Читать книгу Prawda - Melanie Raabe - Страница 6
1
ОглавлениеŚwiat jest czarny. Słońce nade mną jest czarne.
Stoję. Z zadartą w górę głową. Z szeroko rozwartymi oczami. Staram się chłonąć tę chwilę w całej pełni. Zapamiętać ją. Nie myśleć o niczym innym. Drzewa szumią cicho, niemal uroczyście. Tylko ptaki na ich wierzchołkach wydają się zupełnie nieporuszone tym, co dzieje się wokół. Swoim śpiewem przekrzykują ciemność, jakby szło o życie. Słońce jest czarne, a ja stoję i sycę się jego widokiem. Nie ma już ciepła. Nie ma światła.
Nie jest to pierwsze zaćmienie słońca w moim życiu. Uśmiecham się na wspomnienie tego pierwszego – mimo wszystko. Philipp chciał wtedy wyjechać z miasta, do lasu. Chciał się dowiedzieć, na ile słuszna jest jego hipoteza, że podczas zaćmienia słońca ptaki momentalnie przestają śpiewać. Ja jednak chciałam zostać w mieście. Cieszyć się tym spektaklem w gronie przyjaciół. Wszyscy razem, młodzi, w świetnych humorach i podekscytowani, w specjalnych okularach na nosie. Przekonałam go. Nie było to trudne, Philippa dawało się wtedy bardzo łatwo przekonać do wszystkiego. Podjął jeszcze ostatnią rozpaczliwą próbę, mówiąc, że tak sam na sam w lesie będzie bardziej romantycznie. Odpowiedziałam: „Daj spokój z tym kiczem!”, on się roześmiał. No i zostaliśmy. W mieście, u przyjaciół.
Dziwne, że nie pamiętam już, jak wyglądało zaćmione słońce. Pamiętam wszystko wokół, gadaninę naszych przyjaciół, muzykę, która leciała w radiu. Pamiętam, że pachniało spalenizną, bo ktoś rozpalił grill i zapomniał o pozostawionych na nim kiełbaskach. Pamiętam dłoń Philippa w mojej. Pamiętam, że w pewnym momencie zdjęliśmy okulary, bo przeszkadzały przy całowaniu się. Trzymaliśmy się za ręce i pewnie po prostu przegapiliśmy ten moment. I pierwszy raz rozmawialiśmy o przyszłości. Nigdy wcześniej na to nie pozwalałam, bo nie wierzyłam, że w ogóle coś takiego istnieje: przyszłość. Ale słyszeliśmy, że najbliższe zaćmienie w naszej szerokości geograficznej nastąpi w 2015 roku, a kolejne dopiero w roku 2081. I to był konkret, w to mogłam uwierzyć. Więc wyliczyliśmy sobie, że Philipp przy najbliższym zaćmieniu będzie miał prawie czterdzieści lat, a ja trzydzieści siedem. Doprowadziło nas to do ataku śmiechu, absurdalna wydała nam się myśl, że kiedykolwiek będziemy tak starzy. Ale obiecaliśmy sobie nawzajem, że następnym razem będziemy bardziej uważni, że zobaczymy je wspólnie, czarne słońce, i tym razem w lesie, żeby Philipp mógł sprawdzić swoją teorię. Tę dotyczącą ptaków.
Stoję na polanie w środku lasu. Sama. Mam trzydzieści siedem lat. Wpatruję się w ogromne czarne słońce, ono wpatruje się we mnie i zastanawiam się, czy Philipp też je widzi. Czy stamtąd, gdzie jest, można je zobaczyć. Myślę o tym, że nasz syn przy następnym zaćmieniu słońca będzie miał siedemdziesiąt pięć lat. Że mnie już wtedy nie będzie, że Philippa już wtedy nie będzie. To teraz, dzisiejszy dzień – to była nasza ostatnia szansa. Gdy tak stoję, a księżyc zakrywa ostatnie milimetry słońca, uświadamiam sobie, że Philipp nie miał racji. Opierzona orkiestra wokół mnie nie cichnie nawet odrobinę. Zadaję sobie pytanie, czy by go to rozczarowało, czy ucieszyło. Mówię sobie, że to nie ma już znaczenia. Philippa już nie ma, myślę. Philipp odszedł. Philipp zniknął. Philipp stał na krawędzi świata i spadł.
I w tym momencie ptaki przestają śpiewać.