Читать книгу Wyryte w sercu - Tara Johnson - Страница 7

[no image in epub file]

Оглавление

23 kwietnia 1861

Czy te zgromadzenia muszą być takie głośne? – Pełen irytacji głos mamy wydawał się znacznie bardziej przenikliwy niż krzyki dochodzące z placu.

Choć od rozpoczęcia wojny minął już tydzień, Savannah wciąż pulsowała rubasznym podnieceniem. Nadal urządzano zebrania proklamujące wolność konfederatów. Od poranka aż po późną noc całe miasto drżało w oczekiwaniu przerywanym przez złaknionych wojny mężczyzn nakłaniających mniej chętnych do walki. Hałaśliwe instrumenty dęte ogłaszały werbunek o najdziwniejszych porach dnia. Keziah odczuwała niepokój w ciele i duszy.

Ojciec upił kolejny łyk kawy i z cichym brzękiem odstawił delikatną filiżankę na spodek, przeglądając z uśmiechem zadowolenia sztywne strony Daily Morning News.

– Popatrz. Piszą, że ostatni pokaz kompanii wojskowych był największą i najbardziej efektowną demonstracją w historii Savannah. – Zaśmiał się i wypiął pierś. – Jeszcze pokażemy tym Jankesom.

Keziah dziobnęła widelcem stygnące jajka.

– A nasze porty?

Ojciec opuścił gazetę i popatrzył na nią chytrze zza okularów.

– Co konkretnie cię interesuje?

Wychyliła się do przodu, nie kryjąc ciekawości.

– Jakie podjęto działania obronne? Marynarka Federalna z pewnością zaatakuje, wiedząc, że większych zniszczeń łatwiej dokonać z morza niż z lądu.

Ojciec mruknął coś w odpowiedzi i dalej przeglądał trzymaną w ręce, poplamioną atramentem gazetę.

– Może i masz rację. O! Zobacz! Gubernator Brown wzywa ochotników do Marynarki Konfederacji.

– A co się stanie, jeżeli nastąpi blokada? Georgia jest tak źle uzbrojona, że nie zdoła się obronić przed Marynarką Federalną.

Matka postanowiła wtrącić się do rozmowy. Jej piękne rysy twarzy zmąciła zmarszczka na czole.

– Nie zamęczaj się tymi zmartwieniami związanymi z wojną, kochanie. To niezdrowe. Zwłaszcza w twoim stanie. – Patrzyła na nią ostro pełnym niezadowolenia spojrzeniem.

Twarz Keziah zaczęła płonąć. Miała prawie dwadzieścia lat, a wciąż była traktowana jak dziecko. Impertynencja nie zaprowadziłaby jej jednak daleko, więc poskromiła język i podniosła widelec z jajkami do ust, by powstrzymać napływające do nich słowa.

Ojciec przytaknął, nie zwracając uwagi na jej gniew.

– Słusznie. Niepotrzebne nam już więcej takie sceny, jakimi przeraziłaś nas u Ballingerów. Zresztą już następnego dnia pani Ballinger przyszła do mojego biura i zasypała gradem pytań o twój stan. Mógłbym chyba zostać prawnikiem za tę przemowę, którą usiłowałem ją przekonać, że nie jesteś wariatką.

Keziah spuściła głowę. Zimna, ciemna fala wstydu przyćmiła jej wcześniejszą irytację.

– Jeśli chodzi o twoje zamartwianie się wojną – ciągnął ojciec – lepiej by było, żeby ten temat nie zaprzątał ci nadmiernie głowy. I tak to wszystko nie potrwa dłużej niż kilka miesięcy. Unia musi zobaczyć Konfederację w pełnej wojskowej chwale. I nie zapominaj… – Uśmiechnął się znad okularów, a jego wąsy uniosły się do góry. – …że mamy Boga po swojej stronie.

Na pewno? W jej myślach ponownie przemknął Amos, tak jak tysiąc razy wcześniej od zeszłego tygodnia – od kiedy Micah otworzył jej oczy na brutalną prawdę.

Ojciec odłożył gazetę, zsunął okulary z nosa i złączył pulchne palce.

– Całym sercem zgadzam się z artykułem Stephensa sprzed paru tygodni. Stwierdził w nim, że podstawowym błędem poprzedniego rządu było zbudowanie fundamentów na fałszywym założeniu o równości wszystkich ras. Unia deklaruje jasno, że to, co Pan Bóg w oczywisty sposób stworzył jako nierówne, jest równe. Stary rząd zbudowano na kłamstwie, więc upadł.

Matka otarła nieśmiało usta serwetką.

– Oczywiście. Czyż Biblia nie głosi: „Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością?”.

– Ale czyż apostoł nie miał na myśli małżeństw pomiędzy dziećmi Bożymi i poganami? – wtrąciła Keziah. – Wcale nie mówił o rasach.

Ojciec zmarszczył brwi.

– Murzyni nie są nam równi. Cytat, tak czy inaczej, pasuje.

Keziah przygryzła język i odsunęła talerz, gdyż nagle straciła apetyt.

Elizabeth wciąż potulnie podawała do stołu z pochyloną głową. Co myślała ich służąca o tej rozmowie? Dziewczyna na darmo próbowała pochwycić jej spojrzenie. Oburzona bezdusznością rodziców, zaczęła podnosić się z miejsca, lecz powstrzymało ją nagłe walenie do drzwi. Służąca szybko wyszła z pokoju, by otworzyć, i po chwili wróciła z przepraszającą miną.

– Jakiś pan do pana, panie Montgomery. Niejaki doktor Micah Greyson.

Serce Keziah zabiło mocniej, co bardzo ją zaskoczyło.

Ojciec upuścił serwetkę na stół, marszcząc brwi.

– Trochę za wcześnie na gości, ale spotkam się z nim.

Elizabeth posłusznie podążyła za nim na korytarz, podczas gdy matka nadal popijała kawę.

Dlaczego Micah tutaj przyszedł? Keziah nie spodziewała się, że znów go zobaczy, nie po tym, gdy właściwie się pożegnali na zawsze tamtego wieczoru.

Hamując przypływ nadziei, właśnie sięgała po gazetę, gdy powstrzymał ją zjadliwy ton matki.

– Nie powinnaś tego czytać, moja droga. Pamiętasz, co powiedział doktor? Jakikolwiek wysiłek jest dla ciebie niewskazany, czy to fizyczny, czy to psychiczny.

Jej podniecenie minęło, musiała ze sobą walczyć, by nie odpowiedzieć. Była więźniem, zamkniętym w swoim własnym domu. W swoim własnym ciele.

– Poza tym rozmowy o wojnie i polityce to nie jest odpowiedni temat dla panny z dobrego domu, nie sądzisz?

Zanim Keziah zdążyła odpowiedzieć, z salonu dobiegł krzyk mężczyzny. Dziewczyna skoczyła na równe nogi. Uchwyciła jeszcze spojrzenie okrągłych oczu matki, uniosła jasnoniebieską spódnicę i na tyle szybko, na ile wypadało damie, ruszyła w tamtą stronę. W miarę jak się zbliżała, krzyki stawały się coraz głośniejsze. Matka podążała za nią krok w krok.

Zapominając o ostrożności, Keziah otworzyła szeroko drzwi, by usłyszeć ryk ojca:

– Jak śmiesz mnie pouczać, w jaki sposób mam traktować własną córkę!

Krew uciekła jej z twarzy, gdy zajrzała do środka i zobaczyła postawną sylwetkę taty nacierającego na Micah, który stał i patrzył na niego groźnie.

Doktor wypuścił z irytacją powietrze i mężczyźni kontynuowali kłótnię, nie zważając na widownię.

– Proszę mi wierzyć, sir, że to by jej pomogło. Medycyna poczyniła ogromne postępy w leczeniu epilepsji i…

– Mamy już lekarza rodzinnego, dziękuję.

Twarz Micah pociemniała.

– Takiego, który zabronił jej używać mózgu i ruszyć palcem! – odparł. – To brednie! Keziah jest niesamowicie bystra. Obchodzenie się z nią jak z jajkiem jest wyjątkowo niesprawiedliwe. Są sposoby, które mogłyby jej pomóc i pozwolić na satysfakcjonujące życie.

Ozdobione wąsami policzki ojca przybrały kolor szkarłatu.

– Keziah? Jak pan śmie mówić o mojej córce w taki poufały sposób?

Wkraczając do akcji, dziewczyna położyła mu uspokajająco rękę na ramieniu, by w gniewie nie uderzył Micah.

– Ojcze, proszę, doktor Greyson tylko próbuje pomóc…

Odwrócił się i popatrzył na nią wzrokiem, który przyprawił ją o drżenie.

– Dlaczego bronisz tego szarlatana? I dlaczego on tak bezceremonialnie się o tobie wypowiada? Spotykasz się z nim za moimi plecami?

Zbulwersowana tymi ostrymi oskarżeniami, Keziah pokręciła głową.

– Nic niewłaściwego między nami nie zaszło. Doktor Greyson zajął się mną w ten wieczór, gdy miałam atak u Ballingerów. Chodziliśmy razem do szkoły.

Micah postąpił krok naprzód.

– Panna Montgomery ma rację – powiedział pojednawczo. – Moim jedynym celem było zaproponować alternatywne metody leczenia.

Ojciec przymrużył oczy i odwrócił się do gościa, a na jego twarzy pojawił się błysk.

– Zaraz… Micah Greyson. Pamiętam cię. Czy twój ojciec to Samuel Greyson?

Micah patrzył na niego niespokojnie, jakby przygotowywał się na atak, choć Keziah nie miała pojęcia dlaczego.

Ojciec uśmiechnął się, choć przypominało to raczej sardoniczny grymas.

– O tak, wiem wszystko o tobie i takich jak ty. Twój ojciec był niegodnym człowiekiem.

Keziah wstrzymała oddech, a matka postąpiła w stronę ojca, błagając go spojrzeniem, by przestał. On jednak nie zwrócił na nią uwagi, a w jego oczach pojawiła się dziwna zajadłość.

– Samuel Greyson był zwykłym mąciwodą, który opowiadał każdemu, kto miał ochotę słuchać jego bredni, o zasługach Johna Browna2. – Popatrzył na niego gniewnie. – Ale przynajmniej nie doczekał egzekucji swojego idola po Harper’s Ferry.

Keziah stanęła u boku Micah.

– Ojcze, przestań, doktor Greyson to mój przyjaciel.

Oczy ojca ciskały błyskawice. Wydawały się wyzywać doktora, by ten zaprzeczał jadowitym oskarżeniom.

Popatrzyła na przyjaciela. W jego policzku nerwowo drgał mięsień. Szczęka wyglądała jak wykuta z marmuru. Choć mówił spokojnie, jego głos ciął jak stalowe ostrze.

– Proszę wybaczyć, że państwu przeszkodziłem. To się nie powtórzy.

Ojciec skinął głową, zaciskając usta.

– To dobrze, Jankesi nie są u nas mile widziani.

Matka próbowała go uspokoić, Keziah czuła tylko, jak pali ją twarz.

– Korzeń piwonii i bylica, Keziah. Spróbuj korzenia piwonii i bylicy.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, wyszedł z salonu na korytarz, otworzył drzwi wejściowe i z hukiem je za sobą zatrzasnął.

Wstrząśnięta, odwróciła się do ojca. Jego zachowanie tak ją przeraziło, że nie była w stanie dobyć z siebie głosu. Zresztą to nie miało znaczenia. W nim wciąż buzował gniew, który wyładował na Elizabeth:

– Jak jeszcze kiedyś zobaczysz, że ten miłośnik Jankesów gdzieś się tu kręci, pójdziesz po Hiriama i każesz mu go wyrzucić na ulicę.

– Tak, sir.

W uszach Keziah szumiało tak mocno, że tylko stała oniemiała na środku salonu. Matka ganiła ojca, błagając go, by się uspokoił. Elizabeth wyszła z pokoju. Keziah ledwo jednak zwróciła na to uwagę, wpatrzona w zamknięte drzwi wejściowe. Micah odszedł. Na dobre.

Wyryte w sercu

Подняться наверх