Читать книгу Cień - Melanie Raabe - Страница 13
6
ОглавлениеDojmujący chłód, czysty błękit nieba, na wschodzie bezsilne słońce, którego promienie nie dawały ani odrobiny ciepła. Biznesmeni i biegacze stawiający czoła zimnu. Rowerzyści z twarzami owiniętymi szalikami.
Gdy szła do pracy z głową wtuloną w ramiona, a zimny wschodni wiatr gwizdał jej koło uszu, wbrew woli myślała o ludziach, którzy przy takiej pogodzie żyją na ulicy. Zdecydowała, że swoją serię tekstów o środowisku wiedeńskich bezdomnych osnuje wokół czterech, pięciu szczególnie ciekawych indywidualnych historii. Całość nie będzie jednak utrzymana w czystej formie reportażu, lecz będzie też informować czytelniczki i czytelników, jak mogliby skutecznie pomagać. Przez ostatnie dwa dni dosłownie wgryzała się w ten temat, pracowała nad nim wręcz z obsesyjną zajadłością. Nigdzie tylko nie mogła znaleźć tamtej żebraczki. Zniknęła jak zaczarowana.
Choć było jeszcze wcześnie i panował ziąb, dziewczyna z owczarkiem była już na swoim stanowisku. Norah wyciągnęła z portfela dwudziestkę i wrzuciła do jej kapelusza. Mała natychmiast upchnęła ją w kieszeni swojej parki, jakby się obawiała, że Norah zmieni zdanie.
– Szukam kogoś – powiedziała Norah i przykucnęła. – Kobiety, która stała tam obok ze swoją miseczką. Wysoka, na pewno z metr osiemdziesiąt pięć. Już trochę starsza. Ciemny warkocz, bardzo, bardzo jasne oczy. Robiła niesamowite wrażenie. Znasz ją?
– Raczej nie.
– Stała dokładnie tam. – Norah wskazała miejsce ruchem brody. – Była ubrana na czarno – dodała.
Wzruszenie ramion.
Zmierzyła dziewczynę badawczym spojrzeniem. Jak można siedzieć tu cały dzień i nie zauważyć tej kobiety? Norah podniosła się, miała już odejść, ale zatrzymała się jeszcze.
– Zimno – powiedziała. – A dzisiaj w nocy będzie jeszcze zimniej. Masz gdzie pójść?
Dziewczyna przez moment się zawahała, potem przytaknęła.
– Na pewno?
Znowu kiwnęła głową.
Norah przyjrzała się jej badawczo, potem wyłowiła z torebki notatnik, zapisała numer swojej komórki, wyrwała kartkę i podała ją dziewczynie.
– Gdybyś kiedyś nie miała żadnego ciepłego miejsca do spania, możesz do mnie zadzwonić. Okej?
Dziewczyna patrzyła na nią ze zmarszczonym czołem, nie biorąc jednak kartki, więc Norah położyła ją w końcu na kocu.
– I jeśli zobaczysz tę kobietę albo znajdziesz kogoś, kto wie coś o niej, daj mi znać. Muszę z nią koniecznie porozmawiać, nie pożałuję pieniędzy. Okej?
Tym razem dziewczyna odpowiedziała.
– Okej.
Oddalając się, Norah była przekonana, że czuje na plecach przenikliwe spojrzenie, gdy się jednak odwróciła, dziewczyna grzebała właśnie w skupieniu w jednej z reklamówek. Poza tym nie dostrzegła wokół nic podejrzanego. A mimo to poczucie, że jest obserwowana, nie opuszczało jej aż do momentu, gdy zamknęły się za nią drzwi biurowca redakcji.
Wczesnym popołudniem znowu wyszła z biura, z jednej strony dlatego, że była głodna, z drugiej zaś miała do załatwienia kilka spraw w banku. Kupiła sobie porcję makaronu ryżowego na ostro i zjadła go w biegu.
Czuła jeszcze w ustach pieczenie, ustawiając się w kolejce do okienka. Nie miała umówionej wizyty. Sterylnie surowe foyer banku było niemal puste, z drugiej strony okienka mężczyzna i kobieta, ona w średnim wieku, on – stosunkowo niski, tak drobnej budowy ciała, że w swoim niemodnym garniturze jeszcze w wieku przedemerytalnym wyglądać będzie jak maturzysta – dużo młodszy. Może krótko przed trzydziestką. Przed każdym z okienek była dwuosobowa kolejka, Norah stanęła przy okienku chłopaka, który obsługiwał właśnie białowłosego dżentelmena w garniturze w kratkę. Mężczyzna grzecznie podziękował i odwrócił się ku wyjściu, rzucając gniewne spojrzenie w stronę stojącej za nim kobiety. Także młodzieniec w okienku zdawał się reagować na nią z pewnym zakłopotaniem, więc Norah przyjrzała się jej uważniej. Wysoka, szczupłe nogi w obcisłych dżinsach, długie czarne włosy opadające na elegancki granatowy płaszcz. Dopiero gdy klientka zaczęła wyłuszczać swoją sprawę i Norah usłyszała jej niski głos, stało się dla niej jasne, co w niej tak bardzo irytowało obu panów. Była transseksualistką. Norah rzuciła gniewne spojrzenie w stronę mężczyzny, który oddalał się teraz korytarzem. Przyszła jej na myśl Coco i ich ostatni wspólny spacer. Norah namówiła ją na popołudniowy wypad do miasta, chociaż twarz Coco była w strasznym stanie, i wkrótce gorzko tego pożałowała, widząc, jak ludzie gapili się na jej przyjaciółkę.
Z mocnym postanowieniem, że wieczorem zadzwoni do Coco, żeby się dowiedzieć, co u niej słychać, wróciła do tu i teraz i usłyszała, jak urzędnik w okienku żąda od klientki jakichś dokumentów do konta. Norah stwierdziła z irytacją, że mówił teraz dużo głośniej niż przed chwilą, trochę tak, jakby miał do czynienia z osobą słabosłyszącą.
– Panie Gruber – głośno odczytywał dokument.
Klientka odpowiedziała coś, czego Norah nie zrozumiała.
– No, proszę mi wybaczyć – odpowiedział urzędnik, nadal umyślnie podnosząc głos. – Ale tutaj wyraźnie stoi pan, czyż nie?
Norah znowu poczuła pulsowanie w zębie.
Mężczyzna rzucił porozumiewawcze spojrzenie koleżance, jakby czekał na oklaski. Ta z trudem powstrzymywała śmiech. Norze zrobiło się gorąco. Nie mogła dosłyszeć, jakie dokładnie padały słowa, ale obserwując mowę ciała klientki, która zdawała się kurczyć, mogła się domyślić, co się dzieje. Na podstawie wyłapanych strzępów rozmowy stwierdziła, że mężczyzna domagał się od kobiety wielu dokumentów, choć ta chciała tylko otworzyć zwykłe konto osobiste.
– Niestety w tej sytuacji nie mogę panu pomóc, panie Gruber – powiedział pracownik banku znowu przesadnie donośnym głosem i z ostentacyjną, fałszywą grzecznością.
Norah zagotowała się od gniewu. Po tym, co wydarzyło się w Berlinie, był on i tak jej stałym towarzyszem, czającym się za każdym rogiem i gotowym do ataku. Skąd w ludziach ta pieprzona złośliwość?
Klientka stała tak jeszcze przez chwilę, potem się odwróciła. Załamana.
– Miłego dnia życzę panu! – zawołał jeszcze mężczyzna z drugiej strony okienka w stronę kobiety, która z opuszczoną głową, nie podnosząc wzroku, opuszczała oddział banku.
– Perwers – rzucił jeszcze mężczyzna zza kontuaru, śląc koleżance porozumiewawcze spojrzenie. – No może nie? – spytał, gdy ta nie reagowała. – Powiem całkiem szczerze, gdy widzę coś takiego, zbiera mi się na wymioty.
Koleżanka uśmiechnęła się niepewnie, mężczyzna, którego właśnie obsługiwała, parsknął rozbawiony, lecz nikt nic nie mówił. Norah jeszcze przez chwilę odprowadzała kobietę wzrokiem, przez szklane drzwi widziała, jak przechodzi na drugą stronę ulicy i się oddala. Tak krucha mimo swojej budowy ciała.
– Bardzo proszę! – usłyszała skrzekliwy głos młodziana i odwróciła się.
– Dzień dobry – powiedziała głośno i raz jeszcze obejrzała się za tamtą kobietą. Już jej nie było.
– Dzień dobry – odpowiedział urzędnik, który zobaczył spojrzenie Nory i źle je zinterpretował. – Czy to nie jest obłęd, że to dzisiaj swobodnie może chodzić po mieście? – spytał i spojrzał na Norę z głupim uśmieszkiem i miną wyrażającą coś pomiędzy oczekiwaniem potwierdzenia a konspiracją.
Norah uśmiechała się, pochyliła się nieco w jego stronę, zniżyła głos. Mężczyzna szczerzył się w uśmiechu i też pochylił się w jej stronę. Na jego zębach, teraz wyraźnie to widziała, był milimetrowej grubości kamień, mogła go niemal wyczuć węchem.
– Morderstwo na zlecenie kosztuje około dwudziestu tysięcy euro – powiedziała Norah. – To, że można kogoś zamordować za dwa, trzy tysiące, to miejska legenda. Dokładnie to zbadałam. Nie mniej niż dwadzieścia tysięcy.
Mężczyzna za kontuarem zamrugał oczami.
– Słucham? – powiedział.
– Chcę być szczera – ciągnęła Norah. – Nie mam tyle pieniędzy.
Odgarnęła włosy z czoła.
– Ale strzał w kolano można mieć za trzy i pół tysiąca. To da się już wytrzymać.
Młodzian wlepiał w nią wzrok.
– Właściwie za te pieniądze chciałam pojechać w listopadzie na Seszele – dodała.
Nastąpiła pauza, podczas której mężczyzna obrabiał to, co zostało powiedziane.
– Proszę pani, czy pani zwariowała? – wyrzucił w końcu z siebie.
Norah odczekała chwilę, zanim odpowiedziała.
–Teraz słuchaj uważnie, dupku – powiedziała cicho. – Nie interesuje mnie, dlaczego jesteś taki, jaki jesteś. Jest mi wszystko jedno, czy miałeś trudne dzieciństwo, czy może masz kompleksy z powodu mikroskopijnie małego siusiaka – o czym, mówiąc szczerze – jestem absolutnie przekonana. Jest mi to obojętne. Jeśli jeszcze raz zobaczę, że traktujesz tę kobietę albo kogokolwiek innego w ten sposób, znajdę jakiegoś Andrieja, Giancarla czy Ditmira, czy jak tam mają zwykle na imię ci solidni albańscy fachowcy, i w przyszłości będziesz chodzić o kulach, jeśli w ogóle.
Norah obdarzyła rozmówcę promiennym uśmiechem, co jeszcze bardziej zbiło go z tropu.
– Rozumiemy się? – zapytała.
– Pani sobie żartuje – powiedział mężczyzna i wybuchnął głośnym śmiechem, który brzmiał całkowicie nieautentycznie, on sam to zauważył. Skrzywił się.
– Jesteś tego pewny? – zapytała Norah z powagą.
Mężczyzna zamilkł.
Norah przyjrzała mu się dokładniej. Blizny po trądziku na bladej skórze twarzy, włosy pokryte żelem, żółte zęby. Wytrwał jeszcze przez moment, po czym odwrócił wzrok.
Norah pokiwała głową.
– Tak myślałam.
Czuła, że kobieta w okienku obok, która obsłużyła właśnie swojego ostatniego klienta i nie miała obecnie nic do roboty, patrzy w ich kierunku.
– W takim razie muszę spróbować w innej instytucji finansowej – powiedziała głośno Norah i obróciła się na obcasie. – Mimo wszystko dziękuję!
Zanim opuściła foyer, rzuciła jeszcze okiem przez ramię.
– Seszele i tak są, jak mi się zdaje, przeceniane.