Читать книгу Wydech - Ted Chiang - Страница 7

Opowieść o fartownym powroźniku

Оглавление

Był raz sobie młodzieniec imieniem Hassan, który zajmował się powroźnictwem. Przeszedł przez Wrota Lat, bo chciał zobaczyć, jak będzie wyglądał Kair za dwadzieścia lat, a uczyniwszy to, zdumiał się, jak bardzo miasto się rozrosło. Czuł się, jakby znalazł się w scenie wyhaftowanej na arrasie, a choć miasto nadal pozostawało tym samym Kairem, gapił się na codzienne widoki, jakby były niezwykłymi cudami.

Gdy spacerował w pobliżu Bramy Zuweila, gdzie pokazują swe sztuczki zaklinacze węży i tańczący z mieczami, usłyszał wołanie astrologa:

— Młodzieńcze, czy pragniesz poznać przyszłość?

— Już ją znam — odparł ze śmiechem Hassan.

— Ale z pewnością chciałbyś się dowiedzieć, czy zdobędziesz bogactwo?

— Jestem powroźnikiem. Wiem, że go nie zdobędę.

— Skąd ta pewność? Czy słyszałeś, że sławny kupiec Hassan al-Hubbaul również zaczynał jako powroźnik?

To pobudziło ciekawość Hassana. Zaczął wypytywać ludzi na targowisku, czy słyszeli o owym bogatym kupcu, i przekonał się, że jego imię jest powszechnie znane. Mieszkał on ponoć w bogatej dzielnicy Birkat al-Fil, Hassan udał się więc tam i zapytał o drogę do domu kupca. Okazało się, że to największy budynek na całej ulicy.

Zapukał do drzwi i sługa zaprowadził go do przestronnej, pięknie urządzonej sali, gdzie pośrodku biła fontanna. Czekał tam, aż służący przyprowadzi swego pana, gdy jednak podziwiał gładkie hebany i marmury, czuł, że to nie miejsce dla niego. Gdy chciał już odejść, pojawił się on sam, starszy o dwadzieścia lat.

— Nareszcie jesteś! — zawołał tamten. — Spodziewałem się ciebie.

— Naprawdę? — zdumiał się Hassan.

— Oczywiście. Przecież odwiedziłem w młodości samego siebie, jak ty teraz odwiedzasz mnie. Minęło już tyle lat, że nie pamiętałem dokładnej daty. Chodź, zjemy razem obiad.

Dwaj Hassanowie udali się do jadalni. Słudzy przynieśli im kurczaka faszerowanego orzechami pistacjowymi, smażone owoce w miodzie oraz pieczoną jagnięcinę z przyprawionymi owocami granatu. Starszy Hassan opowiedział o kilku szczegółach ze swego życia. Wspomniał, że prowadzi rozmaite interesy, ale nie wyjaśnił, jak został kupcem. Mówił też o żonie, ale oznajmił, że to nie pora, by młodszy mężczyzna ją poznał. Zamiast tego poprosił go, by przypomniał mu kilka figli, jakich dopuścił się w dzieciństwie. Śmiał się głośno, słuchając opowieści, które czas wymazał już z jego pamięci.

— Jak ci się udało tak bardzo odmienić swój los? — zapytał wreszcie Hassan.

— Powiem ci tylko jedno: gdy będziesz się wybierał na targowisko po konopie, zmierzając Ulicą Czarnego Psa, nigdy nie idź jej południową stroną, jak dotąd. Zawsze wybieraj północną.

— I to umożliwi mi poprawę losu?

— Zrób, jak ci mówię. A teraz wracaj do domu. Masz sporo sznurów do zrobienia. Będziesz wiedział, kiedy znowu mnie odwiedzić.

Młody Hassan wrócił do swego czasu i postępował, jak mu kazano. Zawsze trzymał się północnej strony ulicy, mimo że nie było tam cienia. Po kilku dniach stał się świadkiem wypadku. Po południowej stronie ulicy, naprzeciwko niego, koń wpadł w szał. Kopnął kilku ludzi, jedną osobę zranił, przewracając na nią dzban z olejem palmowym, a następną nawet stratował kopytami.

Gdy zamieszanie się skończyło, Hassan pomodlił się do Allaha o uzdrowienie dla rannych i o spokój dla duszy zabitego, a także podziękował za ocalenie.

Nazajutrz znowu przeszedł przez Wrota Lat i odszukał swą starszą wersję.

— Czy zranił cię ten koń? — zapytał.

— Nie, ponieważ posłuchałem ostrzeżenia samego siebie. Nie zapominaj, że ty i ja jesteśmy jednym człowiekiem. Wszystko, co ci się przydarzyło, spotka kiedyś mnie.

Od tej pory starszy Hassan udzielał młodszemu wskazówek, a młodszy ich słuchał. Nie kupił jaj od tego samego handlarza, co zawsze, i dzięki temu nie zachorował, co przytrafiło się wszystkim klientom, którzy jedli jaja z zakażonego koszyka. Nabył większy zapas konopi i dlatego nie zabrakło mu materiału, gdy karawana się spóźniła i całą resztę powroźników dotknęły braki surowca. Dzięki sugestiom starszego Hassana uniknął wielu kłopotów, zastanawiał się jednak, dlaczego ów nie chce mu powiedzieć więcej. Z kim się ożeni? W jaki sposób zdobędzie majątek?

Wreszcie, pewnego dnia, gdy sprzedał na targu cały zapas sznura i wracał do domu z wyjątkowo pełną sakiewką, Hassan zderzył się na ulicy z jakimś chłopakiem. Poszukał ręką mieszka, zorientował się, że go nie ma, i odwrócił się z krzykiem, wypatrując w tłumie złodzieja. Ten usłyszał go i natychmiast rzucił się do ucieczki. Hassan zauważył, że złodziejaszek ma bluzę rozerwaną w łokciu, ale chłopak szybko zniknął mu z oczu.

Ogarnął go szok. Jak to możliwe, że starszy Hassan go przed tym nie ostrzegł? Zaskoczenie szybko jednak ustąpiło miejsca gniewowi. Rzucił się w pościg. Przepychał się przez tłum, wypatrując rozdartej na łokciu szaty, aż wreszcie przypadkowo zauważył zbiega przykucniętego za wozem z owocami. Capnął go i zaczął krzyczeć głośno, że złapał złodzieja. Chłopak, bojąc się aresztowania, wypuścił sakiewkę i zalał się łzami. Hassan gapił się na niego przez długi czas. Wreszcie gniew mu minął i pozwolił złodziejaszkowi uciec.

— Dlaczego mnie nie ostrzegłeś przed kieszonkowcem? — zapytał starszego Hassana podczas następnego spotkania.

— Czy nie spodobała ci się ta przygoda? — odpowiedział pytaniem tamten. Hassan chciał zaprzeczyć, powstrzymał się jednak.

— Podobała mi się — przyznał. Ścigając chłopaka, nie miał pojęcia, czy go dogoni, czy nie. Dlatego krew krążyła mu w żyłach najintensywniej od wielu tygodni. Widok łez złodziejaszka przypomniał mu zaś o nauczaniu Proroka dotyczącym wartości miłosierdzia. Gdy Hassan pozwolił ulicznikowi uciec, poczuł się człowiekiem cnotliwym.

— Czy wolałbyś, żebym cię tego pozbawił?

Podobnie jak w dorosłości nieraz uświadamiamy sobie wartość obyczajów, które w młodości uważaliśmy za absurdalne, Hassan zrozumiał, że ukrywanie informacji może mieć wartość równie wielką jak jej ujawnienie.

— Nie — przyznał. — Dobrze się stało, że mnie nie ostrzegłeś.

— A teraz powiem ci coś bardzo ważnego — zaczął starszy Hassan, zorientowawszy się, że jego młodsza wersja wszystko zrozumiała. — Wynajmij konia. Wskażę ci drogę do miejsca położonego między wzgórzami na zachód od miasta. Znajdziesz tam gaj, a w nim drzewo, w które uderzył piorun. Odszukaj najcięższy z leżących pod drzewem kamieni, który zdołasz odwrócić, i zacznij pod nim kopać.

— Czego mam tam szukać?

— Będziesz wiedział, kiedy to znajdziesz.

Nazajutrz Hassan pojechał między wzgórza i szukał tak długo, aż wreszcie trafił na właściwe drzewo. Ziemię pod nim pokrywało mnóstwo głazów. Hassan odwrócił pierwszy i zaczął pod nim kopać, a następnie drugi i trzeci. W końcu jego łopata uderzyła w coś twardego. Odgarnął ziemię i znalazł pod spodem skrzynię z brązu, pełną złotych dinarów oraz biżuterii. Nigdy w życiu nie widział takiego skarbu. Załadował skrzynię na koński grzbiet i wrócił do Kairu.

— Skąd wiedziałeś, gdzie ukryto skarb? — zapytał swą starszą wersję podczas następnego spotkania.

— Dowiedziałem się od samego siebie — wyjaśnił starszy Hassan. — Tak samo jak ty. Jeśli zaś pytasz o to, gdzie zdobyliśmy tę wiedzę, mogę ci powiedzieć tylko tyle, że była to wola Allaha. Ona wyjaśnia wszystko, co się dzieje.

— Przysięgam, że dobrze wykorzystam te bogactwa, którymi pobłogosławił mnie Allah — rzekł młodszy Hassan.

— A ja odnawiam tę przysięgę — dodał starszy. — To nasza ostatnia rozmowa. Od tej chwili sam potrafisz odnaleźć drogę. Pokój niech będzie z tobą.

Hassan wrócił do domu. Złoto pozwoliło mu kupić wielkie zapasy konopi, nająć robotników i zaoferować im godziwą zapłatę. Dzięki temu mógł korzystnie sprzedawać sznury wszystkim nabywcom. Ożenił się z piękną i bystrą kobietą, a potem, idąc za jej radą, zaczął handlować również innymi towarami, aż wreszcie stał się bogatym i szanowanym kupcem. Cały ten czas hojnie wspierał ubogich i żył jak człowiek sprawiedliwy. Tak oto Hassan wiódł życie najszczęśliwsze z możliwych, aż wreszcie przerwała je śmierć, która zrywa więzy i niszczy radości.

* * *

— To wspaniała opowieść — rzekłem. — Cóż mogłoby być lepszą zachętą dla kogoś, kto rozważa, czy zrobić użytek z Wrót?

— Rozsądnie postępujesz, zachowując sceptycyzm — oznajmił Bashaarat. — Allah nagradza tych, których pragnie nagrodzić, i karze tych, których chce ukarać. Wrota nie zmienią jego opinii o tobie.

Pokiwałem głową, sądząc, że go rozumiem.

— Nawet jeśli człowiek uniknie nieszczęść, jakie spotkały w życiu jego starszą wersję, nie ma gwarancji, że ominą go inne klęski.

— Nie. Wybacz starcowi, że wyraził się nieprecyzyjnie. Wrota nie są jak loteria, w której za każdym razem wyciąga się inny los. Przypominają raczej tajne przejście w pałacu, pozwalające dotrzeć do danej komnaty szybciej niż przez znany wszystkim korytarz. Komnata pozostaje taka sama, bez względu na to, którymi drzwiami się do niej wchodzi.

To mnie zaskoczyło.

— Chcesz powiedzieć, że przyszłość jest z góry ustalona? Nie można jej zmienić tak samo jak przeszłości?

— Powiadają, że skrucha i pokuta mogą wymazać przeszłość.

— Ja również o tym słyszałem, ale w moim przypadku nie okazało się to prawdą.

— Słyszę to z przykrością — odparł Bashaarat. — Mogę ci jedynie powiedzieć, że przyszłość niczym się nie różni od przeszłości.

Zastanawiałem się przez chwilę nad jego słowami.

— Jeśli więc człowiek dowie się, że za dwadzieścia lat nie będzie go już wśród żywych, nie zdoła w żaden sposób uniknąć śmierci? — Staruszek skinął głową. Przygnębiła mnie ta wiadomość, potem jednak nasunęła mi się myśl, że może to również stać się gwarancją. — Ale przypuśćmy, że ktoś się dowie, iż za dwadzieścia lat nadal będzie żył. W takim przypadku nic przez ten czas nie będzie mogło go zabić. Będzie mógł bez obaw walczyć w bitwach, pewien, że nie polegnie.

— To możliwe — przyznał Bashaarat. — Ale nie można również wykluczyć możliwości, że człowiek pragnący podobnej gwarancji po skorzystaniu z Wrót przekonałby się, że jego starsza wersja nie żyje.

— Ach — mruknąłem. — Czy więc tylko roztropnym udaje się spotkać samych siebie?

— Pozwól, że opowiem ci o innym człowieku, który skorzystał z Wrót. Będziesz mógł sam zdecydować, czy był roztropny, czy nie.

Bashaarat opowiedział mi drugą historię i, jeśli Wasza Wspaniałość pozwoli, powtórzę ją teraz.

Wydech

Подняться наверх