Читать книгу Cień - Melanie Raabe - Страница 6
PROLOG
ОглавлениеPo prostu zniknie. Lód ustąpi z trzaskiem pod jej stopami, zostanie nagle wciągnięta z impetem w głąb, żadnej rozpaczliwej szamotaniny, rozbryzgiwania wody, by utrzymać się na powierzchni, żadnej walki, tylko w dół, w dół, w dół, w ciemność, w ciszę.
Jako dziecko często chodziła po zamarzniętym stawie, który leżał wśród pól, za ostatnimi domostwami. Wtedy nie uświadamiała sobie jeszcze z taką jasnością, że lód może się pod nią załamać.
Że też w ogóle istnieje takie miejsce. Jezioro w środku lasu, otoczone drzewami, których gałęzie jakby w żałobie obwisły pod ciężarem świeżego śniegu. Brak czucia w opuszkach palców, dojmujący ból w palcach u nóg. Pomachała latarką. Poza nią nie było tu nikogo. Nie przyszli. A przecież widać było ślady. Minęła się z nimi? Przyszła za późno? Spojrzała na zegarek. Nie.
Zgasiła latarkę. Gdy szła tutaj leśnym duktem, powoli, krok za krokiem, nie poradziłaby sobie bez tej wiązki ziarnistego światła. Teraz, gdy wydostała się z cienia drzew, już jej nie potrzebowała.
Gwiazdy świeciły tu tak jasno, było tak daleko od miasta. Szelest zamarzniętych liści. Roziskrzony, nocny świat. Na moment zapomniała, po co tu przyszła w środku nocy. Wymazała z pamięci zdradę, wściekłość, ból – wszystko.
Postawiła pierwszy krok na lodzie. Zamarła, nasłuchiwała. Dał się słyszeć trzask. Śpiące stworzenie wydające z siebie ciche odgłosy, bo coś mu się śni.
Wytężyła słuch, skierowała wzrok ku niebu, zamknęła oczy. Cisza brzmiała jak śpiew. Chorał.
Dziwne – pomyślała.
Zerwał się wiatr, ostry jak nóż, przynosząc ze sobą zapach świeżego śniegu. Wtuliła głowę w ramiona.
Mleczna poświata gwiazd. Poczucie, że nie powinno jej tu być.
Potem to zobaczyła. Przedmiot na lodzie. Zawahała się, pochyliła, chcąc dokładnie zobaczyć, co takiego leży w śniegu. Wyciągnęła rękę. Mrugnęła, gdy jej mózg pojął, co widziały oczy. Cofnęła rękę. Martwy ptak, ciemniejący w śnieżnej bieli, jeszcze niezamarznięty.
Wyprostowała się – wierzyła w znaki. Obróciła się gwałtownie. Jej oddech stał się nagle bardzo głośny.
Nikogo. Nie było nikogo.
Jeszcze raz obróciła się wokół własnej osi. Nic, nikogo, tylko ona i noc. Jeszcze raz spojrzała w górę na gwiazdy i podjęła decyzję.
Zrobi to. Zniszczy ich. Ich wszystkich. Ale przede wszystkim ją. Norę.