Читать книгу Trucizna - Dario Correnti - Страница 13
18 lipca
ОглавлениеKiedy Ilaria wychodzi na via Senofonte i włącza ponownie komórkę, widzi wiadomość od komisarza Ricciego. Dzwoni do niego natychmiast.
– Przepraszam, Max, miałam wyłączony telefon.
– Chciałem ci powiedzieć, że według lekarza sądowego rany głowy zadano czekanem.
– Górniczym?
– Nie, najpewniej alpinistycznym, ze względu na zębate ostrze.
– Twoim zdaniem to normalne, żeby złodziej miał przy sobie czekan alpinisty?
– Właśnie nie. Też się nad tym zastanawialiśmy.
– Dobrze, dzięki Max. Jesteśmy w kontakcie.
Ilaria wraca pospiesznie do redakcji, żeby napisać tekst. Włącza komputer, otwiera nowy plik Worda, po czym się zatrzymuje. Najpierw musi coś sprawdzić. Szuka na Facebooku profilu Marty Guerry, którego na szczęście córka nie zdążyła jeszcze zlikwidować, zbyt zajęta dochodzeniem do siebie po wstrząsie i organizacją pogrzebu. Włącza tablet, który podarował jej Besana, i robi screenshoty wszystkim opublikowanym postom. Bez wątpienia są to posty zupełnie od rzeczy, ale też zagadkowe („Jeśli ten niedźwiedź zostanie odstrzelony, nigdy więcej nie podniosę trzech palców prawej ręki”). Wiele odnosi się do seryjnej osiemnastowiecznej trucicielki Giovanny Bonanno, znanej jako „Stara od octu”, powieszonej w Palermo w 1789 roku. Jako motto profilu Marta Guerra zamieściła grecką frazę. Ilaria tłumaczy: „Niech nie wejdzie tu żaden profan”. Co to może znaczyć?
Minęło sporo czasu, zaraz zamkną redakcję. Być może powinna już oddać tekst. Pisze szybko artykuł, ale nie zamierza jeszcze wrócić do domu. Roberto żegna się z nią.
– Do zobaczenia jutro, Piatti.
Światła gasną, sprzątaczki leniwie zamiatają korytarze. A ona siedzi nieruchomo.
Otwiera skrzynkę mailową i pisze do lekarza sądowego z Churu, który zajmował się rozszarpanymi przez niedźwiedzia zwłokami. Ku jej wielkiemu zaskoczeniu lekarz od razu odpisuje. Zostawia jej również swój numer telefonu. Ilaria dzwoni do niego natychmiast.
Po rozmowie z anatomopatologiem Ilaria wybiera jeszcze numer do redaktora naczelnego.
– Roberto, muszę z tobą chwilę porozmawiać.
– Wiesz, która jest godzina? Dziś są urodziny mojej żony. Proszę cię, Ilario. Chcesz, żebym i ja się rozwiódł? Od razu ci powiem, że nie zamierzam skończyć jak Besana.
– Przepraszam.
– Słuchaj, już wstałem od stolika i wyszedłem z restauracji, więc mów szybko, o co chodzi.
Ilaria w kilku słowach opisuje mu facebookowy profil Marty Guerry, a ostatnie cenne sekundy przeznacza na streszczenie rozmowy z lekarzem z Churu.
– Rozumiesz? Właśnie przeprowadził sekcję ciała D’Ambrosio.
– I wyraźnie powiedział ci, że to była śmierć przez otrucie. Możesz to dać w cudzysłowie?
– Nie, nie mogę. Ale potwierdził, że sprawa jest bardziej skomplikowana i nie chodzi tu o samego niedźwiedzia. Daj mi szansę, tylko jedną. Wyślij mnie do Szwajcarii z Besaną. Proszę.
– Besana nie chce słyszeć o tej sprawie. Musiałem go błagać na kolanach, żeby napisał pięćdziesiąt linijek. Już zdążył mi naubliżać.
– Przekonam go – odpowiada Ilaria.
– Jeśli ci się uda. – Roberto wzdycha sceptycznie. – Chcę mieć tekst o tym rozszarpanym kolesiu. I tak musimy kogoś wysłać.
– Wystarczy sprowadzić wszystko do Beck’sa, który potrzebuje się wybiegać na łące.
– Marco zwariował na punkcie tego psa. Nie przychodzi już do redakcji, tylko dlatego, że zwierzęta mają zakaz wstępu.
– No właśnie.