Читать книгу Prymityw. Epopeja narodowa - Marcin Kołodziejczyk - Страница 5

Оглавление

1. Płonący człowiek

Posłuchajcie: na świecie i u nas będzie coraz gorzej.

Późny wrzesień ’16, przed szóstą rano w Parku Skaryszewskim, koło pomnika Rytm, leży na ziemi mężczyzna w pozycji na baczność. Starszawy i nieumyty, pali się niebieskawo, spirytusowo. W sensie pełga, łażą po nim tu i tam płomyki.

Ludzie idą pojedynczo na dalekie przystanki autobusowe-tramwajowe; czekają, aż im ciała znowu porządnie zawisną na kręgosłupach po nocce, lecą do pracy i do domu, przez park na skróty. Widzą w ciemności – pali się.

Nastawieni amoralnie ze strachu, z zimna, a znowu z żałości dla siebie samych wzbiera w nich dziecinność. Bo tu jakiś pali się przed świtem, leżąc poszukuje świadków strasznego, kurwagomać, zbiegu okoliczności. Będą ludzi wzywali, szarpali niewinnych, słuchali na okoliczność.

Leży w skarpetkach, u wezgłowia równo ułożone buty wyjściowe, na butach skórkowy kapelusz pikowany typu żółw. Ziemia przy nim czarna, stopniała, a dalej normalna trawa z rosą i liśćmi.

Na pewno pijany, jak wstanie to pójdzie. Tak czy nie?

Prymityw. Epopeja narodowa

Подняться наверх