Читать книгу Życie jest wolnością. Autobiografia - Beata Pawlikowska - Страница 7
ОглавлениеROZDZIAŁ 5
Wolę odejść
Cokolwiek się zdarzy, jestem na to gotowa.
Wiem w co wierzę i jestem temu wierna. Nie dlatego, że tak postanowiłam, ale dlatego, że inaczej nie potrafię.
Kiedy moja dusza staje dęba i protestuje przeciwko czemuś tak głośno, że w myślach słyszę tylko jej krzyk, to zgadzam się z nią. Nie próbuję jej przekupić ani przekonać racjonalnymi argumentami.
Żyję w zgodzie ze sobą.
Kiedyś było inaczej.
Kiedyś nienawidziłam siebie i usiłowałam ze sobą walczyć. I wtedy ciągle wpadałam w różne życiowe bagna.
Nie wiedziałam co jest dobre, a co złe. Żyłam w nieustannej huśtawce opinii, emocji, żalów, pretensji i rozterek. Nigdy nie byłam w pełni zadowolona ani pewna tego co robię, myślę i pragnę.
Nic nie pomagało. Nawet kiedy zrobiłam listę za i przeciw jakiejś sprawy, to i tak pozostawałam w mętliku szarpiących wątpliwości co powinnam zrobić. Z kim być? Zostać czy odejść? Co mogę na tym zyskać? Co mogę stracić?
Zwykle wybierałam jakiś argument, który wydawał mi się ważny i postanawiałam, że pójdę za jego wskazówką, ale i tak wszystko rozsypywało się po drodze, a ja znów stałam na dzikiej pustyni bez mapy, bez kompasu i bez nadziei.
Tak było do czasu, kiedy zintegrowałam się jako człowiek.
Wrócę do tego za chwilę.
Na razie siedzę w gabinecie dyrektora, który obraca w palcach długopis i pyta dlaczego nie zastosowałam się do jego zaleceń.
Powtarzam to, co powiedziałam już wcześniej:
– Dla mnie to jest kwestia uczciwości. Nie mogę podpisać się pod czymś, do czego nie mam pełnego przekonania i co stoi w sprzeczności z tym, co czuję.
– W takim razie jest to sytuacja zero-jedynkowa – stwierdza dyrektor.
Uśmiecham się.
No, jeśli tak musi być, to trudno.
Jak mogłabym się zgodzić na rzeczy, wobec których czuję wewnętrzny sprzeciw? Jak mogłabym prezentować słuchaczom coś, czego nie lubię i co w aktywny sposób mi się nie podoba? Jak mogłabym spojrzeć im w oczy? I sobie?...
Nie mam wątpliwości.
To nie jest kwestia uporu czy próba narzucenia swojej woli.
Głęboko w duszy wiem i czuję, że muszę pozostać wierna wartościom, w które wierzę i które po prostu tworzą mój świat.
Jeśli coś robię, to tylko tak, jak umiem najlepiej, w dobrej wierze i z chęcią, żeby podzielić się czymś pozytywnym, budującym, czymś, co mnie pasjonuje i napełnia taką samą radością, jak wtedy, kiedy budzę się o świcie na tropikalnej wyspie wśród zachwyconego świergotu egzotycznych ptaków.
Inaczej nie chcę i nie umiem.
Wolę odejść niż zrobić coś wbrew sobie.
Słyszę głośny trzask.
Dyrektor ściskał plastikowy długopis tak mocno, że roztrzaskał go na kawałki. Siedzi naprzeciwko mnie z zakrwawionymi palcami.
– Może w takim razie poprowadzę program do końca miesiąca? – proponuję.
Odpowiada mi chłodna cisza.
– To może zrobię jeszcze jeden, ostatni program? Żeby móc pożegnać się ze słuchaczami?
– Takie podsumowanie wszystkich lat?
– Och nie! Zwyczajną audycję, jak zawsze. Zrobię siłownie umysłowe, będą nagrody, opowieści, a potem tylko w ostatnim wejściu powiem, że dziękuję i że to był ostatni program.
Słyszę westchnienie ulgi.
– Dobrze.
– Dziękuję.
– Czy możemy się spotkać po audycji, żeby podpisać odpowiednie dokumenty?
– Oczywiście.
I tak to się skończyło.
Po ostatniej audycji podpisałam cokolwiek podsunięto mi do podpisania, oddałam słuchawki i kartę wejściową.
Wyszłam z budynku z przekonaniem, że postąpiłam słusznie i bez cienia wątpliwości, że życie poprowadzi mnie dalej.