Читать книгу Król Tyru - Tomasz Białkowski - Страница 7

Оглавление

14 grudnia 2006, czwartek

Doktor Lena Lipska miała problem. Mówiąc najogólniej – problem ten wiązał się z przeszłością. Oczywiście – jej przeszłością.Rano odebrała wiadomość, która wprawiła ją w ponury nastrój: „Odnalazłem Cię, kochanie!”. Po minucie na wyświetlaczu niewielkiej motoroli pojawiła się kolejna wiadomość: „Czy to ładnie kryć się przed przyjaciółmi?”. Nadawca wiadomości podpisywał się jako „Twój na zawsze”. Lena wyłączyła aparat, chociaż nie powinna była tego robić. Spodziewała się bowiem ważnego telefonu z sekretariatu Katedry Teologii Biblijnej, gdzie od kilku lat pracowała. Jakiś czas temu napisała podanie o półroczny urlop naukowy. Chciała ten czas poświęcić na zbieranie materiałów do rozprawy habilitacyjnej. Ta błyskotliwa absolwentka Instytutu Nauk Biblijnych, która studia ukończyła z wyróżnieniem, miała dopiero dwadzieścia osiem lat. Wcześniej studiowała teologię i historię sztuki. Znała dobrze kilka egzotycznych języków, takich jak aramejski, koptyjski i hebrajski. Uwielbiała historię starożytną, w której się specjalizowała. Habilitację zamierzała robić z napisanej po hebrajsku Biblii Hebraica Stuttgartensia. Studiowała ją z zapałem od wielu lat. Sprawa urlopu miała się rozstrzygnąć właśnie dzisiaj. Ale tych kilka słów na wyświetlaczu tak ją przeraziło, że nawet tak ważna informacja jak zgoda na urlop nie miała teraz znaczenia. W mieszkaniu Leny zadzwonił telefon stacjonarny. Kobieta na chwilę znieruchomiała, po czym podbiegła do aparatu i chwyciwszy słuchawkę, wykrzyknęła:

- Zostaw mnie w spokoju! Rozumiesz?!

Ale po chwili zaniemówiła, bo głos, który usłyszała wprawił ją w wielkie zakłopotanie.

– Czy ja dodzwoniłam się do doktor Leny Lipskiej? Mówi Rudzka, z polecenia kierownika.

– Bardzo panią przepraszam. Myślałam, że to dzwoni kto inny… – Lena czuła, jak z jej twarzy odpływa krew. Była przekonana, że to dzwoni On…

– Och, nic nie szkodzi. Ja też nie znoszę tych wszystkich ankieterów, akwizytorów i wyszczekanych przedstawicieli handlowych – sekretarka Rudzka śmiała się serdecznie.

– Właśnie. Tylu ich się narzuca… – Lena odzyskiwała spokój.

– Pani doktor, dzwonię w wiadomej sprawie – Rudzka była rzeczowa. – Otóż otrzymała pani zgodę Rady Wydziału na ten urlop. Może się pani pakować.– Cieszę się bardzo! – powiedziała uradowana Lena. – I, oczywiście, dziękuję za wiadomość!– Och, to drobiazg. A pani ciągle o tej Biblii pisze? – pracownica sekretariatu starała się uchodzić za osobę żywo zainteresowaną działalnością pracowników instytutu.

– Tak. Biblii Hebraica Stuttgartensia. To moja wielka namiętność.

– To co, do Stuttgartu?

– No nie. Raczej do Petersburga.

– Jak to?

– Tam znajduje się najstarszy, bo tysiącletni, kodeks pergaminowy zawierający całą Biblię Hebrajską. Nazywany jest też Kodeksem Leningradzkim.

– O! Leningradzki! – ucieszyła się Rudzka. – Byłam tam kiedyś. Pięęęęęęękne miasto!

– Tak, tak, piękne. Dziękuję pani raz jeszcze! – Lena odłożyła słuchawkę, bo ktoś zapukał do drzwi. Ta rozmowa ucieszyła ją podwójnie. Raz, że oznaczała upragniony wyjazd, a dwa, pozwoliła zapomnieć o Nim.

Lipska zerknęła przez wizjer. Na korytarzu stał miły młody człowiek. Zapewne był jej studentem. Nigdy nie potrafiła ich spamiętać. Miała o to do siebie pretensje. Czego on może chcieć w połowie grudnia? Sesja za jakiś czas, zresztą niewiele miała w tym semestrze zajęć. Poprawiła włosy i zwolniła blokadę drzwi. W następnej chwili w jej dłonie trafił ogromny bukiet czerwonych róż. Młody człowiek skłonił się i ruszył po schodach w dół. Lena zaniosła kwiaty do salonu. Czuła, że dzieje się coś niedobrego. Nie myliła się. Wśród kwiatów znalazła niewielką karteczkę. Uniosła ją pod światło. Wolno odczytała ręczną dedykację: „Leno, Leno, zła i piękna. Już nic nas nie rozdzieli!”. Kobieta z karteluszkiem rzuciła się do drzwi. Sprawdziła, czy zamek jest zamknięty. Potem podbiegła do okna i zasunęła rolety. Przerażona wcisnęła się w oparcie kanapy. Ponownie spojrzała na karteczkę, przeczytała słowa, które znała już z porannych SMS-ów: „Twój na zawsze.” Lena znieruchomiała, bo telefon zadzwonił ponownie. To nie mogła być sekretarka…

Król Tyru

Подняться наверх