Читать книгу Wszystkie nasze tajemnice - Jess Ryder - Страница 8

3

Оглавление

Wtedy

Natasha

– Idioci! Pieprzeni idioci!

Nick wypadł z sali jak burza i pchnął oba skrzydła podwójnych drzwi, tak że prawie dostałam nimi w twarz. Ruszyłam za nim po schodach sądu, a dwa kroki za nami podbiegał prawnik. Johnny’emu oberwie się za to, że okoliczności łagodzące, na które wskazał, okazały się niewystarczająco przekonujące. Argument, że Nick potrzebuje samochodu do pracy, trafił w punkt, to fakt, ale sędzia pokoju nie kupiła łzawej historii o chorej córeczce – i nic dziwnego, skoro Johnny nie potrafił okazać żadnych dowodów na potwierdzenie jej prawdziwości: ani świstka od lekarza, ani wypisu z rejestru na pogotowiu. Poza tym było to drugie wykroczenie Nicka związane z prowadzeniem samochodu po alkoholu.

Zatrzymaliśmy się na chodniku i nie bardzo wiedzieliśmy, co ze sobą począć. Nick, jak zawsze optymista, uparł się, że przyjedzie do sądu autem, chociaż Johnny uprzedzał go, że prawdopodobnie nie będzie mógł nim wrócić do domu. Nasz range rover stał na miejscu parkingowym, które zaraz trzeba będzie ponownie opłacić.

– Wielkie dzięki, stary – rzucił z sarkazmem Nick. – Bardzo mi pomogłeś.

– Przecież mówiłem, że potrzebujesz specjalisty od prawa karnego, a nie z branży rozrywki. – Johnny spojrzał wymownie na zegarek, jakby chciał dać do zrozumienia, że jest z kimś umówiony.

– Trzy lata! – naskoczył na niego Nick. – Dostałem zakaz prowadzenia pojazdów na trzy lata!

– Ja się nauczę – wtrąciłam, licząc, że go udobrucham.

– Ty? – syknął drwiąco. – Byłabyś beznadziejna. Zupełnie nie masz wyczucia drogi. – Chciałam zaprotestować, ale nie śmiałam. – Poza tym nie nauczysz się i nie zdasz egzaminu w pięć minut, tak? – Wyjął telefon i włączył go. Stukał zniecierpliwiony w wyświetlacz, aż ten w końcu ożył. – Lola?! – wrzasnął do słuchawki, zwracając się do swojej asystentki. – Przyślij kogoś, żeby zabrał stąd mój wóz… Tak, dostałem zakaz… Sukinsyny. – Johnny wykorzystał tę chwilę, żeby machnąć nam na do widzenia i ulotnić się w stronę stacji metra. – Kurwa, trzy lata… Tak, trzy. Wiem… Roba albo Charliego, nieważne… Usiądziemy w jakiejś kawiarni. Niech wyślą mi SMS-a, kiedy dojadą. Jak najszybciej, dobra? Bo licznik bije.

Za rogiem była mała włoska kafejka. Zostawił mnie tam jak bagaż, który się oddaje na przechowanie, a sam wyszedł na zewnątrz, mówiąc, że musi pilnie zadzwonić do paru osób. Popijałam swoją flat white i zerkałam nerwowo na zegarek. Za godzinę powinniśmy odebrać Emily ze żłobka. Jeśli ktoś się wkrótce nie zjawi, będę musiała wziąć taksówkę.

Miałam serdecznie dość uporu, z jakim Nick powtarzał, że byłabym kiepskim kierowcą. Zaczęło się od niewinnego żartu i stopniowo ewoluowało w bezsporny fakt. Jego źródeł należało szukać w naszym pierwszym spotkaniu, które wyglądało jak ze scenariusza komedii romantycznej.

Było mniej więcej wpół do dziewiątej rano. Jechałam rowerem do pracy. Aż do centrum samochody stały w korku, żaden nie ruszył, mimo że światło zmieniło się na zielone, wszystkie rozsądnie czekały, aż pojazdy z naprzeciwka skręcą w prawo. Pedałowałam buspasem, zadowolona z siebie pędziłam w dół w promieniach słońca, mijając unieruchomione auta. Schowana za ciężarówką nie widziałam, co się dzieje na pozostałych pasach ruchu. Przyznaję, to było ryzykowne. Teraz to rozumiem, ale wtedy po prostu zależało mi na przejechaniu na zielonym świetle. Zauważyłam range rovera, dopiero kiedy wyrósł tuż przede mną. Jego koła znalazły się na czerwonej powierzchni pasa dla autobusów, a przedni zderzak trącił mój rower. Poleciałam do przodu przez kierownicę. Pamiętam, że zrobiłam salto w powietrzu i przez chwilę poczułam się jak w stanie nieważkości. A potem gruchnęłam o asfalt, na szczęście nie głową. Popatrzyłam w górę i nasze spojrzenia się spotkały.

Stał nade mną pobladły i z otwartymi ustami, jak nurek nabierający powietrza. Sklęłam go głośno i odtrąciłam dłoń, którą do mnie wyciągnął. Obrzucałam mięsem jego SUV-a i cholerny kodeks drogowy, a on tylko skruszony kiwał głową i przepraszał.

Z jednej strony ciskałam na niego gromy, a z drugiej podziwiałam jego atrakcyjny wygląd. Był ubrany w elegancki szary garnitur, białą koszulę bez krawata i czarne buty wypastowane na wysoki połysk. Do tego miał ładną twarz, starannie przystrzyżone ciemne, przyprószone siwizną włosy i równo przycięty zarost. Na oko czterdziestka, pomyślałam. Inteligentny i na pewno dobrze sytuowany. Sama miałam dwadzieścia pięć lat, źle się ubierałam i byłam spłukana.

– Odjadę, żeby nie blokować drogi – powiedział, usiadł za kierownicą range rovera i skręcił w najbliższą boczną uliczkę.

Koło w moim rowerze było wygięte, a linka hamulca zerwana. Ściągnęłam go na chodnik i oparłam o parkan. Mężczyzna zaparkował na podwójnej żółtej kilka metrów dalej, wysiadł i wrócił do mnie. Lekko kręciło mi się w głowie. Zachwiałam się.

– Nic pani nie jest? – zapytał. – Może to wstrząśnienie mózgu?

– Nie, w porządku. Tylko trochę boli mnie łokieć. – Odwinęłam rękaw i zobaczyłam zakrwawione otarcie.

Skrzywił się.

– Chyba przydałby się pani zastrzyk przeciwtężcowy.

– Nie, poważnie, nic mi się nie stało. Zajmę się tym, kiedy dotrę do pracy. – Odpięłam kask. – Wie pan, gdzie jest najbliższa stacja metra?

– Nigdzie pani nie pójdzie. Jest pani w szoku. Musi pani usiąść i napić się herbaty z dużą ilością cukru. Zapraszam do siebie, obmyje pani tę ranę. Mieszkam niedaleko. – Wskazał wzgórze za plecami.

– Dziękuję, ale naprawdę muszę już lecieć – odparłam. – Jeśli znów się spóźnię, to w końcu mnie zwolnią.

– Ale to się przecież stało nie z pani, tylko z mojej winy. Porozmawiam z pani przełożonym albo przełożoną i wszystko wyjaśnię. Proszę mi wierzyć, potrafię być bardzo przekonujący. – Poczęstował mnie rozbrajającym chłopięcym uśmiechem.

Poczułam, że zaczynam mięknąć. Miałam lekkie zawroty głowy i pomyślałam, że nie zaszkodzi wziąć szefową na litość.

– Tak chyba będzie lepiej. Inaczej mi nie uwierzy.

Zapakował rower do bagażnika i zawiózł mnie do swojego domu. Szczęka mi opadła, kiedy skręciliśmy na podjazd. Gdy mężczyzna był zajęty przenoszeniem roweru do garażu, szybko policzyłam okna w budynku.

– Oczywiście zapłacę za naprawę. – Wyjął portfel. Sięgnął do kieszonki z miękkiej czarnej skóry i wysunął gruby plik banknotów. – Jak pani myśli, ile to będzie kosztowało? Dwieście?

Za rower, kupiony na Gumtree, zapłaciłam osiemdziesiąt funtów, poza tym miałam znajomego mechanika, który zreperowałby mi go za darmo. Pieniądze nie miały tu znaczenia.

– Niech pani weźmie pięćset i po prostu sprawi sobie nowy – powiedział, błędnie interpretując moje wahanie. Zaczął odliczać gotówkę, a ja pomyślałam: wydaje mu się, że może się wykupić od kłopotów, podczas gdy tak naprawdę jest winny niebezpiecznej jazdy i powinien stracić prawo jazdy.

– Należałoby zgłosić wypadek na policję, nie sądzi pan? – odezwałam się. – Wie pan, wymienić się numerami polisy, danymi i tak dalej…

Uśmiechnął się krzywo.

– Zasadniczo tak, ale czy naprawdę chce się pani wypełniać te wszystkie formularze? Nie mam na to czasu. Poza tym, jeśli zacznie pani dochodzić odszkodowania z mojego ubezpieczenia, to nieprędko kupi pani nowy rower. – Ściągnęłam brwi. – Oczywiście, proszę śmiało zgłaszać, jeżeli tak pani na tym zależy. Po prostu próbuję ułatwić pani życie.

– No tak, chyba rzeczywiście.

Włożył mi do ręki zwitek pieniędzy i zamknął dłoń.

– Chodźmy, zaparzę pani mocną herbatę.

Kiedy teraz o tym myślę, sądzę, że sporo ryzykowałam. Byłam bezbronną młodą kobietą w szoku. Skąd miałam wiedzieć, że ten mężczyzna nie jest samotnym psychopatą, który celowo potrąca rowerzystki i zwabia je do swojego domu po to, aby napoić zaprawioną narkotykami herbatką i zamknąć w piwnicznej komorze tortur? A jednak wydało mi się to mało prawdopodobne. Poza tym nie był sam. W kuchni zastaliśmy młodą kobietę, sprzątaczkę, która zmywała podłogę, a kiedy Nick wszedł na mokre płytki, żeby wziąć czajnik, cmoknęła z niezadowoleniem i mruknęła pod nosem po polsku.

– To Natasha – przedstawił mnie. – Przed chwilą potrąciłem ją, jak jechała na rowerze.

Sprzątaczka posłała mi podejrzliwe spojrzenie.

– To była moja wina – dodał. – Nic nie widziałem za ciężarówką. Mogłem zaczekać.

Czy dało się wyczuć napięcie seksualne? Na pewno tak, ale wtedy go nie zauważyłam. Byłam tam zupełnie obcą osobą, lekko zszokowaną wypadkiem, z zakrwawionym łokciem i poobijanym biodrem, która pracowała w kawiarni i mieszkała z dwojgiem przyjaciół w obskurnym mieszkaniu. Nie miałam chłopaka i przechodziłam fazę udawania, że lepiej mi samej. „Masz pecha w miłości”, mawiała moja matka za każdym razem, gdy kolejny mój związek kończył się fiaskiem albo zanadto komplikował. Zresztą Nick i tak był dla mnie za stary. I nie był w moim typie.

Zaprowadził mnie do wielkiego salonu i kazał się rozgościć. Przyniósł plastry i krem odkażający, powiedział, żebym opatrzyła sobie ranę, a sam poszedł zrobić herbatę. Wykorzystałam okazję, by rozejrzeć się po luksusowym wnętrzu. Urządzone było w przesadnie napuszonym i romantycznym stylu. Białe skórzane kanapy, ogromne jedwabne kwiaty w porcelanowych wazonach, lustra na wszystkich ścianach, różowe atłasowe zasłony i migoczące światełka wplecione w srebrne witki w wysokim wazonie. Pomyślałam, doskonale to pamiętam, że ten, kto urządzał to wnętrze, ma zdecydowanie więcej pieniędzy niż gustu.

– Pańska żona? – spytałam, wskazując oprawioną fotografię ponętnej młodej kobiety w sukni ślubnej. Miała gęste brązowe włosy ze złotymi pasemkami, równo przycięte zgodnie z modą panującą w latach dziewięćdziesiątych. Jej kształty były krągłe, ale twarz pociągła. Orli nos, szerokie usta i wydatne, dodatkowo podkreślone makijażem kości policzkowe.

– Tak, to Jen – odparł, stawiając na ławie tacę z dwoma kubkami i talerzem ciasteczek czekoladowych.

– Wygląda bardzo młodo.

– Miała dziewiętnaście lat, a ja dwadzieścia jeden – powiedział, kiwając głową w zamyśleniu. – Moja sympatia z dzieciństwa.

Żadne z nas nie przypuszczało wtedy, że pół roku później zajmę jej miejsce.

Wszystkie nasze tajemnice

Подняться наверх