Читать книгу Na krótko - Inga Iwasiów - Страница 7

5. Rodzina

Оглавление

– Moglibyśmy wziąć uczennicę – mówił rozsądnie Kazik, miał potrzebę uczenia kogoś, przekazywania swoich wyjątkowych umiejętności; faktycznie, marnował jakoś tam talent, ale cóż... Był i taki plan: z czasem podnajmą coś większego, przyjmą fryzjerki, uczniów. Bo tym sposobem: ona głównie na miejscu, on chodził po domach, zatrudniany przez biznes i gwiazdy miewał dobre zlecenia, zamiast pracować razem, mieli wspólne rachunki. Wandzie płacili mało, zgodnie ze stawkami obowiązującymi w mieście; przychodziła rano i potem po zamknięciu, pozostałe sprzątania miała nieopodal, nie zmieniała roboczego fartucha na cywilne, śmiała się, sukienki, cały dzień krążyła po rynku jak po jakimś wielkim mieszkaniu. W przerwach stawała z Rutą na papierosa. W lecie narzekały na gorąco, w zimie na zimno, z rozkoszą mrużąc oczy, wciągając na zmianę substancje smoliste i miejskie powietrze doprawione wonią naturalnych procesów gnilnych, z ledwie wyczuwalną nutką cywilizacyjnych wyziewów. Gdzie indziej, za granicą, było gorzej. Mniej ludzi, mniejszy ruch, lepsze powietrze. Kto wie, jak sobie radzą mieszkańcy Unii i Stanów? Z tymi tykającymi na ostatniej kwarcie budzikami ekologicznymi?

Odejście Kazika, początkowo zwane rekonesansem lub próbą, zniechęciło Rutę do wprowadzenia radykalnej zmiany. Po co? Nie lubiła uczyć nikogo strzyżenia i układania włosów, lepiej było mieć doświadczoną fryzjerkę pod bokiem, gwarancję, że nie będzie przestojów, gdyby ona sama na przykład wyjechała, a taki plan jeszcze obowiązywał. Nie likwidować wszystkiego, podjąć najwyżej próbę. Uczenie wymagałoby wyprzedzenia słowem ruchu palców, bo nawijanie, przesuwanie, rozdzielanie, dopinanie, smarowanie, dogładzanie, po latach praktyki, weszło w krew, nie wymagało namysłu czy nazwy. Więc lepsza była sprawna fryzjerka, nakładająca szybkimi ruchami pędzla farbę na pasemka wyciągnięte niemal w ciemno, bezbłędnie (dziewięć włosków, nigdy dziesięć) przez czepek. I Wanda, dbająca o czystość, ręczniki, lustra, a jak trzeba było – przynosząca zakupy do zakładu. Drobne ciastka i mleko do kawy dla klientek, owoce z małą zawartością cukru (uwzględniały indeks glikemiczny) dla nich. Musiałyby zjadać kilogram słodyczy dziennie, gdyby każda zaparzona kawa równała się ciasteczku. Większość klientek była na diecie, żądały z tego powodu uznania, podziwu i namawiania do dietetycznego szaleństwa. One chrupały jabłka, udając, że stosują dietę oczyszczającą. Bo ile tych słodyczy w ciągu dnia można? Ciążyły w brzuchu, a głodu nie odganiały. Jabłka też kaloryczne? Cóż z tego?

Zżyły się, minęły wieki od tego popołudnia, gdy Wanda stanęła na progu właśnie odnowionego zakładu i zapytała: – Nie będziesz czasem potrzebowała sprzątania? – Kazik uważał, że będą potrzebowali, fryzjerstwo jest zawodem artystycznym, nie powinni sami myć umywalek. Zatrudnili Wandę, choć nie wiedzieli, czy będzie jej czym płacić. Kazik odszedł, ona została. One zostały, kobiety w kobiecym zawodzie. Niektóre klientki lubiły mężczyzn w tym fachu, trzeba przyznać. Kazik miał większe powodzenie od niej i którejkolwiek z koleżanek, właściwie przyjmował tylko na zapisy w te dni, gdy dyżurował na miejscu. Długi termin oczekiwania podbijał mu markę. Stracił co prawda kilkoro ważnych klientów jakoś zaraz po tym, gdy zaostrzył się konflikt o szkoły. Ktoś go zapytał, jak właściwie ma, tak w oryginale, z domu, na imię? Mógł skłamać, mógł załagodzić, ale szlag go trafił. Kogo obchodziło, jak do niego mówiła matka? A żona? Żona mogłaby, ewentualnie, mieć prawo do takich pytań, tymczasem jej naprawdę było wszystko jedno, wiedziała swoje, do Wandy mówiła „Wanda”, do niego „Kazik”, o sobie „Ruta”, bez zmieniania na nasze, bo wszystko tu było bardziej nasze niż tam jakieś. Ojciec opowiadał co prawda, że ludzie stąd nie są stąd, a gdzieś z Azji, z daleka. W szkole o tym nie uczyli, ale Kazik potwierdził, wyjaśnił jej wszystko, zwracając uwagę na fakt, że nie da się teraz porozdzielać splątanych genealogii. W tej sprawie nie miał racji, czas pokazał, że najbardziej splątane gałęzie można rozplątać, a slogany wspólnej Europy zastąpić równym tempem wznoszącym, dostosowanym do potrzeb ich społeczeństwa.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Na krótko

Подняться наверх