Читать книгу Zostały jeszcze pieśni. Jacek Kaczmarski wobec tradycji - Praca zbiorowa - Страница 15

BARDOWIE
Filip Łobodziński
MOJA OSOBISTA HISTORIA MURÓW
3

Оглавление

Czterdziestoczteroletni Narcís Llansa został radnym z ramienia nacjonalistycznej, lewicowej partii Esquerra Republicana de Catalunya. Los jednak chciał inaczej. W lipcu 1936 roku tradycjonaliści pod wodzą generała Francisca Franco wywołali rebelię, która przerodziła się w niemal trzyletnią hiszpańską wojnę domową, największą traumę w dziejach kraju. Llansa brał bardzo aktywny udział w walkach. Ale przy tym – pomimo zdecydowanie antykościelnych przekonań – regularnie golił i strzygł miejscowego proboszcza, zmuszonego do ukrywania się przed radykałami z katalońskiej lewicy.

Katalończycy nie są łatwym narodem do rządzenia – także do samo-rządzenia. Zresztą który naród jest… Oto, co pisze kataloński pisarz Eduardo Mendoza w powieści Mauricio, czyli wybory, słowami jednej z postaci, bystrej, choć młodej Clotilde:

Przez całe stulecia funkcjonowaliśmy na naszą modłę, bez stanu, który zajmowałby się polityką, i nie jesteśmy przygotowani do działania w strukturach władzy. Przywykliśmy do życia na peryferiach niekompetentnego państwa i do walki o przetrwanie za pomocą tajnych paktów, cichych umów, snutych skrycie intryg, pod płaszczykiem ckliwego nacjonalizmu, samowspółczującego i samozadowolonego. W Katalonii polityka to cyrk pcheł dla publiczności otumanionej futbolem i hymnem do Matki Boskiej z Montserrat18.

Clotilde wypowiada te słowa w połowie lat osiemdziesiątych, wtedy bowiem dzieje się akcja powieści, ale Mendoza nie bez kozery umieścił je w książce napisanej w 2006 roku. Uznał, że nie do końca straciły na aktualności. I były aktualne dużo wcześniej. Stąd determinacja takich ludzi jak Narcís Llansa, by wyrwać rodaków z oportunistycznego marazmu.

Gdy zrewoltowana, republikańska Katalonia ostatecznie poddała się frankistom, Llansę spotkało upokorzenie – musiał całkowicie wysprzątać i wyczyścić budynek kościoła w Besalú. Nakazano mu również uczestnictwo w niedzielnych mszach, ale tego unikał, jak mógł, zwłaszcza że właśnie w niedziele miał najwięcej klientów w zakładzie. Skoro nie mógł mieć wpływu na politykę, przynajmniej mógł o niej pogadać. A ponieważ życie pod dyktaturą frankistów z wolna zaczynało przypominać życie typowe dla krajów zniewolonych tyranią – coraz powszechniejsza apatia i dojmujące poczucie braku perspektyw, z rzadka przerywane doniesieniami o represjach – niespokojne duchy mogły tylko dać upust zakazanym myślom w prywatnych rozmowach. A jak wiadomo – salon fryzjerski to w małym miasteczku rodzaj miejscowej agory, podobny do knajpy czy placyku do gry w bule.

I tak, machając nożycami i grzebieniem, Llansa znów przyglądał się dramatycznej historii kraju i świata. Wydarzenia skłaniały skromnego fryzjera do refleksji na temat losu, historii i hierarchii wartości. Mijały lata, dyktatura umacniała się, degradując języki mniejszości do roli półlegalnych gwar. Po galicyjsku, katalońsku i baskijsku nie wolno było mówić w urzędach, szkołach, radiu. Narcís Llansa jednak zdawał się tym nie przejmować. Perorował w ojczystej mowie, ucząc przy okazji młodych historii ich narodu.

Wiek ma jednak swoje nieubłagane prawa – stary Siset nie mógł wiecznie strzyc, bo sił zaczynało brakować. Llansa przeniósł się więc do miasteczka Verges, by być bliżej córki i wnuka o imieniu Ponç. Tu także szybko zjednał sobie zaufane i wierne grono słuchaczy i dyskutantów. Ręce już zaczynały mu się trząść, więc nie było mowy o kontynuowaniu zawodu. Zresztą młodzi, którzy nadal uwielbiali go słuchać, i tak coraz rzadziej mieli ochotę się strzyc – nastały lata sześćdziesiąte i pomimo relatywnego zamknięcia Państwa Hiszpańskiego nowinki przenikały i tu. Chłopcy nosili długie włosy, twarze im zarastały. A wraz z modą przyszedł też ferwor hipisowski.

Wśród kolegów Ponça zwracał uwagę chłopak, który stawiał właśnie pierwsze kroki jako śpiewający poeta.

18

E. Mendoza, Mauricio, czyli wybory, przekł. M. Chrobak, Kraków 2008.

Zostały jeszcze pieśni. Jacek Kaczmarski wobec tradycji

Подняться наверх