Читать книгу Slow life. Japoński sposób na życie w zdrowiu i długowieczność - Maciej Kozakiewicz - Страница 14
Nasi przodkowie nie potrafili usiedzieć
ОглавлениеPrzez blisko 200 tys. lat nasz gatunek przebywał w nieustannym ruchu. Wszelkie czynności podejmowane w jednym celu – „przetrwania”, ukształtowały nasze dzisiejsze ciało. Ciało zaprojektowane do ruchu6. Kiedyś, by pozyskać pożywienie, należało coś złowić, upolować, zerwać lub wykopać. Po kąsek czegoś wyjątkowo słodkiego nierzadko trzeba było wspiąć się wysoko na drzewo, podejmując nieprzeciętny wysiłek i narażając się na atak rozdrażnionych owadów. Uzbieranie garści sycących owoców okupione było nie lada gimnastyką i konkurowaniem z innymi gatunkami. Wywalczoną zdobycz należało szybko skonsumować, by nikt nam jej nie odebrał. Genetycznie proces ten, który obowiązywał przez dziesiątki tysięcy lat, zakodował się w nas w formie skłonności do zachłannego spożywania zasobów „na zapas”.
Współcześnie wystarczyły jednak cztery dekady, by w krajach Zachodu tryb ludzkiego życia radykalnie uległ zmianie. Jeszcze czterdzieści lat temu żyliśmy całkiem aktywnie. Pieszo przemierzaliśmy znaczne odległości, pozyskując żywność, uprawiając rolę, nosząc bagaże na głowach, kucając zamiast siedzieć, tańcząc i podrygując w rytualnych ceremoniach. Dziś głównie siedzimy, co jest całkowicie nienaturalne dla ludzkiego ciała. Przebywanie przez większą część dnia w pozycji siedzącej powoduje kompresję stawów oraz mięśni, a w efekcie doprowadza do obciążenia układu powięziowego, czyli błony tkanki łącznej7. Powięź jest najdoskonalszą i najbardziej elastyczną siecią otulającą i napinającą poszczególne elementy ludzkiego ciała. Utkana misternie niczym pajęcza sieć, przenosi obciążenia i informacje po całym naszym organizmie. Gdy jednak pojawia się stres, gdy organizmowi brakuje momentów rozluźnienia, napięcia w owej sieci nawarstwiają się, prowadząc do przewlekłego bólu.
Nasi przodkowie z racji trudniejszego dostępu do żywności, zużywali znacznie więcej energii w ciągu dnia podczas pracy fizycznej i uprawy roli niż my dziś. Jeszcze w latach 80., choć rodzice wybierali szkoły blisko miejsca zamieszkania, to i tak dzieci w drodze na zajęcia nierzadko przemierzały codziennie po kilka kilometrów. Niewiele osób dysponowało też wtedy własnym samochodem, sieć komunikacji publicznej pozostawiała wiele do życzenia, tempo życia było wolniejsze, i to wszystko właśnie w naturalny sposób skłaniało ludzi do codziennych pieszych wędrówek do szkoły, pracy czy po codzienne sprawunki. W tamtych czasach, w zależności od pogody, pozostawanie w pozycji stojącej każdego dnia zajmowało ludziom od dwóch do kilku godzin. Współcześnie w skrajnej sytuacji nie zajmuje nawet jednej godziny. Bo przecież zjeżdżamy windą na parking, wsiadamy do auta, jedziemy do pracy, pracujemy ponad osiem godzin za biurkiem, spożywając gotowe posiłki, po czym po dniu spędzonym przy sztucznym świetle ponownie schodzimy na firmowy parking, wsiadamy do samochodu, by w końcu wylądować na sofie przed telewizorem, komputerem lub ze smartfonem w ręku. Taki stan rzeczy dotyczy szczególnie przedstawicieli klasy średniej, którzy by utrzymać swój status, godzą się na coraz dłuższy czas pracy8, polegającej na monotonnych spotkaniach, zebraniach i czynnościach wykonywanych zza biurka9.
Z jednej więc strony mamy całkowitą niemal statykę, z drugiej, postęp cywilizacyjny sprawia, że żyjemy coraz szybciej, odczuwając nieustanną presję czasu. Ta presja powoduje, że zamiast samodzielnie przygotowywać sobie zdrowe posiłki, sięgamy po fast foody, dania gotowe, przetworzone i nafaszerowane chemią. W konsekwencji takiego odżywiania i życia zmienia się nasza postura. Coraz mniej mamy dziś osób o szczupłej sylwetce, coraz więcej tych z pofałdowanym brzuszkiem, tzw. puszystych10. Dzieje się tak, ponieważ spożywamy więcej kalorii, niż jesteśmy w stanie spożytkować na czynności podejmowane w ciągu dnia. Poziom aktywności fizycznej we współczesnym społeczeństwie jest znacznie niższy od tego, jaki posiadali nasi przodkowie w erze paleolitycznej11. Dawniej utrata energii związana z podejmowaną aktywnością fizyczną, wynosiła około 1000 kcal dziennie, przy ilości 3000 kcal dostarczanych z pożywieniem, co daje proporcję bilansu energetycznego 1 do 3. Współczesny człowiek, prowadząc siedzący tryb życia, na aktywność fizyczną wydatkuje około 300 kcal dziennie, a z posiłkami przyjmuje około 2100 kcal, co daje proporcję 1 do 7. To zdecydowanie niekorzystne. Według prof. Wima Sarisa12, holenderskiego specjalisty ds. odżywiania, aby „powrócić” do proporcji bilansu energetycznego naszych przodków, współczesny człowiek musiałby zwiększyć dobowy wydatek energetyczny o około 400 kcal. Oczywiście da się to zrobić, chociażby ćwicząc około godziny dziennie. Niestety większość z nas tego nie praktykuje, zatem masowo obrastamy w tłuszcz. Nie dziwi zatem, że problem braku aktywności fizycznej i otyłości urósł do rangi zagrożenia cywilizacyjnego13.
Konsekwencje otyłości przekładają się na koszty osobiste i krajowe. Rocznie na powikłania wynikające z otyłości polski NFZ wydaje 56 mld złotych14. Z badań Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że koszt leczenia tejże oraz jej skutków w 2015 roku wyniósł około 21 proc. budżetu przeznaczanego na ochronę zdrowia, co dawało wówczas ponad 10 mld zł, zaś bezpośrednie koszty leczenia pacjentów z otyłością – około 3 mld zł15.
Problem nie dotyczy oczywiście tylko Polski. Borykają się z nim nawet Japończycy, postrzegani jako zdrowi i długowieczni, a zwłaszcza ich najmłodsze pokolenia. W Japonii do najmłodszych właśnie adresowane są programy propagujące chodzenie do szkoły pieszo lub korzystanie z rowerów, ewentualnie z bezpiecznej komunikacji publicznej16.