Читать книгу Wyryte w sercu - Tara Johnson - Страница 4

[no image in epub file]

Оглавление

12 kwietnia 1861

Savannah, Georgia

Tylko nie spraw mi zawodu. Zwłaszcza dzisiaj. Nie spraw mi zawodu.

Keziah Montgomery wsunęła odzianą w rękawiczkę dłoń w czekającą na nią rękę mężczyzny, który uśmiechał się do niej z pewnością siebie i oczekiwaniem.

Zaczerpnęła płytko powietrza, na ile pozwalał jej gorset, który opinał jej żebra tak ciasno, że groził ich zgnieceniem, i nakazała spokój trzepoczącemu żołądkowi, po czym pozwoliła, żeby pan Watson wyprowadził ją na zatłoczony parkiet. Wokół wirowały stroje z jaskrawego jedwabiu i koronki. W ciężkim, lepkim powietrzu unosił się zapach pomady do włosów i mdlącej mieszaniny mydeł do golenia oraz pudru ryżowego. Odgłosy rozmów i uprzejmego śmiechu tłumiły jej niepokojące myśli. Pochwyciła przenikliwe spojrzenie matki stojącej po drugiej stronie pokoju. Elsie Montgomery nalegała, by Keziah zaprezentowała się jak najlepiej. Nikt nie musiał znać jej wstydliwego sekretu. Im szybciej wyjdzie za mąż, tym lepiej… zanim jej przyszły mąż zrozumie, co tak rozpaczliwie próbują ukryć jej rodzice.

Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do młodego Tate’a Watsona, a gdy muzycy zaczęli grać The Scenes of Our Childhood, ujął ją dłonią w talii, utrzymując między nimi właściwą odległość. Zauważyła złotą szczecinę na jego brodzie i błyszczące brązowe oczy i poczuła, że na szyi rozlewa się jej fala gorąca. Zamrugała, by pozbyć się uczucia piasku pod powiekami. Bal przeciągał się i czas zaczął jej się dłużyć. Mimo to miała wciąż na ustach przyklejony uśmiech i pozwoliła, by mężczyzna prowadził ją między wirujące pary i zamazane twarze. Gdyby tylko nie było tak gorąco.

Pan Watson poruszył ustami, ale potrzebowała paru sekund, by skupić się na tym, co mówi.

– Dobrze się pani bawi?

– Tak. Ballingerowie wydali wspaniałe przyjęcie.

– To prawda, chociaż rozmowy o zbliżającej się wojnie trochę psują atmosferę.

Przytaknęła bez przesadnego entuzjazmu, choć nigdy by nie przyznała, że rozważanie możliwości wybuchu wojny jest o wiele bardziej interesujące niż wymuszone uprzejmości pod adresem elity Savannah. Jej matka z pewnością by zemdlała, gdyby Keziah pozwoliła sobie na wyrażenie tak niekobiecych odczuć.

– Czy pójdzie pan na wojnę, jeśli do niej dojdzie?

Oczy zalśniły mu mocno, a potem sztywno, jakby połknął kij, powiódł ją obok palm w stronę tańczących.

– Bez wahania. Moim świętym powołaniem i obowiązkiem jest bronić wolności, której pan Lincoln zamierza pozbawić nasze życie. Żaden człowiek honoru nie uciekłby przed taką powinnością.

Keziah zacisnęła usta, nie chcąc już nic mówić, gdyż wiedziała, że gdyby zaczęła, nie mogłaby przestać. Zamiast tego uśmiechnęła się i znów skinęła głową, modląc się, by matka zrozumiała, jak bardzo pragnie ją zadowolić. Dziewczyna nie chciała jej wprawiać w zakłopotanie. Kolejny raz.

Pokój nagle usunął się jej spod nóg i przekrzywił. Zaczęła płyciej oddychać. Stój prosto. Skoncentruj się. Mrugając oczami, zdała sobie sprawę, że pan Watson o coś ją pyta, ale nie wiedziała, o co. Poczuła przypływ paniki, a potem jakieś nieokreślone mrowienie w okolicach kręgosłupa.

Nie, Boże, nie. Nie tutaj. Co pomyśli mama? Ledwo modlitwa przemknęła jej przez myśl, a już osunęła się w otchłań i wirujące kolory zmieniły się w litościwą czerń.


Micah Greyson chodził po zatłoczonej sali balowej, powoli sącząc poncz. Nie pasował do tego towarzystwa. Od kiedy wrócił do domu ze szkoły medycznej w Filadelfii, czuł się jak ktoś obcy, nieswój. Wcześniej myślał o otwarciu praktyki, chciał zamieszkać niedaleko matki, wiele jej zawdzięczał. Ale teraz? Nie mógł zwalczyć narastającego niepokoju. Było to dziwne, nieustępliwe uczucie. Nie wynikało wyłącznie z tego, że wciąż spotykał nowych ludzi, a jego starzy koledzy i sąsiedzi przenieśli się w inne strony. Chodziło o coś innego. Odnosił wrażenie, że społeczeństwo wyznaje inne wartości. Zmieniły się poglądy na ludzkie życie i koncepcja godności.

Nie, to nie Savannah się zmieniła, tylko on. Brał udział w zbyt wielu zgromadzeniach na rzecz abolicji. Widział i słyszał zbyt wiele, by wyjechać z Filadelfii niezmieniony i nieporuszony. Czuł się tak, jakby dopiero co się ocknął z długiego, mglistego snu, nagle uświadomiony, jak inne może być życie, po to tylko, by znów się odnaleźć w mętnym koszmarze. I co miał zrobić z wiedzą o tym, kim jest? Nie należał już do starego świata. I nigdy nie będzie do niego należał. Nie mógł należeć.

Upił kolejny łyk ponczu, delektując się smakiem wiśniowego syropu, i westchnął. Niektórzy mężczyźni bali się śmierci, inni utraty tych, których kochali. Jego strach miał zupełnie inny charakter. Nie mógł stać się nieczuły i obojętny na prośby tych, którzy cierpieli wokół.

Rechot mężczyzny po jego lewej stronie działał mu na nerwy. Skrzywił się, stawiając z brzękiem do połowy opróżnioną szklankę na tacy. Popełnił błąd, przychodząc tutaj. Zdecydował się tylko dlatego, że prosił go o to przyjaciel. Oliver aż się palił do rozmów o wojnie, nie wspominając nawet o tańcach z debiutantkami. Jego przyjaciel potrafił być całkiem przekonujący. Jednak Micah nie był amatorem żadnej z tych rozrywek. Muzyka nie pasowała do jego nastroju, w zatłoczonym wnętrzu zrobiło mu się duszno. Właśnie zamierzał się usprawiedliwić przed gospodynią i wyjść, gdy od strony grupy tańczących dobiegł do jego uszu tłumiony krzyk. W tłumie wyróżnił się głos mężczyzny.

– Czy jest tutaj lekarz?

Postąpił naprzód, obrzucając spojrzeniem stłoczonych ludzi, którzy przestali tańczyć i zgromadzili się wokół kogoś, kto upadł. Mężczyzny czy kobiety? Nie wiedział. Panowało zbyt wielkie zamieszanie, zbyt wielki chaos.

– Jestem lekarzem! Proszę zrobić przejście! – krzyknął.

Ciżba rozstąpiła się wolno, odsłaniając młodego człowieka pochylonego nad nieprzytomną kobietą leżącą na lśniącej, woskowanej podłodze. Zmarszczył brwi, przepychając się w jej stronę.

– Proszę jej dać trochę powietrza!

Ukląkł, aby ocenić jej stan, i aż wstrzymał oddech na widok pięknej postaci zaplątanej w błękitny jedwab. Palce dziewczyny co chwila drgały, delikatne mięśnie szyi kurczyły się, a głowa miotała się na boki. Gdy objął spojrzeniem jej twarz, poczuł dziwne ukłucie w sercu. Nie mógł w to uwierzyć. Po takim czasie. Uniósł ostrożnie jej głowę, pogłaskał delikatną skórę policzka i zaczął się modlić. Kizzie Montgomery.


Micah przyciskał do piersi lekkie ciało Kizzie, niosąc ją na piętro rezydencji Ballingerów. Obfite fałdy i obręcze spódnicy utrudniały mu zadanie. Gdy podążał za gospodynią do gościnnej sypialni, pełne strachu szepty dobiegające z sali na dole stopniowo cichły.

– Tutaj. Myślę, że ten pokój będzie dobry.

Pani Ballinger pchnęła ciężkie drzwi i pospieszyła zapalić światło, podczas gdy Micah układał dziewczynę na zielono-złotej brokatowej kapie. Przycisnął palce do jej smukłej szyi, szukając tętna. Było w normie.

– Jak mogę pomóc? – Zmartwiona dama wyłamywała sobie palce. Ubrana w suknię z delikatnej tkaniny i z koralami na szyi, nie nadawała się do roli pielęgniarki. Wokół jej oczu pojawiły się zmarszczki.

– Czy mógłbym panią poprosić o jakieś czyste chusteczki dzbanek z wodą?

Skinęła głową.

– Oczywiście – szepnęła. – Zaraz poślę Minnie na górę.

– Dziękuję.

Odgarnął jasne włosy Kizzie z jej skroni. Skórę miała bladą, ale ciepłą. Niewielkie skupisko piegów na jej delikatnym nosie wyraźnie kontrastowało z porcelanową cerą. Wydawało się, że dziewczyna spokojnie śpi. Drgawki ustały.

– Doktorze, czy mogę zapytać? – Gospodyni przełknęła ślinę. Wciąż jeszcze nie wyszła z pokoju. – Na co zachorowała ta kobieta?

Doktor otworzył jedno oko Kizzie i skinął głową z zadowoleniem, gdy jej źrenica zwęziła się pod wpływem światła lampy.

– Nie mogę być pewien, dopóki dokładnie jej nie przebadam, ale chyba miała atak epilepsji.

Pani Ballinger cmoknęła językiem.

– Padaczka.

– Tak, tak mi się wydaje.

Stanęła z dala od łóżka, jakby nie była pewna, co ma robić.

– Zaraz pójdę po Minnie. Wkrótce zjawi się na górze.

Micah wyszeptał coś w odpowiedzi i jeszcze raz pochylił się nad Kizzie, podziwiając jej długie rzęsy, wysokie kości policzkowe i kształtne usta. Była piękniejsza, niż mu się kiedyś wydawało. Piękna i nieprzytomna.

Zmartwiony, sprawdził znów jej puls. Norma.

Wstrzymał oddech, bo zobaczył, że drgnęły jej powieki, zatrzepotały rzęsy i otworzyły się oczy – barwy orzecha i cynamonu, takie, jak pamiętał, jednak pełne niepokoju. Zdążyła przesunąć palcami po staniku sukni, zanim ujął je w swoje. Uśmiechnął się i spróbował przybrać łagodny, spokojny ton głosu, świadomy, że następnego dnia dziewczyna nie będzie już tego pamiętała.

– Kizzie, to ja, Micah Greyson, poznajesz mnie?

Zamrugała i oblizała wargi.

– Micah? Ze szkoły?

Przytaknął i uśmiechnął się do niej.

– Ze szkoły.

Jej pierś wznosiła się i opadała, spojrzenie prześlizgiwało się po jego twarzy.

– Co się stało? Gdzie jestem?

Micah uścisnął jej palce i zaczął mówić kojącym głosem:

– Jesteś w domu państwa Ballingerów. Tańczyłaś i upadłaś.

Otworzyła szeroko oczy i na jej twarzy pojawił się wyraz zrozumienia.

– Czy to był…? – Słowa nie mogły jej przejść przez gardło. Zdarzało się jej to już wcześniej.

– Tak, atak epilepsji.

Odwróciła wzrok. Podbródek drżał jej mocno.

– Zostaw mnie, proszę.

– Jestem teraz lekarzem. Proszę, pozwól sobie pomóc.

– Nic nie możesz zrobić. Nikt nie może.

– Nieprawda. Choćby w zeszłym ro…

Wciągnęła spazmatycznie powietrze.

– Nie. Matka! Ona z pewnością to widziała. – Jęknęła, zacisnęła powieki, ale nie puściła jego ręki. – Będzie się za mnie wstydzić.

Micah zmarszczył brwi.

– Nie mogłaś nic na to poradzić.

Kizzie wbiła wzrok w jego twarz, w jej oczach pojawił się smutek.

– Moi rodzice uważają inaczej.

Okrutni. Ignoranci. Winić córkę za chorobę, nad którą nie ma kontroli? Zgrzytnął zębami, a Kizzie opadła znowu na miękkie łóżko. Przymknęła powieki.

– Jestem taka zmęczona – szepnęła.

– To normalne. Odpoczywaj, będę obok.

Przymykając oczy, westchnęła cicho, sprawiając, że serce podskoczyło mu w piersi.

– Dziękuję… Micah.

Zapadła w sen.

Naraz podłogą pod jego stopami wstrząsnął przeraźliwy tumult. Tłum na dole ryczał i wznosił okrzyki, aż zagrzechotał szklany klosz lampy naftowej. Co się działo?

Wrzawa przeszła w jednostajny zgiełk, a on tymczasem patrzył, jak pod bezwładną dłonią opada i unosi się jej pierś. Któż mógł przewidzieć, że tutaj, na pierwszym spotkaniu towarzyskim od powrotu, natknie się na nią? Na jedyną dziewczynę, która zdołała zawładnąć jego sercem, gdy był chłopcem. Ona jednak nie miała o tym pojęcia. Micah nie chciał wyznać jej swoich uczuć. Nigdy nie mogliby być razem. Do tej pory myślał, że z biegiem czasu i przy takiej odległości młodzieńcza miłość wygaśnie, lecz gdy ją znów zobaczył, zatrważająco szybko wróciły wspomnienia sprzed lat, słodkie uśmiechy, wszystkie marzenia.

Skrzypnęły drzwi sypialni i stanęła w nich kobieta z siwiejącymi włosami i przestrachem na twarzy.

Wyprostował się i puścił rękę Kizzie.

– Pozwoli pani, że się przedstawię. Doktor Micah Greyson.

Dama podeszła szybko do łóżka, nachyliła się nad dziewczyną i pogłaskała ją po głowie, a potem odwróciła się w jego stronę tak, jakby był jej tylko odrobinę milszy niż zwykły natręt.

– Elsie Montgomery. Jestem matką Keziah. Ucieczka z tej ciżby zajęła mi kilka minut.

– Słyszałem krzyki. Co się stało?

Wyprostowała się, na jej twarzy malowała się powaga.

– To, czego się dowiedzieliśmy, było nieuniknione, doktorze Grayson. Na szczęście dla mojej córki jej… choroba…

Micah zauważył niesmak, z jakim pani Montgomery wymówiła to ostatnie słowo.

– …nikogo teraz nie obchodzi.

– Dlaczego?

Wzdychając ciężko, starsza kobieta zmarszczyła mocno brwi.

– Wojna, doktorze. Zaczęła się wojna.

Wyryte w sercu

Подняться наверх