Читать книгу 444 - Maciej Siembieda - Страница 7

Оглавление

Rozdział 3

Kilka tygodni wcześniej, w przebłysku śmiałości, zadzwonił do Instytutu Pamięci Narodowej, prosząc o połączenie z Jakubem Kanią – prokuratorem, którego dociekliwość wyzierała z wielu wycinków prasowych, zgromadzonych w piwnicznym archiwum gazety. Ten postrach przestępców z przeszłości lubił telefony z mediów, ale teraz, wysłuchawszy apelu o wszczęcie poszukiwań zaginionego obrazu Matejki, nie okazał entuzjazmu.

– Czy ja wiem, panie redaktorze... – Westchnął do słuchawki, łaskocząc Włodarczyka tytułem zarezerwowanym dla dziennikarzy z kondygnacji wyższych niż piwnica. – Do tego trzeba by zaangażować sztab ludzi i mnóstwo pieniędzy. Małe szanse. O... gdyby Matejko znalazł się na liście tajnych współpracowników służb PRL-u i trzeba by sprawdzić, czy nie malował dla SB – zażartował – wtedy tak. Wtedy z pewnością środki by się znalazły. Pan wybaczy, ale teraz to my mamy pół Polski do zlustrowania.

Włodarczyk docenił autoironię, uznając ją za zaproszenie do dalszej rozmowy.

– Ten obraz to prawdziwa sensacja – ciągnął niezrażony. – Najważniejsze jagiellońskie dzieło Matejki obok Bitwy pod Grunwaldem i Hołdu pruskiego. Szukałby pan Hołdu pruskiego, gdyby zaginął?

– No... sądzę, że... tak – prokurator zawahał się. Na szkoleniu z komunikacji z mediami trener mówił wyraźnie, aby nie wdawać się w gierki z pytaniami retorycznymi. – Ale...

– Nie ma żadnego ale – skwitował Włodarczyk. – Szukałby pan. To proszę sobie wyobrazić, że ten obraz jest jeszcze ważniejszy. Niewielu ludzi go widziało. W Zachęcie przed wojną wisiał zaledwie przez kilka dni. Potem był tylko kradziony, przemycany i ukrywany.

Niewiele osób go widziało, ale wiele przez niego zginęło – chciał zakończyć wypowiedź efektowną klamrą, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język.

– Ja to wszystko rozumiem – odparł Kania tonem, jakim uspokaja się narwańców, kładąc im dłoń na ramieniu. – Ale proszę mi wierzyć, niewiele mogę. IPN naprawdę nie ma funduszy. Zdaje pan sobie sprawę, ile pozycji liczy lista dzieł sztuki, które należałoby odzyskać dla kultury polskiej?

– To nie jest zwykłe dzieło sztuki! – nie wytrzymał Włodarczyk. – To jest szyfr! Tajemnica! Pan rozumie? Klucz do zagadki o światowym znaczeniu. Kod, proszę pana! Kod! Taki jak ten Leonarda da Vinci.

Zamilkł. Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.

– Ma mnie pan za wariata? – zapytał po chwili, starając się, aby jego głos brzmiał spokojnie.

– Skądże – zaprzeczył prokurator, o kilka sekund za późno. – Ale zgodzi się pan, że pańskie informacje brzmią dość fantastycznie... Oczywiście w dobrym znaczeniu tego słowa – dodał pospiesznie. – Zróbmy może tak... Proszę mi to wszystko opisać w mejlu. Obiecuję, że się z tym zapoznam. Ale teraz, pan wybaczy, zaczynam ważne spotkanie.

Włodarczyk usłyszał sygnał zakończonego połączenia.

– W mejlu – warknął do siebie.

Wy i wasze mejle! Jak byście poradzili sobie ze spławianiem ludzi, gdyby ktoś nagle pozbawił was mejli? Pieprz się – dodał w duchu pod adresem Kani. Taki z ciebie detektyw jak ze mnie ksiądz.

– Pieprz się – powtórzył półgłosem.

444

Подняться наверх