Читать книгу Po prostu Nigella - Nigella Lawson - Страница 14

PRZYJĘCIE

Оглавление

Tytuł tego rozdziału pewnie kojarzy się z uroczystą kolacją z kilku dań jedzonych przepisowymi sztućcami, ale spokojnie, bez obaw – ja nie urządzam przyjęć i nie sugeruję, byście wy zaczęli to robić. Nie jest to więc pochwała idealnej pani domu, ale raczej próba zdefiniowania przyjęcia na nowo. Nauczyłam się o sobie pewnej rzeczy, a mianowicie, że nie zapraszam ludzi do swego stołu, jeśli nie czułabym się z nimi swobodnie, będąc w piżamie i bez makijażu. Nie chodzi o to, że muszę być w piżamie i bez makijażu, ale, jak zaświadczą moi przyjaciele, często się to zdarza.

Zresztą zawsze podchodziłam na luzie do tego, jak karmię ludzi – perfekcjonizm to piekło zarówno dla gospodarza, jak i dla gości. Swobodna atmosfera nie tylko jest najprzyjemniejsza, ale – dla mnie – to także jedyna pewna droga, by nie żałować, że w ogóle kogoś do siebie zaprosiłam. Nie robię przystawek; nie nakrywam formalnie do stołu, tylko rozstawiam pojemniki ze sztućcami, by każdy wziął sobie sam; a moje jedzenie nigdy przenigdy nie udaje dań serwowanych w restauracjach. Moje przyjęcia nie są wytworne, tylko przyjemne. Znacie te wszystkie kolorowe magazyny, pełne artykułów o przyjmowaniu gości, gdzie punkt po punkcie wymienia się ważne rady, zalecenia i konieczne warunki do spełnienia? Ten rozdział jest ich absolutną antytezą.

Nie zostały tu zebrane wszystkie dania, które przyrządzam dla przyjaciół – rozdział Złap oddech jest ich kolejnym, godnym zaufania źródłem, a, co pewnie oczywiste, rozdział Słodko opisuje desery. Tu znajdziecie różne drobiazgi, które podaję do pojadania na kanapie jako przekąski do drinków, i te przepisy, po które sięgam, robiąc lunch, kolację lub niezobowiązujące spotkanie w małym gronie, gdy chcę gości nakarmić, ale przede wszystkim zależy mi, by poczuli się miło przyjęci i byśmy wszyscy byli szczęśliwi.

Jeśli chodzi o drinki, to na ogół po prostu podaję prosecco, piwo i czerwone lub białe wino, a do tego mnóstwo wody. Są jednak chwile, gdy trzeba sobie ułatwiać życie i zaserwować coś z dzbanka. W takich przypadkach proponuję 3 koktajle: pierwszy to rześki, grejpfrutowy numerek. Wystarczy zmieszać butelkę 750 ml (najlepiej) różowego, słodkiego, musującego muscata (lub innego słodkiego, musującego wina) z 1 szklanką (250 ml) świeżo wyciśniętego, kwaskowego soku z żółtego grejpfruta (potrzebne będą ze 2 sztuki). Drugi to mocny cosmopolitan cup (patrz: strona 111). Robi się go, biorąc na każdą butelkę 750 ml prosecco lub innego wytrawnego wina musującego, 2 szklanki (500 ml) soku żurawinowego z kartonu, 4 łyżki (60 ml) wódki i 1–2 łyżki (15–30 ml) świeżo wyciśniętego soku z limonki, czyli z ½–1 limonki. Trzeci to mój saketini, który robi się prawie tak samo jak martini z wódką, tylko zamiast wermutu bierze się sake, w proporcjach 2 części wódki na 1 część sake. Wystarczy wstrząsnąć z mnóstwem lodu w shakerze do koktajli i przelać do kieliszka. Zgadzam się, że ta ostatnia propozycja to nie jest obiecany koktajl nalewany z dzbanka, ale jest zbyt dobry, by go pominąć. A jeśli uda się wam namówić kogoś, by robił saketini, tym lepiej. Ja zwykle i tak proszę kogoś z przyjaciół, by stanął na straży drinków.

Dania, na które przepisy przedstawiam poniżej, wsparte jeszcze tymi z rozdziału Złap oddech, gdzie skupiłam się na potrawach niewymagających wiele uwagi, przeznaczonych do przygotowania wcześniej – to po prostu (jak właściwie wszystko w tej książce) opis tego, co przyrządzałam dla przyjaciół, gdy osiadłam w nowym domu i zaczęłam nowy etap w życiu. A teraz z radością dzielę się tym z wami.

Po prostu Nigella

Подняться наверх