Читать книгу Jestem szczęśliwym singlem - Beata Pawlikowska - Страница 4
ROZDZIAŁ 1 Pod wiszącą skałą
ОглавлениеDoskonale pamiętam ten moment.
Stałam oparta o burtę statku płynącego po Amazonce, patrzyłam na spokojną wodę i nagle uświadomiłam sobie, że jestem wolna.
Wolna!!! Po raz pierwszy w życiu!!!
Wolna od niepewności, walki i cierpienia, które zawsze dotąd były dla mnie częścią miłości!…
Wcześniej w każdym związku musiałam walczyć. Z nim, z samą sobą, ze strachem, z samotnością.
Na początku oczywiście było pięknie. Pierwsze spotkanie, spojrzenia, nadzieja, dotknięcie i stada niewypowiedzianych obietnic, które fruwały dookoła jak kolorowe motyle.
A potem zawsze coś zaczynało się psuć. On mówił rzeczy, które mnie bolały, zapominał o tym, o czym powinien był pamiętać, nie chciał słuchać moich rad, za dużo pił, wyjeżdżał w podejrzane delegacje, za długo spał, miał bałagan w szafie, nie chciał wychodzić z psem, godzinami grał w głupie gry albo oglądał głupie seriale, nie rozumiał moich potrzeb i nie zachowywał się jak ktoś, kto mnie kocha i komu na mnie zależy.
Usiłowałam mu wyjaśnić gdzie popełnia błąd i jak może go naprawić. Czułam się opuszczona i nieszczęśliwa, wybaczałam, płakałam. Chciałam odejść, ale myślałam, że lepiej zostać, bo gdzie znajdę takiego drugiego jak on?
Każdy mój związek był pełen szarpiących rozterek, wątpliwości i niespokojnych pytań. Każdy był jednocześnie szczęściem i nieszczęściem. W każdym były katastrofy, kłótnie, gwałtowne rozstania i równie emocjonalne powroty, przeprosiny i obietnice.
Każdy mój związek był wojną przeplataną okresami pokoju.
W każdym związku byłam żołnierzem, który musi walczyć. O co? No jak to o co? O wszystko! O to, żeby był porządek, żeby on zrobił to, co do niego należy, żeby miał dla mnie czas, żeby pamiętał o dotrzymaniu słowa, o to, żeby zauważył nową sukienkę, żeby był dla mnie miły, żeby dobrze o mnie mówił swoim znajomym, żeby był lojalny i uczciwy, żeby nie marnował czasu, żeby nie wydawał bez sensu pieniędzy, żeby mówił mi to, co lubię usłyszeć, żeby spędzał ze mną czas, żeby dobrze traktował zwierzęta, żeby nie kłócił się ze swoją szefową, żeby nie jadł za dużo słodyczy i nie pił na pusty żołądek, żeby nie przeklinał kierowców na drodze, żeby nie przekraczał prędkości, żeby nie zabłądził i nie wściekał się kiedy mu mówię którędy jechać.
Wieczna wojna. Pełna niepewności, podejrzeń, lęku, kłótni, trzaskania drzwiami i złych słów. I choć tak bardzo się starałam, w każdym związku towarzyszyła mi ciągła huśtawka między radością i rozpaczą. Myślałam, że tak musi być.
Aż nagle tamtego dnia na statku po raz pierwszy w życiu poczułam się wolna. Lekka, swobodna, radosna.
Zdumiałam się tym odkryciem.
Spojrzałam na zieloną ścianę dżungli. Co się za nią kryło? Czy jaguar cierpliwie czeka na nieuważną wiewiórkę? Czy zawsze ktoś musi zginąć? Czy życie jest wieczną wojną? Czy miłość zawsze musi boleć? Dlaczego?… A może jednak nie?…
W oddali słyszałam kwilące nawoływanie tukanów, tak jakby mówiły:
– Wszystko, co wiedziałaś do tej pory, wcale nie jest wszystkim, co jest. Dopiero teraz, jeśli odważysz się opuścić statek i wejść w gęstwinę dziewiczej dżungli, być może nauczysz się czegoś nowego. Czegoś, co doprowadzi cię do prawdy.
Dżungla szumiała zagadkowo.
Statek płynął naprzód, delikatnie rozsuwając dziobem zmarszczki na falach.
Nigdy wcześniej w życiu nie poczułam takiej wolności.
Zawsze wcześniej byłam skrępowana myślami i emocjami nieustannie kłębiącymi się w mojej duszy. Ciągle zadawałam sobie pytania czy on naprawdę mnie kocha, a jeśli tak, to dlaczego ja przez niego płaczę? Dlaczego czuję się czasem odepchnięta, niechciana, niepotrzebna? Dlaczego on robi rzeczy, które mnie krzywdzą? Czy to jest prawdziwa miłość? Czy tak jest w każdym związku? I czy w ogóle ja tego chcę? Może powinnam odejść i znaleźć kogoś, z kim będzie mi lepiej? A jeśli tak, to kiedy odejść i w jaki sposób? A jeśli nikt mnie nie zechce? A może miłość jest zawsze powiązana z wojną, niechęcią i cierpieniem? Może nie istnieje idealny związek?…
Zaczynałam sobie wyobrażać co stałoby się po rozstaniu. Widziałam siebie w małym, wynajętym pokoju z odrapanymi ścianami. Brudne szyby, przez które ledwie co widać. Samotność rozwieszona w kątach. Smutek i beznadzieja.
A więc nie, nie mogę odejść. Nie chcę przecież skazać się na jeszcze większe cierpienie. Może zresztą przesadzam. Może wszystko zmieni się i będzie lepiej?…
I wtedy znów czułam jak do mojego serca wtacza się wielki głaz. Ciężki, trudny do uniesienia.
Ja wiedziałam, że to nieprawda. Wiedziałam, że nic się nie zmieni. Że wszystko będzie wciąż tak samo.
Wiedziałam, że muszę zostać w nieszczęśliwym związku i wiedziałam, że nie mam dokąd odejść.
Wiedziałam, że jest mi źle z nim, ale byłoby mi jeszcze gorzej bez niego.
Nie było więc wyjścia.
Pozostawało więzienie.
Więzienie w moim własnym sercu pod wielkim głazem, który zwisał z krawędzi tak groźnie, że pewnego dnia mógł spaść, pociągnąć za sobą lawinę i zgnieść po drodze wszystko, łącznie ze mną i z całym moim życiem.
Więzienie pod wiszącą skałą.
To było wszystko, co znałam.
Czy wiesz jak to boli?
Pewnie wiesz.
Jesteś jak dzikie zwierzę przykute do łańcucha i chociaż marzysz o tym, żeby znów swobodnie przemierzać rozległe przestrzenie, to wiesz, że jeśli tylko zrobisz kilka kroków za daleko, łańcuch szarpnie cię za gardło i zatrzyma.
I choć będziesz płakać, błagać Boga o pomoc i skarżyć się na swój los, nic się nigdy nie zmieni.
Dlatego że tak już musi być.
Znasz to uczucie?
Czy myślisz, że to jest miłość?