starali się pojąć to, czego właśnie doświadczyli:
Później świadkowie tego zdarzenia zaczęli się nawzajem pytać o to, co widzieli. Większość przyznała, że widziała, jak Słońce drżało i tańczyło; inni zaś, że widzieli oblicze Świętej Dziewicy; jeszcze inni przysięgali, że słońce kręciło się wokół własnej osi niczym ogromny wiatrak i zniżyło się aż do ziemi, jakby miało ją spalić swymi promieniami. Niektórzy mówili, że widzieli, jak zmieniało barwy[12].
Innym sceptykiem był korespondent „O Dia”, który też przyjechał do Fatimy, aby drwić z niedorzecznych twierdzeń tłumu. Podobnie jak „O Seculo”, „O Dia” była antyklerykalną gazetą z Lizbony, czytaną chętnie przez inteligencję. Czytelnicy „O Dia” szczycili się tym, że nie odurzają się opium dla mas. A oto jak powściągliwa „O Dia” opisała to, co wydarzyło się w Fatimie:
Widziano, jak srebrzyste Słońce [...] wirowało i zataczało koła w pierścieniu, który otworzył się pośród chmur. Ze wszystkich ust wyrwał się okrzyk i ludzie padali na kolana wprost na błotnistą ziemię [...]. Światło przybrało piękny granatowy kolor, jak wtedy, gdy sączy się przez witraże katedry, i rozproszyło się nad ludźmi klęczącymi z wyciągniętymi rękami. Granat powoli zanikał, a światło zdawało się przenikać żółtą trawę [...]. Obecni płakali i modlili się z odkrytymi głowami w obliczu cudu, na który czekali. Sekundy wydawały się godzinami, tak były intensywne[13].
Te zjawiska trwały kilka minut i były widoczne w odległości kilku kilometrów dokoła. Przytoczone tutaj relacje naocznych świadków to zaledwie kilka spośród wielu. Wydarzenia z 13 października 1917 roku obserwowało co najmniej siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi[14]. Nie było to masowe złudzenie czy grupowa halucynacja. Sama liczba świadków wykluczała tego rodzaju oszustwo. Ci świadkowie opowiadali, co zobaczyli, a wiele ich relacji zostało spisanych i możemy je dzisiaj przeczytać[15].
Dlaczego 1917?
Sto lat później, czyli dla współczesnych nam oczu i uszu, relacje o tym, co wydarzyło się w Fatimie w 1917 roku, mogą się wydawać trudne do zaakceptowania. Rozumiem to. Ale ważne jest dla nas, jak te wydarzenia wpłynęły na papieża Jana Pawła II oraz Ronalda Reagana i ich rozumienie zbrodni komunizmu.
Kiedy patrzymy na Fatimę z tej perspektywy, nasuwa się kilka pytań. Po pierwsze, dlaczego takie przesłanie zostało przekazane w tym właśnie czasie?
W 1917 roku świat już od trzech lat stał w ogniu Wielkiej Wojny. Dwudziestego ósmego czerwca 1914 roku w Sarajewie Gawriło Princip zapoczątkował konflikt, oddając strzały, które zabiły pobożnego austriackiego arcyksięcia i jego żonę.
Po jednej stronie konfliktu znalazły się państwa alianckie, w tym Rosja, Wielka Brytania, Francja, Japonia, Włochy, Belgia, Serbia, Rumunia, Grecja, Portugalia oraz Stany Zjednoczone, które przystąpiły do wojny zaledwie miesiąc przed pierwszym objawieniem maryjnym w Fatimie. Po drugiej były państwa centralne: Niemcy, Austro-Węgry, Imperium Osmańskie i Bułgaria. Zaskakujące było to, że Bułgaria i muzułmańska Turcja, które jeszcze niedawno walczyły przeciwko sobie w wojnach bałkańskich (1912–1913), teraz stały się sojusznikami. I nie po raz ostatni. Siedemdziesiąt lat później turecki muzułmanin działał wspólnie z Bułgarami, aby oddać strzały, które też odbiły się echem na całym świecie.
Wielka Wojna przyniosła ze sobą koszmary zmechanizowanego pola walki: czołgi, siły powietrzne, okręty podwodne, karabiny maszynowe o nazwach takich jak „Diabelski Pędzel” i broń chemiczną w postaci gazów trujących, zastosowaną na największą jak dotąd skalę w dziejach. Przez to piekło wiły się przesiąknięte śmiercią okopy: tysiące kilometrów mokrych, zimnych, pełnych wszy i szczurów tuneli, w których chorzy ludzie wiedli straszliwą egzystencję. Te nieszczęsne istoty wychodziły stamtąd tylko po to, aby pognano je na „ziemię niczyją”, do jatki z ludzkim mięsem.
Była to wojna, którą papież Benedykt XV publicznie nazwał niesprawiedliwą. Papież uznał, że nie ma żadnego moralnego uzasadnienia ani imperatywu rozróżniającego walczących; kraje te nie powinny znaleźć się naprzeciwko siebie na polu bitwy.
Lewicowy intelektualista i ateista Sidney Hook najlepiej chyba podsumował moralną katastrofę, kiedy określił pierwszą wojnę światową nie jako Wielką Wojnę czy wojnę, która położy kres wszystkim wojnom, albo, jak ujął to prezydent Wilson, wojnę, która „przyniesie światu demokrację”, ale jako coś znacznie mniej wzniosłego: pierwsza wojna światowa była, powiedział Hook, „drugim upadkiem człowieka”[16].
Rzeczywiście, religijna metafora oddaje to najlepiej. Historyk Michael Hull, który stwierdził, że „koszmary pierwszej wojny światowej przewyższały koszmary drugiej wojny światowej pod względem samej daremności roztrwonionego życia”[17], przywołał obraz O Cristo das Trincheiras, Chrystusa z Okopów, jako stosowny symbol milionów, które straciły życie na wojnie. Ta naturalnej wielkości statua Jezusa Chrystusa na krzyżu została ustawiona na froncie zachodnim; Hull opisał ją jako „ubłoconą, pokiereszowaną kulami, z nogami utrąconymi przez pocisk artyleryjski”. Kilka lat po wojnie Francuzi podarowali ją rządowi portugalskiemu dla upamiętnienia tysięcy Portugalczyków poległych w bitwie o Flandrię. Dzisiaj Chrystus z Okopów spogląda na Grób Portugalskiego Nieznanego Żołnierza w klasztorze Santa Maria da Vitoria (Świętej Marii Zwycięskiej) w Batalha w Portugalii.
Ta straszliwa wojna, ta Wielka Wojna, w której żadne kwestie moralne nie wydawały się jasne, nie tylko pochłonęła miliony zabitych młodych ludzi, ale też doprowadziła do drugiej wojny światowej i zimnej wojny. „Karzący pokój”, narzucony przez Francuzów pokonanym Niemcom na konferencji wersalskiej, wywołał w Niemczech chaos, który wykorzystał Hitler w swoim dążeniu do władzy. Jak to ujął brytyjski historyk A.J.P. Taylor: „Pierwsza wojna tłumaczy drugą, a w istocie wywołała ją, tak jak jedno wydarzenie pociąga za sobą następne”[18].
Pierwsza wojna światowa spowodowała też upadek cara Mikołaja II w Rosji. Przyczyny upadku cara i przejęcia władzy przez Lenina i jego towarzyszy są złożone, ale jedno nie ulega wątpliwości: trudno sobie wyobrazić, aby bolszewicy zajęli miejsce dynastii Romanowów, gdyby Rosja nie uwikłała się w Wielką Wojnę. Armia rosyjska przystąpiła do wojny wraz z resztą państw alianckich w sierpniu 1914 roku, ale nie dotrwała do końca. Rosja doświadczyła większego rozlewu krwi niż jakiekolwiek inne państwo walczące, chociaż wycofała się z konfliktu przed jego zakończeniem. Rosyjska gospodarka była zrujnowana, a sytuację pogarszał jeszcze fakt, że wyeliminowana z wojny Rosja nie zakosztowała owoców zwycięstwa.
Pierwsza wojna światowa bardziej niż cokolwiek innego sprowadziła śmierć na dwudzieste stulecie. W Wielkiej Wojnie zginęły miliony, ale druga wojna światowa miała ją pod tym względem przyćmić, a radziecka ideologia globalnego komunizmu, leżąca u podłoża zimnej wojny, przyniosła śmierć kolejnych ofiar.
Dlaczego portugalia?
Pojawia się kolejne pytanie: dlaczego objawienie maryjne nastąpiło w Portugalii? Przychodzi na myśl kilka możliwości.
Portugalia po raz pierwszy zetknęła się z chrześcijaństwem około dwóch tysięcy lat temu, kiedy święty Jakub, jeden z apostołów, podobno przemierzał jej ziemie.
Wiele lat później, w VIII wieku, muzułmańscy Maurowie najechali Półwysep Iberyjski i podporządkowali sobie Portugalczyków i Hiszpanów. Portugalia stawiała opór, odnosząc decydujące zwycięstwo nad Maurami w XII wieku i stając się niezależnym państwem około roku 1143. Król Alfons I, pierwszy król Portugalii, wykorzystał zwycięstwo i podziękował Najświętszej Maryi Dziewicy. Na znak wdzięczności wzniósł wspaniały kościół i klasztor pod nazwą Santa Maria de Alcobaça.
Kiedy Hiszpania wystąpiła z roszczeniami terytorialnymi, Portugalczycy znowu zwrócili się do Maryi o wstawiennictwo. W 1385 roku odparli Hiszpanów. Z wdzięczności dla Matki Bożej król Jan I wybudował w Batalha katedrę Santa Maria da Vitoria.
Były to zaledwie dwa z wielu przypadków, kiedy Portugalczycy zwracali się do Matki Bożej o interwencję przed tronem Boga. Kraj długo był nazywany Krajem Świętej Maryi, powierzając się jej wstawiennictwu, interwencji, opiece i patronatowi.
Nabrało to dla Portugalczyków jeszcze większego znaczenia, kiedy stanęli w obliczu zagrożenia nie ze strony najeźdźców u swoich bram, lecz od wewnątrz. Na początku XX wieku wojujący materialiści obalili portugalską monarchię i ustanowili represyjny rząd, który prześladował ludzi wierzących w ogóle, a Kościół katolicki w szczególności. Był to jeden z najbardziej mrocznych okresów w długiej historii Portugalii. Nowy rząd wykonał wiele antyklerykalnych posunięć, których kulminacją była ustawa z 1911 roku o rozdziale Kościoła od państwa. Autor nowej ustawy chełpił się, że „w ciągu dwóch pokoleń katolicyzm w Portugalii zostanie całkowicie wykorzeniony”[19].
Niebawem papież Pius X, który trzy lata później miał ubolewać nad niezdolnością swojego Kościoła do powstrzymania kontynentu przed uwikłaniem się w Wielką Wojnę, wydał jadowitą encyklikę potępiającą portugalską ustawę o rozdziale, piętnując ją jako „ohydną”, „absurdalną” i „potworną”, jako „niewiarygodne pasmo występków i zbrodni [...] dokonujących się w Portugalii dla uciemiężenia Kościoła”. Dlaczego, pytał Pius X, nowy rząd „wprowadzał środki tchnące najbardziej nieprzejednaną nienawiścią do religii katolickiej? Widzieliśmy, jak wyrzuca się wspólnoty religijne z ich domów, a większość ich wypędza się poza portugalskie granice. Widzieliśmy wynikające z upartej determinacji, aby sekularyzować wszystkie organizacje obywatelskie i nie pozostawić ani śladu religii w czynnościach życia codziennego, wykreślenie dni świątecznych Kościoła z kalendarza świąt publicznych, zniesienie przysiąg religijnych, pospieszne wprowadzenie ustawy o rozwodach i usunięcie lekcji religii ze szkół publicznych”[20].
Papież Pius X wygłosił swoje oświadczenie w Bazylice Świętego Piotra w Rzymie 24 maja 1911 roku, w święto Matki Bożej. Zakończył prośbą o wstawiennictwo Maryi „o pomoc chrześcijanom”.
Prześladowania w Portugalii były zapowiedzią znacznie bardziej represyjnych i zajadłych ataków, jakie radzieccy komuniści rozpętali w październiku 1917 roku, już po objawieniach w Fatimie. W obliczu tych ataków Kościół też szukał wstawiennictwa Maryi.
Dlaczego Fatima?
Nadal pozostaje pytanie: dlaczego spośród wszystkich miejsc została wybrana maleńka wioska Fatima?
Wiosce nadano taką nazwę podczas okupacji arabskiej. Jest to nazwa pochodząca od imienia powszechnie uwielbianej islamskiej księżniczki z pobliskiego zamku Ourem. Jak wiele dziewcząt islamskich, księżniczka otrzymała imię Fatima, tak jak ulubiona córka Mahometa i jego pierwszej żony Chadidży. Fatima stała u boku ojca w najtrudniejszych chwilach. Muzułmanie postrzegali ją jako wzór do naśladowania. Z czasem poślubiła Ali ibn Abi Taliba, kuzyna Mahometa, i została matką jego pięciorga dzieci. Niewielu ludzi w islamie miało takie wpływy jak Ali, który był bezpośrednim następcą Mahometa.
Szyici nazywali go czcigodnym „Pierwszym Imamem”. Dzięki małżonkowi i ojcu pozycja Fatimy była wyjątkowa. Mahomet powiedział podobno o swojej ukochanej Fatimie: „Zajmuje najwyższe miejsce w niebie zaraz po Dziewicy Maryi”.
Mahomet darzył swoją córkę wielką miłością, a Dziewicę Maryję najgłębszym szacunkiem. Maryja jest jedyną kobietą wymienioną w Koranie. Żadna inna kobieta nie dostąpiła takiego zaszczytu. Wręcz przeciwnie, sura 4 w Koranie, zatytułowana Kobiety, głosi: „Mężczyźni stoją nad kobietami ze względu na to, że Bóg dał wyższość jednym nad drugimi” (4:34). I dalej: „I napominajcie te [kobiety], których nieposłuszeństwa się boicie, pozostawiajcie je w łożach i bijcie je!”*. Żadne tak ostre słowa nie padają pod adresem Maryi, której poświęcona jest odrębna sura (19), zatytułowana po prostu Maria. Została tam opisana jako wzór czystości, święta dziewica, z której narodził się Jezus, człowiek przedstawiony w Koranie jako natchniony prorok, apostoł Boga i „chłopiec czysty” (19:16–30). Maryja jest jedyną kobietą, o której w Koranie mówi osobna sura; jedynymi mężczyznami, którzy dostąpili tego zaszczytu, są Mahomet, Abraham, Noe, Jonasz i Józef (Józef ze Starego Testamentu). Prawdę mówiąc, w Koranie można znaleźć więcej wzmianek o Maryi niż o większości mężczyzn, łącznie z Jezusem. Według Johna Esposito, redaktora Oxford Dictionary of Islam, Jezus jest wymieniony w Koranie dwadzieścia pięć razy. Natomiast, jak podaje Giancarlo Finazzo, są w nim aż trzydzieści cztery bezpośrednie lub pośrednie wzmianki o Maryi. Co znamienne, Finazzo zauważył, że katolicki dogmat niepokalanego poczęcia jest wyraźnie rozpoznawalny w niektórych wersach Koranu*, a pewne elementy tradycji muzułmańskiej mówią o jej wstąpieniu do nieba (katolicy nazywają to Wniebowzięciem Maryi)[21].
Muzułmanie wierzą, że Koran jest prawdziwym słowem Bożym, zaczerpniętym z odwiecznej księgi współistniejącej ze Stwórcą. Dlatego fragmenty dotyczące Maryi mają ogromną wagę. Muzułmanie odrzucają koncepcję, że Jezus był synem Bożym, nie wierzą nawet w jego ukrzyżowanie i zmartwychwstanie. Mimo to uznają narodziny Jezusa za cudowny, błogosławiony owoc dziewiczej matki. W Koranie są fragmenty mówiące o Narodzeniu i o tym, co katolicy nazywają Zwiastowaniem (kiedy archanioł Gabriel obwieścił Maryi, że pocznie i urodzi syna Bożego).
Tym, który zwrócił uwagę na muzułmańskie poszanowanie dla Maryi, zwłaszcza w związku z Fatimą, był biskup Fulton Sheen, obdarzony największym autorytetem amerykański katolik dwudziestego stulecia. W swojej książce z 1952 roku The World’s First Love: Mary, Mother of God Sheen zamieścił rozdział zatytułowany Mary and the Moslems (Maryja i muzułmanie). Napisał tak:
Koran, który jest Biblią muzułmanów, zawiera wiele fragmentów poświęconych Świętej Dziewicy [...]. Maryja jest zatem dla muzułmanów prawdziwą Sajjidą, czyli Panią. Jedyną jej potencjalną poważną rywalką byłaby Fatima, córka samego Mahometa. Ale po śmierci Fatimy Mahomet napisał: „Będziesz najbardziej błogosławioną ze wszystkich kobiet w Raju, po Marii”. W innym wariancie tych słów Fatima miała powiedzieć: „Przewyższam wszystkie kobiety oprócz Marii”.
To przywodzi nas do drugiej kwestii, a mianowicie, dlaczego Matka Boża w dwudziestym stuleciu miałaby się objawić w niewiele znaczącej małej wiosce Fatima, tak aby wszystkie przyszłe pokolenia znały ją jako „Matkę Bożą Fatimską”. Ponieważ w przesłaniu z nieba istotny jest każdy szczegół, wierzę, że Święta Dziewica chciała być nazywana „Matką Bożą Fatimską” jako obietnica i znak nadziei dla muzułmanów i jako zapewnienie, że oni, którzy okazują jej tyle szacunku, pewnego dnia uznają też jej Boskiego Syna[22].
Jako „dowód na poparcie tych poglądów” Sheen przypomniał wydarzenia, które nastąpiły podczas muzułmańskiej okupacji Portugalii. Dodał: „W czasie, kiedy wreszcie zostali wyparci, ostatni muzułmański władca miał piękną córkę imieniem Fatima. Katolicki młodzieniec zakochał się w niej, a ona nie tylko została z nim, kiedy muzułmanie odeszli, lecz nawet przyjęła jego wiarę”.
To znaczy, księżniczka Fatima przeszła na katolicyzm i w 1158 roku poślubiła księcia Ouremu. Była to ta sama muzułmańska księżniczka, od której wzięła swoją nazwę Fatima — wioska, w której w 1917 roku Maryja ukazywała się wielokrotnie[23].
Jak to ujął Sheen: „Młody małżonek był w niej tak zakochany, że zmienił nazwę miasta, w którym mieszkali, na Fatima. Dlatego właśnie miejsce, gdzie w 1917 roku ukazała się Matka Boża, ma historyczny związek z Fatimą, córką Mahometa”[24].
Fulton Sheen był duchownym o wielkiej sile oddziaływania. Jego książki cieszyły się ogromną popularnością, a jego chętnie oglądany cotygodniowy program telewizyjny zdobył nagrodę Emmy. Sheen pomagał szerzyć fascynujące i ważne przesłanie, które z czasem dotarło do części świata muzułmańskiego.
Ksiądz Andrew Apostoli, wicepostulator w procesie kanonizacyjnym Fultona Sheena, napisał: „...arcybiskup Sheen przywiązywał wielką wagę do faktu, że Matka Boża na miejsce swoich objawień wybrała właśnie Fatimę, i uważał, że jest to bardzo ważne dla zrozumienia fatimskiego orędzia. Przecież Matka Boża nie zstąpiła na ziemię w jedynej w całej Portugalii miejscowości o muzułmańskiej nazwie tylko po to, żeby nawrócić Rosję — mawiał. Na świecie nie zapanuje pokój, dopóki nie nawrócą się setki milionów muzułmanów”[25].
Dziedzictwo Fatimy
Relacje wszystkich tych ludzi, którzy twierdzili, że widzieli cud w Fatimie w 1917 roku i że to, co zobaczyli, ich odmieniło, oddziaływały na innych w nadchodzących latach i dziesięcioleciach. Cud wywarł też z pewnością wpływ na papieża Jana Pawła II.
A niezwykłe wydarzenia w Fatimie przyciągnęły uwagę protestanckiego prezydenta Stanów Zjednoczonych nazwiskiem Ronald Reagan.
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.