Читать книгу Głosy z zaświatów - Remigiusz Mróz - Страница 4

ROZDZIAŁ 1
2

Оглавление

Poranek pachniał kawą i problemami. Kaja wróciła do domu w środku nocy, kiedy Michał już spał, ale mąż na moment się przebudził – kontrolnie spytał, czy wszystko w porządku, i od razu zasnął, nie czekając na odpowiedź.

Burza wierciła się w łóżku ponad godzinę, zanim zrezygnowała z prób zapadnięcia w sen. Cały czas przed oczami miała ciało dziewczynki, wyglądające niemal sterylnie. Było w tym coś upiornego i Kaja miała wrażenie, że gdyby zwłoki nie zostały tak skrupulatnie oporządzone, łatwiej byłoby jej zasnąć.

Nalała sobie szklankę wody i stanęła przed oknem. Pierwszy łyk przyniósł ulgę, jakby całą noc spędziła na ostrym piciu, a rankiem wstała z Saharą w ustach. Zbyt dużo emocji, stanowczo zbyt dużo.

Nie wiązały się tylko z młodą ofiarą i rozmyślaniami o człowieku, który mógłby dopuścić się tej zbrodni, ale także z Sewerynem. Nie widziała go od miesięcy, przynajmniej teoretycznie.

W praktyce niemal codziennie udawało jej się zobaczyć go, kiedy odwoził Adę i Lidkę do szkoły. Robiła wszystko, by ich spojrzenia nie spotkały się choćby na moment, a on jej w tym pomagał – kiedy tylko dostrzegał jej volvo, szybko odwracał wzrok lub odjeżdżał.

Równie często sprawdzała go w sieci. Na bieżąco przeglądała jego profil na Facebooku, mimo że nie zamieszczał tam nic nowego. Przypuszczała, że konta potrzebował jedynie do kontrolowania tego, co dziewczynki robią w mediach społecznościowych.

Na laptopie miała folder z jego zdjęciami, który schowała tak dobrze, jak Michał ukrywał u siebie filmy porno. Ściągnęła do niego wszystko, co udało jej się znaleźć w sieci – głównie fotografie zrobione przez lokalnych dziennikarzy podczas wydarzeń sprzed pół roku.

Czasem, kiedy Michał i Dominik spali, siadała ze słuchawkami w salonie, nalewała sobie wina, a potem oglądała zdjęcia przy akompaniamencie ich piosenki. Przekonywała się wtedy, że nawet kompletnie zniszczone serce potrafi bić.

Dopiła wodę, odsuwając od siebie myśli o Zaorskim. Usiadła przy stole w kuchni i otworzyła laptopa, uznając, że nie ma już sensu się kłaść. Zaczęła czytać o uduszeniu pozycyjnym, zastanawiając się nad tym, jak zabójca miałby osiągnąć efekt, o którym mówił Seweryn.

Z pewnością musiałby użyć siły, by zmusić dziewczynkę do trwania w niefizjologicznej pozycji, a w takim wypadku przecież pozostawiłby jakieś ślady. Nawet gdyby unieruchomił ją w inny sposób, zamykając w specjalnie przygotowanym miejscu, wciąż walczyłaby przynajmniej przez jakiś czas.

Burza podniosła wzrok znad monitora i kątem oka dostrzegła światła z wolna przesuwające się na drodze dojazdowej. Zerknęła na zegarek. Czwarta dziesięć. Kto mógł niepokoić ich o tej porze?

Samochód niewątpliwie kierował się na jej posesję, żadnego innego domu w okolicy nie było. Kaja podeszła do okna, starając się rozpoznać kształt reflektorów. Świeciły jednak za mocno.

Szybko narzuciła na siebie policyjną kurtkę i cicho otworzyła drzwi. Wyszła na ganek, a kiedy światła samochodu zgasły, mogła już rozpoznać model. Honda accord kombi.

Ku swojemu zaskoczeniu poczuła, jak unoszą się jej kąciki ust. Nie zastanawiała się, co Zaorski robi pod jej domem w środku nocy. Nie pomyślała też o tym, że ta niespodziewana wizyta może wzbudzić podejrzliwość męża. Cieszyła się, że za moment zobaczy Seweryna. Było to naturalne, ledwo uświadomione i najczystsze z uczuć.

Ruszyła w stronę auta, ale w tym samym momencie Zaorski włączył światła. Tym razem długie, całkowicie oślepiając Burzę. Osłoniła oczy i zatrzymała się, dopiero teraz uświadamiając sobie, że nie zgasił silnika.

Kiedy udało jej się spojrzeć w kierunku hondy, Seweryn wbił wsteczny. Cofnął raptownie, a koła zabuksowały na ziemistym podjeździe. Zanim Kaja zdążyła zastanowić się, co to wszystko ma znaczyć, Zaorski wykręcił i ruszył naprzód, wyrzucając piach spod kół.

Odprowadziła auto wzrokiem, nie rozumiejąc, co się dzieje. Stała przed domem przez kilka minut, czekając, aż Seweryn wróci. Założyła, że wypił więcej, niż powinien, i po ich pierwszym od długiego czasu spotkaniu poczuł impuls, by znów ją zobaczyć. Potem nagle się rozmyślił.

Ale żeby tak nagle odjechać? Kiedy widział już ją na ganku?

Wróciła do domu, zastanawiając się po raz niepamiętny, jak z tym wszystkim skończyć. Półroczny brak kontaktu powinien w zupełności wystarczyć. Nic nie powinno przetrwać tak długiego okresu ochłodzenia.

Kręciła się po kuchni, przygotowując powoli śniadanie dla męża i syna. Przed szóstą uznała, że nie ma sensu dłużej podejmować czynności zastępczych. Cichaczem weszła do sypialni, zabrała komórkę, a potem znów się ubrała i wyszła na zewnątrz.

Mimo wczesnej godziny Zaorski odebrał od razu. Najwyraźniej także nie miał spania.

– Niezła pora – rzucił lekkim tonem. – Ale podobno nigdy nie jest za wcześnie ani na świąteczne kawałki w radiu, ani na dzwonienie do swojego byłego.

W tle słyszała dźwięki Just What I Needed The Cars, które dobrze znała. Uświadomiło jej to, jak często słuchała tego, co Seweryn. Początkowo robiła to wyłącznie po to, by poczuć się bliżej niego. Po czasie sama zaczęła jednak wynajdować zakurzone rockowe numery z lat siedemdziesiątych.

Zaorski ściszył nieco muzykę, jakby sądził, że odpowiedź padła, ale on jej nie dosłyszał.

– Halo? – spytał.

– Coś jest z tobą naprawdę nie w porządku – wypaliła Kaja.

– Przynajmniej kilka rzeczy – odparł bez wahania. – Po pierwsze wydaje mi się, że prawdziwa muzyka skończyła się w momencie, kiedy Ozzy Osbourne został wywalony z Black Sabbath za picie i ćpanie. Po drugie zabieram diablice do Pizzy Hut, żeby uczyć je savoir-vivre’u, bo nie ma wtedy obciachu, jak któraś próbuje podrapać się w nosie widelcem albo…

– Żartujesz sobie?

– Trochę. Czasem – przyznał. – Z Pizzą Hut nie, choć to już właściwie przeszłość, bo w Żeromicach próżno szukać ich placówki. A nie będę przecież jeździł do Zamościa na naukę etykiety stołowej.

Pokręciła głową z niedowierzaniem, a potem odwróciła się w kierunku domu. Być może powinna skończyć tę rozmowę, wziąć prysznic i wrócić do przygotowywania śniadania. Zaorski najwyraźniej postanowił zbyć całą sytuację jakimiś dyrdymałami.

– Zamierzasz po prostu udawać, że cię tutaj nie było? – spytała.

– Mnie? Gdzie?

– W porządku – rzuciła. – Jak wolisz.

– Zaraz…

– Następnym razem miej chociaż odwagę wysiąść z auta. I nie świeć mi długimi po oczach.

– Poczekaj chwilę – powiedział, a ona wychwyciła nagłą zmianę w jego głosie. – O czym ty w ogóle mówisz?

– O twojej nocnej wizycie.

– Jakiej wizycie?

Gdyby powaga nie zastąpiła wcześniejszej przewrotności, Kaja uznałaby, że Zaorski nadal robi sobie z niej jaja. Znała go jednak dostatecznie dobrze, by nie mieć wątpliwości, że rzeczowego tonu nie powinna ignorować.

– Półtorej godziny temu podjechałeś pod mój dom.

– Co takiego?

– Zaparkowałeś kawałek przed gankiem, zgasiłeś światła, a potem strzeliłeś mi po oczach długimi i nagle odjechałeś.

Milczenie się przeciągało.

– Jesteś tam? – zapytała Burzyńska.

– Jestem. I byłem tutaj przez całą noc. Nie ruszałem się z domu.

– Ale…

– Jesteś pewna, że to był mój samochód?

Kaja ściągnęła poły mundurowej kurtki, czując niespodziewany chłód. Co tu się działo? Nie miała żadnych wątpliwości, że był to accord Seweryna.

– Widziałaś numer rejestracyjny? – dodał Zaorski.

– Nie, ale…

– Więc może to ktoś inny?

Zamrugała nerwowo, starając się wyrwać z chwilowego otumanienia. Pytania, które zadawał Zaorski, były retoryczne, ale właściwie na jego miejscu też wolałaby się upewnić.

– Kto inny miałby podjeżdżać pod mój dom samochodem identycznym z twoim? – odparła. – To bez sensu. Kolor się zgadzał, nadwozie też.

– I nie widziałaś, kto siedział za kierownicą?

– Nie. Ale może powinieneś…

– Sprawdzić auto – dokończył za nią. – Tak, wiem. Właśnie do niego idę.

Czekała w napięciu, zastanawiając się, ile czasu ma jeszcze do pobudki Michała. Z pewnością niedużo, a za wszelką cenę chciała uniknąć rozmowy o tym, co wydarzyło się tutaj nad ranem.

– I? – spytała ponaglająco.

– Mam ci wszystko relacjonować?

– Tak.

Zaśmiał się cicho i nerwowo, jakby nie był pewien, czy sytuacja pozwala na jakąkolwiek wesołość.

– Niech będzie – odparł. – A więc podchodzę do auta z prędkością sześciu kilometrów na godzinę. Obiekt sprawia dość niepozorne wrażenie, ale czasem zmienia się w prawdziwą platformę imprezową. Szczególnie jak puszczę diablicom du, du, du.

Usłyszała, jak otwiera drzwi.

– Pojazd stoi w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem – dodał Zaorski. – Brak śladów świadczących o włamaniu, bak nadal prawie pusty, a…

Kiedy urwał, Burzyńska poczuła szybsze bicie serca.

– Dziwne – dorzucił.

– Co jest dziwne?

Seweryn przez moment milczał, a ona wychwyciła w tle kolejne znajome dźwięki.

– Leci Bachman-Turner Overdrive.

– Słyszę – odparła.

– Kawałek You Ain’t Seen Nothing Yet – dodał Zaorski.

– To też słyszę, Seweryn. I co w związku z tym?

– To jest czwarty numer na tej płycie – powiedział w zamyśleniu. – A kiedy wczoraj parkowałem samochód, ledwo zaczęła się pierwsza piosenka.

Burza poczuła, jak jeżą się jej włoski na karku. A więc jednak ktoś wsiadł do auta Zaorskiego i z jakiegoś powodu podjechał pod jej dom.

– Ile trwają trzy pierwsze kawałki? – spytała.

– Pierwszy i trzeci cztery minuty. Drugi pięć – odparł z coraz większym niepokojem Seweryn. – Czyli… nie wiem, czy wystarczająco, żeby dojechać do ciebie i wrócić. Nawet nocą, pustymi drogami.

Starała się sama to ocenić, ale przychodziło jej to z trudem. Żeromice były niewielkie, właściwie przejazd od Zaorskiego do niej mógłby zająć około siedmiu minut, gdyby nie zważać na ograniczenia prędkości.

– Może to realne – dodał po chwili Seweryn.

– Może – zgodziła się. – Ale kto w ogóle miałby coś takiego robić? I po co?

Usłyszała, jak Zaorski wychodzi z auta, a potem trzaska drzwiami. Mruczał coś pod nosem, a Kaja znów zerknęła przez ramię. Należało kończyć rozmowę, jeśli nie chciała tłumaczyć się przed mężem z porannych telefonów.

– Co mówisz? – spytała.

– Że zaparkował tak samo jak ja. Nie zostawił żadnych śladów włamania. Nawet nie skręcił kierownicy.

– I?

– Był niezwykle precyzyjny – dodał nieobecnym głosem Seweryn. – A jednak zapomniał cofnąć płytę do pierwszego kawałka? To nielogiczne.

– Może się spieszył.

– Albo chciał zostawić mi wiadomość.

– Jaką?

– „You ain’t seen nothing yet” – odparł niespokojnie Zaorski. – Jeszcze nic nie widziałeś, teraz dopiero się zacznie…

Z jednej strony rzeczywiście wydawało się mało prawdopodobne, by ten człowiek zapomniał o przestawieniu radia. Z drugiej tak naprawdę nic o nim nie wiedzieli. Równie dobrze ktoś mógł wyciąć Sewerynowi niezbyt wyrafinowany numer. Wrogów w Żeromicach mu z pewnością nie brakowało.

– Spotkajmy się po odstawieniu dzieciaków – rzucił nagle.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł.

– Najgorszy z możliwych. A więc też najlepszy.

Kaja obróciła się w stronę domu i ruszyła powoli przed siebie. Musiała kończyć tę rozmowę, zanim zabrnie za daleko.

– Nie powinniśmy – odparła.

– Wiem, ale w tym wypadku…

– Ktoś sobie z ciebie zadrwił, może ze mnie też – ucięła. – To nie powód do niepokoju.

Zatrzymała się przed drzwiami, ale ich nie otworzyła. W głębi ducha miała nadzieję, że Zaorski nie da za wygraną i będzie nalegał tak długo, aż Burza zgodzi się na spotkanie. Jednocześnie miała świadomość, że skoro nie zrobił tego przez tyle miesięcy, teraz także spasuje.

– Normalnie bym się z tobą zgodził – oznajmił. – W tym wypadku jednak nie mogę.

– Dlaczego nie?

– Bo w nocy, kiedy powoli zaprawiałem się na sen w garażu, ktoś przysłał mi coś AirDropem. A jak z całą pewnością wiesz, to ma zasięg maksymalnie dziesięciu metrów, więc…

– Więc ten ktoś musiał znajdować się pod twoim domem.

– Zgadza się – przyznał Seweryn. – Kręciłem się wokół przez pół godziny, szukając gnoja, ale bez skutku.

– I sądzisz, że to ta sama osoba, która wzięła twój samochód.

– A ty nie?

Nie było sensu odpowiadać, zresztą Kaja bynajmniej nie sformułowała tego jako pytania – wydawało się oczywiste, że to nie przypadek. Trudno było jednak ułożyć choćby roboczą hipotezę wyjaśniającą, czemu to wszystko miałoby służyć.

– Odebrałeś ten plik? – spytała.

– Jasne. I tak zmierzam do piekła, więc ten pierwszy stopień to dla mnie norma.

Mówili też, że ciekawość to pierwszy stopień do zdrady, ale Burzyńska zachowała tę myśl dla siebie.

– I? – zapytała. – Co to było?

– Nagranie.

– Nagranie czego?

– Zaczyna się od jakiejś kołysanki granej na cymbałkach. Sama melodia, żadnych słów. I uwierz mi, że w środku nocy brzmiało to dość upiornie.

Burzyńska weszła do domu i zrzuciła z siebie kurtkę. Nie słyszała, by Michał wstał, a nawet jeśli, to najpierw skieruje się prosto do łazienki.

– Potem do tych pieprzonych dźwięków dołączyła dziewczynka mówiąca po niemiecku.

– Co takiego?

Zaorski cicho odchrząknął.

– Teraz chyba rozumiesz, dlaczego musimy się spotkać – powiedział. – Wydaje mi się, że usłyszałem głos z zaświatów.

Głosy z zaświatów

Подняться наверх