Читать книгу Próba sił - T.S. Tomson - Страница 12
II
DROGA
I GWIAZDY
ROZDZIAŁ 10
ОглавлениеGdy Rose zasypiała, a jej noc miała być pierwszą spokojną od kilku miesięcy, dziewczynka w białej sukience podskakiwała z nogi na nogę, bawiąc się światłem latarni i śpiewając radośnie jakąś, znaną tylko sobie, piosenkę.
Szła środkiem drogi, wiedząc, że żaden samochód nie nadjedzie. Miasteczko było nieruchome, jakby zastygło w czasie. Tylko płatki śniegu tańczyły swój taniec.
Dziewczyna wykonała dłonią gest, ożywiając wszystkie latarnie wzdłuż ulicy, które przed chwilą wyłączyła. Znowu było jasno. Szła tak radośnie, po chwili jednak przystanęła, a jej piosenka urwała się, jakby ktoś nagle wstał i wyłączył zbyt głośne radio.
Stała tak wyprostowana, patrząc w dal, po czym powoli skierowała głowę w lewo, a jej twarz spoważniała. Wiatr smagał jej sukienkę, gdy tak stała nieruchomo. Patrzyła na dom, który niczym szczególnym nie wyróżniał się spośród innych domów w tym rzędzie, jednak na widok tego właśnie budynku z jej oka popłynęła nieśmiała łza.
Z naprzeciwka usłyszała głos chłopca, który sądząc po jego barwie, był w jej wieku. Śpiewał piosenkę, kontynuując od miejsca, w którym ona skończyła, fałszując przy tym delikatnie. Skierowała wzrok w jego stronę.
Był ubrany w krótkie spodenki, które trzymały szelki. Na nogach dostrzegła sandały, włosy miał przystrzyżone na krótko, a pulchną twarz zdobiły piegi. Wyglądem bardziej przypomniał mniejszą wersję Johna Lennona niż współczesne dziecko.
Stali tak naprzeciw siebie i mierzyli się wzrokiem. Twarz dziewczynki była bez wyrazu, jej wzrok przeszywał chłopca, który był uśmiechnięty i podekscytowany, jakby za chwilę miał dostać najlepszy prezent w życiu. Za chłopakiem panował mrok, a wszystkie latarnie były wyłączone, jakby on także się nimi bawił, lecz zapomniał je włączyć z powrotem. Tylko od strony dziewczynki wszystkie się paliły i doświetlały ulicę ciemnożółtym blaskiem.
– Nie masz tu żadnej władzy – powiedział chłopiec całkiem innym, teraz niskim, basowym głosem, wciąż szeroko się uśmiechając, lecz jego głos nie należał do chłopaka, który stał przed nią. Był głosem chłopca i starca, kobiety i mężczyzny, dziewczynki i starej kobiety jednocześnie.
Dziewczynka milczała, wciąż wpatrując się w niego. Jej spojrzenie było chłodne i przenikliwe.
– Tym razem nie masz jej tutaj i dobrze o tym wiesz – kontynuował chłopak głosem wielu, a kiedy wypowiadał te słowa, pojawiły się za nim wilki. Jeden po drugim wyłaniały się z mroku, stając w jednej linii z chłopakiem. Były ich setki i wszystkie wpatrywały się w dziewczynkę w białej sukience.
Wilki zaczęły obnażać kły, kłapiąc pyskami i chodząc niespokojnie wokół chłopca, jakby także nie mogły się czegoś doczekać.
Chłopak nadal się uśmiechał, wpatrując się w nią, podczas gdy dziewczyna powoli, lecz pewnie, postąpiła naprzód. Szła tak, aż zatrzymała się kilka centymetrów od chłopca. Byli podobnego wzrostu. Ich głowy niemal stykały się w prostej linii, patrzyli sobie w oczy. Dziewczyna lekko przechyliła głowę, jakby myślała nad czymś ważnym. Uśmiech chłopaka zaczynał powoli gasnąć, a w jego miejsce pojawił się wyraz bólu, nagły i silny tak bardzo, że chłopak się odsunął. Dziewczyna stała nadal, patrząc przed siebie, jakby chłopak nie zasługiwał już na jej uwagę, a wilki jeden po drugim usuwały się jej z drogi, gdy szła między nimi.
Zniknęła w ciemności.