Читать книгу 444 - Maciej Siembieda - Страница 11

Оглавление

Rozdział 7

Bzdura – żachnął się Paluch po zakończeniu lektury, rzucając papiery na biurko.

– A jeśli nie? – spytał Kuba zagadkowym tonem. – A jeśli ten Włodarczyk naprawdę zebrał potwierdzenia proroctwa i obraz Matejki jest jednym z nich?

– Kupuje pan to? – zdziwił się dyrektor. – Wierzy pan, że tysiąc lat temu zapisano coś, co może zmienić wydźwięk współczesnych misji NATO w krajach islamskich?

– A pan by uwierzył dwadzieścia lat temu, że Polska kiedyś będzie w NATO? – Kuba odpowiedział pytaniem. I dodał filozoficznie: – O tym, że niektóre rzeczy są niemożliwe, często decyduje nasz brak wyobraźni.

Zapadła cisza. Prokurator domyślał się, że Paluch porządkuje myśli i planuje kolejne ruchy. Dyrektor w warunkach spokoju potrafił być niezłym strategiem. W końcu puchary z mistrzostw szachowych, tłoczące się w stylowej witrynie obok biurka, nie znalazły się tu przypadkowo.

– Dobrze – zawyrokował wreszcie, spoglądając na Kanię, jakby z jego twarzy chciał wyczytać prognozę powodzenia swojego scenariusza. – Spotka się pan z tym człowiekiem od obrazu. Zaprosi go pan do nas na Towarową. Do pańskiego biura. Proszę potraktować go uprzejmie, ale chłodno. Żadnych gestów na wyrost: zaciekawienia, entuzjazmu, broń Boże obietnic czy deklaracji. Na razie niech nie przynosi żadnych kwitów: notatek czy dokumentów. Proszę tylko z nim porozmawiać i wybadać, czy nie jest oszołomem. Zadziała pan jak wariograf. – Paluch wyraźnie ucieszył się z trafnego porównania, którym popisał się przed Kanią. – A jeśli test na wykrywaczu kłamstw, jakim bez wątpienia jest pańska inteligencja, wyjdzie pozytywnie, wówczas zastanowimy się, jak grać dalej.

Kuba wpatrywał się w niego badawczo, nawet nie rejestrując nieoczekiwanego komplementu.

– Sądzi pan dyrektor, że możemy dostać zielone światło? Jest szansa, że IPN zajmie się poszukiwaniem tego obrazu?

– Niech pan nie będzie naiwny, kolego. – Skrzywił się Paluch. – Przynosi mi pan tę historię jako sposób na odwrócenie uwagi mediów i w takim opakowaniu ja ten produkt kupuję. Nic poza tym. Naprawdę przyszło panu do głowy, że pójdę z tym do prezesa? Wie pan, co bym usłyszał?

– Że mamy szukać agentów, a nie krasnoludków. – Kuba potrafił idealnie naśladować ton szefa IPN-u.

– Coś w tym stylu. Zapewniam pana, że nie mam najmniejszej ochoty ani na jego złote myśli w rodzaju tej, którą pan przed chwilą wygłosił, ani tym bardziej na przywoływanie mnie do porządku. Dlatego możemy wstępnie zainteresować się tym obrazem. Podkreślam: zainteresować. Żeby w razie czego mieć co rzucić na żer sępom i hienom z mediów. Ale musimy też mieć dobry pretekst. Bo jeśli wyjdzie z tego blamaż i stary zapyta, czemu się w to zaangażowaliśmy, ten pretekst ochroni nam tyłki. Tylko co to może być? – Paluch wysunął dolną wargę.

Kuba doskonale znał tę minę. Oznaczała, że dyrektor już coś wykombinował.

– Ten pana Kucharczyk napisał...

– Włodarczyk – sprostował Kania.

– Włodarczyk. Napisał, że poszukiwaniem obrazu przez wiele lat zajmowała się Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce.

– To prawda. Wspomniał mi w rozmowie telefonicznej, że jeden z prokuratorów komisji pod koniec lat siedemdziesiątych mocno się w to zaangażował i był dosłownie o krok od odzyskania obrazu. Wystąpił nawet do władz w Amsterdamie o nakaz przeszukania willi byłego esesmana, który podczas okupacji wywiózł dzieło Matejki do Holandii, ale nic z tego nie wyszło. Szczerze mówiąc, nie dziwię się. Gość był urzędnikiem zza żelaznej kurtyny, a mimo umizgów, jakie rząd Gierka stroił wobec Zachodu, oni nam nie ufali za grosz. To nie miało prawa się udać.

– I to jest nasz pretekst – zawyrokował Paluch, potwierdzając swój werdykt klepnięciem dłonią w blat biurka. – Obrazu Matejki oficjalnie szukała Główna Komisja, ale jej się to nie udało, bo była instytucją państwa komunistycznego. Dlatego IPN reprezentujący demokratyczną Polskę może podjąć trop. To uzasadnia nasze zainteresowanie. Niech pan przesłucha tego Włodarczyka. Jak najszybciej. Aha, mediom na razie ani słowa. Ani o obrazie, ani o poszukiwaniach śladów oddziału AK. Niech się pan wykręci, że dochodzenie nadal trwa czy coś tam. A tym nocnikiem i tak mogą nas ośmieszyć tylko tabloidy. – Paluch nie miał już problemu z użyciem pierwszej osoby liczby mnogiej. – Gdyby naciskali, niech im pan zaproponuje premię za sklerozę: zapomną o oddziale AK, a w zamian dostaną sensacyjne proroctwo na obrazie Matejki, czym oficjalnie interesuje się IPN. Zatem do końca tygodnia wysłucha pan Włodarczyka. W poniedziałek poproszę o raport.

444

Подняться наверх