Читать книгу Panorama współczesnej filozofii - Группа авторов - Страница 20
SCEPTYCYZM
4. Sceptycyzm znaczeniowy Kripkego-Wittgensteina i pojęcia matematyczne
ОглавлениеNową formą sceptycyzmu, która pojawiła się w filozofii współczesnej, jest sceptycyzm znaczeniowy. Ogłosił go w 1982 roku Saul Kripke w książce Wittgenstein o regułach i języku prywatnym (Kripke 2007). Zdaniem Kripkego sceptycyzm ten pojawił się w Dociekaniach filozoficznych Ludwiga Wittgensteina (2005) nawet jeśli zaraz po sformułowaniu został odrzucony jako paradoksalny i nie był traktowany jako rodzaj sceptycyzmu. Utorował on drogę nowej koncepcji języka, w której znaczenie wypowiedzi jest sprowadzone do społecznej praktyki, niedającej się teoretycznie wyjaśnić, polegającej na ślepym stosowaniu reguł. Dla zaznaczenia istotnej roli Kripkego w sformułowaniu tej formy sceptycyzmu, nazywana jest ona sceptycyzmem Kripkego-Wittgensteina. Sam Wittgenstein (2002, 6.51), jak pisałam, uważał tezę sceptycyzmu za niedorzeczną. Chodziło mu przy tym o sceptycyzm co do wiedzy, natomiast nie odnosił idei sceptycyzmu do problemu znaczenia. Zrobił to dopiero Kripke.
Kripke dla uzasadnienia sceptycyzmu znaczeniowego formułuje eksperyment myślowy z „kwusem”.
Być może w przeszłości używałem terminów „plus” i „+” jako oznaczających funkcję, którą nazwę tu „kwus” i przyporządkuję jej symbol „⊕”. Jest ona zdefiniowana tak oto: x ⊕ y = x + y, jeśli x, y < 57 = 5 w innym przypadku.
Kto może stwierdzić, że to nie tę właśnie funkcję miałem uprzednio na myśli, gdy używałem symbolu „+” (Kripke 2007, s. 23).
Jest to eksperyment myślowy polegający na wyobrażeniu sobie sytuacji, w której zamiast dobrze mi znanego pojęcia matematycznego dodawania, używałam nieco odmiennego pojęcia „kwodawania”, które rożni się od zwykłego dodawania tylko w przypadku liczb większych od 57. Jeśli w przeszłości, np. na początku szkoły podstawowej, operowałam tylko małymi liczbami, to trudno powiedzieć, którą z tych operacji miałam na myśli. Nie odróżniałam wtedy dodawania od kwodawania. Teraz, po zapoznaniu się z eksperymentem Kripkego, odróżniam te dwie operacje, ale nie wiem, jak rozstrzygnąć, którą operację wykonywałam na początku szkoły podstawowej. Nie rozpatrywałam wtedy liczb większych od 57, a w wypadku liczb mniejszych operacje te są nieodróżnialne. Zdaniem Kripkego (2007, s. 31) „nic, co kiedykolwiek znajdowało się w moim umyśle, żaden element mojego zewnętrznego zachowania – nie określa, iż miałem na myśli plus, a nie kwus”.
Faktami znaczeniowymi, które czyniłyby prawdziwymi zdania przypisujące znaczenie, nie są ani dyspozycje do używania słów, historia używania słów przez mówiącego czy jego dane świadomości, ani jego zewnętrzne zachowanie. Istotne są tutaj argumenty przeciwko możliwości prywatnego języka (normy znaczeniowej nie może stworzyć i kontrolować jeden człowiek; Wittgenstein 2005, s. 199). Nie chodzi tylko o brak pewności co do treści myśli, ale o samo nieistnienie znaczeń. Nawet wszechwiedzący Bóg mający dostęp do wszystkich faktów „nie mógłby ustalić, że używając słowa «plus», miałem na myśli dodawanie” (Kripke 2007, s. 32), ponieważ ten fakt nie istniał. A jeśli w przeszłości nie było faktu konstytuującego to, co miałem na myśli, kontynuuje Kripke, to tak samo jest obecnie, w odniesieniu do moich obecnych myśli. Nie ma takiego faktu ani w wewnętrznym doświadczeniu, ani w zewnętrznym świecie. Eksperyment z kwusem sugeruje, że znaczenia jako precyzyjne idee używane przez indywidualnych użytkowników języka nie istnieją. „Cała idea znaczenia rozpływa się w powietrzu” (Kripke 2007, s. 43).
Warto zauważyć, że ten eksperyment dotyczy jednego z pojęć matematycznych, które zwykle uchodzą za jasne i wyraźne, doskonale sprecyzowane, zaopatrzone w dobre definicje. Kripke za Wittgensteinem kwestionuje ostatni bastion pewności, matematykę. W tym sensie rozszerza i pogłębia argumenty sceptyczne. Nawet teza „2 + 2 = 4” nie jest już przykładem zdania pewnego i argumentem przeciwko sceptycyzmowi. Skoro treść poszczególnych znaków jest niedookreślona, to trudno oczekiwać, że zbudowane z nich tezy będą precyzyjne.
Dodawanie jest grą, tak jak gra w szachy. „Stosowanie się do reguł jest czymś analogicznym do wykonywania rozkazu. Jesteśmy w tym celu ćwiczeni i reagujemy na rozkaz w określony sposób” (Wittgenstein 2005, s. 206). „Wyćwiczono mnie w określonym reagowaniu na ten znak, i tak teraz reaguję” (Wittgenstein 2005, s. 198). „Ci, którzy odbiegają od normy, są poprawiani i pouczani (zazwyczaj jako dzieci), iż nie uchwycili pojęcia dodawania” (Kripke 2007, s. 148). Analizy Wittgensteina i eksperyment myślowy Kripkego ujawniły, że nawet pojęcia matematyczne, takie jak funkcja dodawania, nie mają doskonale precyzyjnej treści i działają na zasadzie społecznego treningu i nawyku.
Sceptycyzm znaczeniowy pogrąża też ostatni bastion pewności w obszarze danych samoświadomości. Skoro treści naszych myśli są niedookreślone, to żadne dane samoświadomości, a tym bardziej żaden słowny raport z danych samoświadomości nie będzie miał statusu treści dookreślonej. Być może treści niekonceptualne, niekonceptualne poczucie własnego istnienia lub poczucie istnienia świata mogłoby taki status zachować. Ale byłaby to pewność niedająca się sprecyzować i zwerbalizować. W efekcie nie ma żadnego zdania, którego moglibyśmy być pewni co do jego treści, nie mówiąc już o jego wartości logicznej. Sceptyk znaczeniowy idzie dalej w swojej krytyce niż sceptyk co do wiedzy. Nie ma mowy o pewności nie tylko z powodu braku gwarancji prawdziwości, lecz także dlatego, że treści naszych własnych myśli są tylko prowizorycznie ukonstytuowane. Jako takie nie mają szans na prawdziwość, a co dopiero pewność.
Kripke po sformułowaniu problemu i tezy sceptycyzmu znaczeniowego (Znaczenia nie istnieją) wcale jej nie akceptuje, lecz uważa za tezę paradoksalną i poszukuje rozwiązania tego paradoksu. Za Wittgensteinem znajduje to rozwiązanie we społecznej praktyce językowej. „Negatywne tezy sceptyka nie mogą być odrzucone. Jednakże nasze zwyczajne przekonania i sposoby postępowania są uzasadnione, gdyż w przeciwieństwie do tego, co mogłoby się wydawać, nie wymagają one takiego uzasadnienia, którego niemożliwość wykazał sceptyk” (Kripke 2007, s. 111). Nie ma faktów znaczeniowych, jednostka rozważana w izolacji nie konstytuuje znaczeń, znaczenia nie istnieją w stałej i dokończonej formie. Faktem jest jednak, że ludzie się komunikują. Znaczenia są konstytuowane w społecznym procesie używania języka, w którym wypracowano przypadki wzorcowe jako modele poprawnego użycia słów. Przypadkiem wzorcowym dla pojęcia dodawania jest np. interakcja między sprzedawcą i klientem, kiedy sumują rachunek za kilka towarów.
Znaczenie jest formą życia, sposobem użycia, praktyką niedającą się teoretycznie wyjaśnić, polegającą na ślepym stosowaniu społecznie ustalonych reguł. Kripke widzi podobieństwo stanowiska drugiego Wittgensteina do weryfikacyjnej teorii znaczenia (zamiast warunków prawdziwości mamy warunki stwierdzalności) i intuicjonizmu w matematyce (zamiast warunków prawdziwości mamy warunki dowodliwości), ale słusznie zaznacza, że nie może być ono z nimi utożsamiane, ponieważ Wittgenstein wyklucza możliwość teoretycznego wyjaśnienia sposobu konstytuowania się znaczeń w praktyce językowej (Kripke 2007, s. 122). W tym sensie jest on sceptykiem znaczeniowym. Tak jak u Hume’a przyzwyczajenie oparte na wyobraźni i instynkcie wyjaśnia rozumowania indukcyjne, tak u Wittgensteina ślepe kierowanie się regułami (Kripke 2007, s. 36), na zasadzie treningu i naśladowania, wyjaśnia przypisywanie zdaniom znaczeń.
Wynik dyskusji nad sceptycyzmem znaczeniowym jest podobny jak w przypadku sceptycyzmu co do wiedzy. Trzeba przyznać, że nie ma idealnych znaczeń ukonstytuowanych przez fakty znaczeniowe, ale faktem jest, że istnieją znaczenia przybliżone, które umożliwiają społeczną komunikację. Te społecznie konstruowane znaczenia także zasługują na miano znaczeń. A zatem znaczenia zarazem nie istnieją (w kontekście sceptycznym) i istnieją (w kontekście potocznym). Proponuję to nazwać kontekstualistycznym rozwiązaniem problemu sceptycyzmu znaczeniowego.
Akceptując potoczną praktykę przypisywania znaczeń, Kripke ratuje spójność i sensowność własnego eksperymentu myślowego. Gdyby Kripke za Wittgensteinem nie zmodyfikował sceptycznego pojęcia znaczenia, znalazłby się w paradoksalnej sytuacji: aby problem sceptycyzmu znaczeniowego w ogóle sformułować, musiałby zrobić wyjątek dla tej formuły. Teza, że język jest pozbawiony znaczenia, jest wszak samoobalająca się (Kripke 2007, s. 117). Sytuacja sceptycyzmu znaczeniowego potwierdza ogólną prawidłowość, że podstawowym problemem sceptycyzmu jest jego swoista niespójność.