Читать книгу Prawda - Melanie Raabe - Страница 11

6

Оглавление

Leo czeka na mnie. Siedzi na łóżku przykryty kołdrą, mimo że jest ciepło, z kolanami pod brodą. Leo uwielbia historie. Każdego wieczora ten sam handel. Sen w zamian za historię. I jego, i mój. Bo ja udaję, że czytam tylko ze względu na niego. W rzeczywistości ten wieczorny rytuał jest dla mnie najpiękniejszym momentem dnia. Potrzebuję tych bajek tak samo jak mój syn. Po tym jak w zeszłym roku przekopaliśmy się przez baśnie Grimmów, doszliśmy teraz do Hansa Christiana Andersena. Nie lubię go, tych jego mrocznych, dziwacznych historii, które funkcjonują na zupełnie innych zasadach niż baśnie braci Grimm, gdzie dobro i zło tak łatwo od siebie odróżnić, gdzie nie ma żadnych półcieni. Moim zdaniem klarowność Grimmów niesie pocieszenie, chętnie wysłuchałabym raz jeszcze smutnej historii o gęsiareczce lub nawet tej o Kopciuszku czy Królewnie Śnieżce, ale Leo jest obecnie totalnie zafascynowany Królową Śniegu Andersena. Początkowo myślałam, że to tajemnicza postać królowej tak go oczarowała. Potem jednak zdałam sobie sprawę, że fascynuje go zaklęte lustro, o którym mowa na początku bajki.

Siadam na brzegu łóżka, Leo nie mówi ani słowa, tylko na mnie patrzy. Tym swoim spokojem i luzem tak bardzo czasami przypomina ojca, że to wręcz nie do zniesienia. Odgarniam mu z twarzy kosmyk sklejonych włosów.

– Nie jest ci za ciepło, kochanie? Chcesz cieńszą kołdrę?

Leo potrząsa głową. Podejrzewam, że wyobraża sobie teraz, iż znajduje się w pałacu królowej, zbudowanym ze śniegu i lodu, zatem kołdra jest absolutnie niezbędna, nieważne, że to środek lata.

– O czym chciałbyś dzisiaj posłuchać? – pytam w zasadzie tylko pro forma.

– O Królowej Śniegu – mówi Leo.

– No dobrze.

Otwieram książkę i zaczynam. Bardziej opowiadam, niż czytam, tak dobrze znam już ten tekst. Opowiadam, jak to diabeł stworzył kiedyś lustro, które sprawiało, że wszystko, co piękne, kurczyło się w jego odbiciu do nieskończenie małych rozmiarów, a jednocześnie wszystko, co złe, odbite w nim stawało się jeszcze gorsze. Leo patrzy na mnie wielkimi oczami, które w momencie, gdy wypowiadam słowo „diabeł”, robią się jeszcze odrobinę większe.

– Jednakże – kontynuuję opowieść – pewnego dnia lustro się stłukło i wtedy dopiero wydarzyło się najgorsze nieszczęście. Wszędzie wokół latały jego maleńkie odłamki i komu taki odłamek wpadł do oka, ten widział wszystko na odwrót i pragnął wszystkiego na odwrót. A niektórym ludziom odłamek tego czarodziejskiego lustra wpadł aż do serca i serce takich ludzi zamieniało się w bryłę lodu.

Tak mnie to wzrusza, gdy widzę, jak Leo za każdym razem łapie się w tym miejscu za serce i mruga, jakby upewniał się, czy jego serce nie jest bryłą lodu i czy wszystko w porządku z jego oczami.

– Mama – przerywa mi.

Odwracam wzrok w jego stronę.

– Po czym poznać, że się nie ma bryły lodu zamiast serca? – pyta.

W pierwszej chwili nie wiem, co odpowiedzieć.

Po tym, że niczego się już nie odczuwa tak jak wcześniej, myślę sobie. Po tym, że radość to nie zawrót głowy, lecz tylko lekki uśmiech. Po tym, że złość nie osiąga już temperatury wrzenia, jest co najwyżej letnia. Po tym, że znikają barwy, że przestaje się w pewnym momencie rozumieć, co ludzie mają na myśli, mówiąc o szczęściu.

Przykładam rękę do piersi mojego syna. Wyczuwam bicie jego małego serca, tak szybkie, tak żywe. Łzy cisną mi się do oczu, sama w sumie nie wiem dlaczego, ale udaje mi się je powstrzymać, nim wypłyną na powierzchnię, tak że Leo, którego mała, szczera twarzyczka jest tuż obok, który obserwuje bardzo uważnie moje reakcje, nie mógł ich zobaczyć.

– Bryła lodu nie bije – mówię, próbując się uśmiechnąć.

Leo kiwa głową, wygląda na to, że to go przekonało. Potem kładzie rękę na mojej piersi. Nie wiem, co się ze mną dzieje, ale na krótki moment ogarnia mnie irracjonalny lęk, że nie wyczuje bicia, że trafił mnie odłamek diabelskiego lustra i nawet tego nie zauważyłam. I że w mojej piersi nie ma już serca, lecz wielki jak pięść kawał lodu. Dłoń mojego syna wędruje przez chwilę po moim ciele, jakby czegoś szukała, potem jego twarz się rozjaśnia. Nic nie mówi, po prostu zabiera rękę i opada zadowolony na poduszkę. Mam ściśnięte gardło.

– Mamo, czytaj dalej – mówi w końcu Leo.

Spełniam jego życzenie i podróżujemy z Królową Śniegu przez chłodną i niebezpieczną zimową noc. Nasze serca biją.

Prawda

Подняться наверх