Читать книгу Cień - Melanie Raabe - Страница 9

3

Оглавление

Wiedeń przywitał ją chłodno. Gdy parę lat temu była tu latem z Aleksem, oczarował ją przekorny charakter tej metropolii, która okazała się tak bardzo inna od wszystkich znanych jej miejsc. Zdawało się, że było to dawno temu.

Teraz wszystko wydawało się ponure. Wiedeń z wizji Edwarda Muncha, mroczna asfaltowa dżungla, wykrzywiona i groźna. Puste mieszkanie Nory, posępne ulice. Przechodnie z tymi ich smartfonami, melancholia, która obejmowała wszystko jak lepka, niewidzialna błona. I to cholerne zimno.

W kiosku naprzeciwko kupiła austriacką i niemiecką gazetę, paczkę papierosów i usiadła z tym wszystkim w bistro na rogu. Po pierwszym łyku kawy nagła fala wspomnień, która uderzyła w nią na widok Theresy, nieco osłabła, a jej myśli znowu powędrowały w stronę tego, co było przed nią.

Jej nowa praca oficjalnie miała się zacząć dopiero za dwa tygodnie, ale Norah nie mogła się doczekać, kiedy będzie znowu pracować. Dlatego była zachwycona, gdy jej nowy naczelny zaprosił ją wcześniej do redakcji. Po wielu długich rozmowach telefonicznych było to ich pierwsze spotkanie z prawdziwego zdarzenia. Mimo wszystko trochę się denerwowała. Wiedziała, że jest dobrą dziennikarką, niektóre z jej reportaży zdobyły nagrody, już w przeszłości próbowali ją rekrutować inni wydawcy. Ale to wszystko było przedtem. Przed tym, czego w myślach nie nazywała inaczej jak „katastrofa”. Po tych wydarzeniach propozycja pracy, która przyszła z Wiednia, wydała się jej okrutnym żartem. Zbyt piękne, by było prawdziwe.

Dr Mira Singh, szefowa wydawnictwa, zadzwoniła do niej osobiście. Norah zwróciła na siebie jej uwagę reportażem o żołnierkach w Afganistanie; jak mówiła, przeczytała potem wszystko, co Norah opublikowała w ostatnich latach, i bardzo ceni jej pracę. Jej zmysł obserwacji, wyczucie tematów. W Wiedniu tworzą właśnie nowy tygodnik, myślą o zbudowaniu topowego zespołu redakcyjnego, który zamiast konkurować z tempem internetu, będzie się wyróżniał w masie innych magazynów jakością starannie przygotowanych materiałów i marką renomowanych autorów.

Dla Nory brzmiało to jak bajka. Gdzie jest haczyk? Zapytała Singh, czy wie, że Norah ma na karku proces. W odpowiedzi usłyszała, że tekst, o który chodzi, jest jej znany. Szuka kobiety z odpowiednią postawą i zdaje jej się, że taką znalazła. Norah poprosiła o dzień do namysłu. Dla zasady. Potem przystała na propozycję. Co innego miała zrobić?

No i teraz była tutaj.

Siedziba redakcji znajdowała się niedaleko katedry św. Szczepana, w turystycznej części miasta, bezpośrednio przy jednym z tych wielkich deptaków z typowymi dla nich restauracjami fast food i sieciówkami odzieżowymi – oferta handlowa była niemal identyczna w każdym większym europejskim mieście, które odwiedziła. Norah znała okolicę ze swoich wcześniejszych podróży do Wiednia. Od rana do wieczora miejsce to było zaludnione przez turystów i wszystkich, którzy z nich żyją. Zorganizowane grupy w drodze do katedry św. Szczepana, kieszonkowcy, uliczni grajkowie, tu i tam jakiś zestresowany mieszkaniec miasta próbujący poruszać się w miarę sprawnie wśród tych mas ludzi, nastolatki z iPhone’ami robiące sobie selfie. I żebracy. Bezdomni. Przypominali jej widma. Ich rozbrzmiewające na ulicach nawoływania, powtarzające się raz za razem, jak głosy upiorów. Przepraszam? Przepraszam? A żywi wzdrygali się na dźwięk tych głosów i udawali, że nic nie słyszą. Przed laty chciała napisać reportaż o nieletnich bezdomnych, ale nie udało jej się przekonać szefa do tego tematu. Może teraz przyszedł już czas na tego typu historię. Norah zapaliła papierosa i szła pogrążona w myślach w dół ulicy. Obmacywała językiem jeden z zębów trzonowych, w którym czuła dziwne napięcie, jakby ząb nie był pewien, czy ma zacząć boleć, czy nie. Jeszcze tego brakowało. Wieczorem chciała iść na zakupy, nie do dentysty.

Przed H&M siedziała niepozorna dziewczyna. Najwyżej dwadzieścia parę lat, kasztanowe włosy pod czarną wełnianą czapką, wojskowa parka, obgryzione paznokcie, przed nią tabliczka: „Jestem głodna”. Obok niej owczarek. Kawałek dalej okularnik koło sześćdziesiątki o subtelnych rysach twarzy. Był jeszcze najpewniej psychotyczny typ z blond dredami, który przez większość czasu mruczał coś introwertycznie pod nosem lub żebrał, nagabując przechodniów. Od czasu do czasu jednak robił się agresywny i puszczał w stronę przechodzących kobiet imponująco długie i fantazyjne wiązanki.

I w końcu ona. Starsza kobieta z wyrazistymi zmarszczkami i jasnym spojrzeniem niebieskich oczu. Ten rodzaj twarzy, dzięki któremu fotoreporterzy zdobywają nagrody, gdy uda im się odkryć podobną gdzieś w odległej górskiej wiosce.

Nie siedziała ani nie klęczała na skraju ulicy, jak większość pozostałych żebraków. Stała dokładnie pośrodku, zupełnie nieporuszona tłokiem wokół niej. To było zdumiewające. Ta kobieta – Norah oceniała jej wzrost na dobre metr osiemdziesiąt pięć – zagradzała drogę przechodniom, lecz nikt jej nie potrącał, pośpiech metropolii omijał ją jak woda wyspę na środku rzeki. Od czasu do czasu któryś z przechodniów wrzucił do miseczki w kolorze mosiądzu kilka brzęczących monet, nigdy nie dziękowała. Stała po prostu nieruchomo, ponura i wyprostowana w nieustającej ludzkiej powodzi. Głaz narzutowy. Czarna wieża. Jedyne, co było w niej ruchome, to oczy. Norah mimowolnie zadała sobie pytanie, jaką historię ma do opowiedzenia ta kobieta.

Sebastian Berger, nowy szef Nory, był wysokim, potężnie zbudowanym mężczyzną po pięćdziesiątce, z zaczesanymi do tyłu, ciągle jeszcze czarnymi włosami. Nosił dżinsy i brązową tweedową marynarkę, co nadawało mu, przynajmniej zdaniem Nory, nieco profesorski wygląd. Najwięcej mówił jednak wyraz jego twarzy: „Zupełnie inaczej ją sobie wyobrażałem”. Norah była do tego przyzwyczajona. Ciągle jeszcze, grubo po trzydziestce, za sprawą delikatnych rysów twarzy i drobnej budowy ciała brana była na spotkaniach za praktykantkę. Gdy robiła sobie zdjęcia, które pojawiały się później na jej profilach na najróżniejszych portalach, które Sebastian Berger też musiał widzieć, starała się pozować w ciemnych ubraniach i przybierać poważny wyraz twarzy, wybierała też te fotografie, na których wyglądała najdoroślej. W prawdziwym życiu nie mogła uciec się do takich trików i dość wcześnie na swojej zawodowej drodze uświadomiła sobie, że musi pracować ciężej i mieć grubszą skórę niż pozostali, by zasłużyć na respekt. W każdym razie Berger szybko się opanował, zaproponował jej kawę i usiedli, by kontynuować rozpoczęte wcześniej przez telefon rozmowy o potencjalnych tematach do magazynu. Gdy dobre dwie godziny później Norah jechała w dół windą, jej głowa pełna była pomysłów. Jak to dobrze znowu chodzić do pracy.

Na zewnątrz było teraz cieplej niż rano. Norah chciała jeszcze dzisiaj zdążyć do urzędu, by przerejestrować samochód, a jeśli czekanie w kolejce nie zajmie jej reszty dnia, mogłaby potem rozejrzeć się jeszcze za nowymi meblami. Rozpięła swój zimowy płaszcz, pod którym miała czarną wełnianą sukienkę, panowało niemal wiosenne ciepło, słońce, błękitne niebo. W tym mieście nie było cieni, nigdzie. Przystanęła na moment, widząc ludzkie masy wywabione przez piękną pogodę i przelewające się teraz przez deptak. Chłonęła wszystko wokół siebie.

Zapach tłuszczu z frytkownic, przechodnie, turyści, patrol policyjny, neony, gołębie, niedopałki papierosów, kubki po kawie na wynos, stukanie obcasów. Mężczyzna wciskający turystom róże, dudnienie kopyt w oddali, fontanna, sprzedawcy balonów, lody w rożkach i popcorn, smartfonowi zombi i kieszonkowcy. Norah została połknięta w całości, próbowała przyśpieszyć kroku, na próżno. Musiała się nawet trochę cofnąć, bo z naprzeciwka szła wielka, zorganizowana grupa turystów. Norah odłożyła na bok dobre wychowanie i zaczęła się przepychać, teczkę z dokumentami przyciskając mocno do siebie, nie zważając na nic. Wyminęła właśnie rykszarza, który z niepojętych przyczyn uznał za doskonały pomysł wieźć klientów przez ten tłok, gdy dotarło do niej, że dzwoni jej telefon. Wyłowiła go z torebki, rzuciła okiem na wyświetlacz i aż drgnęła. Alex. Od kiedy Norah się wyprowadziła, najpierw do hotelu, a potem do Wiednia, nie rozmawiali ze sobą. Ani jedno, ani drugie nie próbowało nawiązać kontaktu. Norah wpatrywała się w wyświetlacz, zrobiło jej się zimno. Czy ma odebrać, czy czekać, aż włączy się poczta głosowa? Ale było już za późno. Alex dał za wygraną. Norah wsunęła telefon do kieszeni płaszcza, podniosła wzrok.

Stara żebraczka, którą obserwowała wcześniej, stała bezpośrednio przed nią. Była tak wysoka, że Norah musiała zadrzeć głowę. Instynktownie wyjęła z kieszeni portmonetkę, by dać kobiecie parę euro.

– Przynosisz śmierć – powiedziała żebraczka.

Jej głos był spokojny i chrapliwy.

Norah spojrzała na nią, marszcząc czoło.

– Co pani do mnie powiedziała?

Kobieta zdawała się jej w ogóle nie słyszeć.

– Kwiaty więdną – kontynuowała. – Zegary się zatrzymują. Ptaki spadają z nieba martwe.

Jej spokojne spojrzenie spoczywało na Norze. Włosy kobiety były ciemniejsze, oczy jaśniejsze, a zmarszczki głębsze niż widziane z daleka. Na jej turkusowych źrenicach były czerwone plamki, jak maleńkie drobinki krwi, które czasami można znaleźć w żółtku kurzego jaja.

Dopiero teraz Norah uświadomiła sobie, że ma do czynienia z osobą psychicznie chorą.

– Jedenastego lutego zabijesz na Praterze mężczyznę o nazwisku Arthur Grimm – mówiła dalej kobieta. – Nie bez powodu. Całkowicie dobrowolnie.

Przez chwilę Norah nie wiedziała, co powiedzieć. Właśnie otwierała usta, gdy ktoś pchnął ją mocno w plecy. Norah zatoczyła się, upuściła teczkę i zobaczyła wylatujące z niej kartki. Schyliła się, zaczęła je łapać, znowu się wyprostowała.

Żebraczka zniknęła. Norah rozejrzała się mocno zirytowana. Wokół przeciskająca się grupa chińskich turystów, dalej młoda para z wózkiem dziecięcym. Gdzie ona się podziała? Norah przepchnęła się między dwoma kibicami z szalikami Rapidu Wiedeń, wypatrywała kobiety, która była przecież tak wysoka, że powinna wyrastać ponad tłum, a tu nic. Jakby zapadła się pod ziemię. Na pewno miałaby jeszcze wiele do opowiedzenia, pomyślała Norah. Czuła żal.

I po trosze też grozę.

Cień

Подняться наверх