Читать книгу Trucizna - Dario Correnti - Страница 5
17 lipca
Оглавление– Nie ma mowy – odpowiada Besana.
– Marco, nie możesz zawsze odmawiać – nalega redaktor naczelny – to tylko trzy tysiące znaków.
– Po co ten komentarz? Co mam napisać o facecie, którego rozszarpał niedźwiedź? Czy życzysz sobie panoramę od Herzoga po Iñárritu zawadzającą o Annaud? Poproś o to jakiegoś pisarza. Zawsze są gotowi wyrażać opinie na każdy temat, wystarczy im zapłacić. Dlaczego przypieprzacie się do mnie?
– Marco, przecież masz umowę. Od czasu do czasu musisz coś zrobić.
– Odkąd jestem na emeryturze, wciskacie mi rzeczy, których nikt nie chce. Po kolei: facet, który rozbił się w wingsuicie, wywiad z kobietą twierdzącą, że zapłodniono ją bez jej wiedzy, miłosne oszustwa na Facebooku. Siłą rzeczy muszę odmawiać. Zrób sobie rachunek sumienia, Roberto.
– Proszę cię o przysługę. Dyrektorowi na tym zależy, znali się.
– Z niedźwiedziem?
– Spierdalaj! – Roberto wybucha śmiechem. Nigdy nie udaje mu się nic uzyskać od Besany, ale i tak go lubi. – Ofiara to ważny przedsiębiorca, Achille D’Ambrosio.
– Raczej bankrut niż przedsiębiorca.
– Tak, ale daruj sobie. Dopiero co został rozszarpany żywcem. Głowę znaleziono kilometr dalej.
– Kurwa mać – komentuje Besana. – Przepraszam, gdzie to się wydarzyło? W Kanadzie?
– Nie, w Szwajcarii. W Gryzonii, w lesie.
– Dobrze, popatrzę na doniesienia prasowe.
– Dziękuję. – Naczelny wzdycha z ulgą.
– To już ostatni raz. Nie dawaj mi więcej takich bzdur.
– Obiecuję – odpowiada Roberto. – Widzimy się wieczorem. Przyjdziesz, prawda?
– Nawet nie wiesz, jak mi się chce. Chyba wolę niedźwiedzia.
– Ale na imprezie będzie cała redakcja.
– No właśnie.
– Piatti skopie ci tyłek, jeśli z nią nie pójdziesz, wiesz?
– Dziś dzwoniła już do mnie trzy razy.
Marco złorzecząc, włącza komputer. Czyli zajście miało miejsce w okolicach przełęczy Forno, ponad Zernez. D’Ambrosio został odnaleziony dobę po zaginięciu, wieczorem znajomi podnieśli alarm, bo nie wrócił do hotelu. Nie wiedzieli, dokąd się wybrał, mówił, że chce porobić zdjęcia koziorożcom alpejskim w parku narodowym. Ratownicy z REGA wysyłają helikoptery, wszczynają poszukiwania z psami. Obszar jest jednak zbyt rozległy. Ciało zostaje odnalezione przypadkiem następnego ranka przez leśnika, podczas zwiadów w lesie u stóp Piz Daint. Niedźwiedź miał obrożę satelitarną, która była zepsuta i od miesięcy nie wysyłała sygnałów. Jest znany, bo zaatakował już parę cieląt, dwie owce i osła w dolinie Müstair.
Agencja ANSA zagłębia się w szczegóły, a Besana traci cierpliwość. Główny podejrzany waży sto osiemdziesiąt dziewięć kilogramów, jest samcem, określanym jako M18 i zwanym Rudolfem ze względu na kolor sierści. To brat M13 i syn KJ7, niedźwiedzicy z rejonu Trydentu, gdzie urodził się w 2011 roku.
– Wykształcenie? Orientacja seksualna? – prycha Besana, głaszcząc swojego psa, który położył mu pysk na kolanach. – Mam niby pisać biografię ssaka stopochodnego. Nie patrz tak na mnie, Beck’s. Dla ciebie to nawet nie jest zła wiadomość. Może pewnego dnia jakiś wielki dziennikarz opisze twój życiorys.
Beck’s macha ogonem. I pomyśleć, że kiedy Ilaria mu go podarowała, nie chciał psa. Teraz sięga łydki Marca. To krzyżówka yorkshire teriera, jamnika i rozmaitych kundli. Ma nieproporcjonalnie długi ogon, odziedziczony nie wiadomo po kim, krótkie łapy i pysk świadczący o rasowych, choć nieznanych przodkach. A kiedy się go głaszcze, warczy z zadowolenia.
Besana wraca do lektury. Według wstępnych doniesień mężczyzna źle się poczuł podczas spaceru, a niedźwiedź zaatakował go dopiero nocą. W okolicy nie ma stacji przekaźnikowych, więc D’Ambrosio nie mógł wezwać pomocy. Ciało bez głowy i plecaka leżało w odległości około kilometra, przykryte liśćmi, aby zwierzę mogło je zjeść później. W chwili ataku ofiara nadal żyła.