Читать книгу Wydech - Ted Chiang - Страница 8
Opowieść o tkaczu, który okradł samego siebie
ОглавлениеBył raz sobie młody tkacz imieniem Ajib, który żył skromnie, utrzymując się z tkania dywanów, ale pożądał luksusów, jakimi cieszą się bogacze. Usłyszawszy opowieść o Hassanie, bezzwłocznie postanowił, że również przejdzie przez Wrota Lat, by spotkać starszą wersję samego siebie. Był przekonany, że przyszłość okaże się dla niego równie szczodra jak dla Hassana.
Gdy tylko zjawił się w Kairze dwadzieścia lat później, natychmiast udał się do bogatej dzielnicy Birkat al-Fil i zaczął wypytywać ludzi, gdzie mieszka Ajib ibn Taher. Gdyby spotkał kogoś, kto znał jego starszą wersję i zauważyłby ich podobieństwo, był przygotowany przedstawić się jako syn Ajiba, niedawno przybyły z Damaszku. Nie miał jednak okazji tego uczynić, albowiem żaden z ludzi, z którymi rozmawiał, nie znał nikogo o tym imieniu.
W końcu postanowił wrócić do swej dawnej dzielnicy, by się przekonać, czy ktoś tam wie, dokąd się przeniósł. Dotarł na ulicę, przy której mieszkał, i zapytał jakiegoś chłopaka, czy wie, gdzie znaleźć człowieka zwanego Ajibem. Chłopak skierował go do jego starego domu.
— Nie, tam mieszkał kiedyś — sprzeciwił się Ajib. — A gdzie mieszka teraz?
— Jeśli od wczoraj się przeprowadził, to nic mi o tym nie wiadomo — odparł chłopak.
Ajib nie potrafił w to uwierzyć. Jak to możliwe, by po dwudziestu latach wciąż żył w tym samym domu? To by znaczyło, że jego starsza wersja nie zdobyła bogactwa i nie może mu udzielić żadnych rad, a przynajmniej nie takich, które przyniosłyby Ajibowi korzyści. Dlaczego jego los tak bardzo się różnił od losu fartownego powroźnika? W nadziei, że chłopak się pomylił, postanowił, że zaczeka pod domem i będzie wszystko uważnie obserwował.
W końcu ujrzał wychodzącego z domu mężczyznę. Z rozpaczą poznał samego siebie, starszego o dwadzieścia lat. Starszemu Ajibowi towarzyszyła jakaś kobieta, zapewne jego żona, lecz ledwie ją zauważył, dostrzegając jedynie fakt, że nie udało mu się poprawić własnego losu. Z przygnębieniem przyglądał się ubogim szatom noszonym przez starszą parę, która wkrótce zniknęła mu z oczu.
Gnany ciekawością podobną do tej, która każe ludziom oglądać ścięte głowy skazańców, Ajib podszedł do drzwi domu. Jego klucz nadal pasował do zamka, mógł więc wejść do środka. Meble się zmieniły, były jednak proste i sfatygowane. Ich widok zatrwożył Ajiba. Czy po dwudziestu latach nie mógł sobie pozwolić na lepsze poduszki?
Pod wpływem impulsu podszedł do drewnianej skrzynki, w której zwykł trzymać oszczędności. Otworzył zamek, uniósł pokrywę i zobaczył, że kuferek jest pełen złotych dinarów.
Ten widok go zdumiał. Starszy Ajib miał całą skrzynkę złota, a mimo to ubierał się ubogo i przez dwadzieścia lat mieszkał w tym samym domu! Ależ z niego smętny skąpiec, pomyślał. Posiada majątek, ale się nim nie cieszy. Ajib od dawna wiedział, że nie można zabrać ze sobą dobytku do grobu. Czyżby z wiekiem zapomniał o tej prawdzie?
Doszedł do wniosku, że podobne bogactwo powinno należeć do tego, kto potrafi się nim cieszyć, to znaczy do niego. Tłumaczył sobie, że zabierając złoto swej starszej wersji, nie popełni kradzieży, bo przecież trafi ono do jego rąk. Wziął kuferek na plecy i z wielkim wysiłkiem zdołał go przenieść przez Wrota Lat do znanego sobie Kairu.
Część nowo zdobytego bogactwa powierzył bankierowi, ale zawsze nosił przy sobie wypełnioną złotem sakiewkę. Ubierał się w damasceńską szatę, trzewiki z kurdybanu i khurasański turban ozdobiony klejnotem. Wynajął dom w bogatej dzielnicy, ozdobił go najwspanialszymi dywanami oraz sofami, przyjął też kucharza, by przygotowywał mu wystawne posiłki.
Następnie odszukał brata kobiety, której od dawna pożądał z daleka. Zwała się Taahira. Jej brat był aptekarzem i pomagała mu prowadzić interes. Ajib od czasu do czasu kupował tam jakieś medykamenty, by mieć okazję porozmawiać z Taahirą. Pewnego razu opadł jej kwef i Ajib zobaczył oczy, ciemne i piękne jak u gazeli. Brat Taahiry nigdy by nie pozwolił, by poślubiła tkacza, ale teraz Ajib mógł się zaprezentować jako korzystna partia.
Brat Taahiry przystał na małżeństwo, ona też się nie opierała, ponieważ również pragnęła Ajiba. Ten nie żałował wydatków na wesele. Wynajął jedną z barek wycieczkowych pływających po kanale na południe od miasta i wyprawił ucztę z muzykantami i tancerzami, podczas której podarował pannie młodej wspaniały naszyjnik z pereł. O owej uroczystości plotkowano w całej dzielnicy.
Ajib radował się zdobytym majątkiem oraz Taahirą i przez tydzień czy dwa oboje wiedli zaiste cudowne życie. Pewnego dnia wrócił jednak do domu i zobaczył, że drzwi wyłamano, a ze środka wyniesiono wszystkie srebrne i złote przedmioty. Przerażony kucharz wyszedł z ukrycia i poinformował go, że rabusie zabrali również Taahirę.
Ajib modlił się do Allaha tak długo, aż wreszcie zasnął, zmęczony z niepokoju. Rankiem obudziło go pukanie do drzwi. Za nimi stał nieznajomy.
— Mam dla ciebie wiadomość — oznajmił.
— Jak ona brzmi?
— Twoja żona jest bezpieczna.
Ajib poczuł, że strach i gniew kipią mu w żołądku niby czarna żółć.
— Jakiego okupu żądasz? — zapytał.
— Dziesięciu tysięcy dinarów.
— To więcej niż wszystko, co posiadam! — zawołał Ajib.
— Nie targuj się ze mną — warknął porywacz. — Widziałem, że wydawałeś pieniądze, jak inni wylewają wodę.
Ajib padł na kolana.
— Byłem rozrzutny. Klnę się na imię Proroka, że nie mam tak wielkiej sumy.
Złoczyńca przyjrzał mu się z uwagą.
— Zbierz wszystkie pieniądze, które masz — zażądał. — Przyjdę po nie jutro o tej samej porze. Jeśli dojdę do wniosku, że to za mało, twoja żona zginie. Jeśli jednak ci uwierzę, moi ludzie ci ją zwrócą.
Ajib zrozumiał, że nie ma innego wyboru.
— Zgoda — rzekł i zbójca wyszedł.
Nazajutrz Ajib udał się do bankiera i odebrał wszystkie pozostałe pieniądze. Dał je rabusiowi, który dostrzegł desperację w jego oczach i poczuł się usatysfakcjonowany. Dotrzymał obietnicy. Wieczorem Taahira wróciła do domu.
— Nie potrafiłam uwierzyć, że zapłaciłeś za mnie tak wielką sumę — rzekła.
— Bez ciebie pieniądze nie sprawiłyby mi radości — odparł Ajib. Z zaskoczeniem przekonał się, że to prawda. — Ale teraz żałuję, że nie mogę już kupić ci wszystkiego, na co zasługujesz.
— Nigdy już nie będziesz mi musiał niczego kupować — zapewniła. Ajib pokłonił głowę.
— Czuję się, jakby ukarano mnie za moje występki.
— Jakie występki? — zapytała Taahira, ale jej nie odpowiedział. — Nie pytałam cię o to przedtem — ciągnęła — ale wiem, że nie odziedziczyłeś swoich pieniędzy. Powiedz, czy je ukradłeś?
— Nie — skłamał Ajib, nie chcąc przyznać się do prawdy przed nią ani nawet przed sobą samym. — Dano mi je.
— Zatem to była pożyczka?
— Nie. Nie muszę ich oddawać.
— I nie zamierzasz tego zrobić? — Taahira była wstrząśnięta. — Satysfakcjonuje cię myśl, że jakiś inny mężczyzna zapłacił za nasze wesele? — Była na granicy łez. — Czy więc jestem żoną twoją, czy tamtego?
— Moją — zapewnił.
— Jak to możliwe, kiedy zawdzięczam życie innemu?
— Nie chciałbym, byś zwątpiła w moją miłość — stwierdził Ajib. — Przysięgam, że spłacę wszystko, do ostatniego dirhama.
Tak oto Ajib i Taahira przenieśli się do jego starego domu i zaczęli oszczędzać. Oboje pracowali u jej brata, aptekarza, a gdy w końcu stał się producentem perfum zaopatrującym bogaczy, przejęli po nim aptekę i sprzedawali lekarstwa chorym. Zarabiali nieźle, ale maksymalnie ograniczali wydatki, żyjąc skromnie i naprawiając uszkodzone sprzęty, zamiast kupować nowe. Przez długie lata Ajib uśmiechał się, wrzucając do kuferka kolejną monetę, i mówił żonie, że to znak tego, jak bardzo ją ceni. Zapewniał, że nawet gdy skrzynka wypełni się w całości, będzie to opłacalne.
Niełatwo jednak wypełnić skrzynkę, dodając za każdym razem tylko po kilka monet. Dlatego to, co zaczęło się jako oszczędność, stopniowo przerodziło się w skąpstwo, a roztropność ustąpiła miejsca sknerstwu. Co gorsza, wzajemne uczucia Ajiba i Taahiry słabły z upływem czasu. Zaczęli żywić do siebie urazę z powodu pieniędzy, których nie mogli wydać.
Tak oto mijały im lata, a Ajib starzał się, czekając na chwilę, gdy ukradną mu jego złoto.
* * *
— Cóż za niezwykła i smutna opowieść — rzekłem.
— Zaiste — zgodził się Bashaarat. — Czy powiedziałbyś, że Ajib postąpił roztropnie?
— Nie mam prawa go osądzać — odparłem po chwili wahania. — Musi żyć z konsekwencjami swych uczynków, podobnie jak ja muszę żyć z konsekwencjami moich. — Umilkłem na chwilę. — Podziwiam jednak jego szczerość. To niezwykłe, że ci o wszystkim opowiedział.
— Och, nie zrobił tego jako młodzieniec — wyjaśnił Bashaarat. — Po tym, jak wyszedł z Wrót, dźwigając skrzynkę, nie widziałem go przez dwadzieścia lat. Gdy znowu mnie odwiedził, był już znacznie starszym człowiekiem. Wrócił do domu i zobaczył, że kuferek zniknął. Świadomość, że spłacił dług, pozwoliła mu przyjść do mnie i opowiedzieć, co się wydarzyło.
— Naprawdę? Czy Hassan też opowiedział ci o wszystkim na starość?
— Nie, tamtą historię usłyszałem z ust jego młodszej wersji. Starszy Hassan nigdy już nie wrócił do mojego sklepu, miałem jednak innego gościa i usłyszałem od niego historię o Hassanie, której on sam nie mógłby mi opowiedzieć.
Bashaarat przeszedł do kolejnej historii i, jeśli Wasza Wspaniałość pozwoli, powtórzę ją teraz.